Posts Written By rafalbauer

Polska Rosja: do zakochania jeden krok?

Są takie symbole które pozostają z nami na zawsze. Symbole które przechowujemy w pamięci ponieważ odbiegają tak mocno od sposobu w jaki widzimy świat, że po prostu trzeba je zapamiętać.

Nigdy nie brałem udziału w tak spontanicznym, a jednocześnie tak wysokiej rangi wydarzeniu. Po zakończeniu koncertu, gdy spodziewaliśmy się wszyscy, że Prezydenci zaraz znikną z sali, obaj weszli na scenę ale nie tylko po to aby pogratulować artystom. W tej niesamowitej atmosferze, z Wołodią Wysockim w tle, obaj wygłosili krótkie acz treściwe expose.

Wczoraj oklaskując Prezydentów czuliśmy, że to naprawdę unikalna chwila. Od lat nie zdarzyło mi się, aby język rosyjski nie malował mi w głowie portretu Stalina i czekistów w akcji. Wczoraj w nocy, ten język zabrzmiał zupełnie inaczej, zabrzmiał po prostu przyjacielsko. Prezydent Miedwiediew  przemówił prosto i zrozumiale dla nas wszystkich. Szkoda, że tłumacz niepotrzebnie dokonał nieudolnego zresztą przekładu. Tych słów nie było trzeba tłumaczyć. Każdy ze zgromadzonych poczuł, że na naszych oczach wiatr historii zmienia kierunek i temperaturę.
Niektórzy pytają dlaczego przy tak wielkiej randze wydarzenia spotkaliśmy się właśnie u nas w Soho Factory. Dla mnie to po prostu najlepsze miejsce, bo to tu właśnie na Pradze, Wysocki napisał swój słynny wiersz dla Daniela Olbrychskiego. To tutaj zatrzymali z Mariną Vlady samochód, a Wołodia wyraźnie poruszony długo spacerował nad Wisłą. Pierwszy raz zobaczył Warszawę patrząc na nią oczami krasnoarmiejców z prawego brzegu. W naszej współczesnej historii, ten właśnie brzeg i ta perspektywa jest symbolem naszego podziału.
„Gąsienicami zagrzebany w piach nad Wisłą, patrzę przez rzekę pustym peryskopem, na miasto w walce które jest tak blisko, że Wisły nurt frontowym staje się okopem. Rozgrzany pancerz pod wrześniowym żarem, rwie do ataku się i pali pod dotykiem, Ale wystygły silnik śpi pod skrzepłym smarem I od miesiąca nie siadł nikt za celownikiem”

Do mnie Wołodia przemówił właśnie ustami Kaczmarskiego. Ale to przecież kolejny symbol naszego pojednania, bo człowiek którego patriotyczny ryt dla nikogo nie pozostawiał przecież wątpliwości, uparcie i konsekwentnie przybliżał nam rosyjską duszę. To Kaczmarskiemu zawdzięczam to, że śpiewając „Czołg” czy „Nie lubię” zrozumiałem, że Wysocki to rosyjskość bez bagnetów na sztorc. I choć kochamy niemieckie samochody, imponuje nam tamtejszy porządek i ład, to nie znam nikogo kto by śpiewał przy ognisku protest songi w tym właśnie języku.

W III RP okopaliśmy już wszystkie demony z okresu II i rozbiorów poza jednym: NIGDY na poważnie nie poddano debacie różnicy światopoglądowej pomiędzy Dmowskim i Piłsudskim, różnicy która zdeterminowała naszą historię i wpływa na nią do dzisiaj. Brak jasnej zgodny w tej kwestii doprowadził do tragedii 1939 roku wieńczącej politykę niezaangażowania realizowaną przez Becka już po śmierci Marszałka. Polska nie może obrażać się na Rosję, Syberia i Katyń nie mogą szkodzić stosunkom tym bardziej, że kominy krematoriów nie zasłaniają nam przecież widoku na zachodni brzeg Odry. Najwyższy czas powiedzieć sobie jasno, że o kogoś musimy się oprzeć bardziej. Na naszych oczach, Rosja podnosi się gospodarczo z kolan a Niemcy budują IV Rzeszę. Odtwarza się tym samym historyczny układ geopolityczny. Nadchodzi moment wyboru. Z kimś przyjaźnić się trzeba bardziej.

A dla tych którzy sądzą, że polityka to coś więcej niż imperialna kalkulacja mój ulubiony fragment jednej z pieśni Kaczmarskiego:

„Komu zależy na pokoju ten zawsze cofnie się przed gwałtem wygra kto się nie boi wojen i tak rozumieć trzeba Jałtę”

PS. Filmik który załączam jest bardzo krótki, ale służby specjalne zabroniły nagrywania. Nie mogłem się powstrzymać i sfilmowałem kawałek telefonem. Ochroniarz Miedwiediewa zareagował niestety
błyskawicznie….. ale może się okazać, że to i tak jedyne sekundy zarejestrowane tego dnia.

0 Comments

Lech duma Wielkopolski

Nie bywam zbyt często na meczach, ale na pojedynek Lecha z Juventusem nie mogłem się nie wybrać. Kiedy w 12 minucie meczu stadion zaryczał ze szczęścia po pierwszym choć niestety ostatnim golu dla Kolejorza zrozumiałem na co faktycznie się patrzę. Uderzyła mnie analogia do dwu innych stadionów i dwu całkowicie odrębnych klimatów piłkarskich. Słuchając wiwatów przypominałem sobie Barcę i Dinamo Zagreb. Te stadiony łączy jedno: duma odrębności.

Różne scenariusze kryją jednak wspólne liczby. Katalonia to 25% hiszpańskiego PKB a  Chorwacja w trudnym 1990 roku popisać się nadal mogła bardzo podobnym udziałem w PKB Jugosławii. Wielkopolska to zaledwie 10% narodowego PKB tyle, że rozwarstwienie gospodarcze Polski powoduje ze 5 z 17 województw generuje 60% PKB! Wśród nich wielkopolska zajmuje 3 miejsce po Mazowieckim i Sląskim.

Może się zatem okazać, że niebieskie i białe kolory Lecha nabiorą dla jego kibiców i fanów znaczenia większego niż dzisiejsze. Tradycyjny, wielkopolski, lokalny patriotyzm, otrzymał właśnie wspaniałą arenę na której kibolski mikrokosmos zespoli się z miejskim establishmentem w cyklicznym paroksyźmie radości lub klęski. Prędzej czy później, nad głowami licznie zgromadzonej przy bułgarskiej publiczności, załopocą transparenty z mniej lub bardziej jasno sformułowanym oczekiwaniem zwiększenia regionalnej odrębności.

