Posts Written By rafalbauer

Iracka samosierra.

Oj jaka to szkoda, że Wiki kopie w takiej świeżej historii. Gdyby była szansa na daty sięgające głębiej udało by się dowiedzieć czegoś więcej o naszej współczesnej historii. Zastanawiające jest bowiem to, że w naszym kraju jak ktoś jest agentem to wyłącznie albo służb PRL albo rozmaitych macek rosyjskich. Co ciekawe, w zasadzie NIGDY na przestrzeni ostatnich 20 lat nie wykryto u nas agentów CIA lub innej amerykańskiej służby. Można by powiedzieć, że penetracja bratniego kraju to nonsens. Nic bardziej błędnego, szczególnie jeśli wiemy, że za czasów PRL związek radziecki potrafił zadbać o odpowiednie zabezpieczenie agenturalne na terenie RP. Ot tak na wszelki wypadek. Trudno zatem założyć, że USA postępują dzisiaj inaczej. To stereotyp miłości do amerykańskich chłopców versus krasnoarmiejcy skutecznie wyniósł wszystko co nieprzyjemne poza nawias publicznej percepcji.

A wszystko zależy od punktu widzenia. Kiedyś w trakcie wizyty w Tokio miałem okazję zwiedzać muzeum w którym istotna część ekspozycji poświecona była zniszczeniom dokonanym przez Amerykanów w trakcie nalotów na Tokio. Przewodnik opowiadając o tym barbarzyństwie stropił się nieco słysząc moją uwagę o morderczych praktykach armii japońskiej. Sumitował się przez chwilę po czym zauważył, że jesteśmy z Polski, kraju obozów koncentracyjnych. I temat mieliśmy z głowy bo tłumaczenie kto mordował a kogo mordowano to była już walka w narożniku.

Można zatem przyjąć, że tak jak się nie wykrywało agentury ZSRR do 1989 roku, tak dzisiaj nie dotyka się agentury USA w myśl tej samej zasady nie plątania się pod nogami sojuszników.

Jestem głęboko przekonany, że byli byśmy niezwykle zaskoczeni zawartością depesz z Warszawy. Najwyższy chyba czas, aby masowo zdać sobie sprawę, że w geopolityce nie ma się przyjaciół tylko płatnych akolitów. Nad Wisłą pokutuje mit, że współpraca państw dokonuje się w oparciu o idee i braterstwo a nie dostawy i pieniądze. Jednym z paradoksów doskonale obrazujących nasze myślenie życzeniowe, jest niezrozumiały kult De Gaulla. Generał jeszcze jako młody oficer udzielał się w ramach francuskiej misji wojskowej w czasie wojny polsko bolszewickiej w 1920 roku. Wyrobił sobie o nas jak najgorsze przekonanie i w efekcie prowadził politykę delikatnie mówiąc wstrzemięźliwą wobec Polski.

Podobnie traktujemy Amerykanów, a ich ambasada symbolizuje wolność podczas gdy rosyjska jest symbolem zniewolenia. Abstrahując od ewidentnej konieczności takich a nie innych politycznych wyborów w naszym kraju, warto jednak zastanowić się nad tym, czy nasz udział w amerykańskich przedsięwzięciach politycznych jest konieczny, żeby nie zapytać wprost czy jest opłacalny. Lektura doniesień ambasadorskich mogła by wiele powiedzieć kogo ambasada lubi a kogo nie, kto w jej interesie lobbuje a kto wprost realizuje amerykański interes.

W Iraku walczyła a w Afganistanie walczy obecnie nasza armia zawodowa. Jej wyekwipowanie i utrzymanie kosztuje, a jak powszechnie wiadomo wojna kosztuje nie mało. Czy nie jest zasadnym pytanie co za to otrzymujemy względnie otrzymaliśmy? 5 lat misji irackiej kosztowało życie 22  a przez kontyngent przewinęło się ponad 15 tys żołnierzy. Na pewno był to poligon dla naszej armii. Nigdzie nie natrafiłem jednak na informację ile łącznie nas kosztowała ta przygoda a przede wszystkim ile sprzętu zostało na ten cel dokupione w naszej bratniej armii amerykańskiej. Rad bym się dowiedział jaki procent PKB został poświecony na ten cel bo o ile wymachiwano argumentami natury internacjonalistycznej, nawoływano do obrony przed światowym terroryzmem to warto pamiętać, że broni masowego rażenia która była powodem interwencji w Iraku nie znaleziono.

Od zarania świata realizowanie polityki innymi środkami, że pozwolę sobie znów zacytować Clausewitza było kosztowne,  toteż podłożem do każdej wojny były spodziewane ekonomiczne frukta. Działo się tak zawsze nawet w epoce wojen ideologicznych. Każdy sztab dokonywał ekonomicznej kalkulacji działań wojennych licząc zasoby które pozyska na zajętym terytorium.

Chciałbym się dowiedzieć, czy nasz sztab dokonał takiej kalkulacji, bo podejrzewam, że ruszyliśmy na tą wojnę bez jakichkolwiek gwarancji a w oparciu o mgliste zapewnienia, choćby takie jak zniesienie wiz do USA których nawiasem mówiąc nie zniesiono do dzisiaj.

Jedna z najważniejszych  bitew w naszym wojennym  etosie to szarża pod Samosierrą. W ciągu trwającej kilka minut spektakularnej szarży, zginęło pięćdziesięciu kilku z nieco ponad stu kawalerzystów którzy zaatakowali wąwóz. Bohatersko, bo otoczenie Cesarza otwarcie wątpiło w skuteczność ataku wprost na armaty. Napoleon ripostował: „Zostawcie to Polakom”. Dla nas wielki dowód polskiego męstwa, ale ta sama bitwa w historiografii napoleońskiej  ma zupełnie określenie.

Słynie z tego, że jest jedną z najtańszych.

0 Comments

Facebook kills?

W ramach cyklicznych badań dzięki którym dowiaduję się w jakim kraju lub raczej z kim w tym kraju żyję, nabyłem zestaw probierczy w postaci: tygodnika „NIE”, „Faktu” i „Przeglądu”. I jakież zaskoczenie! Nie, oferuje mały wykład na temat internetowej toksykologii. W treści dwa życiorysy i dwie kariery złamane przez niewinne treści zamieszczane na osobistym profilu FB. O ile wiwisekcję owych treści możemy na chwilę odłożyć to nie sposób pominąć następującego faktu: nikt już nie szanuje jakiejkolwiek prywatności w sieci. Jeśli nawet reguluje ją jakiś paragraf, to odium społeczne dopada znienacka, a vox populi stawia pod pręgierzem i gorliwie zasądza razy.

Oczywiście można powiedzieć, że prywatności w sieci nie ma, lub jeśli ktoś nie zadbał o jej zapewnienie to każdą treść pod którą się podpisał publicznie opublikował. Trudno się nie zgodzić, ale trudno też nie zauważyć tu pewnej zbieżności z mechanizmem donosu rodem z najczarniejszego okresu stalinizmu. W obu przypadkach, mamy do czynienia z wykryciem nieobyczajności przez jakiś oburzony „aktyw” który z definicji nie daje racji. Co więcej, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, nikt pewnie nie będzie wnikał jak duża jest grupa oburzonych, jak bardzo są oburzeni oraz kim są owi oburzeni  bo tu akurat spektrum może być bardzo szerokie od zawistnych sąsiadów poprzez politycznych wrogów na czyhających na stanowisko współpracownikach skończywszy.

