Browsing Category finanse

Komu bije dzwon?

Czyli o tym, że Chiny to nie Japonia, towarzysze z prowincji to nie samorodne talenty a duże wydatki wojskowe to nie sposób na wieczny pokój.

Pan Przemysław Słomski ( DOXA ) słusznie zauważył w komentarzu do mojego poprzedniego postu, że komentowałem dwa stanowiska wpływowych inwestorów jednocześnie nie prezentując swojego. Uwaga jest jak najbardziej słuszna tyle że zabieg był celowy. Nie chciałem zestawiać własnych przekonań z punktem widzenia dwu ludzi zajmujących się zawodowo inwestowaniem. Dodajmy, ludzi  których głos uruchamia miliardy czy może nawet biliony dolarów. Pogląd który tu przedstawię może być śmieszny ale zaznaczam, że zrobiłem kiedyś pewien eksperyment: opowiadałem  kiedyś znajomym historię zmagań Anglii i Hiszpanii w XVI wieku streszczając  ją jako film science fiction. Jakież było zdziwienie gdy okazało się, że to faktyczne wydarzenia. Oceny USA czy Europy formułuje się w oparciu o setki materiałów analitycznych bazujących na mniej lub bardziej niezależnie zbieranych danych. W przypadku Chin takiej możliwości nie ma.

Coraz ciekawsze stają się za to porównania Chin i Indii. Oba te kraje kumulują olbrzymie populacje i potencjał gospodarczy. W momencie gdy Chiny staną się pierwszą gospodarką świata, Indie będą z olbrzymim prawdopodobieństwem gospodarką czwarta. O ile Chinom poświęca się wiele czasu we wszelkiej maści opracowaniach gospodarczych o tyle Indie z trudem skupiają na sobie uwagę polskiej opinii publicznej. W tym miejscu porównanie służy w zasadzie jednemu: gospodarka która podobnie jak chińska przeszła z centralnego planowania do centralnego planowania wolności gospodarczej nie kryje, że ten proceder wymagał zadłużenia na poziomie 58% PKB choć nie jest to za pewne poziom rzeczywisty. Dla odmiany Państwo Środka  zawzięcie twierdzi, że z długiem problemów nie ma. Doniesieniom z Chin towarzyszy nieodmiennie  nie przenikniony przewodniczący Hu Jintao. Ciekawe, że nikt się specjalnie nie zastanawia, jak to możliwe, że zwykły prowincjonalny polityk w tym gigantycznym kraju w ciągu zaledwie 20 lat stał się głową mocarstwa. Nie było by Towarzysza Hu gdyby nie Deng Xiaoping. To ten facet podłożył faktyczne podwaliny pod współczesne Chiny. Zbliżenie z USA, reforma rolna, rozbudowa przemysłu i wprowadzanie gospodarki rynkowej to zasługa tego niezwykle ciekawego człowieka. Deng studiował i pracował we Francji a następnie w ZSRR tym samym wiedział doskonale jak wygląda kapitalizm oraz jego sowiecka antyteza. Jak się można
domyślać z jego polityczno gospodarczej drogi dość wcześnie zdał sobie sprawę, że akumulację w dochodzie narodowym doskonale przyspieszy fuzja centralnego sterowania z gospodarka rynkową. Ciekawe prawda?

Jakim cudem, taki mówiąc wprost przeciwnik marksizmu przetrwał rewolucję kulturalną? Upraszczając niezwykle ciekawy życiorys tego człowieka można zauważyć, że miał po prostu poparcie armii. W każdym systemie totalitarnym trwa zacięta walka pomiędzy aparatem partyjnym a siłami zbrojnymi. W ZSSR dokonano prawie doskonałego zbilansowania obydwu sił, w Chinach jak się wydaje wygrywają  wojskowi. Nie jest zapewne przypadkiem, że wojsko jest zazwyczaj zainteresowane rozwojem gospodarczym. Bez niego, nie zarabia się pieniędzy, ergo nie da się skutecznie rozbudowywać armii. Znamienne, że rezygnując z fotela przewodniczącego CHRL, Deng usadowił się w fotelu przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. Bez wdawania się w szczegóły: ta komisja a właściwe dwie o tej samej nazwie to de facto nadzór nad wojskiem i milicją w Chinach. Kolejnym władca Chin zostaje Jing Zemin, wcześniej wiceprzewodniczący tej komisji. I tu pytanie dla dociekliwych: Jaką funkcję pełnił towarzysz Hu przed powołaniem na stanowisko przewodniczącego CHRL? Tak tak, był wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej!

W trakcie swojej pracy w Wólczance i Vistuli współpracowałem z wieloma fabrykami w Chinach i wielokrotnie odwiedzałem ten kraj. Praktycznie WSZYSCY moi rozmówcy którzy posiadali albo zarządzali zespołami fabryk byli wysokimi oficerami armii chińskiej. Być może to błąd subiektywnej oceny ale dla mnie pośredni dowód na to, że  Chinami rządzi armia.

Co o niej właściwie wiadomo poza tym, że jest największa na świecie? W zasadzie nic. Oficjalnie nie ustalono nawet jakim arsenałem nuklearnym dysponują kitajce. Tym samym wiadomo tylko to o czym owa armia chce abyśmy wiedzieli. Kto ją zresztą zmusi do podania jakichkolwiek danych?Podobnie rzecz ma się, z danymi gospodarczymi których nie zweryfikuje nikt i nic. Ponieważ Chiny od świata potrzebują już niewiele a świat od Chin coraz więcej, ten stan rzeczy nie zmieni się prędko. Niczego już na Chinach nie wymusza Amerykanie którzy stanowią już ponad 30% Chińskiego exportu ( licząc z HK ). Dodajmy, że to dzięki nim Chiny są właśnie tu gdzie są. Jak do tego doszło?

Richard Nixon, to dla większości czytelników skompromitowany aferą Watergate prezydent USA. W skali świata jest to jednak główny orędownik zbliżenia USA Chiny. To USA Nixona doprowadzą do zniesienia embarga  handlowego nałożonego na Chiny oraz zamienią Tajwan ( do dzisiaj tatuujący się Republiką Chińska ) na komunistyczne podówczas Chiny w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Dodajmy, że to wszystko dzieje się
z upadającym Bretton Woods w tle. Dolar staje się w pełni papierowy na skutek przeciążenia budżetu USA wojną w Wietnamie. Nixon poszukuje sojusznika który może dać USA odrobinę wytchnienia.

