Browsing Category historia

Ryk Afryki

Czyli o tym, że każdy satrapa prędzej czy później oddaje władzę, głodny lud powstanie przeciw czołgom oraz o tym, że brak perspektywy szkodzi i państwu i obywatelom.

Jeszcze kilka miesięcy temu nikt by nawet nie pomyślał, że w takich, jakby się zdawało, spacyfikowanych krajach jak Tunezja czy Egipt, może nagle dojść do wybuchów społecznych. Nie zdziwię się, jeśli 2011, choć niestety nieparzysty, przejdzie do historii, jako kolejny rok Afryki tyle że tym razem północnej. W 1960 oniemiały świat oklaskiwał narodziny 17 nowych państw w tym roku równie oniemiały może powitać nowe republiki islamskie a jak pójdzie źle może nawet jakiś kalifat. Wszystkie kraje począwszy od Egiptu skończywszy na Algierii, to de facto reżimy wojskowe ukształtowane w latach zimnej wojny. Najciekawszym egzemplarzem w tym panteonie satrapów jest autor zielonej książeczki, czyli Wódz Libii – towarzysz Kadafi. Dla przeciętnego czytelnika europejskich gazet każdy Arab to prawie terrorysta, więc nie spodziewam się, aby opinia publiczna nadmiernie interesowała się obecną sytuacją. Faktycznie, islamiści zbiorą spore żniwa, ale trudno się temu dziwić skoro wszystkie reżimy poza libijskim opierają się na wojsku i świeckiej administracji a’la wczesna Turcja Ataturka. Dobrej recepty chyba nie ma. Izrael nie ma szans na rolę wiodącej siły gospodarczo politycznej a Arabia Saudyjska za pomocą eksportowanych masowo wahabickich wojowników nadaje się na pewno na replikę Talibanu ale to nie jest najciekawsza opcja dla było nie było społeczeństw nieco innych niż afgańskie. Problemem regionu który teraz doprowadzi do destabilizacji na niespotykaną skalę, jest brak wyraźnego lidera.

Aby właściwie zrozumieć powody, należałoby jak cofnąć się nieco w przeszłość. Trop, jak to w ostatnich czasach bywa, zaprowadzi nas do Amerykanów. Reagan był pierwszym prezydentem USA, który na masową skalę zastosował broń gospodarczą. Lektura opracowań (National Security Decision Directives) wskazuje na to aż nadto wyraźnie. RR uważał, że opłaca się ostre finansowanie zbrojeń, jeśli się coś za nie uzyska. Doktryna Reagana przewidywała podstawianie nogi ZSRR wszędzie gdzie się da, tyle że przy użyciu amerykańskich dolarów zamiast amerykańskich żołnierzy. Z ówczesnych opracowań strategicznych wyłania się jasno konieczność kontroli zasobów. Dlaczego to ważne? Mało kto wie skąd USA importuje ropę. Na miejscu pierwszym jest…. Kanada, następnie Meksyk, Wenezuela i dopiero na 4 miejscu Arabia Saudyjska. Ale tak jest dzisiaj. W latach 80-tych ranking wyglądał inaczej. Ameryka chciała kontrolować wszystkich strategicznych dostawców surowca dlatego też bliskim wschodem i Afryką północną musiała się interesować. Europa wschodnia była tylko jednym z boisk, na których angażowano zasoby ZSRR. Tu zresztą doktryna walki długiem sprawdziła się celująco.

Ale w chwili dojścia Reagana do władzy Ameryka w zasadzie ledwo zipie. Dwucyfrowa inflacja, recesja, a właściwie ładnie rozwinięta stagflacja i, delikatnie mówiąc, solidny spadek prestiżu USA na świecie. 5 lat po wycofaniu z Wietnamu to najprawdopodobniej najgorszy okres we współczesnej historii USA, zwieńczony podwójną kompromitacją w Iranie. Z jednej strony bezbronność wobec napastników (studenci wdarli się do ambasady USA i aresztowali wszystkich funkcjonariuszy), z drugiej strony nieudolność desantu wysłanego z odsieczą (komandosi Delta Force pogubili się na pustyni, zniszczyli sprzęt i ledwo uszli z życiem).

