Posts Written By rafalbauer

Gibraltar

Dla nas to wyłącznie symbol związany z Władysławem Sikorskim, który ginie tu w nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach. Katastrofa gibraltarska, która w moim przekonaniu  była zamachem to jeden z bardziej za pewne ponurych epizodów w relacjach polsko – brytyjskich. Nasz nadwiślański stereotyp chce widzieć w nich honorowych partnerów, podczas gdy prawda historyczna nawet bez kontekstu wspomnianej katastrofy obnaża raczej Albion jako cynicznego handlarza cudzą śmiercią. Oczywiście z brytyjskiego punktu widzenia trudno się temu dziwić: ratowali imperium koszty, szczególnie jeśli ponoszone przez innych nie miały większego znaczenia. Anglia wojny II burskiej która kształtowała młodego Winstona Churchilla ma się nijak do tej którą przyszło mu rządzić w trakcie największej miejmy nadzieję wojny światowej. Oj sporo draństwa kosztowało ratowanie zwietrzałego prestiżu.  Ale świadek eksterminacji Burów na skalę która było nie było zainspirowała nazistów nie był raczej wrażliwym człowiekiem ponieważ jest pierwszym politykiem w historii który osobiście wydał rozkaz użycia gazu i to nie przeciwko wojsku ale cywilom. Jeśli dodamy, że działo się to w Iraku w latach dwudziestych to nasz dyżurny krwawy satrapa Saddam staje się chyba już nieco mniej odrażający prawda? Churchill był politykiem radykalnym i zawsze agresywnym. Warto tu zauważyć, że do władzy po kilkuletnim niebycie który zawdzięczał zresztą gospodarce ( wydał rozkaz strzelania do strajkujących robotników ) przywróciła go w zasadzie II wojna światowa. Gdy upadł rząd Chamberleina, Winston mocno uchwycił stery. Przyzwyczailiśmy się do założenia, że z Niemcami walczył cały świat. Być może sporym zaskoczeniem będzie stwierdzenie, że pomiędzy lipcem 1940 a czerwcem 1941 walczyła w zasadzie wyłącznie Wielka Brytania. Jak to się ma do Gibraltaru? Każdy kto tam kiedyś trafi organoleptycznie dozna dwu olśnień: że cieśnina gibraltarska jest faktycznie cieśniną i bez zgody brytyjczyków nie dało się nią przecisnąć oraz że katastrofa to raczej mało prawdopodobne wyjaśnienie tego co się stało z Sikorskim. Punkt pierwszy jest ważny o tyle, że Niemcy nie mogli poważnie myśleć o podboju afryki nie kontrolując Gibraltaru. Zdobycie go wydawało się takie proste. Samo OKH przewidywało, że wystarczą do tego dwie elitarne dywizje. Ale był jeden mały feler> potrzebny był do tego Franco. A Franco nie miał ochoty na wojnę po stronie Niemiec tak długo jak długo Anglia jeszcze dychała. Tym samym, najcięższe straty na Gibraltarze są dziełem bombowców ……. francuskich! I nie chodzi tu o pierwsze naloty odwetowe których dokonano zaraz po ataku brytyjczyków na francuską flotę w Afryce, ale o naloty z 24 sierpnia w trakcie ataku Brytyjczyków na Dakkar.

Ten przydługi wstęp ma jeden cel: wskazać, że Winston Churchill był w praktyce specem od wojny i zwolennikiem ostrych siłowych rozwiązań. Trzeba było mieć jaja aby w 10 dni po zawarciu rozejmu niemiecko francuskiego wydać rozkaz bombardowania floty francuskiej i de facto potencjalnie stworzyć porozumienie niemiecko francuskie przeciw Anglii. Churchill od zawsze uważał, że najlepszą formą obrony jest atak i przez całe życie hołdował tej zasadzie. Nie inaczej było zapewne w czerwcu 1943 roku kiedy sojusznicza Polska stanęła twarzą w twarz z informacją o katyńskiej zbrodni. Trudno zakładać, aby ów fakt choć upubliczniony przez Niemców nie miał wpływu na morale walczących na zachodzie. Dodajmy, że 30 czerwca Niemcy aresztowali generała Roweckiego. Sytuacja musiała być poważna skoro Sikorski wyprawił się na daleki wschód do Andersa celem uspokojenia nastrojów. Zauważyć należy, że wojsko ewakuowane z ZSRR to podówczas ważny związek taktyczny dla Anglików którzy gorliwie wspierali jego ewakuację z ZSRR. Warto się zastanowić jakich nacisków należało użyć aby Stalin się na taką ewakuację zgodził. Jakoś trudno mi uwierzyć aby mogło się to dokonać bez konkretnych postulatów brytyjskich w tym zakresie. A Brytyjczycy są na bliskim wschodzie po prostu słabi. Siedzą w Palestynie i Egipcie ale na zachodzie są Niemcy i Włosi a w Syrii wojska Vichy z którymi Anglia jest de facto w stanie wojny! Ten czterdzieści kilka tysięcy polskiego wojska miało wtedy olbrzymie znaczenie.

I nagle okazuje się, że ten zdecydowanie antykomunistyczny materiał ludzki, może jeszcze otrzymać silny polityczny impuls. Sikorski, musiał wiedzieć, że Roweckiemu zaproponowano zmianę frontu. Po decyzji Paulusa pod Stalingradem potrzebowali już nowych sojuszników. Nie twierdzę, że zmiana frontu miała by jakikolwiek sens albo znaczenie z w tamtej wojnie. Musiała jednak zaprzątać głowy ludzi którzy tak się akurat złożyło więcej krzywd doznali od Rosjan niż od Niemców. Rowecki podoficerem został na kursach w CK armii a szlify oficerskie zdobył w organizowanym  przez Niemców Polnishe Wechrmaht i to w marcu 1918 czyli na kolka dobrych miesięcy przed pojawieniem się w Warszawie Piłsudskiego. W tym czasie Niemcy trzymają się jeszcze mocno. To nie jest ta zrewoltowana armia która jesienią wycofa się z Polski. Jaki stąd wniosek? Dla Niemców Rowecki musiał być wiarygodnym partnerem już od kilku lat walczącym z tym samym wrogiem czyli Rosją. Czy aby na pewno 25 lat później nie ma żadnej płaszczyzny porozumienia pomiędzy generałem a ludźmi którzy go aresztowali? Wszędzie można przeczytać, że na wszelkie propozycje współpracy przeciw Rosjanom generał reagował niechętnie. Być może ale tu mała rewelacja: w 1918 roku szefem zaciągu do tej formacji był uwaga Władysław Sikorski! Nie jest możliwe, aby nie współdziałał ( nie używam określenia kolaborował ) w owym czasie z wywiadem niemieckim który jest przecież niezwykle aktywny! Jak wiadomo dostarcza do Rosji Lenina a nikt również nie zaprzecza, że decyduje o zwolnieniu z twierdzy Piłsudskiego. Sikorski i Rowecki znali się osobiście i nie jest wykluczone, że od owego 1918 roku znali wspólnie oficerów niemieckich nadal służących w swoich armiach. Fundamentem współpracy w 1918 roku była niechęć do Rosji to w 1943 roku jest bardzo ważne.

Czy tej wiedzy w 1943 roku nie miał Winston Churchill? W Polsce nie pisze się wiele o wywiadzie brytyjskim ale na przykład Adolf Hitler miał na jego punkcie prawdziwą fobie choć jak się okazało jego osobiste otoczenie infiltrowały jednak służby radzieckie. Tym nie mniej należy założyć, że jeśli w samej II RP miało znaczenie kto w jakim zaborze robił karierę to i uwadze państw ościennych to zapewne nie umknęło.

Premier Wielkiej Brytanii decydował się szybko i potrafił być stanowczy o czym przekonali się choćby lądujący pod Narwikiem. Moim zdaniem krótka analiza wystarczyła mu aby podjąć decyzję o usunięciu Sikorskiego. W strukturach emigracyjnych nie było polityka o podobnych koneksjach w świecie przy jednoczesnym autorytecie we własnym obozie i armii tym samym wraz z generałem kończyła się era silnego przywództwa. Rosja już realizowała swój plan powołania własnej wasalnej armii polskiej i własnego lojalnego obozu politycznego. Smierć Sikorskiego w tych planach na pewno pomogła, życie jak sądzę i tak by im nie zaszkodziło.

Jedna z fundamentalnych łacińskich maksym, będących podstawą cywilistyki brzmi: Czyja korzyść tego wina. Z tej perspektywy  rozstrzygnięcie wydaje się jasne. Wydaje się, bo prawdę skrywają archiwa których Brytyjczycy nie chcą ujawnić mimo, że od „wypadku” upłynęło już 67 lat. Widać mają powód.