W 1971 roku PKB USA wynosi 1,1 bln USD. Chin 0,1. W 2009 to jużodpowiednio 14,1 dla USA i 8,7 dla Chin. Cóż za zamiana! Oczywiście, to właśnie jeden z rezultatów deficytu w USA ale proszę zauważyć, że o ile ów deficyt w USA miejsca pracy systematycznie ograniczał to w Chinach działo się dokładnie odwrotnie. Papierowy dolar zamienił się w jak najbardziej materialny przemysł. Jakim cudem?

Chiński wzrost sfinansowały USA opychając jednocześnie Chinom własne papiery dłużne. 2,1 bln USD chińskich rezerw doskonale portretuje dzisiejszą relację tych dwu państw. Nie ma sensu pytanie gdzie to się wszystko kończy. Ważniejsze jest to gdzie się zaczyna. A zaczyna się w zacisznych gabinetach FED gdzie sternicy gospodarki światowej na mocy najdziwniejszej na świecie umowy udzielą USA dowolnego kredytu pod zastaw jego papierów dłużnych. Ten system jest tak żałośnie bandycki, że aż dziw że trwa do dzisiaj!

Najlepszym produktem gospodarki USA jest tym samym dolar a właściwie „zapis dłużny Rezerwy Federalnej” Tak długo jak długo ów papier będzie wymienialny na cokolwiek system będzie trwał. Ale owa drukarska prosperity może niebawem odbić się czkawką w Państwie Środka. Złota zasada bilansowa każe się prędzej czy później zastanowić nad jakością wypłacalności samych Chin o których faktycznym zadłużeniu nie wiadomo przecież nic. Jeśli w takich krajach jak Grecja dochodziło do machinacji na państwowym poziomie, gdzie wszelkimi sposobami ukrywano zadłużenie agend państwowych dlaczego by nie zakładać, że podobną politykę prowadzi się w Chinach? Niedawno pojawiły się informacje wedle których olbrzymia dawka długu wewnętrznego ukryta w inwestycjach niby to niezależnych od lokalnych władz spółek municypalnych. Dokładnie tak samo dzieje się obecnie w Polandzie. O meandrach systemu wynagrodzeń i ubezpieczeń społecznych również niewiele wiadomo tym samym może się okazać, że  prawdziwe są szacunki niektórych analityków sugerujących, że dług przekracza już 60% PKB. Moje pytanie brzmi inaczej. Jeśli gospodarka Chin jest tak mocno związana z USA i była finansowana jego długiem to faktyczne zadłużenie skarbu Chińskiego musi być większe od Amerykańskiego. Dlaczego? Ponieważ nie można założyć aby w 1971 roku Chiny były gospodarką z dodatnim bilansem choćby per analogia do państw gdzie marksizm leninizm wyznaczał gospodarcze zasady. Jeśli dodatkowo zauważymy, że do 1978 roku istniał w Chinach jeden jedyny państwowy bank który zarówno emitował pieniądz jak i go pożyczał to swobodnie możemy założyć, że z zadłużeniem wewnętrznym w tych czasach mogło dziać się wszystko.

USA i Chiny łączy jeszcze jedno. Chiński Bank Centralny jest tak samo enigmatyczny jak FED i za pewne równie skory do finansowania państwowych wydatków. Wniosek jest prosty USA nie padnie na kolana jeśli nie padną na nie Chiny ponieważ nie mniej łatwo niż USD można drukować Yuana. Być może nawet łatwiej. Jedynym zmartwieniem włodarzy Państwa Środka  jest zatem przekonanie świata o kondycji drugiej gospodarki świata. Tym samym spodziewał bym się wielkich sum na promowanie peanów na jej cześć. Tak długo jak inwestorzy kupują taką bajkę cały system trzyma się kupy. Warto wspomnieć kogo Chiny zastąpiły na miejscu głównego wierzyciela USA. Była nim Japonia. Chińscy towarzysze odrobili lekcję i wiedzą doskonale czym się może skończyć brak zasilania własnego systemu i podobnych błędów nie popełnią. W 2010 roku giełda w Szanghaju przekroczyła 2,4 bln USD kapitalizacji. Być może wyda się to niewiarygodne ale w 2004 roku byłoto zaledwie 300 mln USD. Słabo?

W analizach zapomina się często, że te same produkty w Chinach i w eksporcie mają różne ceny podobnie jak to miało miejsce w PRL co de facto podnosi jeszcze niewidoczny w statystykach poziom zadłużenia wewnętrznego. Nie zdziwię się, gdy któregoś dnia wybuchnie bomba gdy okaże się, że to nie USA są liderem długu a właśnie nasz wieloletni lider wzrostu. I w tym miejscu można by już odliczać upadek w miesiącach gdyby nie jedno ale. Dawne potęgi militarne odbudowując się ze zniszczeń wojennych świadomie zrezygnowały z „trwonienia” PKB na armię. Japonia i Niemcy mimo wielu zachęt ze strony USA pozostały wierne tej słusznej strategicznie polityce. Jak wiadomo Chiny konsekwentnie budują armię która niebawem stanie się najpotężniejsza bo już jest najliczniejsza na świecie. Ponieważ podstawowym dobrem
staną się surowce owa armia doskonale się przyda po to aby skutecznie się nimi zaopiekować.