Ale Ronald Reagan był prawdziwym odkrywcą. O ile jego poprzednicy żyli w cieniu podlejącego po 1971 roku dolara, RR odkrył, że zamiast bać się zadłużenia należy korzystać z obfitości środków, jakie owo zadłużanie stwarza. A ponieważ wiadomo, że najszybciej pobudza się gospodarkę militaryzacją, RR już w przemówieniu inauguracyjnym nie pozostawiał wątpliwości wyborcom, jaki kurs będzie realizował. Finansowane długiem zbrojenia pozwoliły Ameryce dokonać testującego świat desantu na Grenadzie (1983) i odbudowywać pozycję w Europie i na świecie. Czy RR zamierzał faktycznie zaatakować Związek Radziecki? Wątpię. Jego doktryna oparła się na założeniu, że ZSRR jest słaby ekonomicznie i nie wytrzyma nacisku zarówno materialnie, jak i psychologicznie. Jadwiga Staniszkis w swojej wspaniałej pracy o rewolucji militarnej oddaje rację temu podejściu wskazując na konflikt pomiędzy sztabem generalnym a partią w ZSRR. Politycy bali się wojny. Wojskowi parli do wojny konwencjonalnej zakładając, że Reagan blefuje. Tak czy inaczej najlepszym interesem dla USA było wygrać wojnę budując siły, które zajmą nowe dochodowe terytoria w zasadzie bez walki. Co najciekawsze do arsenału militarnego wciągnięto tu nową, finansową broń. Zakładano operowanie długiem celem uzależnienia państw na terenie przeciwnika, choć równocześnie warto zauważyć, że właśnie w latach 80-tych przypada rekord zadłużenia ówczesnych państw komunistycznych. Długi przekraczają 100 mln USD i poważnie obawiano się, że ZSRR może nakazać swoim wasalom odrzucenie długów (zrobiła tak Rosja sowiecka z długiem carskim). Otoczenie Reagana twierdziło jednak, że to tego nie dojdzie z uwagi na zapotrzebowanie tamtejszych gospodarek na import towarów, którymi same nie dysponowały. Równolegle jednak, za pomocą szeregu dyplomatycznych nacisków RR wymusił na RPA obniżenie cen złota, a uzależniając Bliski Wschód od dostaw amerykańskiej broni skutecznie zaniżał światowe ceny ropy. Tym samym ZSRR tracił na przychodach ze swoich dwu najbardziej strategicznych surowców eksportowych. W takiej skali i zakresie nikt jeszcze gospodarczo nie wojował.

USA wygrały rozgrywkę z ZSRR już w 1985 roku. Warto pamiętać, że Gorbaczow został wybrany na genseka 11 marca 1985, a już w marcu wznowiono radziecko-amerykańskie rozmowy pokojowe w Genewie. Trudno o lepszy sygnał. Od tej pory Ameryka zmieniła priorytety. Teraz liczyło się przede wszystkim zabezpieczenie surowców na Bliskim Wschodzie.