4 Comments

Deutschland, Deutschland über alles

Tygrys Europy, wielokrotnie nagradzana za dynamiczny wzrost Irlandia, pokonała już większość drogi z pozycji wyprostowanej do pokornego ugięcia kolan. Jeszcze wierzga ale to już ostatniej podrygi. W tle, kolejna fala dyskusji o upadku Euro. Zastanawia mnie jak to jest możliwe, ze z jednej strony tak często się pisze jakim obciążeniem dla Niemiec są programy wsparcia dla innych krajów UE by w tym samym artykule wprost wskazać jak wielki i perspektywiczny interes ma w tym wszystkim największa gospodarka europejska.

Po co toczy się wojny? W większości o zasoby lub rynki zbytu. Teoretycznie II wojna światowa, podobnie jak konflikty bałkańskie wymykają się tej definicji ale to tylko dlatego ze w znacznym stopniu obniżono tu koszty działań wojennych korzystając w pełni z mrocznych mechanizmów zwykłej ludzkiej nienawiści wyniesionej na sztandary. Dzięki temu wzrosło zaangażowanie i spadły koszty działań ale skutkiem ubocznym jest mord, ponura konsekwencja użytego systemu motywacji wojska.

W 20 wieku, na model eksportu rewolucji Ameryka odpowiedziała modelem eksportu kapitalizmu. W obu wypadkach wymagali to jednak solidnej akumulacji w dochodzie narodowym celem finansowania zbrojnego wysiłku. Dodajmy, finansowania połączonego mimo wszystko z trzebieniem zasobu który odtwarza się długo: siły żywej. Nie wiem czy intuicyjnie, czy też w oparciu o jakiś stosownie powołany instytut, Niemcy doszły do błyskotliwej konkluzji, że w całym tym niepewnym równaniu: nakłady wojsko = wojna = zdobyte zasoby = zwrot z inwestycji można jednak wyeliminować ten sympatyczny ale jakże kosztowny element: wojsko.

Czy to nie dziwne, ze ten tradycyjnie militarystyczny kraj tak skutecznie spiłował swoje pazury? W moim przekonaniu wyłącznie dlatego, ze miłośnicy „Parade Marsch” dzisiaj szkoła swoje pułki nie w koszarach tylko w zaciszach gabinetów oligarchicznych niemieckich banków.

Euro nie upadnie. Nasza zjednoczona Europa to de facto IV Rzesza niemiecka. Prowokacja? Proszę porównać dwie mapy. Ta która powszechnie znamy i Europe 1942. Jeśli uznamy ,że wspólna waluta opiera się na najsilniejszym organizmie to możemy uznać, że EURO jest wprost nie tyle następcą Marki co po prostu jej ekspansywną formą eksportową. Euro stanie się instrumentem koncentracji Europy w ramach wspierania niemieckiej hegemonii. Berlin zastosuje w praktyce ten sam mechanizm który zapewnił supremacje USA tyle że z jedną modyfikacją: formuła pożycz od nas, kupuj od nas bron, zniszcz swój rynek i odbuduj go kupując od nas upraszcza się do pożycz od nas i uzależnij się gospodarczo od nas. A ze nad tym procesem powiewa flaga w obojętnym kolorze zamiast złowieszczego czarnego orla? Cóż nie można mieć wszystkiego. Ale powoli. Wystarczy jeden mały projekt reformy europejskich sil zbrojnych połączony z niezbędna unifikacją sprzętu wojskowego.

Nie ma już Europy narodów. Bez presji militarnej dokonano faktycznego sfederalizowania niepodległych państw. Zaryzykuje twierdzenie którego potwierdzeniu niebawem się oddam: II wojna światowa kosztowała i kosztuje Niemcy znacznie więcej niż zjednoczenie Europy a rezultat jest w sposób oczywisty lepszy.

Pora na naukę niemieckiego.

7 Comments

Co to jest mord polityczny?

Pozornie to kategoria która w nadwiślańskim kraju albo nie występuje albo jest zarezerwowana wyłącznie dla okresu ancient regime’u. Tymczasem warto by było wskazać choćby dwie najgłośniejsze serie zabójstw popełnionych już w teoretycznie przynajmniej wolnej Polsce. Pierwsza to ofiary FOZZ czyli przede wszystkim Walerian Pańko i Michał Faltzmann. Drugi nie mniej ciekawy łańcuch to Piotr Jaroszewicz i jego współpracownicy.

Kto jeszcze pamięta morderstwo Piotra Jaroszewicza? W 1992 roku było to jedno z najważniejszych wydarzeń. W nocy z dnia 31 sierpnia na 1 września zamordowano ich oboje: Piotra Jaroszewicza i Alicję Solską. O ile kobieta została po prostu zastrzelona o tyle były premier zanim potwornie skonał przeżył wielogodzinne tortury. Teoretycznie sprawców schwytano. Objęto śledztwem 4 drobnych meneli których sąd w 2000 roku uniewinnił. Można by powiedzieć zwykła sprawa. Być może dla ludzi którzy nie pamiętają już kim był Piotr Jaroszewicz jedna z najważniejszych figur w naszym kraju.

Wedle informacji takich świadków jak choćby Albin Siwak, Jaroszewicz nie przyjmował nie zapowiedzianych gości, sam wychodził na zewnątrz aby otworzyć im furtkę a w domu nie rozstawał się pistoletem nawet siedząc w swoim ulubionym fotelu. I w tym właśnie fotelu został zamordowany. Torturowano go naprawdę okrutnie. Obie stopy miał przybite gwoźdźmi do podłogi podobnie jak lewą dłoń tyle że do podłokietnika fotela. Zył mimo tak zadanego bólu postawiono mu wolną prawą rękę po to aby coś podpisał albo wskazał. Skonał uduszony specyficzną garotą. Duszono go paskiem zaciskanym na szyi ciupagą. Umierał w mękach przez wiele godzin. Zona miała więcej szczęścia. Skrępowaną, po wielu godzinach asysty torturowanemu mężowi zastrzelono ją strzałem w głowę. Takie morderstwa nie trafiają się zbyt często prawda? Co ciekawe podobnie jak w kilku znanych publicznie śledztwach przybyła na miejsce ekipa dochodzeniowa popełnia wszelkie możliwe błędy. W prasie pojawiają się różne hipotezy gdzie główną ma być obawa byłych funkcjonariuszy PRL o ujawnienie zakamarków ich przeszłości. Alternatywnie sugeruje się obawę polityków nowej Polandy o ujawnienie informacji dotyczących ich płatnej współpracy z MSW. Moim zdaniem to tylko celowe mylenie tropów. od 1980 roku, odsunięty jako członek ekipy Gierka, Piotr Jaroszewicz jest tylko kibicem wydarzeń który wszelako mógłby bez trudu paść wtedy ofiarą wypadku samochodowego. W 1981 roku jest nawet internowany. Gdyby posiadał informacje mordercze dla ówczesnych ekip za pewne by nie dożył 1989 roku. A nowi potencjalni agenci przy władzy? Nawet gdyby zostali ujawnieni z łatwością obalili by zarzuty podobnie jak choćby Michał Boni który w słynną czerwcową noc żarliwie nazywał listę Maciarewicza SBcką manipulacją. W 2008 roku wyznał, że współpracował. Ale mało i niechętnie. Nie jestem apologetą Antka. Po prostu wskazuję na to jak łatwo było jednak odeprzeć nawet prawdziwe zarzuty. Cóż nam zatem pozostaje? Historia ciekawie podwójna.

Radomierzyce 1945.