Jestem głęboko przekonany, że świat nawet się nie zająknie jeśli chińskie dywizje powietrzno desantowe wylądują sobie na przykład w Katandze albo gdzie indziej, gdzie znajdują się odpowiednio obfite a jednocześnie słabo bronione złoża. Być może ktoś poujada w mediach ale inwestorzy zatrą ręce ponieważ w nadchodzących latach nic tak nie będzie rozpalać wyobraźni jak kopaliny energetyczne w odpowiedniej ilości. A że desant będzie prawdopodobnie tańszy niż odwierty? Drobiazg na który analitycy na pewno zwrócą swoją życzliwą uwagę. O ile jestem przekonany, że chińska giełda niebawem zafunduje nam potężny kryzys ( ktoś przecież musi zarobić na niepewności tego rynku ) to osobnym pytaniem pozostaje jak globalny kryzys który wywoła taka awaria wpłynie na Yuana. Reakcją Amerykanów na szok 2008 było i jest
masowe pompowanie drukowanego pieniądza w system. Na tablicy kontrolnej chińskiej gospodarki towarzysze z politbiura maja  inne rozwiązanie awaryjne. Guzik „dewaluacja”

USA mogą zalewać świat pustym pieniądzem, Chiny tanią produkcją. W ostateczności uwolnią kurs Yuana co przy odrobinie szczęścia może stworzyć podobny do amerykańskiego mechanizm zasilania systemu drukowanym pieniądzem. Oczywiście pod warunkiem, że nie dojdzie do hiperinflacji. Jak już kiedyś pisałem nie było to aż tak częste zjawisko a przypadek Niemiec w tamtym okresie dowodzi, że jest jedna droga wyjścia: agresywna ekspansja militarna. Ale do tego zapewne nie dojdzie. W moim przekonaniu, płynny Yuan z realnym zapleczem kruszcowym mógłby się stać niezłym substytutem dolara a „zielone” zostały by masowo zastąpione „czerwonymi”. Jeśli tylko armia zapewniła by  kontrolę nad odpowiednią sumą kruszcu i kopalin taki zabieg mógłby się powieść. Umiejętne wylansowanie waluty kruszcowej stworzyło by
fantastyczne perspektywy psucia jej w przyszłości. Jeżeli wykluczyć świadomą ekspansję militarną Chin to należy się spodziewać po prostu Armagedonu.  Chiny z przetrąconym karkiem nie będą w stanie wchłaniać amerykańskiego długu a ta gospodarka nie da rady funkcjonować bez dosypywania dolara. To recepta na koniec
cywilizacji. Ja liczę jednak na sprawdzone rozwiązanie jakim jest wojna tym bardziej, że jakoś mi się nie wydaje, aby amerykański rekrut poradził sobie z chińskim w sytuacji gdy obaj dysponować będą podobnym wyposażeniem. Co więcej rekrut chiński wyżywi się tym co znajdzie. Amerykański na głodniaka nie ruszy do walki. A culture clash na polu bitwy to nie byle co. Hans Van Luck, jeden z najbardziej znanych
dowódców broni pancernej w trakcie WWII wspominał, że pierwsi żołnierze amerykańscy napotkani przez Afrika Korps w swoich wspaniale wypchanych chlebakach znajdowali taką oto motywująca ulotkę:
„Żołnierzu, jesteś najlepiej wyekwipowanych żołnierzem w historii świata. Musisz dowieść, że jesteś również żołnierzem w historii świata najlepszym”.

Czytanie tego po masakrze US Army na przełęczy Keserine w Afryce musiało Niemców mocno podnosić na duchu. Ciekawe, czy ten interesujący  pomysł propagandowy wykorzystają odpowiednie czynniki w Państwie Środka. Inskrypcja w Chińskich chlebakach mogła by głosić:
„Żołnierzu, jesteś najtaniej sfinansowanym żołnierzem w historii świata. Musisz dowieść, że jesteś również żołnierzem najbardziej dochodowym”

0 Comments

Pozory mylą.

Czyli co łączy Jima  z Jimem i odkrycie Ameryki z eksploracją kosmosu.

Wygląda na to, że kolejny astronomiczny wynik ustanowiony przez złoto staje się okazją do kolejnej dyskusji. Głos zabiera między Jim Rogers „guru” rynków metali. I nie chodzi mi o podważanie tez które wygłasza. Warto jedynie zauważyć, że to właśnie Jim Rogers wraz z niejakim George Sorosem założył 40 lat temu Quantum Fund który od początku miał jeden cel: agresywną spekulację kosztem rynku lub państw. Najlepszym przykładem tej strategii była słynna zagrywka przeciw funtowi którą już kiedyś opisywałem. ( Ja nie skocze?! ) Ale jeszcze ciekawsze są przyczyny rozstania Sorosa i Rogersa. Obaj przedstawiają je zupełnie inaczej. Soros twierdzi, że Rogers uniemożliwiał napływ niezależnych analityków. Rogers, że odszedł bo zrealizował swój cel którym było posiadanie miliona dolarów w wieku 40 lat. Odchodząc z Quantum miał 37 i…… 14 mln USD.

W przypadku takich facetów jak Buffet czy Rogers działa zasada paradoksu: jeśli mówią, że tak jest to pewnie tak jest więc inwestujemy tak jak mówią. Najważniejsze pytanie jest inne: czy owe ikony ROBIĄ TO CO MÓWIĄ. A tu już nie był bym taki pewien.

Rogers sugeruje, że złoto złapie teraz odrobinę zadyszki co należy rozumieć jako oczekiwanie spadku. Ale aby nie było tak prosto dowiadujemy się jednocześnie, że w tej 10 latce dojdzie do 2000 USD za uncję. Może i nawet dalej bo jeśli te USD będą traciły siłę nabywczą w takim tempie jak dzisiaj to co to jest za wynik? Jeśli by jednak przyjąć, że teraz nie będzie rosło czyli pewnie spadnie to należało by sprzedać i się taniej odkupić prawda? Jim nas zapewnia, że on sprzedawał nie będzie. Tym samym jako fund manager oświadcza, że będzie trzymał aktywo które w najbliższym czasie nie będzie performować. Nonsens. Moim zdaniem co miał to już sprzedał a teraz gra na to aby się odkupić taniej. Takiej przynajmniej strategii można by się spodziewać po autorze „Investing biker: Around the Word with Jim Rogers” Warto przeczytać ten fundament naukowy guru rynków. Dopiero wtedy można zrozumieć skąd się biorą i jaką naturę mają rekomendacje które czytamy.

A Rogersa interesująco się czyta w zestawieniu z Chanosem choć również Jimem to jego inwestycyjnym alter ego. Chanos głośno obstawia rychły upadek Chin, Rogers ostetnatycjnie przeprowadził się tam z rodziną. Marne poświecenie jesli chce się w ten sposób utrzymać zaufanie inwestorów obficie szuflujących tam pieniądze. Zdanie Chanosa jest interesujące: nikt nie wie w jakiej naprawdę kondycji jest chińska gospodarka ponieważ rządowych publikacji chińskich nikt przecież nie kontroluje! W internecie jest sporo filmów o wszelkiej maści „Ghost villages” w USA ale w Chinach są całe puste MIASTA! wybudowane od zera i niezamieszkane.