Po co? Określona wcześniej struktura% PKB powoduje, że Wielkopolska więcej do centrum oddaje niż z niego otrzymuje. Tak być musi, ponieważ wymaga tego idea solidaryzmu społecznego na której opiera się nasz ustrój. W praktyce, ów argument zdaje się nie wytrzymywać próby czasu choćby w Hiszpanii, gdzie zliberalizowana do ostateczności umowa federacyjna w zasadzie już prawie niczym nie różni się od niepodległości. Kierunek jest zawsze ten sam a więc już niebawem polityka upomni się o dusze fanów Lecha, choćby w skali Poznania. Dlaczego? Ponownie przekonają nas liczby. W ostatnich wyborach samorządowych w mieście uprawnionych do głosowania było ok 430 tysięcy tyle ze frekwencja wyborcza wyniosła ok 34%. Tym samym do urn udało się ok 142 tysięcy poznaniaków. Ilu kibiców wspierał swój ukochany Kolejorz w ostatnim meczu? 43 tysiące.

Jeśli prawie 1/3 wyborców przesiaduje często w jednym miejscu, to nie można się chyba spodziewać, że nikt tego nie wykorzysta. Oczywiście robi się to również dzisiaj, ale w skali która urąga powadze tego klubu. Mecz to nie jest popis kurtuazji to substytut wojny. Drużyna wchodzi na murawę aby przeciwnika zniszczyć, a czy osiągnie to finezyjną techniką czy brutalnością ataku dla kibiców nie ma już większego znaczenia. Wzorcowym przykładem  powyższego był choćby ostatni mecz Realu Madryt i Barcelony. Drużyna reprezentująca kastylijski integryzm została po prostu zmieciona z pola gry a sam mecz przekształcił się w koncert fauli głównie w wydaniu bezsilnych kopaczy z Madrytu. Jeszcze niedawno, duma ze zwycięstwa reprezentacji była wspaniałym przykładem na nadrzędność spojeń Hiszpanii. Ostatnie starcie Realu i Barcy pozbawiło już raczej wszelkich złudzeń, a nad murawą uniósł się ten specyficzny aromat krwi. W takiej samej atmosferze w trakcie meczu Dinamo Zagreb i Crvenej Zvezdy Belgrad, kibice posunęli się jednak nieco dalej,  rozpoczynając bójkę w trakcie meczu na murawie boiska. To właśnie wtedy, w maju 1990 Zvonimir Boban kopniakiem znokautował jednego z jugosłowiańskich policjantów stając się z punktu ozdobą panteonu współczesnych, chorwackich bohaterów narodowych. Ten mecz, stał się symbolicznym początkiem wojny choć ta rozpoczęła się faktycznie  dopiero za kilka miesięcy.

Nie zakładam, że murawa stadionu przy bułgarskiej spłynie krwią w trakcie meczu Lecha z Legią Warszawa. Wyrażam jednak przekonanie, że rosnąca siła oddziaływania klubu przestanie być tylko biernym wsparciem dla lokalnych polityków i niebawem klub zyska świadomość sam w sobie. Lech jest jedynym klubem w mieście, agreguje więc całe My i nie traci energii na wewnętrzne spory. Społeczność Lecha rozwinie być może rozmaite działalności które nadadzą jej formę stowarzyszenia a to już pierwszy krok na drodze do własnej polityki. Jakież, może mieć cele? Takie same jak wszyscy, czyli dobro miasta potem regionu. Ale dobro nie pod flagą dość zużytych frazesów i lewo prawej politycznej orientacji. Jaki jest koń każdy widzi. Duma Wielkopolski, ze swoją przyszłą polityczną emanacją stała by się z punktu formacją najbardziej reprezentatywną dla wyborców, choćby w myśl zasady, że co jest dobre dla Lecha jest dobre dla Poznania. Warto pamiętać, że manifestacje kibiców na stadionie Barcy nie zaczęły się wczoraj. To już w zasadzie stara tradycja, ale przyniosła wymierne efekty i nie mam wątpliwości, że FC Barcelona ma swój walny wkład zarówno w świadomość jak i dobrobyt Katalończyków. Kiedy, kibole śpiewają hymn, w lożach leniwie palą się cygara i nikt nie zaciska pięści. Ale jest jasne dla każdego o co toczy się gra i kto w tej grze wygra. Triumf jedności tak różnych środowisk w realizacji wspólnego dążenia może być pewnego dnia katalizatorem podobnych zachowań na stadionie Lecha.

2,7 mln Wielkopolan, może mieć różnych bohaterów i różne przekonania. Lech jest jeden a kibicowanie w europie już dawno nie jest zajęciem wyłącznie dla fanatyków i zadymiarzy. To lifestyle który jak się dzisiaj dowiedziałem zaowocował olbrzymim przyrostem liczby  widzów na stadionach. Na Lechu pojawi się jeszcze więcej rodziców z dziećmi, a tym samym reprezentatywność tej grupy i status społeczny solidnie wzrośnie.

Dinamo Zagreb i Barca to awers i rewers tej samej monety tyle, że jak widać z historii różnie można nią zagrać. Lech zwycięski pójdzie za pewne drogą Barcy budując niewątpliwie prestiż miasta. Takiemu celowi Legia Warszawa nie jest w stanie sprostać z powodów których w tym poście nie ma sensu wymieniać. Równocześnie,  Legia w czyichś sprawnych rękach może się stać zarówno symbolem warszawskiego integryzmu, jak i ze względu na TVN modelu konsumpcji który z wielkopolska oszczędnością nie ma wiele wspólnego.

Na razie to tylko licencia poetica. Na razie.

3 komentarze

Japonia: kraj zachodzącego słońca?

Jak zwykle ciekawy artykuł w The Economist. Sporo ciekawych materiałów na temat Japonii ale ich sens da się w zasadzie spointować załączoną tabelką:

Analizując powyższe warto zwrócić uwagę, że tą drogą idzie Europa zachodnia w tym Polska. Tym samym w ciągu najbliższych 40 lat, całkowicie zmieni się struktura społeczna a co za tym idzie wszystkie parametry popytu konsumpcyjnego. Można chyba założyć, że paradygmat upadku Cesarstwa Rzymskiego znajdzie praktycznie zastosowanie po raz kolejny. Aby odegrać tamten scenariusz do końca należy jeszcze przyjąć Turcję do UE, przy jej pomocy zapewnić sobie bezpieczeństwo na południu i solidny konsumpcyjny dopalacz ale to już temat na inny post.