W kwietniu tego roku pułkownik Piotr Jaroszewicz z małą grupą współpracowników pojawia się w Redmitz małej wsi na dzisiejszej granicy Polsko Niemieckiej, podówczas w sercu niemieckich do szpiku Sudetów. Towarzyszy mu Jerzy Fonkowicz, Władysław Boczoń i Tadeusz Steć. Pierwsze dwa nazwiska to nie byle jakie figury Fonkowicz agent NKWD jako szef  wywiady Armii Ludowej i główne aktywo Mariana Spychalskiego przeprowadził w 1944 akcje na Archiwum Delegatury Rządu na Kraj zawierające między innymi dane o przedwojennej polskiej agenturze w szeregach KPP. Część materiałów przekazano podobno Gestapo które niebawem zrobiło z nich dobry użytek. w 1945 roku Fonkiewicz jest już szefem III Oddziału słynnej już Informacji Wojskowej gdzie zdobywa wtedy szlify młody zdolny oficer Czesław Kiszczak. Fonkowicz w LWP ma dwu szefów wiceministra Mariana Spychalskiego ale przede wszystkim Iwana Sierowa szefa mrocznego Smiersza. Jaroszewicz i Fonkowicz to wtedy de facto NKWD i GRU w armii. Jaroszewicz w Radomierzycach jest jako szef Głównego Zarządu Politycznego czyli nadzoru politycznego nad armią. Kim są pozostali? Steć wedle dostępnych źródeł jest wtedy nikim, uchodźcą który znajduje się w okolicy przypadkowo a do zamku trafia dzięki znajomości niemieckiego. Trudno uwierzyć w taką wersję. Nie wydaje mi się możliwe aby w takiej operacji uczestniczyli amatorzy. Co więcej upewnia mnie w tym osoba numer cztery. Władysław Boczoń pseudonim Pantera. Bardzo interesująca postać. Przedwojenny oficer kontrwywiadu, w trakcie wojny funkcjonariusz Abwehry we Wrocławiu podobno z polecenia wywiadu ZWZ, czego jednak do swej śmierci nie udowodnił. Co ich sprowadziło do Riediemritz?

Archiwum.

Sudety miały być ostatnim szańcem, bastionem w którym Fuhrer będzie bronił się do końca. Ten górzysty i dość bezludny teren wydawał się idealnie do tego nadawać. O powadze tych projektów świadczą ślady wielkich inwestycji w tym regionie najlepiej widocznych jako kompleks Riese. Kto nie widział tych sztolni nie zrozumie ogromu tego zamysłu. Gorąco polecam to ciekawy nie tylko historycznie teren. Do dzisiaj nie wiadomo co kryją liczne zasypane chodniki. Wiadomo natomiast co znajdowało się na zamku w Rediemritz. Tytułowe archiwum to nie byle co ale zasoby Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy słynnego RSHA nadzorcy Gestapo, SiPO, KRiPO i wreszcie SD. Ten konkurencyjny do Abwehry organ wywiadowczy zaciekle z nią zresztą konkurujący w zajmowanych w trakcie wojny krajach przejmował w zasadzie nienaruszone a bardzo cenne aktywa wywiadowcze. W Polsce praktycznie nie naruszone, w Belgii, Holandii czy Francji w stanie być może nawet lepszym. Podobno Jaroszewicz spędził w Zamku kilka dni, Fonkowicz wyjechał wcześniej a niebawem po jego wyjeździe pojawili się Rosjanie. Wedle relacji Stecia, Jaroszewicz przeglądał wiele dokumentów wybierał niektóre i wywiózł z zamku trzy niewielkie pakiety. Zasoby były ogromne do ZSRR wywieziono podobno 300 tysięcy teczek. I najważniejsze: wśród dokumentów były podobno między innymi  akta Leona Bluma, jednego z najważniejszych polityków międzywojennej Francji. Wiadomo co było w archiwum dzięki opublikowanym w latach 90tych wspomnieniom wiceprzewodniczącego Komitetu Archiwów Rosji Anatola Prokopienki.

Można zatem z dużym prawdopodobieństwem domniemywać, że zebrane przez Jaroszewicza dokumenty dotyczyły Europy zachodniej a nie wschodniej.

Ale co w tym wszystkim dziwnego? Boczoń nie dożył 1992 roku. Jaroszewicz umiera torturowany. Steć, podobnie w kilka miesięcy później w styczniu 1993. Fonkowicz miał więcej szczęścia ale w 1997 roku został zamordowany w swoim domu w Konstancinie. Dodam, że po kilku godzinach tortur. Scenariusz podobny. Oczywiście istotnego nie zginęło.

Wcześniejszej śmierci Boczonia na pewno dopomógł pobyt w PRL owskim więzieniu. To również dziwna historia. Aresztowany w 1949 roku, zostaje zwolniony w 1955. W sentencji wyroku wskazuje się na jego zasługi dla konspiracji i przekazanie archiwów hitlerowskich wywiadowi armii czerwonej w 1945 roku. Niewdzięczność obdarowanych? Można zatem domniemywać, że to właśnie Boczon doprowadził Jaroszewicza i Fonkiewicza do tych archiwaliów. Najwyraźniej albo nie miał okazji zabrać dla siebie stosownej paczki dokumentów albo były mniej użyteczne w rękach podwójnego czy wręcz potrójnego agenta?

Boczoń był bardzo aktywny w strukturach niemieckich kierowanych przez tych samych ludzi którzy współpracowali z aktywami wywiadowczymi Mariana Spychalskiego. Nie zdziwił bym się, gdyby się okazało, że Boczoń służył nie tylko AK jeśli oczywiście ta informacja jest prawdą. Osobą przypadkową nie był podobnie jak pozostali uczestnicy tej wyprawy. Ze strzępów informacji można się dowiedzieć, że wizyta Panów w zamku była „nieoficjalna”. Jeśli tak faktycznie było, to obaj agenci ZSSR ponosili spore ryzyko. Najwyraźniej jednak nic im nie groziło, aż do upadku ZSRR. Gdyby ich wiedza zagrażała służbom PRL za pewne przydarzyło by się choćby coś takiego jak Janowi Strzeleckiemu, zmarłemu w czerwcu 1988 po ciężkim pobiciu.

Czemu mnie zainteresował akurat ten łańcuch śmierci? Otóż warto wspomnieć czym hobbystycznie zajmował się Piotr Jaroszewicz. Za czasów panowania Edwarda Gierka tropił jak by się dzisiaj powiedziało lobby handlowo dewizowe. Nadzorowana przez niego osobiście struktura prowadziła śledztwa których celem było wskazywanie powiązań pomiędzy inwestycjami zachodnimi w Polsce a osobami które te decyzje podejmowały. Jaroszewicz poświęcał wiele uwagi budowie nieformalnych struktur wykorzystujących zasoby państwowe do budowania prywatnych majątków na bardzo dużą skalę. Podobno wielokrotnie wspominał jak wielką siłą sprawczą dysponowali ówcześni gestorzy inwestycyjnych pieniędzy. Jeśli uświadomimy sobie, że gross polskiego długu powstaje wtedy i to w ciągu 6 lat to naprawdę było co wydawać. Czy owi wydający byli na to przygotowani? Czy wtedy nie było prowizji czy łapówek? Ileż na ten temat pisał nieodżałowany a zupełnie zapomniany dzisiaj Kuśmirek! Ow były partyjniak jeździł po Polsce i tropił opisywane poźniej w reportażach, maszyny gnijące na zatrzymanych budowach, nie uruchomione linie produkcyjne czy nie pasujące do siebie ich elementy. Popularny nie był.

Wiadomo, że Jaroszewicz był poważnie skonfliktowany z aparatem wywiadowczym MON i MSW. Mimo to, za czasów PRL był osobą o niebywałych możliwościach, co sugerowało by bardzo mocne zaplecze w ZSRR. Zaplecze tym bardziej tajemnicze, że kariera Jaroszewicza w LWP była niezwykle błyskotliwa. Został Generałem w ciągu 28 miesięcy obejmując jedną z najważniejszym w ówczesnym wojsku funkcję. Komuś w ZSRR musiało na tym bardzo zależeć.

Moim zdaniem to właśnie jakiś element ekonomicznej układanki mającej swój związek z archiwum RSHA jest przyczyną śmierci tych ludzi. Pamiętajmy, że ofiary długo torturowano co oznacza, że oprawcom zależało na pozyskaniu określonych informacji. Czy ich udzielili czy nie, nie dowiemy się nigdy.

3 Comments

Ile cukru w cukrze?

Pośród wielu debat przebija się coraz częściej pytanie co ma jeszcze faktycznie mierzalną ekonomicznie wartość. Standardowa odpowiedź zazwyczaj prowadzi nas do roboczego stwierdzenia: ZŁOTO. Pomijam tu celowo, kopaliny czy ropę nawiasem mówiąc od zawsze nazywaną czarnym złotem. W tym miejscu nasuwa się pytanie czy owo złoto jest w praktycznym sensie tym samym czym niewątpliwie jest w sensie ekonomicznym?