Jim Rogers dość brutalnie lekceważy każdego kto ośmiela się krytykować jego strategie zjadliwie twierdząc, że większość antagonistów jeszcze niedawno nie potrafiła przeliterować nazwy tego kraju. Rogers wie co mówi ponieważ w jego pierwszej książce roi się od braku historycznej wiedzy i uproszczeń.  

Ale jakie to ma znaczenie? Zarobi przecież jeden i drugi bo warto pamiętać, że w biznesie inwestycyjnym najważniejszy jest ruch czyli obroty na rachunkach. A w którą stronę to już zupełnie inna sprawa.

Pewność przyrostu cen złota oparta jest w zasadzie na założeniu że ilość tego kruszcu jest ściśle ograniczona. I tu warto dodać w zbadanych źródłach. Warto pamiętać, że w podobnej sytuacji świat już był. Histerię kruszcową kompletnie odwróciło odkrycie złota w nowym świecie. Kto powiedział że nagle nie wybuchnie nowa bańka ekspolracyjna a o pieniądze inwestorów będą rywalizować odkrywcy złota na Antarktydzie lub na Księzycu? Zabawne? Niewiarygodne? Zalecam lekturę rekomendacji inwestycyjnych dla .comów z lat 1999 2000.

Ekspolarcja nowego świata w XVI wieku była możliwa wyłącznie dzięki pazerności Królów i inwestorów. Dlaczego tym razem miało by być inaczej? Czy Kolumb namawiający do finansowania wyprawy był bardziej wiarygodny wobec Izabelli Kastylijskiej niż szef NASA przed Bararckiem Obamą?

Jestem pewien, że chciwość jak zwykle zapewni nam przyszłość.

 

 

 

2 komentarze

Ślepy tor jasnowidzów.

Niesamowite! Udało mi się w czujności obywatelskiej prześcignąć niezmordowaną w dążeniu do prawdy Gazetę Wyborczą. Dzisiaj nasza Trybuna Ludu grzmi o palącym w tą mroźną zimę problemie kolejowym.  A my kibicujemy akcji którą doskonale pamiętam z dzieciństwa: Towarzysz Gierek oburzony zwalniał ze stanowisk, obcinał premie ba! WIZYTOWAŁ trudne odcinki na których zmagano się z trudami boju o socjalistyczną ojczyznę. Dzisiaj jest w zasadzie podobnie. Nasz Premier zabiera głos w każdej ważnej sprawie, jak ten ojciec narodu wie co w trawie piszczy. Trawę odchwaści i sprawi aby rosła równo. Na pewno nie brakuje takich, co się zajmują malowaniem na zielono. Łza się w oku kręci.

Ta medialna dynamika nie pomoże PKP bardziej, niż podobne wypowiedzi władyków 35 lat temu. Ale to zdaje się nikogo nie obchodzić. Niewinnych w tej sprawie nie ma, bo prywatyzacja PKP nie leżała w interesie żadnej z poprzedzających obecną ekip. Premierowi dostaje się w zasadzie odpryskiem, bo stosowana obecnie technologia polityczna wymaga stałej obecności a ta jako żywo przypomina lata propagandy PRL.  Zarówno wtedy, jak i teraz w kuluarach potknięć, odbywa się walka na śmierć i życie o stołki i wpływy. Pan minister Grabarczyk stanowiska nie straci pożegna się z nim za pewne bezpośredni nadzorca PKP w ministerstwie tym bardziej, że jak się zgrabnie składa pochodzi z koalicyjnego ruchu chłopskiego.

Ofiarą zamieci śnieżnych ma paść również Pan Prezes Wach. Komu jak komu, ale temu Prezesowi nie można odmówić braku wiedzy na temat potrzebnych PKP inwestycji ponieważ przez lata był właśnie za nie odpowiedzialny. Ale to oczywiście w takich sytuacjach nie ma większego znaczenia.

Już nie długo prześledzimy sobie w praktyce upadek wielkiej państwowej organizacji której państwo  nie da rady podnieść po raz kolejny. Warto sobie zdawać sprawę, że straty tej organizacji bezpośrednio powiększają nasz deficyt. Że mała kwota? Ziarko do ziarka bo nie jest to przecież jedyna deficytowa instytucja publiczna. Ta się po prostu teraz spektakularnie kompromituje. Być może PKP powinno po prostu upaść? Czytamy o Grecji, Irlandii a pod bokiem mamy taki własny pokaz dystrybucji pieniędzy do chronicznie nierentownego przedsiębiorstwa. Nikt w wyborach nie głosował za deficytowym PKP. Może ktoś wreszcie powinien zapytać  za taką cenę chcemy je mieć w majątku narodowym?

Oby wybory odbyły się jak najwcześniej. Nowe rozdanie zapewni obecnym elitom polityczny byt na tyle, że realne problemy powinny zająć należne im miejsce w debacie publicznej. Jeśli tak się nie stanie, przyszłe wybory samorządowe staną się grunwaldem polityki centralnej.

0 Comments

OFERA

O zamachu rządu na emerytury napisano już tyle, że kolejny materiał nie powinien mieć sensu. Ale ma ponieważ każdy głos powinno się wykorzystać w walce ze zwykłym rabunkiem wspartym autorytetem państwa. w 1999 roku byłem żarliwym orędownikiem tego systemu reformy. Co więcej, byłem również przekonany, że systemowe ograniczenie zmuszające OFE do inwestowania wyłącznie na terenie Polandy uniezależni nas od zachodnich graczy. Dzisiaj to może brzmieć śmiesznie ale w 1999 roku i później wszyscy grali pod Londyn i to tamtejsze zlecenia „ustawiały” nasz rynek. Ba, lokalnym Królem parkietu był podówczas Witek Warchoł jeden z najciekawszych inwestorów na GPW. Krążyły wówczas legendy jaki procent dziennego obrotu generował. Nie ma tu sensu przypominanie kim był i z kim robił interesy ( choć byłby to materiał na niezwykle wciągającą powieść ) zwracam, po prostu uwagę, że często zapominamy w jakich okolicznościach podejmowane są decyzje i dlaczego się je popiera.