Obawiam się, że tego typu oskarżeń będzie coraz więcej. Jak sądzę UE która uwielbia się zajmować tego typu problemami prędzej czy później zaproponuje jakiś rodzaj cyber obyczajówki badającej jakość stawianych zarzutów oraz wagę samego występku który czujny aktyw wykrył. I tak niewinne zacznie się moim zdaniem rozbudowa państwa w sieci. Obywatelu, chcesz pisać co Ci się podoba? Droga wolna ale świat jest zły i jeśli ktoś zrobi użytek z Twoich ściśle prywatnych i zabezpieczonych treści dojdziesz być może swoich praw ale…. już nie koniecznie Ci się to do czegoś przyda.

Ale jest przecież rozwiązanie! Serwery koncesjonowane. Otwierającą się stronę poprzedzi mały gustowny bannerek ” Strona zawiera poprawne treści. Zdrożne wykorzystanie będzie ścigane. Zakaz powielania” i na dole jakiś zgrabny emblemat cyber policji. Pytacie kto tam będzie zakładał stronę? Jak to kto? Kierownik wydziału komunikacji ma stronę?! I nie jest na koncesjonowanym serwerze? Co z tego, że to strona o małpach! Ale jak nie ma nic zdrożnego w tych małpach to czemu nie na koncesjonowanym serwerku? Oj nieładnie nieładnie……. Mała uwaga, że piętro wyżej się krzywi i strona zmieni serwer. Dla świętego spokoju, bo przecież jak się nie ma nic do ukrycia to taka zmiana nie ma żadnego znaczenia. Mówi to Państwu coś? żeby zacytować w tym miejscu ulubiony passus Wirgilusza Grynia z filmu Dom.

Oj doczekamy się tego. Zadałem sobie trochę trudu i poczytałem nieco o tych dwu przypadkach. Debatowanie na temat zasadności zarzutów jest bezcelowe. Nie dlatego, że uważam ich za niewinnych lub winnych. Pomijam debatę ponieważ kontestuję co do zasady, zarówno tryb jak i sankcje które zastosowano. Systemy demokratyczne realizując doktrynę ochrony obywatela przed nim samym, prędzej czy później zadbają o nasze bezpieczeństwo w sieci. Znajdą się tacy którzy gorliwie będą za tym agitować. Nie, nie jestem jakimś zaciekłym netowym wolnościowcem. Zbyt często przywalali mi wojtkowie70, hunterzy czy Dociekliwi, miotający kalumnie z bezpiecznego ukrycia swoich nicków. Uważam jedynie, że treści wypowiadane jawnie i pod nazwiskiem, nie mogą podlegać samosądom. Nie zmienia to faktu, że ustawodawca jak zwykle wybierze drogę na skróty i prędzej czy później zafunduje nam jakiś system koncesji cyberpolicyjnych.

W ramach ćwiczeń zalecam osobiste śledztwo w tej drobnej sprawie. Jeśli się komuś będzie chciało, z przyjemnością wczytam się w opinie na temat winy i proporcjonalności sankcji.

http://www.uprzejmiedonosze.pl/pl/forum/ocen-urzad-urzednika/ocen-urzad-urzednika/maciej-zegarski-asystent-szefa-msz-i-jego-slynne-majtki/1#

http://www.tvnwarszawa.pl/archiwum/-1,1682860,wiadomosc.html

Gdyby się komuś wydawało, że mam właśnie napad paranoi, śpieszę zapewnić, że cyber obyczajówka nie była by bynajmniej szczytem osiągnięć w zakresie kontroli obywateli przez system. Nieoceniony Orwell wskazał bowiem poziom znacznie wyższy: policję myśli.

3 komentarze

Sceniariusz argentynski – reaktywacja.

Władymir Iljicz Lenin mawiał: "kapitaliści sprzedadzą nam wszystko, nawet sznur na którym ich potem powiesimy". Tą prostą sentencją zwykł rozwiewać obawy aktywu co do możliwości pozyskania artykułów których towarzysze radzieccy nie dostarczyli by nawet przyjaciołom. 

Leninowska maksyma doskonale oddaje istotę systemu w którym osiąganie zysku jest dobrem nadrzędnym i który w pogoni przed owym zyskiem nigdy się nie zatrzyma. Nie piszę tego jako socjalista lub komunista. Nie ma i za pewne nie będzie lepszego systemu regulującego relacje społeczne ponieważ ten jest najbliższy biologicznej zasadzie przetrwania.

Najlepszym dopełnieniem tej definicji jest lektura dwu występujących obok siebie artykułów w PB. Pierwszy wieszczy wspaniałą koniunkturę odwołując się ochoczo do realiów kryzysu lat 70 tych i zapewniając czytelników iż czeka nas pożyczkowy orgazm który wzorem epoki Edwarda Gierka przełoży się na zakupowy run na warszawskim parkiecie i nie tylko. Autor przypomina, iż Polska tow Edwarda wykorzystała podobną koniunkturę na rynkach, kiedy to inwestorzy byli tak zgłodniali zysków, że sięgnęli po wysoko procentowe papiery dłużne komunistycznego kraju. Dowiadujemy się z treści, że lekko sobie jednak osłodzili ryzyka inwestycji w komunizmie gwarantując zakupy wyłącznie wytworzonych u siebie dóbr. Czy to aby nie powinno nam dać do myślenia? Głównym naszym pożyczkodawcą zarówno wtedy jak i teraz są Niemcy. Ten sam kraj jest również naszym największym partnerem exportowym. Artykuł informuje, że ponad 80% długów gierkowskich poszło na zakupy maszyn i surowców wytworzonych za granicą a znacznie mniejsze kwoty na budowę infrastruktury. W praktyce oznacza to, że dług w większości wsparł PKB tych krajów które udzieliły nam pożyczek. Jak sądzę, każdy z nas udzielił by pożyczki sąsiadowi, aby ten kupił następnie nasz stary samochód za cenę nowego i jeszcze pokornie obsługiwał nam od tego odsetki. Zwracam uwagę mniej uważnym czytelnikom: jeśli pożyczamy na zakup naszego własnego samochodu oznacza to, że pieniądz de facto w tym rachunku nie występuje bo pożyczamy kwotę która następnie trafi do nas. Tym co ta operacja zrodzi na prawdę są jednak ODSETKI. I to one będą stanowić faktyczny przychód a zarazem nowy ekonomiczny byt. Oczywiście ktoś powie, że nasz samochód przecież również był za pewne na kredyt. Otóż to jest w zasadzie mało ważne ponieważ mówimy tu o naszym starym samochodzie którego chcemy się pozbyć a którego dodajmy nikt nie chce kupić. Nasz sąsiad nie ma jednak zdolności kredytowej wiec a) nie targuje się o cenę b) akceptuje wysokie odsetki . Ktoś powie: a jeśli nie będzie spłacał? Nic wielkiego: kilka rat zapłaci a w najgorszym razie mu się auto zabierze. Jedyne ryzyko to potencjalne zniszczenie. No ale cóż jakieś ponosić trzeba. Czy to jedynie moja interpretacja zakupów z lat 70tych? Odsyłam czytelników do podsumowań epoki Gierka. Roi się tam od zakupów niepotrzebnych technologii i linii produkcyjnych których nie udało się uruchomić z braku lokalnych komponentów. Wiele z tych zakupów poszło jak wiadomo na marne. Dług pozostał.