Otóż, upadek pieniądza oznaczać musi powrót do tego systemu odniesień który opuściliśmy w 1971 roku rozstając się z układem Bretton Woods. Na miejscu było by zatem odpowiedzieć sobie na pytanie ile w tamtym czasie kosztował bochenek chleba, litr soku pomarańczowego, kawa czy szklanka mleka. Anno Domini 1971 owa szklanka kosztuje 7,5 centa. W 2010 w wyniku znacznego spadku cen 6,5 centa. CPI w 1970 roku wynosi 38,8 w 2009 notuje pierwszy spadek rok do roku ( pierwszy od 1955 ) i wynosząc 214. Dla porządku dodam tylko jeszcze dwie figury: wydatki budżetu USA 195 bilionów $ i dług 380 billionów. No może jeszcze DJ 842.

Pełna egzotyka. W 1970 roku średni dom kosztuje 26,6 tys USD a średni dochód gospodarstwa domowego to 8,7 tys USD na gospodarstwo domowe. Fajnie było prawda?

Warto sobie uświadomić, że w omawianym okresie CPI wzrósł ponad 5 krotnie trudno o lepszy miernik szczególnie w zestawieniu z analizą ceny mleka. Od kiedy populacja zaczyna się odchudzać? W europie zachodniej i USA od końca lat 70tych kiedy dobra spożywcze są już w takiej ilości, że powoli stają się problemem. Populacja zjada nie dla tego, że jest głodna ale dla tego, że zjadać może. W sumie w historii świata zdarza się to po raz pierwszy. Jeśli z wagą populacji pojawiały się jakieś problemy to dotyczyły wyłącznie masowej niedowagi. Lektura jednej tabeli www.usinflationcalculator.com z CPI od roku 1913 pozwoli na łatwe w sumie odniesienie tego wskaźnika do wydarzeń na świecie.  Zachęcam. Swoje wnioski przedstawię już niebawem.

Jeśli jednak CPI jest taki a nie inny a cena mleka jest tam gdzie kiedyś była to oznacza to na ile efektywnie zdrożały między innymi media. Istotny udział w CPI mają bowiem wydatki na paliwo, gaz i elektryczność. Nie zdziwię się, jeśli się okaże, że to ta grupa jest najbardziej odpowiedzialna za nasz inflacyjny marsz. I będziemy go kontynuować ponieważ media nie stanieją. Przeciwnie będą konsekwentnie rosły podobnie jak cały ropo pochodny świat a warto w tym miejscu pamiętać, że choćby każdy plastikowy element w naszym domu zaczyna się od czarnego złota. Jeśli USA utracą kontrolę nad Irakiem inflacja przyspieszy jeszcze bardziej ponieważ ceny ropy wzrosną. Niezależny Irak bardzo chętnie wystawi rachunek za okupację, szczególnie jeśli jego sąsiedzi nie będą mu w tym przeszkadzać i solidarnie podobnie jak to zrobili w trakcie pierwszego kryzysu naftowego choć decydowały się na ten krok państwa niekoniecznie wzajemnie się miłujące. Oczywiście ówczesny szok pozostał a pamięci na tyle długo aby dzisiaj świat posiadał alternatywne źródła choć pomiędzy 1973 rokiem a dniem dzisiejszym udział Państw Arabskich w światowym wydobyciu spadł o ile mi się wydaje z 37 do 30%. Mało to nie jest. Kto się w tym miejscu doszuka spisku, odsyłam do historii. Pierwszy kryzys to była odpowiedź OPEC na rewanżową wojnę Izraela z Egiptem i Syrią. Dlaczego nie miało by dojść do kolejnego zjednoczenia wyznawców Allaha? O i jeszcze jedna szokująca uwaga. W latach siedemdziesiątych arabowie za sobą nie przepadali. Choć trudno w to uwierzyć w aroganckim zachodnim świecie, tamci faceci mają swoje własne korzenie które ich solidnie różnią. Jakkolwiek państwowość arabska nie jest stara w sensie współcześnie dyplomatycznym, to nie można jej odmówić setek lat w sensie społeczno gospodarczym. Co by nie było przed rekonkwistą Hiszpania była mauretańska a gdyby nie Karol Młot, Galia na pewno a kto wie czy nie większy kawałek Europy dopatrzył by sie piękna w zielonym kolorze.

Cukru w cukrze jest bardzo niewiele, a ten gigantyczny wzrost ostatnich trzech dekad napędził powszechnie występujący dług. Dzisiaj go zaczyna poważnie brakować. Rząd USA dość nie zawsze roztropnie lokował pożyczane pieniądze ale kiedyś miał przynajmniej do eksportowanie produkty dzisiaj eksportuje w znacznym stopniu usługi. Potencjał wytwórczy wyeksportował się sam do krajów bardziej efektywnych.  Gospodarki państw rozwiniętych chwali się za duży dział PKB pochodzący z sektora usług. Jeśli nie są to na przykład usługi finansowe, w tej grupie znajdziemy choćby biura podróży. Oby nie były potrzebne po to aby masowo wybierać się na saksy. Tyle, że tym razem w odwrotnym niż zazwyczaj kierunku.

0 Comments

System argentyński? A kto to jeszcze pamięta!

Miałem okazję obserwować dwie wyraźne dekoniunktury: 1992 i 2002. Czy aby napewno jest przypadkiem ze te okresy załamania dzieli 10 lat? Jesli cofniemy sie w czasie to okaże się, iż optymizm pierwszych dwu lat wolności wyparował dość szybko a realna dewaluacja złotówki przeniosła w obszar abstrakcji samochody i mieszkania ale choć jednocześnie dała obfitość w sklepach. Ponieważ zmiana gospodarcza uwolniła znany mechanizm spirali potrzeb, literalnie syty naród potrzebował już czegoś więcej. I tu okazało się, że o ile na mieszkanie z przydziału czekało się 15 czy więcej lat to w nowej rzeczywistości taki zakup jest dla większości praktycznie niemożliwy. W miarę powszechny dziś kredyt hipoteczny w 1992 roku nie zmaterializował się nawet w tak wrednej postaci jak słynna Alicja której na pewno poświęcę niebawem wpis.

Ba, aby złapać odrobinę kontekstu warto wspomnieć, że w sierpniu 1991 miał miejsce pucz Janajewa który wyłącznie dzięki swojej nieudolności nie zatrzymał przemian w Europie Wschodniej. To wtedy właśnie na czołgu dywizji kantiemirowskiej zabłysła gwiazda Borysa Jelcyna. W 1992 roku w Polandzie nadal rezyduje spora cześć Północnej Grupy Wojsk Armii Czerownej a gwardziści z Bornego Sulimowa jeszcze chyba nie zakończyli demontażu wszystkich rakietowych instalacji.

W 1992 zakończy się era sztywnego kursu walutowego opartego na USD, od jesieni 1992 pojawi się kurs „pełzający” uzależniony od koszyka walut. Na świecie trwa już konflikt ekonomiczny Europa USA co oznacza przede wszystkim jedno: odpływ pieniądza z rynków dla tegoż pieniądza za bardzo ryzykownych.

Jedną z najlepszych miar braku środków na rynku był właśnie system argentyński w ramach którego kupowano upragnione samochody. Działało to tak: chętni zbierali się w kilkudziesięcio osobowe grupy i mozolnie składali się na jeden samochód który przypadał w udziale jednemu ze zbierających „argentynczykow”. Szczesliwca wyłaniano w drodze losowania. Wszystko działało sprawnie tak długo jak długo pojawiali się kolejni chętni na auto w tym systemie, ponieważ opłaty musieli wnosić i ci którym auto się marzyło i ci którzy je już wylosowali. Jak się łatwo zorientować to konstrukcja typowa dla piramidy finansowej. I tu zagadka: jaka wielka i szacowna dzisiaj korporacja finansowa zaczęła się w taki właśnie sposób? Odpowiem na to pytanie niebawem.

Wracając do rzeczy: w 1992 roku rynek zderzył się z brakiem pieniądza a niezaspokojone oczekiwania niebawem przełożyły się na taki a nie inny sentyment wyborczy w 1993 roku. 92 upływa pod znakiem hamującej produkcji wewnętrznej ponieważ popyt wewnętrzny nie był stymulowany. Pamiętajmy, że do dzisiaj istotne zakupy gospodarstw domowych to samochód i mieszkanie: o ile jednak już w 1994 roku można było nabyć samochód w kredycie i to nawet sięgającym 100k PLN to nadal kupno mieszkania na kredyt było praktycznie niemożliwe! Jak to się przekłada na rynek i ceny? W 1995 roku wchodzący na rynek Peugeot 406 kosztuje 55 tys PLN. W tym samym czasie mieszkanie 34m2 w centrum Warszawy w zasadzie tyle samo. Ale już w roku 2005, kolejny model 407 w podobnym wyposażeniu kosztować będzie do 80k podczas gdy to samo mieszkanie już prawie 400k czyli praktycznie 5 razy drożej. Slabo?