Nasze ciało ustawodawcze jest całkowicie wyprane z mechanizmu uczenia. Nie wyciąga wniosków ponieważ funkcjonuje w takt wyborów a nie gospodarki i potrzeb państwa. Ponad 10 lat istnienia obecnego systemu do takiego namysłu skłania. Napisano setki słów choćby o braku możliwości dziedziczenia wkładów emerytalnych. Nikt jednak nie pisze o jednej ale fundamentalnej kwestii: państwa nie było i nadal nie stać na system który usiłuje reformować. Stworzono pewien pozór który zaledwie w 10 lat od powstania pada ofiarą pazernego twórcy. Pomysły w rodzaju obligacji emerytalnych to skandal ale i tak niewiele większy niż obecne inwestowanie przez OFE w obligacje skarbowe. Pomija się po prostu jeden etap tej zabawy. Po co wysyłać im kasę na kupowanie obligów jeśli od razu można wysłać obligi? W nonsensie tego przedsięwzięcia nie zmienia się nic.

Naprawdę skandaliczne są wypowiedzi ekspertów rządowych. Nic tylko słyszę o przekazywaniu środków budżetowych do ZUS, o tym jakie obciążenia budżet ma ponieść na nasze emerytury itp. Szanowni urzędnicy: uczestnicy systemu płaca swoje składki. Zadbaliście o mechaniczne odprowadzanie ich przez pracobiorców i pracodawców. Tym samym wszelkie ciężary jakie dzisiaj ponosi państwo są wynikiem jednej czynności; zdefraudowania przez to państwo pieniędzy obywateli.

Nad Wisłą przychodzi to zresztą dosyć łatwo. Dość wspomnieć, że obligacje II RP solidny dług wewnętrzny zaciągnięty walnie u obywateli, nie został uznane przez PRL. To nie dziwi wobec posunięcia Władimira Ilicza Lenina który jednostronnie anulował carskie długi Rosji. Dziwi co innego. Państwo prawa jakim miała być III RP powinno się jednak do tych długów jakoś odnieść. Dlaczego? Czy ktoś słyszał o zaniechaniu poboru podatków? Państwo czerpało i czerpie pożytki ze swoich obywateli i nie odpuszcza im nigdy nawet jeśli tracą majątek w wyniku wojny.

III RP zaciągnęła wobec nas zobowiązanie emerytalne. W zamian za nasze składki ma je nam wypłacić. Nie zrobi tego najprawdopodobniej nigdy. Nie jest w stanie przy wszelkiej maści emeryturach mundurowych które mogłem zrozumieć we wczesnych latach 90 tych ( obłaskawianie aparatu ) ale jak je zrozumieć dzisiaj?! KRUS i jego irracjonalność z ekonomicznego punktu widzenia poraża aż dziw, że nie ma KGUS. Najwyraźniej górnicy nie mieli aż takiego przebicia choć i tak załatwili sobie sporo. I najważniejsze: sam wiek emerytalny. Nie ma systemu który faktycznie stać na to aby emerytami byli ludzie młodsi niż 70 letni. Brzmi fatalnie. W naszym systemie emerytalnym właśnie dlatego nic nie zrobiono, ponieważ wszelkie faktyczne reformy generowały by niezadowolenie społeczne. I dlatego nie będzie tu nigdy żadnej reformy. System się po prostu zawali i to bez wielkiego łomotu. Odsyłam do Japonii. Tam dyskutuje się obecnie o obniżeniu świadczeń do 1/5 niegdyś obiecanych. Może być większy skandal? Ale cóż, starzy i chorzy na ulice nie wyjdą. A młodzi? Czy ich solidaryzm społeczny jest na tyle mocny aby płacić jeszcze więcej niż płacą?

Na naszych oczach bankrutuje cały system społeczny ponieważ jest oparty na programowym deficycie budżetowym. I nie jest to wypadek przy pracy. To podwalina intelektualna dla obowiązującej teorii państwa sformułowana przez nikogo innego tylko JM Keynesa który uwaga uwaga niewiele brakowało a został by pierwszym dyrektorem IMF ( Miedzynarodowego Funduszu Walutowego ) Amerykanie zdołali to skillować ale w efekcie powstał zapis dzięki któremu do dyrektorem IMF może być wyłącznie europejczyk.

W dyskusji o OFE musi się nie o tym, że zawodzi się obywateli tylko o tytanicznych wysiłkach aby nie przekroczyć 55% udziału długu w PKB. A dług rośnie już w tempie 100mld rocznie i zamach na emerytury służy wyłącznie pozyskaniu środków na jego obsługę.

Z emerytami nie ma to nic wspólnego. Gdyby miało mieć, mówiło by się o likwidacji narośli i przywilejów czyli faktycznych kosztów systemu.

 

0 Comments

Japonia: kraj zachodzącego słońca?

Jak zwykle ciekawy artykuł w The Economist. Sporo ciekawych materiałów na temat Japonii ale ich sens da się w zasadzie spointować załączoną tabelką:

Analizując powyższe warto zwrócić uwagę, że tą drogą idzie Europa zachodnia w tym Polska. Tym samym w ciągu najbliższych 40 lat, całkowicie zmieni się struktura społeczna a co za tym idzie wszystkie parametry popytu konsumpcyjnego. Można chyba założyć, że paradygmat upadku Cesarstwa Rzymskiego znajdzie praktycznie zastosowanie po raz kolejny. Aby odegrać tamten scenariusz do końca należy jeszcze przyjąć Turcję do UE, przy jej pomocy zapewnić sobie bezpieczeństwo na południu i solidny konsumpcyjny dopalacz ale to już temat na inny post.

Analiza dzietności kobiet wskazuje jedną prawidłowość: im biedniejsza populacja tym więcej dzieci. Ta zależność to równia pochyła po której muszą się staczać syte społeczeństwa. Tak, było jest i będzie ponieważ  bogaci traktują dziecko jako swoistą nagrodę, podczas gdy dla biednych dzieci są zazwyczaj przede wszystkim aktywem produkcyjnym którym w dogodnej sytuacji można nawet handlować.