W kolejnym artykule czytamy, że Węgierski rząd konfiskuje aktywa emerytalne swoich obywateli. Oznacza to po prostu, że ich literalnie OKRADA ponieważ owi obywatele pokornie płacili składki na swoje ubezpieczenie przez większość zawodowego życia. Oczywiście w bratnim kraju demokracji ludowej, podobnie jak w PRL owe składki były de facto składnikiem budżetu państwa i nikt sobie wypłacaniem przyszłych emerytur głowy nie zawracał. Ponadto po drugiej wojnie społeczeństwo było młode i emeryci byli w nim znacznie słabiej niż dzisiaj reprezentowani co oznacza, że wpływy były znacznie większe niż wydatki. 

Praktycznym problemem współczesnych państw jest to, że pod pozorem dbałości o przyszłość obywateli pobiera się od nich obowiązkową składkę ubezpieczeniową podczas gdy faktycznie służy ona jak to się ładnie mówi zwiększeniu akumulacji w dochodzie narodowym czyli jest de facto kolejnym składnikiem długu publicznego!

Dlaczego Węgry grabią swoich obywateli? Ponieważ nie są w stanie obsługiwać własnego długu i tym sposobem chcą pozyskać dodatkowe środki. Pomysł nie jest nowy. Dokładnie tak samo postąpił w 2001 roku rząd argentyński co i tak nie uchroniło tego kraju przed bankructwem. Niewiele osób pamięta często pojawiające się wtedy w dziennikach sceny rabowania supermarketów. Upadek państwa doprowadził do głębokiej rewolty społecznej której skutki to państwo ponosi do dzisiaj. 

Zastanówmy się raz jeszcze: obok siebie występują dwa artykuły z których jeden wieszczy finansową hossę związaną z masowo napływającą do nas gotówką drugi informuje o grabieżczej polityce bankrutującego państwa. To groźnie memento powinno nam dawać do myślenia. Nowe długi pozwolą nam spłacić stare ale będą droższe tym samym ich spłata będzie jeszcze mniej prawdopodobna niż obecnych. Czy naprawdę rozsądna jest wiara w to, że jesteśmy wyspą której kryzys się nie ima? Dodam, że dopiero co chodziły po rynku plotki, że rząd kombinuje coś przy OFE. Sprawa ucichła ale wróci. 

Jedyna recepta ratunkowa dla tonących w długach państw to ……. programy wsparcia czyli kolejny dług! We wszystkich kuracjach MFW pojawiał się również wymóg ograniczenia inflacji i deficytu a w Argentynie przeprowadzono nawet program "zero deficytu". Niestety nie okazał się skuteczny ponieważ w ramach ograniczenia wydatków politycy nie ograniczają samego państwa ale przede wszystkim, wszelkie jego fundamentalne zobowiązania społeczne. Czy w bankrutującej Grecji zmniejszono parlament? Czy demonstranci pojawili by się na ulicach gdyby zmniejszono liczebność administracji? Czy nie jest możliwe aby funkcje w organach samorządowych były bezpłatne? Dlaczego program ograniczania wydatków nigdy nie dotyczy sfery samej polityki? Współczesne państwo stało się hydrą która w znacznym stopniu żyje sama dla siebie.

Zadam prowokacyjne pytanie: co się stanie jeśli rozruchy na Węgrzech przybiorą większe rozmiary niż te które zdarzało już nam się widywać w telewizji? Czy jesteście pewni, że będzie to tylko problem wewnętrzny Węgier? Dzisiejsze granice europejskie nie koniecznie oddają faktyczną strukturę etniczną Europy. Silna mniejszość węgierska żyje zarówno na Słowacji jak i w Rumunii. Wrzenie na Węgrzech z całą pewnością pojawi się i tam tym bardziej, że ani na Słowacji ani w Siedmiogrodzie nie są traktowani jako dobrzy sąsiedzi. Słowacy pamiętają wojnę z Węgrami z marca 1939. Konflikt węgiersko rumuński sięga wiosny ludów i po obydwu stronach jest pieczołowicie kultywowany. 

Oczywiście to czarny scenariusz ale nie zaszkodzi się nad nim chwilę zastanowić tym bardziej, że pierwszą systemową reformę ubezpieczeniowo emerytalną przeprowadziły Prusy pod rządami Bismarcka! 2/3 składki płacone było przez pracowników 1/3 przez pracodawcę. Zasiłek emerytalny wypłacany był w wieku 70 lat. Czy to czegoś nie przypomina? Ten pionierski system rozsypie się jednak zaraz po zakończeniu I wojny światowej ponieważ Rzesza tocząc wojnę po prostu te środki przejadła. Tym samym pionierem rozwiązań socjalnych nie była przemysłowa Anglia ale rodzący się militaryzm. Stereotypy najcześciej są mylące. 

Konkluzja? Państwo może dosięgnąć nas wszędzie, podczas gdy my nie jesteśmy w stanie nigdzie mu zagrozić. Ponosimy koszty polityki państwa podczas gdy ono nie zapewnia nam nic poza świadczeniami które de facto kupujemy sobie sami. Tak tak wiem: to jak z wykładów o anarchizmie i anarcho syndykaliżmie Bakunina. Ale czy na prawdę znamy sens wielu pojęć którymi się nas straszy? I na koniec pytanie: czy ubezpieczenie zdrowotne jest w Szwajcarii obowiązowe?

 

 

 

 

4 komentarze

Brave New World

Nadchodzący kryzys spełni funkcję katalizatora ostatniego etapu kreacji cyberprzestrzeni, jako de facto równoległego świata. Doczekać się nie mogę na Internetowy Kościół Odnowicielski, albo tym oczekiwaniem daję dowód na to, że urodziłem się w roku 1970 i nie mam po prostu świadomości, że taki kościół już istnieje.

Zdumiewające jest to, jak szybko następuje "avataryzacja" Internetu. Świadczy to przede wszystkim o tym, jakiego znaczenia nabiera dziś nie tylko obecność w cyberprzestrzeni, ale przede wszystkim jakość tej obecności. "Każdy chce być kimś" to truizm, który symbolizuje dążenie rozwiniętego świata od rewolty lat 60tych, czyli od chwili kiedy konsumpcjonizm stał się de facto religią panującą.

Czytaj dalej

1 Comment

Googlus Rex

Chiny mój faworyt do roli hegemona wyznaczają nowy kierunek również w cyberprzestrzeni. Jak donosi GW tamtejsze władze skazały 46 letnią Chinkę za nieprawomyślny wpis na Twitterze. Wyrok? Rok obozu pracy. Grubo bo wpis jest co najwyżej ironiczny wiec aż strach pomyśleć co groziło by za faktyczny policzek wymierzony tamtejszej totalitarnej władzy. Kara śmierci?

O ile Chiny nie kryją się z cenzurą i blokowaniem dostępu do Internetu to w całej wolnościowej cyberprzestrzeni wszelkie treści powinny być komunikowane bez skrępowania. Koszmarna fikcja.

Czytaj dalej

1 Comment

Islandyzacja? Dlaczego nie?