Na tym trudnym odcinku jedynym kłopotem była otwarcie wojująca z USA Libia. Towarzysz Kadafi, mistyk a dodatkowo jeszcze zaangażowany muzułmanin, operował retoryką bardzo podobną do irańskich ajatollahów. O ile jednak z tymi drugimi Ameryka potrafiła robić interesy ( Iran Contras), to z Kadafim zupełnie nie szło. Po 1985 roku relacja z ZSRR zmieniła się na tyle, że Ameryka mogła już dać wyraźny sygnał, że powinien się jednak towarzysz nieco pilnować. 15 kwietnia 1986 bez wypowiedzenia wojny samoloty amerykańskie zbombardowały Trypolis i Bengazi niszcząc cele wojskowe i, oczywiście „przypadkiem”, cywilne. Jaki był powód? 10 dni wcześniej, w berlińskiej dyskotece w wyniku libijskiego zamachu zginęło 5 żołnierzy amerykańskich (230 innych osób odniosło rany). Jeśli ta reakcja nadal nie wydaje się dziwna, dodam, że w 1983 roku w zamachu libijskim w Libanie zginęło 240 żołnierzy Marines. Wtedy RR musiał przełknąć taki policzek bojąc się reakcji ZSRR. W 1986 mógł sobie już pozwolić na ostrą zagrywkę. Choć w rewanżu Kadafi zmasakrował pasażerów samolotu Pan Am (Lockerbie) to lekcję odebrał i on, i reszta świata: Ameryka będzie pilnować źródeł ropy. Taktyka „zastraszania” przynosiła, zatem wspaniałe rezultaty. Świat nie tylko nie potępił amerykańskiej akcji, ale niebawem potraktował Libię wszelkiej maści embargami, co jak się można spodziewać, wymiernie wpłynęło na wydobycie ropy i dostawy technologii. Kadafi wprawdzie nie znalazł się na deskach, ale zaliczył techniczny knock out. 

Ponieważ system działał, należało zwiększać skalę długu. Paul Volcker, ówczesny szef FED, już się do tak agresywnej polityki nie nadawał. Dlatego zapewne, stery drukarni pieniędzy objął Allan Greenspan – entuzjasta, agresywnych technik, a jednocześnie dobrze ułożony towarzysko polityk. Rynki powitały go spadkami, ale prawdziwym problemem był dzień określany do dzisiaj, jako „Czarny poniedziałek”, kiedy to DJ posypał się o 22%. Drodzy czytelnicy, to był 1987 rok. Allan Greenspan na lata wyznaczył wtedy kierunek, jakim było zasypywanie pieniądzem każdego kryzysu. Tym samym wykreował niespotykany wcześniej okres ciągłego wzrostu podaży pieniądza. Uznał, że nieustanne pompowanie do systemu jest lepsze niż regres gospodarczy, do którego musi dojść w wyniku kryzysów.

Ale nas interesuje Afryka. Pod koniec lat 80-tych wszystko dzieje się dokładnie tak, jak sobie tego życzą Stany Zjednoczone. W Algierii trwa w zasadzie wojna domowa, rośnie zadłużenie zagraniczne, a wydobycie ze znacjonalizowanych w 1971 roku złóż ropy jest limitowane przez odbiorców. Kadafi w Libii już intensywnie czuje efekt embarga i powoli robi się skłonny do oddania czci Imperium. Na mapie pozostaje wyłącznie problem Iracko-Irański, ale ten jak wiadomo rozwiązano dzięki pierwszej wojnie w Zatoce, o czym już wcześniej obszerniej pisałem.

Tym samym, od 1990 roku aż do dzisiaj, Ameryka prowadziła własną politykę imperialną w tej części świata. Handel ropą do dzisiaj jest rozliczany w USD, a tym samym sprzedaż ropy jest w każdym kraju rodzajem subsydiowania budżetu USA. (Wyjaśnienie dla niedowiarków: jeśli USA drukują pieniądze bez pokrycia (czemu już nawet nie zaprzeczają), to w zamian za „zielone kawałki papieru”, jak dolara po 1971 roku nazywał Richard Nixon, otrzymują całkiem prawdziwe produkty.)

Chciałoby się powiedzieć „do dzisiaj”, ponieważ wieloletnia polityka rosnącego sprzedawania własnego deficytu innym, doprowadziła w końcu do ujawnienia się silnej presji inflacyjnj.