Analiza dzietności kobiet wskazuje jedną prawidłowość: im biedniejsza populacja tym więcej dzieci. Ta zależność to równia pochyła po której muszą się staczać syte społeczeństwa. Tak, było jest i będzie ponieważ  bogaci traktują dziecko jako swoistą nagrodę, podczas gdy dla biednych dzieci są zazwyczaj przede wszystkim aktywem produkcyjnym którym w dogodnej sytuacji można nawet handlować.

Popatrzmy z perspektywy tych wykresów na wszelkiej maści systemy emerytalne. Trudno o lepszy przykład nieśmiertelnej zasady systemu argentyńskiego, który powoli już można by nawet określić jako syndrom argentyński. Nie ma takiej figury finansowej która może uratować system emerytalny wobec ujemnej demografii. Tabelka powyżej wyraźnie mówi, że sukces Japonii w olbrzymim stopniu został sfinansowany za emerytalne pieniądze baby boomers. Co z tego, że ich nie zabierano jak w PRL. Ale nawet jeśli trafiały na rynki, w taki czy inny sposób podlegały polityce państwa. Ponieważ jednak majątek który wspólnie wytworzyli nieco nieproporcjonalnie się rozłożył wiec dzisiaj mogą liczyć wyłącznie na młodych i ich składki. A młodych jest zbyt mało.

Może się zatem okazać, że niezwykła pilność demokratycznych państw w zapewnianiu nam emerytur ma brutalnie proste uzasadnienie: dodatkowa akumulacja w dochodzie narodowym czyli wewnętrzny dług publiczny którym można swobodnie manewrować. Zauważmy, że na przykład nadwiślańskie OFE ochoczo brały udział we wszystkich wielkich transakcjach państwowymi aktywami na GPW. A jak były trochę mniej gorliwe wystarczały lekkie pomruki z okolic ministerialnych aby wracała im chęć na zakupy. Tym samym, domknęło się kółko transferów, od i do Państwa. Nie wiem niestety jak to się bilansuje ale postaram się to niebawem sprawdzić. Tak czy inaczej, bez OFE nasza giełda cofnie się do poziomów z czasów wczesnego Mariana i to nawet bez światowego kryzysu.

W takich okolicznościach przyrody,  o emeryturach możemy w zasadzie zapomnieć. W repertuarze Państwa jest przecież jeszcze kilka zabiegów aby się owego niewygodnego problemu pozbyć. Zawsze mogą nam coś wypłacić w bonach na świadczenia w należącym do Państwa systemie opieki zdrowotnej w którym darmowe będzie już tylko oczekiwanie w kolejce ewentualnie pierwsze 10 minut wizyty u internisty. Ot kreatywne wykorzystanie potencjału służby zdrowia. W odwodzie będą jeszcze leki. Ograniczenie katalogu dostępnych leków też można przecież skapitalizować.

I ostatnia uwaga. Miałem ostatnio okazję zabawić parę dni w Tokio. Na miejscu spotkało mnie spore zaskoczenie. Z jednej strony konsumpcyjny imperatyw skutecznie starł większość różnic kulturowych, z drugiej zastanawia pewna obcość tego społeczeństwa które napędza jednak zupełnie inny silniczek niż nasze. Ich 20 letni kryzys bardzo prozaicznie odbił się na jakości życia: nie ma korków ponieważ posiadanie samochodu jest tak drogie, że lepiej go nie kupować. Kredyty hipoteczne również nie są problemem bo ceny nieruchomości nie zachęcają do kupowania więc mieszka się w mieszkaniach wynajętych. A że do tego wszystkiego średnie wynagrodzenia są bardzo wysokie  w relacji do typowych dóbr konsumpcyjnych Gucci i Prada prężą się dumnie na każdej w zasadzie handlowej ulicy.

Fakt Ameryka również konsumuje. Ale jednak zupełnie inaczej.

0 Comments

Noc listopadowa matka wszystkich powstań

W tym roku okrągła, 180 rocznica pierwszego z narodowych powstań. To w ową noc, Piotr Wysocki zapoczątkuje tradycje która skarze na śmierć dziesiątki tysięcy ludzi dla których ojczyzna nie była pustym słowem.

Zaczyna się tradycyjnie. Ale dalej już nie będzie. Powstanie nie było przygotowane, wybuchło całkowicie niespodziewanie, jako reakcja ludzi zagrożonych niechybnym aresztowaniem, czyli w pewnym sensie tak samo jak każde następne. Można dodać, że wybuchło w Królestwie Polskim z własnym językiem, ustrojem i armią. Wybuchło w kraju, w którym ciemiężcą był człowiek żonaty z Polką Joanną Grudzińską, dla której zrzekł się sie należnego mu tronu cesarskiej Rosji. Z niezrozumiałych dla mnie względów, powołanie Królestwa Polskiego nazywa się IV rozbiorem Polski. Warto pamiętać, że III zakończył sie de facto likwidacją Państwa Polskiego jako takiego. Napoleon Bonaparte, choć do dzisiaj uważany nad Wisłą za stronnika Polski i Polaków Księstwo Warszawskie traktował przede wszystkim, jako rezerwuar gorliwego wojska. Rangi Królestwa nie przywrócił, bo… nie mógł nie wchodząc w zatarg z Aleksandrem I, jedynym legalnym depozytariuszem owego tytułu, jako że Stanisław August Poniatowski abdykując w 1795 roku zrzekł się z wolnej woli pretensji do tronu i polskiej korony oraz poddał się cesarskiej opiece.

Królestwo Polskie odrodziło się, co prawda w wieczystej unii z Rosją, ale de facto w takim samym stanie znajdowało się od początków panowania Stanisława Augusta. Fundament Królestwa stanowiła konstytucja będąca twórczą fuzją konstytucji 3 maja i konstytucji Księstwa Warszawskiego. Co ciekawe głównym inżynierem tejże był książę Adam Czartoryski, prywatnie przyjaciel Cesarza Aleksandra I, bodajże jedyny w historii Rosji Polak na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Zapamiętałem z lektur, że była to ponoć jedna z bardziej liberalnych konstytucji w Europie. Badacze wiedzą to na pewno lepiej mnie interesuje w ustroju tego Państwa co innego: znaczny udział wśród jego elit politycznych i wojskowych ludzi którzy byli w niedawnym konflikcie przeciwnikami Rosji.

Generalnie Carowi musiało chyba zależeć na wzmocnieniu Polski. Co ciekawe, jednym z pierwszych posunięć jego ojca Pawła I było zwolnienie z twierdzy Kościuszki którego nawet wyposażył później w znaczny majątek. W ogóle można by wręcz wywodzić, że Aleksander I miał większe niż tylko prawne pretensje do polskiej korony ponieważ jego dziadkiem był…..Stanisław August Poniatowski we własnej osobie!