W Pulsie Biznesu niepopularna prawda ustami Jima Rogersa: jeśli ktoś pożyczał ponad miarę powinien upaść. Towarzyszy jej stwierdzenie, że UE wytrzymała by bankructwo jednego z krajów. Dlaczego miała by nie wytrzymać, jeśli uniknięcie tego bankructwa jest jeszcze droższe? Ciekawe, że o ile pisano tak wiele o bankrutującej Islandii nikt nie pisze za bardzo o niej teraz. W sumie było by fajnie dowiedzieć się jak sobie radzi z kryzysem kraj który literalnie zbankrutował chociaż….. o ile sobie przypominam kroplą która przelała czarę była niechęć premiera tego kraju do wypłaty depozytów Brytyjczykom i Holendrom. Spodziewam się, że nie chodziło tu o osoby fizyczne ale raczej instytucje pochodzące z tych krajów. Na pewno, takie stanowcze nie się nie spodobało. Pan Premier zarobił za to postępowanie przed sądem przegłosowane przez parlament. W sumie ciekawy przypadek kiedy tak solidarnie ciało polityczne wydało kozła ofiarnego.

Oczywiście nie znając lokalnej sytuacji mogę się niepotrzebnie wymądrzać niemniej jednak w moim przekonaniu warto by o tej Islandii więcej pisać. Czyż nie najlepszą ilustracją do konieczności niesienia pomocy upadającym krajom byłby obraz nędzy tych które już upadły? Najwyraźniej, z jakichś powodów media tak nie uważają. Ciekawe prawda? A było by teraz o czym pisać ponieważ Islandia niebawem znajdzie się w UE! Kraj który jeszcze niedawno trzymał się od tej inicjatywy z daleka w 2009 złożył do Komisji Europejskiej wniosek o przyjęcie do UE. Nie zdziwił bym się gdyby taki wymóg pojawił się w pakiecie zdrowotnym zaaplikowanym Islandii przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. MFW doczekał się już dość powszechnej krytyki jako organizacja stojąca na straży interesów rynków finansowych a nie poszczególnych państw. Nie ma się jednak co dziwić, że organizacja której powstanie jest de facto realizacją założeń Bretton Woods ma cele niejako wyabstrahowane od interesów państw. Jeśli punktem wyjścia jest utrzymywanie stabilności systemu jakim jest przepływ i relacja wartości pieniądza trudno tu mówić o jakimkolwiek narodowym interesie sokoro powszechnie wiadomo, że pieniądz narodowości nie ma:)

Upchanie Islandii w UE pozwoli za pewne podpiąć się do jakiegoś systemowego wsparcia co ozdrowieńczo wpłynie na tamtejszą gospodarkę i w perspektywie ceny tamtejszych akcji. Ciekawe, czy w Islandii nie zawitał specjalista od terapii szokowej Jeffrey Sachs. Scenariusz dewaluacja, sztywny kurs, zadłużenie sprawdziła się już w wielu krajach, podziała pewnie i tam. Nawiasem mówiąc osobiście jestem przekonany, że technika nie jest zła tyle, że kosztem istotnej części PKB można na takiej operacji zarobić spore pieniądze. Jak? Otóż scenariusz kryzysowy jest zawsze dość podobny: upadek ekonomiczny to inflacja albo hiper inflacja. Sanacja systemu to dewaluacja waluty. Budowanie wiarygodności to sztywny albo semi sztywny kurs wymiany w pewnym okresie czasu przy jednoczesnym wysokim oprocentowaniu lokalnych depozytów ponieważ jest to jedyny sposób na pozyskanie gotówki. I w ten sposób pojawia się okazja na pewne i wysoko oprocentowane lokaty w lokalnej walucie z których wychodzi się potem w dowolną walutę międzynarodową. W sumie prosty deal, ale podobno wszystkie dobre deale są proste.

Czy się jakoś zawziąłem na Jeffreya Sachsa? Nie bo taką operację w ramach tego schematu przeprowadził nie tylko w Polsce. Otóż w 1985 roku działał w Boliwii która staczała się w jądro ciemności po załamaniu gospodarczym w 1980 roku ( katastrofa na rynku cyny ). Osiągnięcie JS to powiązanie waluty z dolarem, zgaszenie hiperinflacji, która po kilku latach spada do 11%. Ale…. wzrasta bezrobocie, spada PKB i eksport. Dodam tylko dla formalności, że Sachs, pojawił się w Boliwii na zlecenie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. O ile powyższe jest bardzo łatwe do ustalenia, to znacznie trudniej znaleźć informację o tym, że dokładnie taką samą misję MFW powierzył Sachsowi na Słowenii i w Chorwacji, które podejmowały decyzję o niepodległości w oparciu rady i zalecenia znanego nam naukowca. Jak to wyglądało? W Chorwacji przyjęto w 1992 dinara chorwackiego zaliczając inflację 1500% zdławioną w 3 lata. Słowenia miała szczęście ale sprowadzaniem  raptem 200% inflacji do wielkości jedno cyfrowej radzono sobie również 3 lata. No ale może taki był plan. Tu w obu przypadkach dokonała się jednak drobna zmiana. O ile w Boliwii i Polsce odniesieniem był dolar, w post Jugosławii w pięknym stylu zadebiutowała marka niemiecka.

I jaki z tego wniosek? Taki, że jak koniunktura sprzyja a ludzie aktywni to i finansjera zarobi i jakiś PKB przyrośnie. Gorzej jak takich okoliczności nie ma. Wtedy mamy inną ścieżkę: agresywny liberalizm prowadzi do fermentu społecznego, te rodzi silne nastroje lewicowe a to z kolei zazwyczaj kończy się jakimś militarnym rozwiązaniem bo przecież zawsze jest jakaś armia która musi zaprowadzić spokój a tej armii przecież ktoś musi udzielić materialnej pomocy oczywiście w postaci pożyczek które później trzeba będzie spłacić.

A wszystko jak zawsze pro publico bono.