Popatrzmy z perspektywy tych wykresów na wszelkiej maści systemy emerytalne. Trudno o lepszy przykład nieśmiertelnej zasady systemu argentyńskiego, który powoli już można by nawet określić jako syndrom argentyński. Nie ma takiej figury finansowej która może uratować system emerytalny wobec ujemnej demografii. Tabelka powyżej wyraźnie mówi, że sukces Japonii w olbrzymim stopniu został sfinansowany za emerytalne pieniądze baby boomers. Co z tego, że ich nie zabierano jak w PRL. Ale nawet jeśli trafiały na rynki, w taki czy inny sposób podlegały polityce państwa. Ponieważ jednak majątek który wspólnie wytworzyli nieco nieproporcjonalnie się rozłożył wiec dzisiaj mogą liczyć wyłącznie na młodych i ich składki. A młodych jest zbyt mało.

Może się zatem okazać, że niezwykła pilność demokratycznych państw w zapewnianiu nam emerytur ma brutalnie proste uzasadnienie: dodatkowa akumulacja w dochodzie narodowym czyli wewnętrzny dług publiczny którym można swobodnie manewrować. Zauważmy, że na przykład nadwiślańskie OFE ochoczo brały udział we wszystkich wielkich transakcjach państwowymi aktywami na GPW. A jak były trochę mniej gorliwe wystarczały lekkie pomruki z okolic ministerialnych aby wracała im chęć na zakupy. Tym samym, domknęło się kółko transferów, od i do Państwa. Nie wiem niestety jak to się bilansuje ale postaram się to niebawem sprawdzić. Tak czy inaczej, bez OFE nasza giełda cofnie się do poziomów z czasów wczesnego Mariana i to nawet bez światowego kryzysu.

W takich okolicznościach przyrody,  o emeryturach możemy w zasadzie zapomnieć. W repertuarze Państwa jest przecież jeszcze kilka zabiegów aby się owego niewygodnego problemu pozbyć. Zawsze mogą nam coś wypłacić w bonach na świadczenia w należącym do Państwa systemie opieki zdrowotnej w którym darmowe będzie już tylko oczekiwanie w kolejce ewentualnie pierwsze 10 minut wizyty u internisty. Ot kreatywne wykorzystanie potencjału służby zdrowia. W odwodzie będą jeszcze leki. Ograniczenie katalogu dostępnych leków też można przecież skapitalizować.

I ostatnia uwaga. Miałem ostatnio okazję zabawić parę dni w Tokio. Na miejscu spotkało mnie spore zaskoczenie. Z jednej strony konsumpcyjny imperatyw skutecznie starł większość różnic kulturowych, z drugiej zastanawia pewna obcość tego społeczeństwa które napędza jednak zupełnie inny silniczek niż nasze. Ich 20 letni kryzys bardzo prozaicznie odbił się na jakości życia: nie ma korków ponieważ posiadanie samochodu jest tak drogie, że lepiej go nie kupować. Kredyty hipoteczne również nie są problemem bo ceny nieruchomości nie zachęcają do kupowania więc mieszka się w mieszkaniach wynajętych. A że do tego wszystkiego średnie wynagrodzenia są bardzo wysokie  w relacji do typowych dóbr konsumpcyjnych Gucci i Prada prężą się dumnie na każdej w zasadzie handlowej ulicy.

Fakt Ameryka również konsumuje. Ale jednak zupełnie inaczej.

0 Comments

Sceniariusz argentynski – reaktywacja.

Władymir Iljicz Lenin mawiał: "kapitaliści sprzedadzą nam wszystko, nawet sznur na którym ich potem powiesimy". Tą prostą sentencją zwykł rozwiewać obawy aktywu co do możliwości pozyskania artykułów których towarzysze radzieccy nie dostarczyli by nawet przyjaciołom. 

Leninowska maksyma doskonale oddaje istotę systemu w którym osiąganie zysku jest dobrem nadrzędnym i który w pogoni przed owym zyskiem nigdy się nie zatrzyma. Nie piszę tego jako socjalista lub komunista. Nie ma i za pewne nie będzie lepszego systemu regulującego relacje społeczne ponieważ ten jest najbliższy biologicznej zasadzie przetrwania.

Najlepszym dopełnieniem tej definicji jest lektura dwu występujących obok siebie artykułów w PB. Pierwszy wieszczy wspaniałą koniunkturę odwołując się ochoczo do realiów kryzysu lat 70 tych i zapewniając czytelników iż czeka nas pożyczkowy orgazm który wzorem epoki Edwarda Gierka przełoży się na zakupowy run na warszawskim parkiecie i nie tylko. Autor przypomina, iż Polska tow Edwarda wykorzystała podobną koniunkturę na rynkach, kiedy to inwestorzy byli tak zgłodniali zysków, że sięgnęli po wysoko procentowe papiery dłużne komunistycznego kraju. Dowiadujemy się z treści, że lekko sobie jednak osłodzili ryzyka inwestycji w komunizmie gwarantując zakupy wyłącznie wytworzonych u siebie dóbr. Czy to aby nie powinno nam dać do myślenia? Głównym naszym pożyczkodawcą zarówno wtedy jak i teraz są Niemcy. Ten sam kraj jest również naszym największym partnerem exportowym. Artykuł informuje, że ponad 80% długów gierkowskich poszło na zakupy maszyn i surowców wytworzonych za granicą a znacznie mniejsze kwoty na budowę infrastruktury. W praktyce oznacza to, że dług w większości wsparł PKB tych krajów które udzieliły nam pożyczek. Jak sądzę, każdy z nas udzielił by pożyczki sąsiadowi, aby ten kupił następnie nasz stary samochód za cenę nowego i jeszcze pokornie obsługiwał nam od tego odsetki. Zwracam uwagę mniej uważnym czytelnikom: jeśli pożyczamy na zakup naszego własnego samochodu oznacza to, że pieniądz de facto w tym rachunku nie występuje bo pożyczamy kwotę która następnie trafi do nas. Tym co ta operacja zrodzi na prawdę są jednak ODSETKI. I to one będą stanowić faktyczny przychód a zarazem nowy ekonomiczny byt. Oczywiście ktoś powie, że nasz samochód przecież również był za pewne na kredyt. Otóż to jest w zasadzie mało ważne ponieważ mówimy tu o naszym starym samochodzie którego chcemy się pozbyć a którego dodajmy nikt nie chce kupić. Nasz sąsiad nie ma jednak zdolności kredytowej wiec a) nie targuje się o cenę b) akceptuje wysokie odsetki . Ktoś powie: a jeśli nie będzie spłacał? Nic wielkiego: kilka rat zapłaci a w najgorszym razie mu się auto zabierze. Jedyne ryzyko to potencjalne zniszczenie. No ale cóż jakieś ponosić trzeba. Czy to jedynie moja interpretacja zakupów z lat 70tych? Odsyłam czytelników do podsumowań epoki Gierka. Roi się tam od zakupów niepotrzebnych technologii i linii produkcyjnych których nie udało się uruchomić z braku lokalnych komponentów. Wiele z tych zakupów poszło jak wiadomo na marne. Dług pozostał.