Być może, owo pochodzenie było źródłem sentymentów i jednocześnie wybuchów nienawiści które zdradzał także Arcyksiążę Konstanty?

Na lekcjach polskiego uczymy się o kibitkach i polityce Nowosilcowa ale mam ciągle w pamięci uwagi Józefa Piłsudskiego o carskiej katordze. Z dzisiejszej perspektywy, wszystkie represje mają koloryt niemieckiej i sowieckiej technologii eksterminacyjnej. Nie zmienia to jednak faktu, że nie można postawić między nimi znaku równości. Tym bardziej, warto by się zastanowić nad realnym wymiarem polityki która doprowadzi do de facto rewolucyjnego wybuchu. Nie bez znaczenia jest przecież fakt, iż ojciec Aleksandra jak i jego braci zginął zamordowany w trakcie przewrotu pałacowego. Nie jest również do końca pewne w jaki sposób zginął sam Aleksander I. A czy do stereotypu pasuje fakt, iż Wielki Książe Konstanty ponownie zrezygnował z tronu cesarskiego gdy jego brat, Mikołaj proponował mu ten tytuł wiedząc o wcześniejszej tajnej rezygnacji?

Wszyscy 3 panowie są wnukami Zofii Fryderyki Augusty zu Anhalt – Zerbs która również w drodze pałacowego przewrotu pozbawiła władzy swego męża legalnego cara Piotra III. Ich oficjalny dziadek nigdy się nie nauczył dobrze mówić po rosyjsku na dworze posługiwał sie wyłącznie niemieckim a Rosją gardził. Faktyczny sprawca urodzin ich ojca, był od Rosji kompletnie zależny i panował dzięki jej poparciu.

Nie neguję w żaden sposób ani antypolskiej polityki w Królestwie Polskim ale nie trudno chyba zauważyć, że Mikołaj I który rozpoczyna panowanie od stłumienia powstania dekabrystów, nie pała miłością do wszelkiej maści ruchów animowanych przez młodzież i wojsko. Nawiasem mówiąc ciekawe, dlaczego jego koronacja na Króla Polski odbyła się tak późno bo dopiero w 1829 roku czyli prawie 5 lat po wstąpieniu na tron cesarski. Przy okazji celebracji rocznic powstańczych przywołuje się zawsze represje i brutalnego księcia Konstantego który spędzał czas na musztrze oraz na lżeniu i chwaleniu na przemian swoich regimentów.

Ale nie dowiemy się przy kolejnej „narodowej“ okazji, że już w 1821 nasze może i ułomne ale jednak państwo prawie zbankrutowało, a car ostrzegł, że jeżeli nie naprawi swojego budżetu, samodzielność królestwa będzie poważnie ograniczona. W takich okolicznościach ministrem skarbu został Franciszek Ksawery Drucki Lubecki i to za jego sprawą Królestwo w ciągu 9 lat podwoiło budżet, rozpoczęło modernizacje przemysłu. Inicjatywie tego człowieka zawdzięczamy Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, dzięki któremu nie zbankrutowały masowo majątki pozadłużane w czasie toczących sie wojen. W 1828 roku powstaje wreszcie Bank Polski, a Królestwo może zaciągnąć za granicą pierwszą poważną pożyczkę. Jakaż wspaniała analogia do dzisiejszych czasów. Jak widać i wtedy bez długu się nie dało.

Mimo to, jest to postać raczej odbierana negatywnie. Głównie dlatego, że nie walczył w powstaniu. Był mu przeciwny twierdząc, że do niczego nie doprowadzi a na dodatek zrujnuje polski budżet. Nie walczył a walki się nie bał, ponieważ był liniowym oficerem w trakcie rosyjskiej kampanii. Zarzucano mu również, że zarządzał jak udzielny władca nie przejmując się sejmem a zważając jedynie na cara i wielkiego księcia z którymi był w dobrych stosunkach. Co w tym nowego? Podobne zarzuty formułowano choćby wobec Piłsudskiego.

I na koniec jeszcze jedno: nie było by żadnego powstania gdyby nie to, że Konstanty nie zgodził się na użycie wojsk polskich w trakcie wojny Rosji z Turcją w 1828 roku. Z dużym prawdopodobieństwem nasza nieco ponad dwudziestotysięczna armia wróciła by z tej wojny raczej dość mocno poharatana. Nie jest ważne czym sie kierował, ważne jest to, że nie wysłał wojska a mógł choć trafiają sie głosy, że zabraniała tego konstytucja. Zabraniała użycia armii poza Europą a ta wojna toczyła się nad Dunajem. To powstanie rozpoczyna romantyczną idee dla której oddawali życie najlepsi w tym narodzie bo przecież do walki i do lasów nie szli z porywu serca malkontenci i miernoty. Każde z powstań ograniczało naszą suwerenność i łupiło kraj.

Zastanawiam się zawsze gdzie byśmy byli gdyby nie ten mit. Kim byśmy byli gdyby ci ludzie którzy użyźnili ziemię nie wyjałowili jednocześnie narodu.

0 Comments

Iracka samosierra.

Oj jaka to szkoda, że Wiki kopie w takiej świeżej historii. Gdyby była szansa na daty sięgające głębiej udało by się dowiedzieć czegoś więcej o naszej współczesnej historii. Zastanawiające jest bowiem to, że w naszym kraju jak ktoś jest agentem to wyłącznie albo służb PRL albo rozmaitych macek rosyjskich. Co ciekawe, w zasadzie NIGDY na przestrzeni ostatnich 20 lat nie wykryto u nas agentów CIA lub innej amerykańskiej służby. Można by powiedzieć, że penetracja bratniego kraju to nonsens. Nic bardziej błędnego, szczególnie jeśli wiemy, że za czasów PRL związek radziecki potrafił zadbać o odpowiednie zabezpieczenie agenturalne na terenie RP. Ot tak na wszelki wypadek. Trudno zatem założyć, że USA postępują dzisiaj inaczej. To stereotyp miłości do amerykańskich chłopców versus krasnoarmiejcy skutecznie wyniósł wszystko co nieprzyjemne poza nawias publicznej percepcji.

A wszystko zależy od punktu widzenia. Kiedyś w trakcie wizyty w Tokio miałem okazję zwiedzać muzeum w którym istotna część ekspozycji poświecona była zniszczeniom dokonanym przez Amerykanów w trakcie nalotów na Tokio. Przewodnik opowiadając o tym barbarzyństwie stropił się nieco słysząc moją uwagę o morderczych praktykach armii japońskiej. Sumitował się przez chwilę po czym zauważył, że jesteśmy z Polski, kraju obozów koncentracyjnych. I temat mieliśmy z głowy bo tłumaczenie kto mordował a kogo mordowano to była już walka w narożniku.