1 Comment

Gibraltar

Dla nas to wyłącznie symbol związany z Władysławem Sikorskim, który ginie tu w nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach. Katastrofa gibraltarska, która w moim przekonaniu  była zamachem to jeden z bardziej za pewne ponurych epizodów w relacjach polsko – brytyjskich. Nasz nadwiślański stereotyp chce widzieć w nich honorowych partnerów, podczas gdy prawda historyczna nawet bez kontekstu wspomnianej katastrofy obnaża raczej Albion jako cynicznego handlarza cudzą śmiercią. Oczywiście z brytyjskiego punktu widzenia trudno się temu dziwić: ratowali imperium koszty, szczególnie jeśli ponoszone przez innych nie miały większego znaczenia. Anglia wojny II burskiej która kształtowała młodego Winstona Churchilla ma się nijak do tej którą przyszło mu rządzić w trakcie największej miejmy nadzieję wojny światowej. Oj sporo draństwa kosztowało ratowanie zwietrzałego prestiżu.  Ale świadek eksterminacji Burów na skalę która było nie było zainspirowała nazistów nie był raczej wrażliwym człowiekiem ponieważ jest pierwszym politykiem w historii który osobiście wydał rozkaz użycia gazu i to nie przeciwko wojsku ale cywilom. Jeśli dodamy, że działo się to w Iraku w latach dwudziestych to nasz dyżurny krwawy satrapa Saddam staje się chyba już nieco mniej odrażający prawda? Churchill był politykiem radykalnym i zawsze agresywnym. Warto tu zauważyć, że do władzy po kilkuletnim niebycie który zawdzięczał zresztą gospodarce ( wydał rozkaz strzelania do strajkujących robotników ) przywróciła go w zasadzie II wojna światowa. Gdy upadł rząd Chamberleina, Winston mocno uchwycił stery. Przyzwyczailiśmy się do założenia, że z Niemcami walczył cały świat. Być może sporym zaskoczeniem będzie stwierdzenie, że pomiędzy lipcem 1940 a czerwcem 1941 walczyła w zasadzie wyłącznie Wielka Brytania. Jak to się ma do Gibraltaru? Każdy kto tam kiedyś trafi organoleptycznie dozna dwu olśnień: że cieśnina gibraltarska jest faktycznie cieśniną i bez zgody brytyjczyków nie dało się nią przecisnąć oraz że katastrofa to raczej mało prawdopodobne wyjaśnienie tego co się stało z Sikorskim. Punkt pierwszy jest ważny o tyle, że Niemcy nie mogli poważnie myśleć o podboju afryki nie kontrolując Gibraltaru. Zdobycie go wydawało się takie proste. Samo OKH przewidywało, że wystarczą do tego dwie elitarne dywizje. Ale był jeden mały feler> potrzebny był do tego Franco. A Franco nie miał ochoty na wojnę po stronie Niemiec tak długo jak długo Anglia jeszcze dychała. Tym samym, najcięższe straty na Gibraltarze są dziełem bombowców ……. francuskich! I nie chodzi tu o pierwsze naloty odwetowe których dokonano zaraz po ataku brytyjczyków na francuską flotę w Afryce, ale o naloty z 24 sierpnia w trakcie ataku Brytyjczyków na Dakkar.

Ten przydługi wstęp ma jeden cel: wskazać, że Winston Churchill był w praktyce specem od wojny i zwolennikiem ostrych siłowych rozwiązań. Trzeba było mieć jaja aby w 10 dni po zawarciu rozejmu niemiecko francuskiego wydać rozkaz bombardowania floty francuskiej i de facto potencjalnie stworzyć porozumienie niemiecko francuskie przeciw Anglii. Churchill od zawsze uważał, że najlepszą formą obrony jest atak i przez całe życie hołdował tej zasadzie. Nie inaczej było zapewne w czerwcu 1943 roku kiedy sojusznicza Polska stanęła twarzą w twarz z informacją o katyńskiej zbrodni. Trudno zakładać, aby ów fakt choć upubliczniony przez Niemców nie miał wpływu na morale walczących na zachodzie. Dodajmy, że 30 czerwca Niemcy aresztowali generała Roweckiego. Sytuacja musiała być poważna skoro Sikorski wyprawił się na daleki wschód do Andersa celem uspokojenia nastrojów. Zauważyć należy, że wojsko ewakuowane z ZSRR to podówczas ważny związek taktyczny dla Anglików którzy gorliwie wspierali jego ewakuację z ZSRR. Warto się zastanowić jakich nacisków należało użyć aby Stalin się na taką ewakuację zgodził. Jakoś trudno mi uwierzyć aby mogło się to dokonać bez konkretnych postulatów brytyjskich w tym zakresie. A Brytyjczycy są na bliskim wschodzie po prostu słabi. Siedzą w Palestynie i Egipcie ale na zachodzie są Niemcy i Włosi a w Syrii wojska Vichy z którymi Anglia jest de facto w stanie wojny! Ten czterdzieści kilka tysięcy polskiego wojska miało wtedy olbrzymie znaczenie.

I nagle okazuje się, że ten zdecydowanie antykomunistyczny materiał ludzki, może jeszcze otrzymać silny polityczny impuls. Sikorski, musiał wiedzieć, że Roweckiemu zaproponowano zmianę frontu. Po decyzji Paulusa pod Stalingradem potrzebowali już nowych sojuszników. Nie twierdzę, że zmiana frontu miała by jakikolwiek sens albo znaczenie z w tamtej wojnie. Musiała jednak zaprzątać głowy ludzi którzy tak się akurat złożyło więcej krzywd doznali od Rosjan niż od Niemców. Rowecki podoficerem został na kursach w CK armii a szlify oficerskie zdobył w organizowanym  przez Niemców Polnishe Wechrmaht i to w marcu 1918 czyli na kolka dobrych miesięcy przed pojawieniem się w Warszawie Piłsudskiego. W tym czasie Niemcy trzymają się jeszcze mocno. To nie jest ta zrewoltowana armia która jesienią wycofa się z Polski. Jaki stąd wniosek? Dla Niemców Rowecki musiał być wiarygodnym partnerem już od kilku lat walczącym z tym samym wrogiem czyli Rosją. Czy aby na pewno 25 lat później nie ma żadnej płaszczyzny porozumienia pomiędzy generałem a ludźmi którzy go aresztowali? Wszędzie można przeczytać, że na wszelkie propozycje współpracy przeciw Rosjanom generał reagował niechętnie. Być może ale tu mała rewelacja: w 1918 roku szefem zaciągu do tej formacji był uwaga Władysław Sikorski! Nie jest możliwe, aby nie współdziałał ( nie używam określenia kolaborował ) w owym czasie z wywiadem niemieckim który jest przecież niezwykle aktywny! Jak wiadomo dostarcza do Rosji Lenina a nikt również nie zaprzecza, że decyduje o zwolnieniu z twierdzy Piłsudskiego. Sikorski i Rowecki znali się osobiście i nie jest wykluczone, że od owego 1918 roku znali wspólnie oficerów niemieckich nadal służących w swoich armiach. Fundamentem współpracy w 1918 roku była niechęć do Rosji to w 1943 roku jest bardzo ważne.

Czy tej wiedzy w 1943 roku nie miał Winston Churchill? W Polsce nie pisze się wiele o wywiadzie brytyjskim ale na przykład Adolf Hitler miał na jego punkcie prawdziwą fobie choć jak się okazało jego osobiste otoczenie infiltrowały jednak służby radzieckie. Tym nie mniej należy założyć, że jeśli w samej II RP miało znaczenie kto w jakim zaborze robił karierę to i uwadze państw ościennych to zapewne nie umknęło.

Premier Wielkiej Brytanii decydował się szybko i potrafił być stanowczy o czym przekonali się choćby lądujący pod Narwikiem. Moim zdaniem krótka analiza wystarczyła mu aby podjąć decyzję o usunięciu Sikorskiego. W strukturach emigracyjnych nie było polityka o podobnych koneksjach w świecie przy jednoczesnym autorytecie we własnym obozie i armii tym samym wraz z generałem kończyła się era silnego przywództwa. Rosja już realizowała swój plan powołania własnej wasalnej armii polskiej i własnego lojalnego obozu politycznego. Smierć Sikorskiego w tych planach na pewno pomogła, życie jak sądzę i tak by im nie zaszkodziło.

Jedna z fundamentalnych łacińskich maksym, będących podstawą cywilistyki brzmi: Czyja korzyść tego wina. Z tej perspektywy  rozstrzygnięcie wydaje się jasne. Wydaje się, bo prawdę skrywają archiwa których Brytyjczycy nie chcą ujawnić mimo, że od „wypadku” upłynęło już 67 lat. Widać mają powód.