W kolejnym artykule czytamy, że Węgierski rząd konfiskuje aktywa emerytalne swoich obywateli. Oznacza to po prostu, że ich literalnie OKRADA ponieważ owi obywatele pokornie płacili składki na swoje ubezpieczenie przez większość zawodowego życia. Oczywiście w bratnim kraju demokracji ludowej, podobnie jak w PRL owe składki były de facto składnikiem budżetu państwa i nikt sobie wypłacaniem przyszłych emerytur głowy nie zawracał. Ponadto po drugiej wojnie społeczeństwo było młode i emeryci byli w nim znacznie słabiej niż dzisiaj reprezentowani co oznacza, że wpływy były znacznie większe niż wydatki. 

Praktycznym problemem współczesnych państw jest to, że pod pozorem dbałości o przyszłość obywateli pobiera się od nich obowiązkową składkę ubezpieczeniową podczas gdy faktycznie służy ona jak to się ładnie mówi zwiększeniu akumulacji w dochodzie narodowym czyli jest de facto kolejnym składnikiem długu publicznego!

Dlaczego Węgry grabią swoich obywateli? Ponieważ nie są w stanie obsługiwać własnego długu i tym sposobem chcą pozyskać dodatkowe środki. Pomysł nie jest nowy. Dokładnie tak samo postąpił w 2001 roku rząd argentyński co i tak nie uchroniło tego kraju przed bankructwem. Niewiele osób pamięta często pojawiające się wtedy w dziennikach sceny rabowania supermarketów. Upadek państwa doprowadził do głębokiej rewolty społecznej której skutki to państwo ponosi do dzisiaj. 

Zastanówmy się raz jeszcze: obok siebie występują dwa artykuły z których jeden wieszczy finansową hossę związaną z masowo napływającą do nas gotówką drugi informuje o grabieżczej polityce bankrutującego państwa. To groźnie memento powinno nam dawać do myślenia. Nowe długi pozwolą nam spłacić stare ale będą droższe tym samym ich spłata będzie jeszcze mniej prawdopodobna niż obecnych. Czy naprawdę rozsądna jest wiara w to, że jesteśmy wyspą której kryzys się nie ima? Dodam, że dopiero co chodziły po rynku plotki, że rząd kombinuje coś przy OFE. Sprawa ucichła ale wróci. 

Jedyna recepta ratunkowa dla tonących w długach państw to ……. programy wsparcia czyli kolejny dług! We wszystkich kuracjach MFW pojawiał się również wymóg ograniczenia inflacji i deficytu a w Argentynie przeprowadzono nawet program "zero deficytu". Niestety nie okazał się skuteczny ponieważ w ramach ograniczenia wydatków politycy nie ograniczają samego państwa ale przede wszystkim, wszelkie jego fundamentalne zobowiązania społeczne. Czy w bankrutującej Grecji zmniejszono parlament? Czy demonstranci pojawili by się na ulicach gdyby zmniejszono liczebność administracji? Czy nie jest możliwe aby funkcje w organach samorządowych były bezpłatne? Dlaczego program ograniczania wydatków nigdy nie dotyczy sfery samej polityki? Współczesne państwo stało się hydrą która w znacznym stopniu żyje sama dla siebie.

Zadam prowokacyjne pytanie: co się stanie jeśli rozruchy na Węgrzech przybiorą większe rozmiary niż te które zdarzało już nam się widywać w telewizji? Czy jesteście pewni, że będzie to tylko problem wewnętrzny Węgier? Dzisiejsze granice europejskie nie koniecznie oddają faktyczną strukturę etniczną Europy. Silna mniejszość węgierska żyje zarówno na Słowacji jak i w Rumunii. Wrzenie na Węgrzech z całą pewnością pojawi się i tam tym bardziej, że ani na Słowacji ani w Siedmiogrodzie nie są traktowani jako dobrzy sąsiedzi. Słowacy pamiętają wojnę z Węgrami z marca 1939. Konflikt węgiersko rumuński sięga wiosny ludów i po obydwu stronach jest pieczołowicie kultywowany. 

Oczywiście to czarny scenariusz ale nie zaszkodzi się nad nim chwilę zastanowić tym bardziej, że pierwszą systemową reformę ubezpieczeniowo emerytalną przeprowadziły Prusy pod rządami Bismarcka! 2/3 składki płacone było przez pracowników 1/3 przez pracodawcę. Zasiłek emerytalny wypłacany był w wieku 70 lat. Czy to czegoś nie przypomina? Ten pionierski system rozsypie się jednak zaraz po zakończeniu I wojny światowej ponieważ Rzesza tocząc wojnę po prostu te środki przejadła. Tym samym pionierem rozwiązań socjalnych nie była przemysłowa Anglia ale rodzący się militaryzm. Stereotypy najcześciej są mylące. 

Konkluzja? Państwo może dosięgnąć nas wszędzie, podczas gdy my nie jesteśmy w stanie nigdzie mu zagrozić. Ponosimy koszty polityki państwa podczas gdy ono nie zapewnia nam nic poza świadczeniami które de facto kupujemy sobie sami. Tak tak wiem: to jak z wykładów o anarchizmie i anarcho syndykaliżmie Bakunina. Ale czy na prawdę znamy sens wielu pojęć którymi się nas straszy? I na koniec pytanie: czy ubezpieczenie zdrowotne jest w Szwajcarii obowiązowe?