Zaraz, czy w tej tabelce nie ma błędu? Indonezja, Chiny, Indie? Jak to się ma do Afryki?! Otóż ma się, ponieważ pokazuje pewien przykry kierunek. Indonezja ( dawniej Holenderskie Indie Wschodnie ) była przez przez wiele lat dużym eksporterem ropy naftowej. Od 2009 roku nie jest już nawet w OPEC, ponieważ została IMPORTEREM ROPY. Mimo miana azjatyckiego tygrysa nie poradziła sobie z tym, że żywność importować musi. Jeśli tak marnie na tle gospodarek znacznie lepiej rozwiniętych wygląda Indonezja, która jednak sporo w siebie inwestowała, to można sobie wyobrazić jak prezentuje się kondycja Algierii, Libii, Iraku czy wreszcie Egiptu. ( Dodajmy, że właśnie Algieria, Libia i Irak to dawne agresywne skrzydło w OPEC forsujące agresywne rozwiązania polityczne ).

W moim przekonaniu rewolty w tych krajach nie powstrzyma nic. Tamtejsze władze nie mają po prostu środków, a dławienie demonstracji przemocą nic nie da. W mediach mówi się dużo o Tunezji i Egipcie, ponieważ tam leje się krew. Nie wspomina się wiele o Algierii, gdzie władze obiecały obniżki cen strategicznego w Afryce północnej cukru. Obiecały, więc demonstranci wrócili do domów – niektórzy z siatami pełnymi fantów z rabowanych sklepów. Ale owe władze nie są w stanie dotrzymać obietnicy, więc lud na ulicach pojawi się znowu.  Ponura prawda jest taka: kraje, które w latach 70-tych rzuciły na kolana cały świat ( w 1973 roku podniesiono cenę za baryłkę z 3$ do 11$ ) nie zdołały wybudwać własnych gospodarek, a sporą część petrodolarów przeżarły, wydały na zbrojenia i zainwestowały w obligacje USA.  

Nie zdziwię się, jeśli sytuacja w regionie doprowadzi do rozpadu OPEC. Ciężko będzie pogodzić intersy Wenezueli i pozostałych państw. Może się okazać, że Libijczycy i Algierczycy pójdą w zwiększone wydobycie przy stałej cenie. Gdyby Peak Oil zmaterializował się szybciej niż myślimy, miliony ludzi na tamtym kontynencie nagle straci jakiekolwiek środki do życia.

Zapomina się często jakim upokorzeniem zakończyła się angielska i francuska obecność militarna na tym niezwykle ważnym obszarze. W 1956 roku Anglia, Francja i Izrael wspólnie zaatakowały Egipt z chęcią ponownego zajęcia znacjonalizowanego Kanału Sueskiego. Wszystko szło pięknie, krwią płacili główne Izraelczycy, a dwa niezależne desanty: brytyjski i francuski, zakończyły się powodzeniem. Ale w końcu zdenerwowała się Ameryka, której ta impreza była absolutnie nie na rękę. Wezwała Anglię i Francję do zabrania zabawek, ale bez skutku. I wtedy prezydent Eisenhower, przedstawił Anglikom następującą propozycję: albo się wycofają, albo zacznie wyprzedaż funta szterlinga. Wycofali się natychmiast.

W historii politycznej to symbol upadku Imperium Brytyjskiego, które utraciło wtedy globalną autonomiczność. W historii gospodarczej pierwsze bezpośrednie użycie broni walutowej.

Ostatnie 100 lat intryg na bliskim wschodzie i w Afryce północnej wskazuje wyraźnie, że żandarm jest w tym rejonie bardzo potrzebny. Problemem jest to, że jedni się już do tej roli w zasadzie nie nadają, a drudzy tej roli jeszcze pewnie nie rozumieją. Afryka Północna pozostawiona sama sobie może eksplodować, a skutki tej eksplozji z AK-47 w dłoniach mogą przemaszerować przez Półwysep Apeniński w poszukiwaniu żywności.

9 Comments

Auschwitz corporation?