Warto się chwilę zastanowić nad tą zmianą w relacjach. Zapamiętajmy, że popyt nawet na artykuły ważniejsze inwestycyjnie zależy wyłącznie od dostępności finansowania tych aktywów w funkcji przydatności do codziennego życia. Tym samym kupujemy nowe lepsze mieszkanie przede wszystkim jako inwestycję w tych kategoriach nigdy nie mieści się samochód. Gospodarstwo domowe podobnie podchodzi do akcji i innych instrumentów typowo inwestycyjnych: nie mając na nie środków w przyszłość nie zainwestuje nawet jeśli widzi taką potrzebę. I właśnie dlatego nie spodziewajmy się w przyszłości wzrostów ponieważ NIE MA na nie finansowania i nie prędko się ono ponownie pojawi.

W 1992 roku nasze państwo stać było jeszcze na odważne decyzje pozwalające na zdrowe bodźcowanie rynku. Zamiast dziwacznych programów pomocy młodym rodzinom wprowadzono po prostu ulgę budowlaną niegdyś zwaną „dużą”. Przypominam, kupowane mieszkanie odliczalo sie od PODATKU!!!!! Co wiecej, po zawarciu umowy z dedveloperem udawaliśmy sie do US gdzie otrzymywalo sie decyzje o zaniechaniu poboru zaliczki napodatek dochodowy i od tej pory nasza pensja brutto stawala sie pensja netto! Czy można  to sobie wyobrazić dzisiaj? Nawiasem mówiąc, okaże się zapewne, że dzisiaj każda tego typu forma wspierania musi być uzgodniona z UE albo wręcz wymaga jej zgody. Dla mnie ówczesna ulga budowlana pozostanie wzorcowym przykładem pro inwestycyjnej polityki prowadzonej przez Państwo. Miała oczywiście swoich krytyków którzy sugerowali, że to instrument tylko dla bogatych którzy mają z czego odliczać. To polityczny zarzut, zresztą dość typowy w UE gdzie w zasadzie ciągle się twierdzi, że owi bogaci są zawsze czemuś winni. Ale to czytelna emanacja systemu który można sprowadzić do jednego: oddajcie nam wszystko a my to dobro potem odpowiednio rozdystrybuujemy. Bardzo mi to coś przypomina. Ale podsumowując ulgi się skończyły i od 2000 rozpoczął się poważny kryzys w nieruchomościach który następnie zamienił się w kilkuletni letarg z apogeum w roku 2002, moim zdaniem absolutnie najgorszym dla polskiej gospodarki. Na miejsce ulgi wprowadzono kredyt hipoteczny. Jestem przekonany, że gdyby nadal istniała możliwość odliczenia od podatku, inwestycje miały by się lepiej a rynek byłby znacznie bardziej przewidywalny. A czy opłaciło by się Państwu? trzeba by podliczyć relację podatków utraconych do pozyskanych wiec da się to łatwo przeanalizować. Nie zmienia to jednak fundamentu, Państwo potrzebuje naszych pieniędzy na finansowanie własnego istnienia a w omawianym wariancie traciło nad nimi kontrolę. Jakiż to by był zgubny przykład do ustawodawczego naśladowania.

Miało być o dekadach a wyszło o stymulacji podaży pieniądza inwestycyjnego. Każdy z nas może ocenić samemu jak istotna jest to kategoria. Większość z nas ma za sobą to doświadczenie w skali mikro, działkę lub pole, mieszkanie albo dom sprzedane kiedyś a dzisiaj znacznie więcej warte. Ta „wartość” nie jest jednak uniwersalna, zależy wyłącznie od dostępności środków. Drodzy czytelnicy mijacie pewnie często jakąś wymarzoną nieruchomość jakieś fajne miejsce w którym zawsze chcieliście mieszkać ale nie było was na to stać. Może się okazać, że na skutek głębokiej recesji owa magiczna nieruchomość stanieje ba spadnie poniżej ceny którą wy sami jesteście w stanie zapłacić. Jeśli jednak nie macie depozytu w banku lub inaczej tezauryzowanej gotówki do transakcji nie dojdzie. Bo najpewniej nikt wam nie udzieli kredytu.

4 Comments

Dlaczego 11 listopada?

Po raz kolejny celebrowaliśmy święto 11 listopada. Czy ktoś się w ogóle zastanawia dlaczego to właśnie ta data ma symbolizować naszą niepodległość? Większość pytanych odpowie: przyjazd Piłsudskiego do Warszawy. Fakt, ale to było po pierwsze dnień wcześniej, po drugie 11 listopada dokonało się przekazanie władzy wojskowej Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną. Dlaczego ta akurat czynność jest symbolem odzyskania państwowości?

Sądzę, że czytelników bardziej zaskoczy co innego: to święto jest już starsze w III RP, ponieważ w II było obchodzone zaledwie dwa razy w 1937 i 1938 roku. Wcześniej nie dało się go zapewne wprowadzić z uwagi na silny konflikt pomiędzy obozem narodowym i piłsudczykami. Co ciekawe, przywrócenie 11 listopada jako święta nie jest zasługą pierwszego wolnego parlamentu. Nasze narodowe święto wskrzesza ustawa sejmu PRL z 15 lutego 1989. Wnioski są oczywiste. Zarówno w II jak i w III RP miało przede wszystkim charakter ściśle polityczny tym samym nie dywagowano czy aby na pewno jest to dobra data. Dla mnie osobiście, symbolem niepodległości była by data pierwszych wyborów do sejmu czyli byłyby to kolejne rocznice 26 stycznia 1919. W Polsce sanacyjnej taka data podobać się nie mogła. W owych wyborach największy procent głosów zdobył Związek Ludowo Narodowy ( 37%) a popierający Piłsudskiego PPS ( i to nie sam ) raptem 12,5% Jak by nie patrzeć wskazuje to jasno na preferencje wyborców w owym czasie. Zastanawiające jest to, że do 1937 roku daty odzyskania niepodległości oficjalnie nie przyjęto co samo w sobie odzwierciedla dobrze podziały społeczne. Owe preferencje będą również widoczne w trakcie wojny. Powszechnie się wydaje, że okupowanym kraju działa jednolita siła zbrojna i jednolita reprezentacja władz emigracyjnych. Po prostu nie pamiętamy lekcji historii ze szkoły straszliwie zresztą w tym zakresie nudnych. Gdyby jednak odrobinę odbrązowić ten okres, uczyć o tym jak zaciekle i jakimi metodami się zwalczano było by to na pewno z wielką korzyścią dla naszej współczesnej świadomości. Bez tej wiedzy budujemy mit II RP która staje się krajem z telenoweli za który bohatersko i niejednokrotnie umierali jednak bardzo ideowi ludzie. Może kiedyś ktoś wreszcie napisze o Polsce i polskości inaczej niż z tym ciężkim zadęciem które stworzyli mam wrażenie raczej literaci niż faktyczni uczestnicy wydarzeń. Nie czytamy bowiem o postawach ludzi którzy nie popierając walki stawali do niej z poczucia obowiązku, walczyli nie fanatycznie ale z przekonania. Czytając wspomnienia z Powstania Warszawskiego trafiamy coraz częściej na pełne goryczy opisy morderczych walk na Starówce kontrastowane z koszarowanym drylem obowiązującym w Sródmieściu. Drylem połączonym zresztą ( jak to przedstawiają niektóre relacje ) ze znacznie mniejszą chęcią do walki. Nic nie da się poradzić na to, że pierwszą niepodległość straciliśmy w rezultacie znacznego umocnienia naszych sąsiadów i własne już błędy w wewnętrznej polityce. Chciało by się powiedzieć: nie my jedni. Warto jednak pamiętać, że w praktyce już od XVII wieku państwa ościenne odgrywały już bardzo znaczącą rolę w polityce Polski. A co to dokładnie oznacza to już zależy od interpretacji. Przykład? Wiadomo, że Piłsudski współpracował z wywiadem Austrii realizując swoją drogę odzyskania niepodległości. Jego wielki adwersarz Dmowski współpracował z Caratem. Współpracował tak żarliwe, że w efekcie doprowadził do podziałów we własnym zapleczu, podziałów wywołanych właśnie zróżnicowanym entuzjazmem do wspierania Rosji. I nie ma tu znaczenia czy był agentem. Współpracował działając w Dumie i innych oficjalnych organizacjach carskich czyli można by raczej użyć określenia równie pejoratywnego jak agent czyli w tym wypadku kolaborant. Losy tych dwu ludzi kilkakrotnie bardzo się związały i mam wrażenie gdyby nie te dwie postacie Polska po prostu by się nie odrodziła. I na zakończenie jeszcze jedno. Zyciorysy polskie plotą się często bardzo dziwnie. Jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego, bojowiec PPS i w zasadzie terrorysta staje się potem zagorzałym państwowcem. W trakcie spotkania na moście w dniu zamachu majowego wymówi mu przyjaźń. Ten człowiek to oczywiście Stanisław Wojciechowski urzędujący Prezydent RP. I ten człowiek napisze o sobie: ”Stanęło na tym, że Japończycy będą dawać nam pieniądze na zakup broni i ułatwiać jej odbiór w Hamburgu, a my będziemy zbierać dla nich wiadomości o ruchach i nastroju wojsk wysyłanych na Wschód. Stosunki te były otoczone największą tajemnicą. Wiedział o nich tylko Piłsudski, Jodko, Filipowicz i ja „. A zatem Prezydent Wojciechowski agntura japońska?