4 komentarze

Deutschland, Deutschland über alles

Tygrys Europy, wielokrotnie nagradzana za dynamiczny wzrost Irlandia, pokonała już większość drogi z pozycji wyprostowanej do pokornego ugięcia kolan. Jeszcze wierzga ale to już ostatniej podrygi. W tle, kolejna fala dyskusji o upadku Euro. Zastanawia mnie jak to jest możliwe, ze z jednej strony tak często się pisze jakim obciążeniem dla Niemiec są programy wsparcia dla innych krajów UE by w tym samym artykule wprost wskazać jak wielki i perspektywiczny interes ma w tym wszystkim największa gospodarka europejska.

Po co toczy się wojny? W większości o zasoby lub rynki zbytu. Teoretycznie II wojna światowa, podobnie jak konflikty bałkańskie wymykają się tej definicji ale to tylko dlatego ze w znacznym stopniu obniżono tu koszty działań wojennych korzystając w pełni z mrocznych mechanizmów zwykłej ludzkiej nienawiści wyniesionej na sztandary. Dzięki temu wzrosło zaangażowanie i spadły koszty działań ale skutkiem ubocznym jest mord, ponura konsekwencja użytego systemu motywacji wojska.

W 20 wieku, na model eksportu rewolucji Ameryka odpowiedziała modelem eksportu kapitalizmu. W obu wypadkach wymagali to jednak solidnej akumulacji w dochodzie narodowym celem finansowania zbrojnego wysiłku. Dodajmy, finansowania połączonego mimo wszystko z trzebieniem zasobu który odtwarza się długo: siły żywej. Nie wiem czy intuicyjnie, czy też w oparciu o jakiś stosownie powołany instytut, Niemcy doszły do błyskotliwej konkluzji, że w całym tym niepewnym równaniu: nakłady wojsko = wojna = zdobyte zasoby = zwrot z inwestycji można jednak wyeliminować ten sympatyczny ale jakże kosztowny element: wojsko.

Czy to nie dziwne, ze ten tradycyjnie militarystyczny kraj tak skutecznie spiłował swoje pazury? W moim przekonaniu wyłącznie dlatego, ze miłośnicy „Parade Marsch” dzisiaj szkoła swoje pułki nie w koszarach tylko w zaciszach gabinetów oligarchicznych niemieckich banków.

Euro nie upadnie. Nasza zjednoczona Europa to de facto IV Rzesza niemiecka. Prowokacja? Proszę porównać dwie mapy. Ta która powszechnie znamy i Europe 1942. Jeśli uznamy ,że wspólna waluta opiera się na najsilniejszym organizmie to możemy uznać, że EURO jest wprost nie tyle następcą Marki co po prostu jej ekspansywną formą eksportową. Euro stanie się instrumentem koncentracji Europy w ramach wspierania niemieckiej hegemonii. Berlin zastosuje w praktyce ten sam mechanizm który zapewnił supremacje USA tyle że z jedną modyfikacją: formuła pożycz od nas, kupuj od nas bron, zniszcz swój rynek i odbuduj go kupując od nas upraszcza się do pożycz od nas i uzależnij się gospodarczo od nas. A ze nad tym procesem powiewa flaga w obojętnym kolorze zamiast złowieszczego czarnego orla? Cóż nie można mieć wszystkiego. Ale powoli. Wystarczy jeden mały projekt reformy europejskich sil zbrojnych połączony z niezbędna unifikacją sprzętu wojskowego.

Nie ma już Europy narodów. Bez presji militarnej dokonano faktycznego sfederalizowania niepodległych państw. Zaryzykuje twierdzenie którego potwierdzeniu niebawem się oddam: II wojna światowa kosztowała i kosztuje Niemcy znacznie więcej niż zjednoczenie Europy a rezultat jest w sposób oczywisty lepszy.

Pora na naukę niemieckiego.

7 komentarzy

Co to jest mord polityczny?

Pozornie to kategoria która w nadwiślańskim kraju albo nie występuje albo jest zarezerwowana wyłącznie dla okresu ancient regime’u. Tymczasem warto by było wskazać choćby dwie najgłośniejsze serie zabójstw popełnionych już w teoretycznie przynajmniej wolnej Polsce. Pierwsza to ofiary FOZZ czyli przede wszystkim Walerian Pańko i Michał Faltzmann. Drugi nie mniej ciekawy łańcuch to Piotr Jaroszewicz i jego współpracownicy.

Kto jeszcze pamięta morderstwo Piotra Jaroszewicza? W 1992 roku było to jedno z najważniejszych wydarzeń. W nocy z dnia 31 sierpnia na 1 września zamordowano ich oboje: Piotra Jaroszewicza i Alicję Solską. O ile kobieta została po prostu zastrzelona o tyle były premier zanim potwornie skonał przeżył wielogodzinne tortury. Teoretycznie sprawców schwytano. Objęto śledztwem 4 drobnych meneli których sąd w 2000 roku uniewinnił. Można by powiedzieć zwykła sprawa. Być może dla ludzi którzy nie pamiętają już kim był Piotr Jaroszewicz jedna z najważniejszych figur w naszym kraju.

Wedle informacji takich świadków jak choćby Albin Siwak, Jaroszewicz nie przyjmował nie zapowiedzianych gości, sam wychodził na zewnątrz aby otworzyć im furtkę a w domu nie rozstawał się pistoletem nawet siedząc w swoim ulubionym fotelu. I w tym właśnie fotelu został zamordowany. Torturowano go naprawdę okrutnie. Obie stopy miał przybite gwoźdźmi do podłogi podobnie jak lewą dłoń tyle że do podłokietnika fotela. Zył mimo tak zadanego bólu postawiono mu wolną prawą rękę po to aby coś podpisał albo wskazał. Skonał uduszony specyficzną garotą. Duszono go paskiem zaciskanym na szyi ciupagą. Umierał w mękach przez wiele godzin. Zona miała więcej szczęścia. Skrępowaną, po wielu godzinach asysty torturowanemu mężowi zastrzelono ją strzałem w głowę. Takie morderstwa nie trafiają się zbyt często prawda? Co ciekawe podobnie jak w kilku znanych publicznie śledztwach przybyła na miejsce ekipa dochodzeniowa popełnia wszelkie możliwe błędy. W prasie pojawiają się różne hipotezy gdzie główną ma być obawa byłych funkcjonariuszy PRL o ujawnienie zakamarków ich przeszłości. Alternatywnie sugeruje się obawę polityków nowej Polandy o ujawnienie informacji dotyczących ich płatnej współpracy z MSW. Moim zdaniem to tylko celowe mylenie tropów. od 1980 roku, odsunięty jako członek ekipy Gierka, Piotr Jaroszewicz jest tylko kibicem wydarzeń który wszelako mógłby bez trudu paść wtedy ofiarą wypadku samochodowego. W 1981 roku jest nawet internowany. Gdyby posiadał informacje mordercze dla ówczesnych ekip za pewne by nie dożył 1989 roku. A nowi potencjalni agenci przy władzy? Nawet gdyby zostali ujawnieni z łatwością obalili by zarzuty podobnie jak choćby Michał Boni który w słynną czerwcową noc żarliwie nazywał listę Maciarewicza SBcką manipulacją. W 2008 roku wyznał, że współpracował. Ale mało i niechętnie. Nie jestem apologetą Antka. Po prostu wskazuję na to jak łatwo było jednak odeprzeć nawet prawdziwe zarzuty. Cóż nam zatem pozostaje? Historia ciekawie podwójna.