Czyli o tym że to USA Japonii wypowiedziały wojnę a nie odwrotnie, że militaryzm jak każda inwestycja wymaga zysków, że praca niewolnicza poprawia rentowność inwestycji  oraz o tym, że vox populi zmusza do podejmowania kompletnie nieracjonalnych decyzji

Zamiast analizować przyczyny dla których wybuchła II wojna światowa lepiej przyjąć założenie, że I się po prostu nie skończyła. To tylko pozornie idiotyczna konstrukcja. W sferze faktów nie mówiąc już o idei ów brak zakończenia wojny jest aż nadto widoczny. Brak wkroczenia obcych wojsk na terytorium Niemiec, upadek Austro-Węgier, nieco abstrakcyjna konferencja pokojowa w której nie uczestniczyli wszyscy walczący kosmiczna wysokość ustalonych reparacji i antagonizmy wśród zwycięzców skłaniają raczej do przyjęcia tezy, że okres 1918 1938 to długie zawieszenie broni z szeregiem akcji militarnych na większą i mniejszą skalę ( Zajęcie zagłębia Ruhry, wojna domowa w Hiszpanii żeby wymienić tylko te które miały wpływ na całość wydarzeń europejskich )

Można oczywiście oprzeć się na prozie Remarque’a i przyjąć założenie, że koniec I wojny to triumf fermentu istniejącej konstrukcji społecznej która kazała ludziom zabijać się bez wyraźnego powodu. Można, ale popełni się wtedy brzemienny w skutkach błąd analityczny. Wojny wybuchają wyłącznie z powodów gospodarczych. Nie mówimy tu o małych pokazach siły w które nie angażuje się zasobów całego kraju, ale o akcjach zbrojnych których prowadzenie wymaga precyzyjnej kalkulacji. Rozbicie historii na dwa nurty: historii politycznej i gospodarczej służy niczemu więcej jak jej upolitycznieniu. Znacznie łatwiej opowiadać w szkołach, że „my” bronimy wolności, ideałów, wiary a „oni” są brudni i źli. W ten sposób  edukuje się w nas szkołach, skutecznie czyniąc z historii przedmiot martwy, wypełniony datami i wydarzeniami pozornie bez większego związku. Dzieje się tak bo choć wojnę uzasadnia kalkulacja, to ludzi do mordowania trzeba jednak popchnąć hasłem i ten socjotechniczny mechanizm pompuje na karty historii szereg trudnych do zrozumienia decyzji i motywacji. Na peryferiach każdej wojny powstają odpryskowo postawy choćby takie jak Powstanie Warszawskie. Rzeź kwiatu społeczeństwa dokonana metodycznie, bez najmniejszego wpływu na losy wojny. Nikt tu się nie kierował ekonomią, choć Bór Komorowski miał pełną świadomość potencjalnych strat. W tej ściśle politycznej decyzji po prostu nie liczono się z kosztem. To zdarza się w bitwach czy kampaniach ale nie zdarza się w wojnach ponieważ podważa sens ich prowadzenia.