0 Comments

Czerwonoarmista w DEFIE?

Tak mi ciągle chodzi po głowie ten Mutzenmacher. O masie ludzi można by napisać ten okres obfituje w naprawdę niesamowite osobowości. Pierwsze z brzegu nazwisko które przyszło mi do głowy w pewien sposób wiąże, że z Mutzenmacherem. Chodzi o Bolesława Kontryma. Coż to za życiorys! Syn pułkownika armii carskiej, kadet w prestiżowej szkoły kawalerii, ochotnik w armii Carskiej następnie oficer w II Korpusie Polskim potem uwaga oficer w Armii Czerwonej i to jaki! W 1921 roku rozpoczyna studia na Moskiewskiej Akademii Sztabu Generalnego będąc w stopniu Kombryga czyli jest de facto 24 letnim generałem armii czerwonej. Dalej jest równie filmowo bo w 1922 roku z uwagi na możliwość wykrycia kontaktów z polskim wywiadem, finguje własną śmierć i ucieka do Polski gdzie przez całe dwudziestolecie zaciekle zwalcza komunizm z strukturach policji. Czy to nie dziwne, że liniowy bojowy oficer pełni taką a nie inną służbę? Jeszcze bardziej zastanawia fakt, że ten człowiek mozolnie pnie się po drabinie policyjnych awansów pełniąc służbę w odległych powiatach aby zakończyć ją jako kierownik Wydziału Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Wilnie. Karta wojenna jest nie mniej barwna: Kontrym choć aresztowany przez Litwinów w drodze do Szwecji, ucieka z obozu i przedostaje się do Francji. Walczy pod Narwikiem. Po klęsce Francji trafia do Anglii gdzie służy w Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej Sosabowskiego. W 1942 roku jest już znowu w Polsce walczy w „Wachlarzu” agresywnej organizacji dywersyjnej na zapleczu frontu sowiecko niemieckiego. Wspólnie z Piwnikiem „Ponurym” przeprowadza brawurową akcję odbicia więźniów z Pińskiego więzienia. Następnie szefuje Korpusowi Bezpieczeństwa przy Delegaturze RP oraz dowodzi jej oddziałem osłonowym. W tym okresie toczy się prawdziwa wojna podziemna. Dość wspomnieć, że tak doświadczony człowiek jak Kontrym na jednego z głównych współpracowników wybiera Włodzimierza Lechowicza jednego z głównych komunistycznych agentów. Co ciekawe, szefem Lechowicza z ramienia Gwardii Ludowej jest wtedy …… Marian Spychalski. Dodajmy, że ów Włodzimierz Lechowicz będzie tym który odegra swoją role w decyzjach podejmowanych przez Rzepeckiego jako założyciela WIN. Ale to już zbyt daleko od głównego wątku. Swoją drogą muszę to kiedyś opisać bo tezę mam tu brutalną: 1 komenta WIN mogła być tak samo sterowana jak powszechnie za taką uważana IV.

Ale wróćmy do Kontryma. Walczy bohatersko w powstaniu Warszawskim mimo, że nie kryje się z niechęcią do tej inicjatywy. Po upadku powstania ucieka z obozu, ponownie służy u Maczka na Zachodzie. I tu dochodzimy do najważniejszej kwestii: otóż w 1947 roku Kontrym wraca do Polski! W 1947 kiedy wiadomo już dokładnie jakie w Polsce panują stosunki. Dodajmy wraca oficer antykomunistycznej policji, ewidentny współpracownik wywiadu. Dodatkową okolicznością sprzyjającą powrotowi jest odnalezienie się brata Konstantego który gwarantuje mu bezpieczeństwo. Kim jest brat? Generałem Wojska Polskiego w Armii Berlinga skierowanym tam z Armii Radzieckiej. Kontrym wraca i zostaje pozytywnie zweryfikowany przez Komisję Państwową dla byłych policjantów. Ale już jesienią 1948 jest w więzieniu a jego brat w Moskwie. Powieszono go w styczniu 1953.

Czy to nie jest ciekawa postać? Facet wraca do kraju w którym są u władzy ludzie których kiedyś prześladował. Jego syn twierdzi, że ojciec uważał się za państwowca który służy Polsce. Takie zdanie w ustach oficera policji politycznej i za pewne funkcjonariusza wywiadu? Bardzo dziwne….. podobnie jak to, że los zetknął go z niejedną odsłoną krwawych porachunków w ramach państwa podziemnego gdzie zdarzały się wyroki śmierci wydawane i wykonywanie nie tylko na komunistach ale na przeciwnikach politycznych w ramach własnego obozu. Ilu było takich ludzi? Czy nie wypadało by, aby nagroda im Kazimierza Moczarskiego posłużyła przywracaniu takich życiorysów? Tu akurat, było by to szczególnie na miejscu bo Moczarski i Kontrym musieli się znać. A czy się lubili? Raczej nie. Moczarski był w SD i przedstawiał się jako lewicowiec Kontrym jak wiadomo zajmował pozycje prawicowe. Jak skrajne? Tego sam chciałbym się dowiedziec.

4 Comments

Agentura w służbie Polski

W 1992 roku po raz pierwszy zastanowiłem, się nad tym czy nachalna propaganda jest aby na pewno chorobą wyłącznie ancient regime’u. Otóż gdzieś tak jesienią 92 jeden ze wstępniaków gazety wyborczej gromił, bodajże piórem Dawida Warszawskiego morderców Serbów i wychwalał bohaterskie czyny rycerskich Chorwatów. Artykuł był okraszony zdjęciem. Podpis pod nim głosił: „Czołgista HVO czyta Gazetę Wyborczą”. CZYTA. Można oczywiście dojść do wniosku, że ów czołgista to nasz rodak najemnik ( nie brakowało ich po każdej ze stron ) ale jak sądzę intencja była jednak inna. Piszę o tym dlatego, że choć swój zawód co do obiektywności GW przeżyłem bardzo dawno, to mimo upływu lat nadal boli mnie dekapitalizacja tego ogromnego kredytu zaufania. Boli tym bardziej, że ochotniczo roznosiłem pierwsze numery przekonany, że ówczesne hasło „Telewizja kłamie” odnosi się wyłącznie do reżimowej telewizji i jej sługusów. Jak się okazało odnosi się do każdej telewizji i wszystkich mediów.