Można zatem przyjąć, że tak jak się nie wykrywało agentury ZSRR do 1989 roku, tak dzisiaj nie dotyka się agentury USA w myśl tej samej zasady nie plątania się pod nogami sojuszników.

Jestem głęboko przekonany, że byli byśmy niezwykle zaskoczeni zawartością depesz z Warszawy. Najwyższy chyba czas, aby masowo zdać sobie sprawę, że w geopolityce nie ma się przyjaciół tylko płatnych akolitów. Nad Wisłą pokutuje mit, że współpraca państw dokonuje się w oparciu o idee i braterstwo a nie dostawy i pieniądze. Jednym z paradoksów doskonale obrazujących nasze myślenie życzeniowe, jest niezrozumiały kult De Gaulla. Generał jeszcze jako młody oficer udzielał się w ramach francuskiej misji wojskowej w czasie wojny polsko bolszewickiej w 1920 roku. Wyrobił sobie o nas jak najgorsze przekonanie i w efekcie prowadził politykę delikatnie mówiąc wstrzemięźliwą wobec Polski.

Podobnie traktujemy Amerykanów, a ich ambasada symbolizuje wolność podczas gdy rosyjska jest symbolem zniewolenia. Abstrahując od ewidentnej konieczności takich a nie innych politycznych wyborów w naszym kraju, warto jednak zastanowić się nad tym, czy nasz udział w amerykańskich przedsięwzięciach politycznych jest konieczny, żeby nie zapytać wprost czy jest opłacalny. Lektura doniesień ambasadorskich mogła by wiele powiedzieć kogo ambasada lubi a kogo nie, kto w jej interesie lobbuje a kto wprost realizuje amerykański interes.

W Iraku walczyła a w Afganistanie walczy obecnie nasza armia zawodowa. Jej wyekwipowanie i utrzymanie kosztuje, a jak powszechnie wiadomo wojna kosztuje nie mało. Czy nie jest zasadnym pytanie co za to otrzymujemy względnie otrzymaliśmy? 5 lat misji irackiej kosztowało życie 22  a przez kontyngent przewinęło się ponad 15 tys żołnierzy. Na pewno był to poligon dla naszej armii. Nigdzie nie natrafiłem jednak na informację ile łącznie nas kosztowała ta przygoda a przede wszystkim ile sprzętu zostało na ten cel dokupione w naszej bratniej armii amerykańskiej. Rad bym się dowiedział jaki procent PKB został poświecony na ten cel bo o ile wymachiwano argumentami natury internacjonalistycznej, nawoływano do obrony przed światowym terroryzmem to warto pamiętać, że broni masowego rażenia która była powodem interwencji w Iraku nie znaleziono.

Od zarania świata realizowanie polityki innymi środkami, że pozwolę sobie znów zacytować Clausewitza było kosztowne,  toteż podłożem do każdej wojny były spodziewane ekonomiczne frukta. Działo się tak zawsze nawet w epoce wojen ideologicznych. Każdy sztab dokonywał ekonomicznej kalkulacji działań wojennych licząc zasoby które pozyska na zajętym terytorium.

Chciałbym się dowiedzieć, czy nasz sztab dokonał takiej kalkulacji, bo podejrzewam, że ruszyliśmy na tą wojnę bez jakichkolwiek gwarancji a w oparciu o mgliste zapewnienia, choćby takie jak zniesienie wiz do USA których nawiasem mówiąc nie zniesiono do dzisiaj.

Jedna z najważniejszych  bitew w naszym wojennym  etosie to szarża pod Samosierrą. W ciągu trwającej kilka minut spektakularnej szarży, zginęło pięćdziesięciu kilku z nieco ponad stu kawalerzystów którzy zaatakowali wąwóz. Bohatersko, bo otoczenie Cesarza otwarcie wątpiło w skuteczność ataku wprost na armaty. Napoleon ripostował: „Zostawcie to Polakom”. Dla nas wielki dowód polskiego męstwa, ale ta sama bitwa w historiografii napoleońskiej  ma zupełnie określenie.

Słynie z tego, że jest jedną z najtańszych.

0 Comments

Facebook kills?

W ramach cyklicznych badań dzięki którym dowiaduję się w jakim kraju lub raczej z kim w tym kraju żyję, nabyłem zestaw probierczy w postaci: tygodnika „NIE”, „Faktu” i „Przeglądu”. I jakież zaskoczenie! Nie, oferuje mały wykład na temat internetowej toksykologii. W treści dwa życiorysy i dwie kariery złamane przez niewinne treści zamieszczane na osobistym profilu FB. O ile wiwisekcję owych treści możemy na chwilę odłożyć to nie sposób pominąć następującego faktu: nikt już nie szanuje jakiejkolwiek prywatności w sieci. Jeśli nawet reguluje ją jakiś paragraf, to odium społeczne dopada znienacka, a vox populi stawia pod pręgierzem i gorliwie zasądza razy.

Oczywiście można powiedzieć, że prywatności w sieci nie ma, lub jeśli ktoś nie zadbał o jej zapewnienie to każdą treść pod którą się podpisał publicznie opublikował. Trudno się nie zgodzić, ale trudno też nie zauważyć tu pewnej zbieżności z mechanizmem donosu rodem z najczarniejszego okresu stalinizmu. W obu przypadkach, mamy do czynienia z wykryciem nieobyczajności przez jakiś oburzony „aktyw” który z definicji nie daje racji. Co więcej, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, nikt pewnie nie będzie wnikał jak duża jest grupa oburzonych, jak bardzo są oburzeni oraz kim są owi oburzeni  bo tu akurat spektrum może być bardzo szerokie od zawistnych sąsiadów poprzez politycznych wrogów na czyhających na stanowisko współpracownikach skończywszy.

Obawiam się, że tego typu oskarżeń będzie coraz więcej. Jak sądzę UE która uwielbia się zajmować tego typu problemami prędzej czy później zaproponuje jakiś rodzaj cyber obyczajówki badającej jakość stawianych zarzutów oraz wagę samego występku który czujny aktyw wykrył. I tak niewinne zacznie się moim zdaniem rozbudowa państwa w sieci. Obywatelu, chcesz pisać co Ci się podoba? Droga wolna ale świat jest zły i jeśli ktoś zrobi użytek z Twoich ściśle prywatnych i zabezpieczonych treści dojdziesz być może swoich praw ale…. już nie koniecznie Ci się to do czegoś przyda.