Brak oczywistego zakończenia I wojny wraz z agresywną polityką odszkodowawczą błyskawicznie zemścił się na zwycięzcach. Trudno sobie bowiem wyobrazić aby obywatele Niemiec, nawet jeśli koniec walk ( nie wojny ) przyjęli z zadowoleniem mogli się odnaleźć w hiperinflacyjnej rzeczywistości! Szturmann SA czy członek NSDAP w pierwszym okresie istnienia tej partii to z reguły były żołnierz z epizodem w freikorpsie najczęściej bezrobotny albo marnie zarabiający na kufel piwa który CODZIENNIE drożeje.  Ówcześni zwycięzcy zdają się kompletnie lekceważyć nastroje w Niemczech. Zajęcie w styczniu 1923 zagłębia Ruhry przez wojska belgijskie i francuskie ( Niemcy nie były sobie wstanie poradzić z płatnością reparacji ) szybko prowadzi do takich napięć, ze w marcu 1923 w wyniku  regularnej bitwy miejskiej w Essen ginie 14 a 50 osób odnosi ranny. Przed tymi wydarzeniami NSDAP liczy sobie niewiele ponad 15 tysięcy członków. Na skutek tych wydarzeń i wściekłości którą wywołały tuż przed puczem monachijskim będzie liczyła 55 tysięcy. To wydarzenie jest jednym z lepszych historycznych przykładów jak gospodarka i masy wpływają na polityczne decyzje. Frustracja społeczna musiała być skanalizowana. Hitler wiedział o tym ale bez poparcia władz Bawarii nie mógł liczyć na sukces. „ Jeśli nie zaczniemy, stracimy ludzi dla komunistów” powie generałowi von Lossow dowódcy 7 dywizji stacjonującej w Monachium.

Warto pamiętać, że NSDAP, to Narodowo Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza która w obszarze który dzisiaj nazwało by się marketingiem politycznym od komunistów różni się w zasadzie wyłącznie stosunkiem do niemieckiego państwa.  

Pucz się nie udał, ponieważ Hitler nie miał nic ciekawego do zaproponowania armii i polityce bawarskiej. Dlaczego? Dlatego, że rok wcześniej Niemcy i ZSRR zawarły układ w Rapallo który Adolf przeoczył. Tym samym Niemcy stworzyły drugi wyłom w obozie „zwycięzców”. Do USA które zawarły z Niemcami osobne porozumienie dołączył Związek Radziecki. Istota tego układu jest prosta: rezygnacja z reparacji, dostawy surowców i daleko idąca współpraca wojskowa. Reichswera kontrolowała sytuację nikt inny nie był potrzebny. Paradoksalnie uwięzienie tylko Hitlerowi pomogło. Pobyt w twierdzy Landsberg zaowocował jak wiadomo Mein Kampf, w którym pojawiły się między innymi wątki antysemickie niezwykle popularne w sferach gospodarczych. Hitler pojawił się na scenie dopiero w roku 1925 wraz z reaktywowaną po delegalizacji partią. Pojawił się, ale partii nie szło najlepiej rok 1926 zamykała 27 tysiącami członków co trudno odtrąbić jako wielki sukces. I nic by się wielkiego już nie wydarzyło gdyby Hitler nie zdecydował się na odwrót od „robotniczych” korzeni ruchu które ziały nienawiścią do arystokracji i finansjery.  Hitler musiał długo do siebie przekonywać. Niemieckim oligarchom nie uśmiechała się zamiana uległej republiki weimarskiej na zamordystę którego mieli jeszcze sfinansować. Ale, jak wiadomo jest zawsze jakieś ale. Zmiany postaw wymusiła gospodarka. Rok 1924 w zasadzie kończy  hiperinflację i przez kolejnych 5 lat wydawało się, że republika będzie się umacniać. Niemcy wydobywały się z izolacji skutecznie współpracując ze swoim sojusznikami czyli USA i ZSRR.

Aż tu nagle wszystkim na głowy zwalił się kryzys światowy. W Niemczech obawiano się kolejnej radykalizacji postaw która musiała zaowocować dalszym wzmocnieniem komunistów. Nie tylko NSDAP miała przecież swoje bojówki. Czerwony front, organizacja bojowa dowodzona przez Ernsta Thalmanna ( nawiasem mówiąc późniejszą ikonę pacyfizmu ) toczył krwawe walki z SA oraz policją i wojskiem stanowiąc bardzo poważne zagrożenie. Ale robotnicze podłoże ruchu było na tyle silne, że faszystom i komunistom udało się nawet zawrzeć porozumienie  w trakcie strajku komunikacji miejskiej w Berlinie w 1932 roku. Obie bojówki biły łamistrajków.