I nasza nieoceniona GW zaskoczyła mnie dzisiaj po raz kolejny. Na pierwszej stronie tym razem informacja o wręczeniu nagrody im Kazimierza Moczarskiego Bogdanowi Gadomskiemu. Autora nagrodzono za faktycznie bardzo interesującą książkę o Józefie Mutzenmacherze. Do tej pory nie dziwi nic. Bardzo ciekawa postać i z pewnością dobrze napisana książka. Czytam artykuł i docieram do szokującego zakończenia: „……Nasza gazeta bez przerwy jest oskarżana o nienawiść do polskości, do Polaków, do tradycji historycznej. Chciałbym, żeby ta nagroda mogła ilustrować nasz stosunek do tradycji która jak wierzę, jest ogromną wartością.” Powiedział to Adam Michnik. A mnie zatkało. Bo idea faktycznie słuszna ale kim jest bohater nagrodzonej książki? Józef Mutzenmacher to okryty złą sławą czynownik kominternu który po zwerbowaniu w więzieniu przez polską policję polityczną staje się jej agentem i rozsadza w spektakularny sposób Komunistyczną Partię Polski na finale tej pracy stając się jeszcze agentem służb rosyjskich. Człowiek który po swojej sfingowanej śmierci i konwersji staje się zagorzałym i niezwykle aktywnym antysemitą który finalnie trafia do specjalnej jednostki Gestapo organizowanej przez krwawego Alfreda Spilkera. Celem tej jednostki jest rozpracowywanie polskiego podziemia. Co ciekawe, największym osiągnięciem Spilkera a właściwie bezpośrednio Ericha Mertena również z warszawskiego Gestapo było aresztowanie Generała Grota – Roweckiego. Jest bardzo prawdopodobne, że bohater wspomnianej książki współpracował w ujęciu generała. A już na pewno zasłużył sobie na śmierć tyle że kontrwywiad AK wpadł na jego ślad zbyt późno. Pytam więc jaki związek taki ciemny typ, morderca przynajmniej dwu własnych żon ma z owym budowaniem miłości do polskości i do Polaków? Jak w ten cel ambitnie wyznaczony przez Adama Michnika wpisuje się profil bezwzględnego człowieka który wydawał na śmierć bliskich i współpracowników? Być może w ramach tego skrzywionego modelu umacniania polskości w GW doczekam się nominacji książki o niezwykle również ciekawych losach Ludwika Kalksteina, postaci nie mniej mrocznej i szkodliwej dla polskiego Państwa i podziemia? I nie chodzi o to, aby o takich kreaturach pisać. Więcej Mutzenmacher to postać o której czytać się powinno, gdyż jego historia jest dowodem na to, że teorie spiskowe często nie odbiegaja daleko od rzeczywistości. Ale nie widzę w tym realizacji zadania które stawia sobie Redaktor Michnik. Więcej nie mogę się nadziwić jak taka pozycja może się zdaniem Adama Michnika mieścić pod tak szczytnymi auspicjami. O czym ważnym dla swojej polskości dowie się z tej lektury Polak? Ze przedwojenna policja polityczna była sprawa? Ze żyd stał się zajadłym antysemitą a następnie partnerem katów z Gestapo? Ze nie wykryto go jako zdrajcy w trakcie II wojny światowej i zmarł sobie spokojnie po wojnie? Jak się do tej postaci ma choćby Rotmistrz Pilecki, facet który zdecydował się dobrowolnie trafić do Oświecimia po to aby rozpoznać obóz a następnie zdołał z tego obozu uciec! Wiem oczywiscie, że napisano o nim już niejedno, ale czy o wszystkim co go dotyczyło? Czy gdziekolwiek rozwija się aspekt obozowej przeszłości Cyrankiewcza która mogła mieć wpływ na stracenie Pileckiego?

Polska ma wielką skłonność do hagiografii, a społeczeństwo dość naiwnie zakłada, że wojna i konspiracja to wyłącznie pasmo bohaterskich czynów i odwagi. Powinno się również pisać o mrocznych kartach związanych z mitem narodowym który czasem faktycznie staje się bliższy fikcji niż prawdzie. Odkładając na bok wiwisekcję motywów trzeba przyznać, że GW celuje w tej misji przy czym czyni to z gorliwością szturmowych redaktorów Trybuny Ludu. Z wypowiedzi Adama Michnika wnioskowałem, że obecna akcja z Moczarskim miała zmienić ten uparty motyw separowania bohaterszczyzny od bohaterstwa. I czuje się tu perfidnie oszukany.

2 Comments

Ja nie skoczę?!

Był sobie kiedyś taki dzień, kiedy w dużym Państwie europejskim dosłownie prawie zawalił się system bankowy. Ten spory kraj, musiał w pewnym momencie poddać własną walutę silnemu związkowi z systemem innych walut w którym to systemie ton nadawała pewna duża i ekspansywna gospodarka. Kraj ten miał sporą inflację i wysoką w stosunku do gospodarki supremującej stopę procentową. Przyjmijmy, że ten kraj związał swoją walutę w relacji 3:1. Co się stało dalej? Otóż bank narodowy od tej ważnej waluty zapragnął w pewny momencie zmienić kierunek własnej polityki wewnętrznej i zaczął podnosić stopy procentowe ponieważ został do tego de facto zmuszony polityką jeszcze większego państwa. Waluta naszego sporego acz mniejszego kraju znalazła się w niebezpieczeństwie. Związanie walut nakładało bowiem obowiązek interwencji jeśli rynkowy kurs za bardzo się oddali od przyjętego w porozumieniach a tu sie zrobiło prawie 2,8 do 1! I tu się zrobiło bum. Pojawili się bowiem tacy którzy obstawili istotną interwencje słabszego państwa w obronie swojej waluty. Ba, pewni inwestorzy nawet postanowili temu procesowi pomóc. Szczególnie jeden: George Soros.

Wyjaśniam, że nie jest to kolejny kasandryczny czarny scenariusz. Ten dzień to 16 września 1992 kiedy to dokonuje się kulminacja ataku na funta brytyskiego na której to operacji GS zarobił dokładnie 1 mld USD a brytyjski skarb państwa stracił prawie 4! George Soros publicznie wypowiadał się wtedy, że za głupotę polityczną trzeba płacić. Nie wyjaśnił jedynie dlaczego akurat jemu. Tego dnia rząd Jej Królewskiej Mości ustami premiera oświadczył, że jego kraj WYCOFUJE SIĘ z ERM. I miedzy innymi z uwagi na pamięć tego dnia do dzisiaj w UK nie ma i chyba raczej nie będzie miała EUR.

Ale nadal jedno jest niejasne. Jak do tego doszło? Prosto. To była taka mała próba wojny ekonomicznej której ofiarą padła strona która tej wojny nie prowadziła. Walczyły USA a Niemcami czy też raczej FED i BUBA. FED prowadził swoją politykę taniego dolara, BUBA się broniła ale dolar taniał. Export Anglii rozliczany był w dolarze ale nie przekładało się to na relacje funt marka ponieważ….. zgodnie z porozumieniem ERM, rząd musiał funta trzymać w zadanej relacji do marki w efekcie funt umacniał się absurdalnie do USD! Było pewne, że w końcu funt się zawali bo na koniec dnia FED ma więcej zasobów niż Bank Anglii a brytyjscy eksporterzy tracili coraz więcej. I na ten właśnie scenariusz postawił George Soros, rezultat tej gry przedstawiłem wyżej.

Czemu to powinno nas zainteresować? Bo ERM to była poczekania do euro dla Europy wyższej prędkości. My jesteśmy jak wiadomo z PLN w kolejnej poczekalni a tymczasem wojna Europa USA albo raczej Niemcy USA rozpoczyna się na nowo. Uwaga wskrzeszająca Niemcy jako gracza moze sie niektórym wydawać szokująca ale zastanówmy się: jeśli w 1992 roku była to najsilniejsza gospodarka w Europie to czy dzisiaj jest inaczej? Czy ich udział w rynku Europejskim się wyraźnie zmienił? To Niemcy były i są głównym partnerem biznesowym USA w Europie. Koszty tej walki znów poniosą czekający w kolejce. O nie korekta, poniosą je ci uczciwi kolejkowicze. Anglia mogła ponieść mniejsze straty gdyby z porozumienia się tak precyzyjnie nie wywiązywała. Inni tego nie zrobili i…… nikt im nic nie zrobił po prostu poszerzono zakres wahań. Ale jakoś tak mi się wydaje, że my damy z siebie wszystko i jeśli tak się zdarzy porozumienia wypełnimy do ostatniej rezerwy budżetowej. Będzie jak w starym ale jarym dowcipie. Skracam: leci mały samolot samolot, awaria, jeśli się nikt z pasażerów nie zdecyduje na skok katastrofa murowana. I nikt oczywiście nie chce. Ani Niemiec, ani Francuz ani Belg ani Szwajcar. Zrezygnowana stewardessa podchodzi do Polaka który siedzi w ostatnim rzędzie. Nie pyta go nawet czy skoczy, zamiast tego informuje: Pana nie pytam, bo Niemiec mi powiedział, że Pan to nie wyskoczy na pewno. Ja nie wyskoczę?! oburzony Polak podrywa się z miejsca i po chwili znika w przestworzach, a samolot wychodzi z opresji. Ponury stereotyp? Pod Somosierrą też byliśmy bardzo dzielni, ale większość szarżujących armaty bardzo martwa.

2 Comments

Kto będzie umierał za Gdańsk?