Radomierzyce 1945.

W kwietniu tego roku pułkownik Piotr Jaroszewicz z małą grupą współpracowników pojawia się w Redmitz małej wsi na dzisiejszej granicy Polsko Niemieckiej, podówczas w sercu niemieckich do szpiku Sudetów. Towarzyszy mu Jerzy Fonkowicz, Władysław Boczoń i Tadeusz Steć. Pierwsze dwa nazwiska to nie byle jakie figury Fonkowicz agent NKWD jako szef  wywiady Armii Ludowej i główne aktywo Mariana Spychalskiego przeprowadził w 1944 akcje na Archiwum Delegatury Rządu na Kraj zawierające między innymi dane o przedwojennej polskiej agenturze w szeregach KPP. Część materiałów przekazano podobno Gestapo które niebawem zrobiło z nich dobry użytek. w 1945 roku Fonkiewicz jest już szefem III Oddziału słynnej już Informacji Wojskowej gdzie zdobywa wtedy szlify młody zdolny oficer Czesław Kiszczak. Fonkowicz w LWP ma dwu szefów wiceministra Mariana Spychalskiego ale przede wszystkim Iwana Sierowa szefa mrocznego Smiersza. Jaroszewicz i Fonkowicz to wtedy de facto NKWD i GRU w armii. Jaroszewicz w Radomierzycach jest jako szef Głównego Zarządu Politycznego czyli nadzoru politycznego nad armią. Kim są pozostali? Steć wedle dostępnych źródeł jest wtedy nikim, uchodźcą który znajduje się w okolicy przypadkowo a do zamku trafia dzięki znajomości niemieckiego. Trudno uwierzyć w taką wersję. Nie wydaje mi się możliwe aby w takiej operacji uczestniczyli amatorzy. Co więcej upewnia mnie w tym osoba numer cztery. Władysław Boczoń pseudonim Pantera. Bardzo interesująca postać. Przedwojenny oficer kontrwywiadu, w trakcie wojny funkcjonariusz Abwehry we Wrocławiu podobno z polecenia wywiadu ZWZ, czego jednak do swej śmierci nie udowodnił. Co ich sprowadziło do Riediemritz?

Archiwum.

Sudety miały być ostatnim szańcem, bastionem w którym Fuhrer będzie bronił się do końca. Ten górzysty i dość bezludny teren wydawał się idealnie do tego nadawać. O powadze tych projektów świadczą ślady wielkich inwestycji w tym regionie najlepiej widocznych jako kompleks Riese. Kto nie widział tych sztolni nie zrozumie ogromu tego zamysłu. Gorąco polecam to ciekawy nie tylko historycznie teren. Do dzisiaj nie wiadomo co kryją liczne zasypane chodniki. Wiadomo natomiast co znajdowało się na zamku w Rediemritz. Tytułowe archiwum to nie byle co ale zasoby Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy słynnego RSHA nadzorcy Gestapo, SiPO, KRiPO i wreszcie SD. Ten konkurencyjny do Abwehry organ wywiadowczy zaciekle z nią zresztą konkurujący w zajmowanych w trakcie wojny krajach przejmował w zasadzie nienaruszone a bardzo cenne aktywa wywiadowcze. W Polsce praktycznie nie naruszone, w Belgii, Holandii czy Francji w stanie być może nawet lepszym. Podobno Jaroszewicz spędził w Zamku kilka dni, Fonkowicz wyjechał wcześniej a niebawem po jego wyjeździe pojawili się Rosjanie. Wedle relacji Stecia, Jaroszewicz przeglądał wiele dokumentów wybierał niektóre i wywiózł z zamku trzy niewielkie pakiety. Zasoby były ogromne do ZSRR wywieziono podobno 300 tysięcy teczek. I najważniejsze: wśród dokumentów były podobno między innymi  akta Leona Bluma, jednego z najważniejszych polityków międzywojennej Francji. Wiadomo co było w archiwum dzięki opublikowanym w latach 90tych wspomnieniom wiceprzewodniczącego Komitetu Archiwów Rosji Anatola Prokopienki.

Można zatem z dużym prawdopodobieństwem domniemywać, że zebrane przez Jaroszewicza dokumenty dotyczyły Europy zachodniej a nie wschodniej.

Ale co w tym wszystkim dziwnego? Boczoń nie dożył 1992 roku. Jaroszewicz umiera torturowany. Steć, podobnie w kilka miesięcy później w styczniu 1993. Fonkowicz miał więcej szczęścia ale w 1997 roku został zamordowany w swoim domu w Konstancinie. Dodam, że po kilku godzinach tortur. Scenariusz podobny. Oczywiście istotnego nie zginęło.

Wcześniejszej śmierci Boczonia na pewno dopomógł pobyt w PRL owskim więzieniu. To również dziwna historia. Aresztowany w 1949 roku, zostaje zwolniony w 1955. W sentencji wyroku wskazuje się na jego zasługi dla konspiracji i przekazanie archiwów hitlerowskich wywiadowi armii czerwonej w 1945 roku. Niewdzięczność obdarowanych? Można zatem domniemywać, że to właśnie Boczon doprowadził Jaroszewicza i Fonkiewicza do tych archiwaliów. Najwyraźniej albo nie miał okazji zabrać dla siebie stosownej paczki dokumentów albo były mniej użyteczne w rękach podwójnego czy wręcz potrójnego agenta?

Boczoń był bardzo aktywny w strukturach niemieckich kierowanych przez tych samych ludzi którzy współpracowali z aktywami wywiadowczymi Mariana Spychalskiego. Nie zdziwił bym się, gdyby się okazało, że Boczoń służył nie tylko AK jeśli oczywiście ta informacja jest prawdą. Osobą przypadkową nie był podobnie jak pozostali uczestnicy tej wyprawy. Ze strzępów informacji można się dowiedzieć, że wizyta Panów w zamku była „nieoficjalna”. Jeśli tak faktycznie było, to obaj agenci ZSSR ponosili spore ryzyko. Najwyraźniej jednak nic im nie groziło, aż do upadku ZSRR. Gdyby ich wiedza zagrażała służbom PRL za pewne przydarzyło by się choćby coś takiego jak Janowi Strzeleckiemu, zmarłemu w czerwcu 1988 po ciężkim pobiciu.

Czemu mnie zainteresował akurat ten łańcuch śmierci? Otóż warto wspomnieć czym hobbystycznie zajmował się Piotr Jaroszewicz. Za czasów panowania Edwarda Gierka tropił jak by się dzisiaj powiedziało lobby handlowo dewizowe. Nadzorowana przez niego osobiście struktura prowadziła śledztwa których celem było wskazywanie powiązań pomiędzy inwestycjami zachodnimi w Polsce a osobami które te decyzje podejmowały. Jaroszewicz poświęcał wiele uwagi budowie nieformalnych struktur wykorzystujących zasoby państwowe do budowania prywatnych majątków na bardzo dużą skalę. Podobno wielokrotnie wspominał jak wielką siłą sprawczą dysponowali ówcześni gestorzy inwestycyjnych pieniędzy. Jeśli uświadomimy sobie, że gross polskiego długu powstaje wtedy i to w ciągu 6 lat to naprawdę było co wydawać. Czy owi wydający byli na to przygotowani? Czy wtedy nie było prowizji czy łapówek? Ileż na ten temat pisał nieodżałowany a zupełnie zapomniany dzisiaj Kuśmirek! Ow były partyjniak jeździł po Polsce i tropił opisywane poźniej w reportażach, maszyny gnijące na zatrzymanych budowach, nie uruchomione linie produkcyjne czy nie pasujące do siebie ich elementy. Popularny nie był.