Zwycięstwo wyborcze NSDAP w 1932 roku dawało jej pozycję największej partii w parlamencie ( 37%) ale nadal nie była to władza absolutna. Hitler objął urząd kanclerski jeszcze na zasadach całkowicie demokratycznych. Za chwilę wszystko jednak uległo zmianie. Podpalenie budynku Reichstagu stało się pretekstem uzyskania od Hindenburga kontrasygnaty na dekrecie o stanie wyjątkowym który faktycznie trwał do końca III Rzeszy a Hitlerowi nadawał władzę bez jakiejkolwiek demokratycznej kontroli ( np. brak konieczności postanowienia sądu o aresztowaniu itp. ) Dalej już poszło gładko w kolejnych wyborach  w marcu 1933 NSDAP zdobyła 44% głosów. I dużo i mało. Pomimo terroru i aresztowań a zapewne i fałszerstw poparcie wzrosło zaledwie o 7%. To miernik ówczesnej realnej opozycji w społeczeństwie niemieckim. Niemniej jednak wystarczyło to do przyjęcia 24 marca 1933 ustawy parlamentarnej o wydawaniu rozporządzeń z mocą ustawy przez Rząd Rzeszy. Sukces był pełen a Hitler stal się demokratycznie ustanowionym satrapą. Ale trzeba było jeszcze za to zapłacić. Ani Reichswerze ani przemysłowi nie podobało się bolszewickie odchylenie. Odchylenia się zatem pozbyto a „noc długich noży” skutecznie zakończyła istnienie opozycji w łonie NSDAP.

Dla sterników gospodarki stało się jasne, że kryzys można przezwyciężyć masową industrializacją i robotami publicznymi. Proszę zwrócić uwagę na olbrzymią zbieżność New Deal Roosvelta i polityki hitlerowskiej w tym samym okresie. Pewnie nie jest przypadkiem, że sympatykiem a być może również intelektualnym sponsorem obydwu koncepcji był Henry Ford podówczas najbogatszy człowiek na świecie. Że antysemita to mniej ważne. Człowiek owładnięty budową nowego społeczeństwa, miłośnik tajnej policji którą do perfekcji rozwinął we własnej korporacji gdzie zajmowała się pilnowaniem morale pracowników.

Nie jest możliwe aby już na tym etapie finansujący i finansowanie nie uświadamiali sobie, że wojna jest w tym systemie niezbędna. Wojna była potrzebna zarówno USA jak i Niemcom. W ujęciu strategicznym ekspansja na wschód nikomu nie przeszkadzała a Niemcom dawała niezwykle potrzebne surowce. Każdy kto się w tej chwili obruszy popełni fundamentalny błąd. Celem amerykańskich inwestycji było wzmocnienie Niemiec po to aby spłaciły reparacje i zadłużenie oraz kupowały to i owo na rynku amerykańskim. Konieczność tolerowania wojny była elementem transakcji bez jakiegokolwiek zabarwienia. Zbrojenia nie miały by sensu jeśli nie miały by posłużyć do ataku.

Bezczynne czołgi, samoloty i żołnierzy należało by finansować a nie było by przecież z czego skoro wzrost Niemiec sfinansowano długiem.

 Tym samym wybuch wojny został świadomie zaprogramowany w momencie ponoszenia tych wydatków. Czy służba w walczącej armii nie jest przypadkiem najdogodniejszą dla państwa formą robót publicznych?