Gazeta wyborcza znowu napełniła moje serce otuchą. Dowiedziałem się właśnie, że w razie „W” do boju stanie 9 dywizji NATO w tym 4 polskie. I tu należało by się zastanowić co to w zasadzie oznacza. Otóż owe 4 dywizje których artykuł nie wymienia to: 1 Warszawska, 11 Pancerna, 12 Szczecińska i 16 Kaszubska, czyli de facto nasza Armia Polska. Oczywiście mamy jeszcze kilka brygad: 2 saperskie, 2 logistyczne , 2 brygady artylerii i perełki czyli 25 Brygada Kawalerii powietrznej i 6 ( niegdyś Pomorska ) Brygada Desantowo Szturmowa ale nie zmienia to faktu, że gross sił ma uczestniczyć w owym planie wsparcia. Dodajmy, że łączna liczebność naszej armii to nieco ponad 100 tysięcy czyli jak widać z wyliczenia powyżej jednostki liniowe to zapewne niewiele więcej niż połowa tej liczby!

Optymistyczny artykuł donosi również, że owych 5 dywizji wsparcia desantować się będzie w porcie w Świnoujściu który jest obecnie za środki NATO przebudowywany w tym właśnie celu. Ale dowiadujemy się również, że planiści NATO przewidzieli alternatywę w postaci portów w Rostocku, Wismarze i Sralsundzie a uwaga w ostateczności jeśli nie będzie można bardziej na wschód w Hamburgu! A co to w zasadzie znaczy? Proszę państwa, jeśli nie będzie można bardziej na wschód to jest już chyba lekko nie dobrze prawda? Oznaczać to musi, że całe nasze obecne terytorium RP jest już opanowane przez przeciwnika i jeśli taka wojna się toczy to już nie jest to chyba wojna obronna w Polsce tylko wojna obronna w Europie! Tym samym można wnioskować, że wsparcie się pojawi ale dopiero wtedy jak wojna zagrozi reszcie europy. Z artykułu dowiadujemy się również, że dzięki polskim zabiegom, NATO sfinansowało przygotowanie do operacji desantowych również portu w Gdyni. To ciekawa informacja ale warto tu poczynić małą dygresję historyczną. Otóż w ramach akcji „Pekin” w ostatnich dniach poprzedzających wybuch II wojny światowej, wyprowadzono z Polski trzon nawodnych sił obronnych w postaci kontrtorpedowców Burza, Błyskawica i Grom. Decyzja była słuszna ponieważ akwen był na tyle mały a do portu wojennego w Pilawie na tyle blisko, że dywizjon przestałby istnieć nie wnosząc wiele do obrony. Decyzja była słuszna ponieważ dwa okręty pozostawione na froncie ( Wicher i Gryf ) zostały zatopione już 3 września. Oczywiście dzisiaj, Pilawa to Bałtijsk i można zakładać, że doświadczenie i wola walki rosyjskich lotników są zupełnie inne niż niemieckich z 1939 roku, niemniej jednak Bałtijsk leży w odległości nieco poniżej 80 km w linni prostej a technika cyfrowa z powodzeniem nadrobi niedobory ideologicznej motywacji. Tym samym czas operacji jednostek nawodnych skraca sie pewnie z 3 dni do 3 godzin. Kto się da radę desantować w takim czasie? Oj nie liczmy na Gdynię w razie W.

I tu należało by jeszcze postawić jedno pytanie. Z kim miała by być ta wojna? W zasadzie mamy 3 kandydatów na agresorów. Ukrainę, Białoruś i Rosję. Sądząc z dyslokacji naszych sił zbrojnych poważnie jako wroga traktujemy Rosję i Białoruś ponieważ z 4 dywizji 2 zwracają się właśnie w tym kierunku. W sumie warto by było wiedzieć jakie mamy w takim starciu szanse, a choćby porównać je z tymi jakie mieliśmy w roku 1939 i które zapewniły nam de facto 5 tygodni walki. Walki zakończonej jak? Przecież nie kapitulacją, bo Państwa Polskiego miało nie być i dokonano jego formalnego rozbioru. W 1939 roku wiązały nas równie poważne sojusze wojskowe jak dzisiaj. Praktyka ich egzekucji jest nam doskonale znana z lekcji historii choć zakładamy, że nasi alianci nie zrobili nic. Nie jest to dokładnie zgodne z prawdą. Francuzi zaatakowali Niemcy. 7 września 3 i 4 armia francuska wkroczyła do zagłębia Saary, przy czym zgodnie z umowami polsko – francuskimi główne uderzenie miało się dokonać w 15 dniu mobilizacji czyli 17 września. Do tego uderzenia jednak nigdy nie doszło. Taką decyzję polityczną podjęli 12 września 1939 w Abbeville członkowie Najwyższej Rady Wojennej francusko-brytyjskiej. Na spotkaniu z udziałem Neville Chamberlaina, Edouarda Daladiera i referującego głównodowodzącego armii francuskiej gen. Maurice Gamelina, uznano, że do wojny z Niemcami na większą skalę nie dojdzie. Za pewne widziano już, albo agresorzy zadbali aby wiedziano, że 17 września przyłączy się do wojny ZSRR. Nie zmienia to faktu, że złamano podstawowe dla polskiej doktryny obronnej założenie. Gdyby nie ono, rzeczywistość Września 1939 mogła by wyglądać nieco inaczej przy czym wobec istnienia paktu Ribbentrop – Mołotow, utrzymanie Polski niepodległej nie miało większych szans.

Tym samym ponownie mamy do czynienia z porozumieniem międzynarodowym które ma nam zapewnić bezpieczeństwo i wydaje mi się, że jego wartość jest taka sama jak poprzednio. Ponadto, warto by się w sumie zastanowić czego miała by dotyczyć potencjalna wojna i jak miała by być prowadzona. Większość dywagacji prowadzi się dzisiaj z pozycji niewątpliwej przewagi technologicznej po stronie państw NATO. Że tak na pewno było dowiodła pierwsza wojna w zatoce perskiej. Że tak już nie jest dowodzi obecna wojna w Iraku. Zmienił się sposób działania, a NATO czy głównie armia amerykańska szykująca się do walki z powodziami czołgów i wojsk desantowych maszerujących na zachód skutecznie znokautowała Irak w styczniu 1991 roku. Tak pewnie wyglądała by wojna w Europie i był to pewnie jeden z powodów dla których „soviet Block” rozpadł się w taki a nie inny sposób. Nie zmienia to faktu, że atak rozpoczął się 17 stycznia 1991 a dopiero 25 lutego Norman Swartzkopff rozpoczął ofensywę lądową która trwała raptem 3 dni. Ale uwaga! Do Iraku nikt wtedy nie wkroczył. To była wojna w obronie Kuwejtu zajętego przez Irak, a precyzyjnie wojna w obronie swobodnego wydobycia ropy w Kuwejcie.

Dzisiaj na taką przewagę bym już nie liczył, zresztą dowodzi tego obecna wojna w Afganistanie czy Iraku właśnie. Interwencja w Somalii również czegoś uczy a skądinąd doskonały „Helikopter w ogniu” rozwiewa chyba przekonanie, że technika jest w stanie załatwić wszystko. Ponadto nie ma już nigdzie embarga na sprzęt IT toteż wszystkie zdalne środki walki za pewne się do siebie mocno upodobniły. Bez zmian pozostało jedno, wygrywa w końcu ten kto ma więcej facetów gotowych zabijać i dodatkowo odpornych na trudy i niewygody życia na wojnie. Nie wiem jaka część budżetu idzie dzisiaj na zapewnienie odpowiednich warunków amerykańskim chłopcom, jest jednak pewne, że przeciwnik takiej pozycji w budżecie nie ma. Nie wydaje mi się, aby w przypadku konfliktu z Rosją lub Białorusią miało być inaczej. Sama Białoruś ma wedle publicznych informacji 1200 czołgów T72 czyli o całe 300 więcej niż posiada nasza siła zbrojna. A czy możemy być pewni, że te czołgi są mniej nowoczesne do naszych? Łukaszenko wydaje się być facetem który raczej nie odmawia własnym siłom zbrojnym więc jakaś istotna część dochodu narodowego za pewne je zasila tym bardziej i tu chyba największa niespodzianka. PKB Białorusi za 2009 to 47,8 mln USD. Nasz prawie dziesięć razy tyle podobnie zresztą jak stosunek ludnościowy. Może się zatem okazać, że wydatki zbrojeniowe są kwotowo takie same albo nawet wyższe. Nad czym tu zresztą deliberować, świeża wojna Rosji z Gruzją dowiodła, że nawet zdeterminowany i zaprawiony w bojach żołnierz nie ma większych szans w relacji z masą wojska elementarnie do wojny przygotowanego. Lepiej się zatem nie zastanawiać nad skutkami ewentualnego konfliktu licząc, że moda na wojny ekonomiczne przyjmie się na tyle powszechnie, że inne po prostu nie będą się odbywały. Przynajmniej w Europie.

4 Comments