Ale jest przecież rozwiązanie! Serwery koncesjonowane. Otwierającą się stronę poprzedzi mały gustowny bannerek ” Strona zawiera poprawne treści. Zdrożne wykorzystanie będzie ścigane. Zakaz powielania” i na dole jakiś zgrabny emblemat cyber policji. Pytacie kto tam będzie zakładał stronę? Jak to kto? Kierownik wydziału komunikacji ma stronę?! I nie jest na koncesjonowanym serwerze? Co z tego, że to strona o małpach! Ale jak nie ma nic zdrożnego w tych małpach to czemu nie na koncesjonowanym serwerku? Oj nieładnie nieładnie……. Mała uwaga, że piętro wyżej się krzywi i strona zmieni serwer. Dla świętego spokoju, bo przecież jak się nie ma nic do ukrycia to taka zmiana nie ma żadnego znaczenia. Mówi to Państwu coś? żeby zacytować w tym miejscu ulubiony passus Wirgilusza Grynia z filmu Dom.

Oj doczekamy się tego. Zadałem sobie trochę trudu i poczytałem nieco o tych dwu przypadkach. Debatowanie na temat zasadności zarzutów jest bezcelowe. Nie dlatego, że uważam ich za niewinnych lub winnych. Pomijam debatę ponieważ kontestuję co do zasady, zarówno tryb jak i sankcje które zastosowano. Systemy demokratyczne realizując doktrynę ochrony obywatela przed nim samym, prędzej czy później zadbają o nasze bezpieczeństwo w sieci. Znajdą się tacy którzy gorliwie będą za tym agitować. Nie, nie jestem jakimś zaciekłym netowym wolnościowcem. Zbyt często przywalali mi wojtkowie70, hunterzy czy Dociekliwi, miotający kalumnie z bezpiecznego ukrycia swoich nicków. Uważam jedynie, że treści wypowiadane jawnie i pod nazwiskiem, nie mogą podlegać samosądom. Nie zmienia to faktu, że ustawodawca jak zwykle wybierze drogę na skróty i prędzej czy później zafunduje nam jakiś system koncesji cyberpolicyjnych.

W ramach ćwiczeń zalecam osobiste śledztwo w tej drobnej sprawie. Jeśli się komuś będzie chciało, z przyjemnością wczytam się w opinie na temat winy i proporcjonalności sankcji.

http://www.uprzejmiedonosze.pl/pl/forum/ocen-urzad-urzednika/ocen-urzad-urzednika/maciej-zegarski-asystent-szefa-msz-i-jego-slynne-majtki/1#

http://www.tvnwarszawa.pl/archiwum/-1,1682860,wiadomosc.html

Gdyby się komuś wydawało, że mam właśnie napad paranoi, śpieszę zapewnić, że cyber obyczajówka nie była by bynajmniej szczytem osiągnięć w zakresie kontroli obywateli przez system. Nieoceniony Orwell wskazał bowiem poziom znacznie wyższy: policję myśli.

3 komentarze

Sceniariusz argentynski – reaktywacja.

Władymir Iljicz Lenin mawiał: "kapitaliści sprzedadzą nam wszystko, nawet sznur na którym ich potem powiesimy". Tą prostą sentencją zwykł rozwiewać obawy aktywu co do możliwości pozyskania artykułów których towarzysze radzieccy nie dostarczyli by nawet przyjaciołom. 

Leninowska maksyma doskonale oddaje istotę systemu w którym osiąganie zysku jest dobrem nadrzędnym i który w pogoni przed owym zyskiem nigdy się nie zatrzyma. Nie piszę tego jako socjalista lub komunista. Nie ma i za pewne nie będzie lepszego systemu regulującego relacje społeczne ponieważ ten jest najbliższy biologicznej zasadzie przetrwania.

Najlepszym dopełnieniem tej definicji jest lektura dwu występujących obok siebie artykułów w PB. Pierwszy wieszczy wspaniałą koniunkturę odwołując się ochoczo do realiów kryzysu lat 70 tych i zapewniając czytelników iż czeka nas pożyczkowy orgazm który wzorem epoki Edwarda Gierka przełoży się na zakupowy run na warszawskim parkiecie i nie tylko. Autor przypomina, iż Polska tow Edwarda wykorzystała podobną koniunkturę na rynkach, kiedy to inwestorzy byli tak zgłodniali zysków, że sięgnęli po wysoko procentowe papiery dłużne komunistycznego kraju. Dowiadujemy się z treści, że lekko sobie jednak osłodzili ryzyka inwestycji w komunizmie gwarantując zakupy wyłącznie wytworzonych u siebie dóbr. Czy to aby nie powinno nam dać do myślenia? Głównym naszym pożyczkodawcą zarówno wtedy jak i teraz są Niemcy. Ten sam kraj jest również naszym największym partnerem exportowym. Artykuł informuje, że ponad 80% długów gierkowskich poszło na zakupy maszyn i surowców wytworzonych za granicą a znacznie mniejsze kwoty na budowę infrastruktury. W praktyce oznacza to, że dług w większości wsparł PKB tych krajów które udzieliły nam pożyczek. Jak sądzę, każdy z nas udzielił by pożyczki sąsiadowi, aby ten kupił następnie nasz stary samochód za cenę nowego i jeszcze pokornie obsługiwał nam od tego odsetki. Zwracam uwagę mniej uważnym czytelnikom: jeśli pożyczamy na zakup naszego własnego samochodu oznacza to, że pieniądz de facto w tym rachunku nie występuje bo pożyczamy kwotę która następnie trafi do nas. Tym co ta operacja zrodzi na prawdę są jednak ODSETKI. I to one będą stanowić faktyczny przychód a zarazem nowy ekonomiczny byt. Oczywiście ktoś powie, że nasz samochód przecież również był za pewne na kredyt. Otóż to jest w zasadzie mało ważne ponieważ mówimy tu o naszym starym samochodzie którego chcemy się pozbyć a którego dodajmy nikt nie chce kupić. Nasz sąsiad nie ma jednak zdolności kredytowej wiec a) nie targuje się o cenę b) akceptuje wysokie odsetki . Ktoś powie: a jeśli nie będzie spłacał? Nic wielkiego: kilka rat zapłaci a w najgorszym razie mu się auto zabierze. Jedyne ryzyko to potencjalne zniszczenie. No ale cóż jakieś ponosić trzeba. Czy to jedynie moja interpretacja zakupów z lat 70tych? Odsyłam czytelników do podsumowań epoki Gierka. Roi się tam od zakupów niepotrzebnych technologii i linii produkcyjnych których nie udało się uruchomić z braku lokalnych komponentów. Wiele z tych zakupów poszło jak wiadomo na marne. Dług pozostał.