 

 

 

 

4 komentarze

Islandyzacja? Dlaczego nie?

W Pulsie Biznesu niepopularna prawda ustami Jima Rogersa: jeśli ktoś pożyczał ponad miarę powinien upaść. Towarzyszy jej stwierdzenie, że UE wytrzymała by bankructwo jednego z krajów. Dlaczego miała by nie wytrzymać, jeśli uniknięcie tego bankructwa jest jeszcze droższe? Ciekawe, że o ile pisano tak wiele o bankrutującej Islandii nikt nie pisze za bardzo o niej teraz. W sumie było by fajnie dowiedzieć się jak sobie radzi z kryzysem kraj który literalnie zbankrutował chociaż….. o ile sobie przypominam kroplą która przelała czarę była niechęć premiera tego kraju do wypłaty depozytów Brytyjczykom i Holendrom. Spodziewam się, że nie chodziło tu o osoby fizyczne ale raczej instytucje pochodzące z tych krajów. Na pewno, takie stanowcze nie się nie spodobało. Pan Premier zarobił za to postępowanie przed sądem przegłosowane przez parlament. W sumie ciekawy przypadek kiedy tak solidarnie ciało polityczne wydało kozła ofiarnego.

Oczywiście nie znając lokalnej sytuacji mogę się niepotrzebnie wymądrzać niemniej jednak w moim przekonaniu warto by o tej Islandii więcej pisać. Czyż nie najlepszą ilustracją do konieczności niesienia pomocy upadającym krajom byłby obraz nędzy tych które już upadły? Najwyraźniej, z jakichś powodów media tak nie uważają. Ciekawe prawda? A było by teraz o czym pisać ponieważ Islandia niebawem znajdzie się w UE! Kraj który jeszcze niedawno trzymał się od tej inicjatywy z daleka w 2009 złożył do Komisji Europejskiej wniosek o przyjęcie do UE. Nie zdziwił bym się gdyby taki wymóg pojawił się w pakiecie zdrowotnym zaaplikowanym Islandii przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. MFW doczekał się już dość powszechnej krytyki jako organizacja stojąca na straży interesów rynków finansowych a nie poszczególnych państw. Nie ma się jednak co dziwić, że organizacja której powstanie jest de facto realizacją założeń Bretton Woods ma cele niejako wyabstrahowane od interesów państw. Jeśli punktem wyjścia jest utrzymywanie stabilności systemu jakim jest przepływ i relacja wartości pieniądza trudno tu mówić o jakimkolwiek narodowym interesie sokoro powszechnie wiadomo, że pieniądz narodowości nie ma:)

Upchanie Islandii w UE pozwoli za pewne podpiąć się do jakiegoś systemowego wsparcia co ozdrowieńczo wpłynie na tamtejszą gospodarkę i w perspektywie ceny tamtejszych akcji. Ciekawe, czy w Islandii nie zawitał specjalista od terapii szokowej Jeffrey Sachs. Scenariusz dewaluacja, sztywny kurs, zadłużenie sprawdziła się już w wielu krajach, podziała pewnie i tam. Nawiasem mówiąc osobiście jestem przekonany, że technika nie jest zła tyle, że kosztem istotnej części PKB można na takiej operacji zarobić spore pieniądze. Jak? Otóż scenariusz kryzysowy jest zawsze dość podobny: upadek ekonomiczny to inflacja albo hiper inflacja. Sanacja systemu to dewaluacja waluty. Budowanie wiarygodności to sztywny albo semi sztywny kurs wymiany w pewnym okresie czasu przy jednoczesnym wysokim oprocentowaniu lokalnych depozytów ponieważ jest to jedyny sposób na pozyskanie gotówki. I w ten sposób pojawia się okazja na pewne i wysoko oprocentowane lokaty w lokalnej walucie z których wychodzi się potem w dowolną walutę międzynarodową. W sumie prosty deal, ale podobno wszystkie dobre deale są proste.

Czy się jakoś zawziąłem na Jeffreya Sachsa? Nie bo taką operację w ramach tego schematu przeprowadził nie tylko w Polsce. Otóż w 1985 roku działał w Boliwii która staczała się w jądro ciemności po załamaniu gospodarczym w 1980 roku ( katastrofa na rynku cyny ). Osiągnięcie JS to powiązanie waluty z dolarem, zgaszenie hiperinflacji, która po kilku latach spada do 11%. Ale…. wzrasta bezrobocie, spada PKB i eksport. Dodam tylko dla formalności, że Sachs, pojawił się w Boliwii na zlecenie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. O ile powyższe jest bardzo łatwe do ustalenia, to znacznie trudniej znaleźć informację o tym, że dokładnie taką samą misję MFW powierzył Sachsowi na Słowenii i w Chorwacji, które podejmowały decyzję o niepodległości w oparciu rady i zalecenia znanego nam naukowca. Jak to wyglądało? W Chorwacji przyjęto w 1992 dinara chorwackiego zaliczając inflację 1500% zdławioną w 3 lata. Słowenia miała szczęście ale sprowadzaniem  raptem 200% inflacji do wielkości jedno cyfrowej radzono sobie również 3 lata. No ale może taki był plan. Tu w obu przypadkach dokonała się jednak drobna zmiana. O ile w Boliwii i Polsce odniesieniem był dolar, w post Jugosławii w pięknym stylu zadebiutowała marka niemiecka.

I jaki z tego wniosek? Taki, że jak koniunktura sprzyja a ludzie aktywni to i finansjera zarobi i jakiś PKB przyrośnie. Gorzej jak takich okoliczności nie ma. Wtedy mamy inną ścieżkę: agresywny liberalizm prowadzi do fermentu społecznego, te rodzi silne nastroje lewicowe a to z kolei zazwyczaj kończy się jakimś militarnym rozwiązaniem bo przecież zawsze jest jakaś armia która musi zaprowadzić spokój a tej armii przecież ktoś musi udzielić materialnej pomocy oczywiście w postaci pożyczek które później trzeba będzie spłacić.

A wszystko jak zawsze pro publico bono.

1 Comment