Wiadomo, że Jaroszewicz był poważnie skonfliktowany z aparatem wywiadowczym MON i MSW. Mimo to, za czasów PRL był osobą o niebywałych możliwościach, co sugerowało by bardzo mocne zaplecze w ZSRR. Zaplecze tym bardziej tajemnicze, że kariera Jaroszewicza w LWP była niezwykle błyskotliwa. Został Generałem w ciągu 28 miesięcy obejmując jedną z najważniejszym w ówczesnym wojsku funkcję. Komuś w ZSRR musiało na tym bardzo zależeć.

Moim zdaniem to właśnie jakiś element ekonomicznej układanki mającej swój związek z archiwum RSHA jest przyczyną śmierci tych ludzi. Pamiętajmy, że ofiary długo torturowano co oznacza, że oprawcom zależało na pozyskaniu określonych informacji. Czy ich udzielili czy nie, nie dowiemy się nigdy.

3 komentarze

Ile cukru w cukrze?

Pośród wielu debat przebija się coraz częściej pytanie co ma jeszcze faktycznie mierzalną ekonomicznie wartość. Standardowa odpowiedź zazwyczaj prowadzi nas do roboczego stwierdzenia: ZŁOTO. Pomijam tu celowo, kopaliny czy ropę nawiasem mówiąc od zawsze nazywaną czarnym złotem. W tym miejscu nasuwa się pytanie czy owo złoto jest w praktycznym sensie tym samym czym niewątpliwie jest w sensie ekonomicznym?

Otóż, upadek pieniądza oznaczać musi powrót do tego systemu odniesień który opuściliśmy w 1971 roku rozstając się z układem Bretton Woods. Na miejscu było by zatem odpowiedzieć sobie na pytanie ile w tamtym czasie kosztował bochenek chleba, litr soku pomarańczowego, kawa czy szklanka mleka. Anno Domini 1971 owa szklanka kosztuje 7,5 centa. W 2010 w wyniku znacznego spadku cen 6,5 centa. CPI w 1970 roku wynosi 38,8 w 2009 notuje pierwszy spadek rok do roku ( pierwszy od 1955 ) i wynosząc 214. Dla porządku dodam tylko jeszcze dwie figury: wydatki budżetu USA 195 bilionów $ i dług 380 billionów. No może jeszcze DJ 842.

Pełna egzotyka. W 1970 roku średni dom kosztuje 26,6 tys USD a średni dochód gospodarstwa domowego to 8,7 tys USD na gospodarstwo domowe. Fajnie było prawda?

Warto sobie uświadomić, że w omawianym okresie CPI wzrósł ponad 5 krotnie trudno o lepszy miernik szczególnie w zestawieniu z analizą ceny mleka. Od kiedy populacja zaczyna się odchudzać? W europie zachodniej i USA od końca lat 70tych kiedy dobra spożywcze są już w takiej ilości, że powoli stają się problemem. Populacja zjada nie dla tego, że jest głodna ale dla tego, że zjadać może. W sumie w historii świata zdarza się to po raz pierwszy. Jeśli z wagą populacji pojawiały się jakieś problemy to dotyczyły wyłącznie masowej niedowagi. Lektura jednej tabeli www.usinflationcalculator.com z CPI od roku 1913 pozwoli na łatwe w sumie odniesienie tego wskaźnika do wydarzeń na świecie.  Zachęcam. Swoje wnioski przedstawię już niebawem.

Jeśli jednak CPI jest taki a nie inny a cena mleka jest tam gdzie kiedyś była to oznacza to na ile efektywnie zdrożały między innymi media. Istotny udział w CPI mają bowiem wydatki na paliwo, gaz i elektryczność. Nie zdziwię się, jeśli się okaże, że to ta grupa jest najbardziej odpowiedzialna za nasz inflacyjny marsz. I będziemy go kontynuować ponieważ media nie stanieją. Przeciwnie będą konsekwentnie rosły podobnie jak cały ropo pochodny świat a warto w tym miejscu pamiętać, że choćby każdy plastikowy element w naszym domu zaczyna się od czarnego złota. Jeśli USA utracą kontrolę nad Irakiem inflacja przyspieszy jeszcze bardziej ponieważ ceny ropy wzrosną. Niezależny Irak bardzo chętnie wystawi rachunek za okupację, szczególnie jeśli jego sąsiedzi nie będą mu w tym przeszkadzać i solidarnie podobnie jak to zrobili w trakcie pierwszego kryzysu naftowego choć decydowały się na ten krok państwa niekoniecznie wzajemnie się miłujące. Oczywiście ówczesny szok pozostał a pamięci na tyle długo aby dzisiaj świat posiadał alternatywne źródła choć pomiędzy 1973 rokiem a dniem dzisiejszym udział Państw Arabskich w światowym wydobyciu spadł o ile mi się wydaje z 37 do 30%. Mało to nie jest. Kto się w tym miejscu doszuka spisku, odsyłam do historii. Pierwszy kryzys to była odpowiedź OPEC na rewanżową wojnę Izraela z Egiptem i Syrią. Dlaczego nie miało by dojść do kolejnego zjednoczenia wyznawców Allaha? O i jeszcze jedna szokująca uwaga. W latach siedemdziesiątych arabowie za sobą nie przepadali. Choć trudno w to uwierzyć w aroganckim zachodnim świecie, tamci faceci mają swoje własne korzenie które ich solidnie różnią. Jakkolwiek państwowość arabska nie jest stara w sensie współcześnie dyplomatycznym, to nie można jej odmówić setek lat w sensie społeczno gospodarczym. Co by nie było przed rekonkwistą Hiszpania była mauretańska a gdyby nie Karol Młot, Galia na pewno a kto wie czy nie większy kawałek Europy dopatrzył by sie piękna w zielonym kolorze.

Cukru w cukrze jest bardzo niewiele, a ten gigantyczny wzrost ostatnich trzech dekad napędził powszechnie występujący dług. Dzisiaj go zaczyna poważnie brakować. Rząd USA dość nie zawsze roztropnie lokował pożyczane pieniądze ale kiedyś miał przynajmniej do eksportowanie produkty dzisiaj eksportuje w znacznym stopniu usługi. Potencjał wytwórczy wyeksportował się sam do krajów bardziej efektywnych.  Gospodarki państw rozwiniętych chwali się za duży dział PKB pochodzący z sektora usług. Jeśli nie są to na przykład usługi finansowe, w tej grupie znajdziemy choćby biura podróży. Oby nie były potrzebne po to aby masowo wybierać się na saksy. Tyle, że tym razem w odwrotnym niż zazwyczaj kierunku.

0 Comments