W kolejnym artykule czytamy, że Węgierski rząd konfiskuje aktywa emerytalne swoich obywateli. Oznacza to po prostu, że ich literalnie OKRADA ponieważ owi obywatele pokornie płacili składki na swoje ubezpieczenie przez większość zawodowego życia. Oczywiście w bratnim kraju demokracji ludowej, podobnie jak w PRL owe składki były de facto składnikiem budżetu państwa i nikt sobie wypłacaniem przyszłych emerytur głowy nie zawracał. Ponadto po drugiej wojnie społeczeństwo było młode i emeryci byli w nim znacznie słabiej niż dzisiaj reprezentowani co oznacza, że wpływy były znacznie większe niż wydatki. 

Praktycznym problemem współczesnych państw jest to, że pod pozorem dbałości o przyszłość obywateli pobiera się od nich obowiązkową składkę ubezpieczeniową podczas gdy faktycznie służy ona jak to się ładnie mówi zwiększeniu akumulacji w dochodzie narodowym czyli jest de facto kolejnym składnikiem długu publicznego!

Dlaczego Węgry grabią swoich obywateli? Ponieważ nie są w stanie obsługiwać własnego długu i tym sposobem chcą pozyskać dodatkowe środki. Pomysł nie jest nowy. Dokładnie tak samo postąpił w 2001 roku rząd argentyński co i tak nie uchroniło tego kraju przed bankructwem. Niewiele osób pamięta często pojawiające się wtedy w dziennikach sceny rabowania supermarketów. Upadek państwa doprowadził do głębokiej rewolty społecznej której skutki to państwo ponosi do dzisiaj. 

Zastanówmy się raz jeszcze: obok siebie występują dwa artykuły z których jeden wieszczy finansową hossę związaną z masowo napływającą do nas gotówką drugi informuje o grabieżczej polityce bankrutującego państwa. To groźnie memento powinno nam dawać do myślenia. Nowe długi pozwolą nam spłacić stare ale będą droższe tym samym ich spłata będzie jeszcze mniej prawdopodobna niż obecnych. Czy naprawdę rozsądna jest wiara w to, że jesteśmy wyspą której kryzys się nie ima? Dodam, że dopiero co chodziły po rynku plotki, że rząd kombinuje coś przy OFE. Sprawa ucichła ale wróci. 

Jedyna recepta ratunkowa dla tonących w długach państw to ……. programy wsparcia czyli kolejny dług! We wszystkich kuracjach MFW pojawiał się również wymóg ograniczenia inflacji i deficytu a w Argentynie przeprowadzono nawet program "zero deficytu". Niestety nie okazał się skuteczny ponieważ w ramach ograniczenia wydatków politycy nie ograniczają samego państwa ale przede wszystkim, wszelkie jego fundamentalne zobowiązania społeczne. Czy w bankrutującej Grecji zmniejszono parlament? Czy demonstranci pojawili by się na ulicach gdyby zmniejszono liczebność administracji? Czy nie jest możliwe aby funkcje w organach samorządowych były bezpłatne? Dlaczego program ograniczania wydatków nigdy nie dotyczy sfery samej polityki? Współczesne państwo stało się hydrą która w znacznym stopniu żyje sama dla siebie.

Zadam prowokacyjne pytanie: co się stanie jeśli rozruchy na Węgrzech przybiorą większe rozmiary niż te które zdarzało już nam się widywać w telewizji? Czy jesteście pewni, że będzie to tylko problem wewnętrzny Węgier? Dzisiejsze granice europejskie nie koniecznie oddają faktyczną strukturę etniczną Europy. Silna mniejszość węgierska żyje zarówno na Słowacji jak i w Rumunii. Wrzenie na Węgrzech z całą pewnością pojawi się i tam tym bardziej, że ani na Słowacji ani w Siedmiogrodzie nie są traktowani jako dobrzy sąsiedzi. Słowacy pamiętają wojnę z Węgrami z marca 1939. Konflikt węgiersko rumuński sięga wiosny ludów i po obydwu stronach jest pieczołowicie kultywowany. 

Oczywiście to czarny scenariusz ale nie zaszkodzi się nad nim chwilę zastanowić tym bardziej, że pierwszą systemową reformę ubezpieczeniowo emerytalną przeprowadziły Prusy pod rządami Bismarcka! 2/3 składki płacone było przez pracowników 1/3 przez pracodawcę. Zasiłek emerytalny wypłacany był w wieku 70 lat. Czy to czegoś nie przypomina? Ten pionierski system rozsypie się jednak zaraz po zakończeniu I wojny światowej ponieważ Rzesza tocząc wojnę po prostu te środki przejadła. Tym samym pionierem rozwiązań socjalnych nie była przemysłowa Anglia ale rodzący się militaryzm. Stereotypy najcześciej są mylące. 

Konkluzja? Państwo może dosięgnąć nas wszędzie, podczas gdy my nie jesteśmy w stanie nigdzie mu zagrozić. Ponosimy koszty polityki państwa podczas gdy ono nie zapewnia nam nic poza świadczeniami które de facto kupujemy sobie sami. Tak tak wiem: to jak z wykładów o anarchizmie i anarcho syndykaliżmie Bakunina. Ale czy na prawdę znamy sens wielu pojęć którymi się nas straszy? I na koniec pytanie: czy ubezpieczenie zdrowotne jest w Szwajcarii obowiązowe?

 

 

 

 

4 komentarze

Brave New World

Nadchodzący kryzys spełni funkcję katalizatora ostatniego etapu kreacji cyberprzestrzeni, jako de facto równoległego świata. Doczekać się nie mogę na Internetowy Kościół Odnowicielski, albo tym oczekiwaniem daję dowód na to, że urodziłem się w roku 1970 i nie mam po prostu świadomości, że taki kościół już istnieje.

Zdumiewające jest to, jak szybko następuje "avataryzacja" Internetu. Świadczy to przede wszystkim o tym, jakiego znaczenia nabiera dziś nie tylko obecność w cyberprzestrzeni, ale przede wszystkim jakość tej obecności. "Każdy chce być kimś" to truizm, który symbolizuje dążenie rozwiniętego świata od rewolty lat 60tych, czyli od chwili kiedy konsumpcjonizm stał się de facto religią panującą.

Czytaj dalej

1 Comment

Googlus Rex

Chiny mój faworyt do roli hegemona wyznaczają nowy kierunek również w cyberprzestrzeni. Jak donosi GW tamtejsze władze skazały 46 letnią Chinkę za nieprawomyślny wpis na Twitterze. Wyrok? Rok obozu pracy. Grubo bo wpis jest co najwyżej ironiczny wiec aż strach pomyśleć co groziło by za faktyczny policzek wymierzony tamtejszej totalitarnej władzy. Kara śmierci?

O ile Chiny nie kryją się z cenzurą i blokowaniem dostępu do Internetu to w całej wolnościowej cyberprzestrzeni wszelkie treści powinny być komunikowane bez skrępowania. Koszmarna fikcja.

Czytaj dalej

1 Comment

Islandyzacja? Dlaczego nie?

W Pulsie Biznesu niepopularna prawda ustami Jima Rogersa: jeśli ktoś pożyczał ponad miarę powinien upaść. Towarzyszy jej stwierdzenie, że UE wytrzymała by bankructwo jednego z krajów. Dlaczego miała by nie wytrzymać, jeśli uniknięcie tego bankructwa jest jeszcze droższe? Ciekawe, że o ile pisano tak wiele o bankrutującej Islandii nikt nie pisze za bardzo o niej teraz. W sumie było by fajnie dowiedzieć się jak sobie radzi z kryzysem kraj który literalnie zbankrutował chociaż….. o ile sobie przypominam kroplą która przelała czarę była niechęć premiera tego kraju do wypłaty depozytów Brytyjczykom i Holendrom. Spodziewam się, że nie chodziło tu o osoby fizyczne ale raczej instytucje pochodzące z tych krajów. Na pewno, takie stanowcze nie się nie spodobało. Pan Premier zarobił za to postępowanie przed sądem przegłosowane przez parlament. W sumie ciekawy przypadek kiedy tak solidarnie ciało polityczne wydało kozła ofiarnego.

Oczywiście nie znając lokalnej sytuacji mogę się niepotrzebnie wymądrzać niemniej jednak w moim przekonaniu warto by o tej Islandii więcej pisać. Czyż nie najlepszą ilustracją do konieczności niesienia pomocy upadającym krajom byłby obraz nędzy tych które już upadły? Najwyraźniej, z jakichś powodów media tak nie uważają. Ciekawe prawda? A było by teraz o czym pisać ponieważ Islandia niebawem znajdzie się w UE! Kraj który jeszcze niedawno trzymał się od tej inicjatywy z daleka w 2009 złożył do Komisji Europejskiej wniosek o przyjęcie do UE. Nie zdziwił bym się gdyby taki wymóg pojawił się w pakiecie zdrowotnym zaaplikowanym Islandii przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. MFW doczekał się już dość powszechnej krytyki jako organizacja stojąca na straży interesów rynków finansowych a nie poszczególnych państw. Nie ma się jednak co dziwić, że organizacja której powstanie jest de facto realizacją założeń Bretton Woods ma cele niejako wyabstrahowane od interesów państw. Jeśli punktem wyjścia jest utrzymywanie stabilności systemu jakim jest przepływ i relacja wartości pieniądza trudno tu mówić o jakimkolwiek narodowym interesie sokoro powszechnie wiadomo, że pieniądz narodowości nie ma:)

Upchanie Islandii w UE pozwoli za pewne podpiąć się do jakiegoś systemowego wsparcia co ozdrowieńczo wpłynie na tamtejszą gospodarkę i w perspektywie ceny tamtejszych akcji. Ciekawe, czy w Islandii nie zawitał specjalista od terapii szokowej Jeffrey Sachs. Scenariusz dewaluacja, sztywny kurs, zadłużenie sprawdziła się już w wielu krajach, podziała pewnie i tam. Nawiasem mówiąc osobiście jestem przekonany, że technika nie jest zła tyle, że kosztem istotnej części PKB można na takiej operacji zarobić spore pieniądze. Jak? Otóż scenariusz kryzysowy jest zawsze dość podobny: upadek ekonomiczny to inflacja albo hiper inflacja. Sanacja systemu to dewaluacja waluty. Budowanie wiarygodności to sztywny albo semi sztywny kurs wymiany w pewnym okresie czasu przy jednoczesnym wysokim oprocentowaniu lokalnych depozytów ponieważ jest to jedyny sposób na pozyskanie gotówki. I w ten sposób pojawia się okazja na pewne i wysoko oprocentowane lokaty w lokalnej walucie z których wychodzi się potem w dowolną walutę międzynarodową. W sumie prosty deal, ale podobno wszystkie dobre deale są proste.

Czy się jakoś zawziąłem na Jeffreya Sachsa? Nie bo taką operację w ramach tego schematu przeprowadził nie tylko w Polsce. Otóż w 1985 roku działał w Boliwii która staczała się w jądro ciemności po załamaniu gospodarczym w 1980 roku ( katastrofa na rynku cyny ). Osiągnięcie JS to powiązanie waluty z dolarem, zgaszenie hiperinflacji, która po kilku latach spada do 11%. Ale…. wzrasta bezrobocie, spada PKB i eksport. Dodam tylko dla formalności, że Sachs, pojawił się w Boliwii na zlecenie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. O ile powyższe jest bardzo łatwe do ustalenia, to znacznie trudniej znaleźć informację o tym, że dokładnie taką samą misję MFW powierzył Sachsowi na Słowenii i w Chorwacji, które podejmowały decyzję o niepodległości w oparciu rady i zalecenia znanego nam naukowca. Jak to wyglądało? W Chorwacji przyjęto w 1992 dinara chorwackiego zaliczając inflację 1500% zdławioną w 3 lata. Słowenia miała szczęście ale sprowadzaniem  raptem 200% inflacji do wielkości jedno cyfrowej radzono sobie również 3 lata. No ale może taki był plan. Tu w obu przypadkach dokonała się jednak drobna zmiana. O ile w Boliwii i Polsce odniesieniem był dolar, w post Jugosławii w pięknym stylu zadebiutowała marka niemiecka.

I jaki z tego wniosek? Taki, że jak koniunktura sprzyja a ludzie aktywni to i finansjera zarobi i jakiś PKB przyrośnie. Gorzej jak takich okoliczności nie ma. Wtedy mamy inną ścieżkę: agresywny liberalizm prowadzi do fermentu społecznego, te rodzi silne nastroje lewicowe a to z kolei zazwyczaj kończy się jakimś militarnym rozwiązaniem bo przecież zawsze jest jakaś armia która musi zaprowadzić spokój a tej armii przecież ktoś musi udzielić materialnej pomocy oczywiście w postaci pożyczek które później trzeba będzie spłacić.

A wszystko jak zawsze pro publico bono.

1 Comment