Jest już wiele pozycji wskazujących zaangażowanie kapitału amerykańskiego w budowę III Rzeszy choćby „IBM a Holocaust” wydany w Polsce już kilka lat temu. Firmy amerykańskie robiły w Niemczech doskonałe interesy i jeśli coś im nie odpowiadało to rosnąca w czasie arogancja niemieckich partnerów. Nie sądzę aby komukolwiek przeszkadzały aspekty moralne. Na giełdzie inwestorzy oczekują zysków wbrew temu co się zawzięcie twierdzi nie interesują się ich prawdziwą naturą. Kapitalizm ma dać zarobić po to jest. Podobnie, rzecz ma się dzisiaj. Czy Hulliburton mając interesy w każdym kraju naftowym świata przejmuje się gdziekolwiek prawami człowieka albo regułami toczących się wojen? Wątpię jest raczej pewne, że jeśli potrzeba wojny wywołuje ręka w rękę z Departamentem Stanu USA którego jest de facto awangardą do spraw związanych z ropą. Saddam miał mieć broń masowego rażenia która groziła całemu światu. Ktoś to jeszcze pamięta?  

Stawiam tezę, że amerykańskie koncerny bardzo szybko zaakceptowały koncepcję Lebensraum i rozprężenia Niemiec na wschód. Zapowiadał się w sumie doskonały interes a kraje na które ostrzył sobie zęby Hitler nie były atrakcyjnym partnerem gospodarczym. Miały natomiast surowce których potrzebowała ZADŁUŻONA gospodarka niemiecka. Na początkowym etapie plan realizował się po prostu genialnie. Niemcy najlepsze aktywa zagarnęli w dwu ruchach za każdym razem bez wystrzału. Przyłączenie Austrii i zajęcie Czechosłowacji dokonało się de facto przy aprobacie całej Europy! Przypomnę, 30 września 1938 w Monachium Francja, Anglia, Niemcy i Włochy bez udziału Czechosłowacji zadecydowały o jej rozbiorze. Ot tak, ze strachu przed potencjałem militarnym III Rzeszy który nawiasem mówiąc był wtedy doskonale porównywalny z tym jakim dysponowała armia francuska.

Monachium powinno być groźnym memento. W latach 30tych opinie publiczne w krajach rozwiniętych miały znacznie niższy poziom życia a mimo to już nie chciały o niego zabiegać militarnie! Dzisiaj jest jeszcze gorzej bo wyborcy w Anglii czy Francji w ogóle by się nawet nie zainteresowali tym, że gdzieś w Europie komuś zlikwidowano Państwo. Najlepszym przykładem jest wojna w Jugosławii. Dopóki nie nabrała znaczenia gospodarczego nikogo nie obchodziła. Dość dodać, że trwała de facto ok. 1991 roku do 1997 czyli dłużej niż II wojna światowa. Masakry Vukovaru nikt nie powstrzymał a wojska holenderskie w Srebrenicy po prostu zostawiły ludzi których miały bronić. Holendrzy nie walczyli będąc w sytuacji jednoznaczniej. Wiedzieli co się stanie jeśli przyjmą neutralną postawę.

Nie zdziwię sie jesli się okaże, że menedzerowie Standard Oil ( dzisaj Exxon ) na wieść o zajęciu Czechosłowacji otworzyli najlepszego szampana. Niemcy bez wystrzału zajęły aktywa przemysłowe i spore rezerwy walutowe które Czechosłowacki rząd umieścił częściowo w Banku Anglii. Ale mimo, że je tam umieścił  środki wydano Niemcom. Droga do dalszej ekspansji stała otworem a niemiecki arsenał wzmocnił najlepszy czołg lekki tamtych czasów czyli czeski LT 38 w armii niemieckiej świecący triumfy jako PzKpfw 38.  

Po Czechosłowacji zapanowało już przekonanie, że polityka grabieży gospodarczej może się stać doskonałym sposobem rozwoju Niemiec. Ale nie oznaczało to wcale a wcale oczywistej wojny z Polską która dodajmy podobnie jak Węgry zaanektowała sobie kawałek Czechosłowacji. Zrobiono to mimo świadomości, że nie ma społecznej ani politycznej zgody na współpracę z Niemcami przeciw Rosji w ramach paktu antykominternowskiego. Gdyby nie oczekiwania Hitlera ( między innymi zwrot Poznania ) kto wie czy takiego paktu by nie zawarto. Warto wreszcie zauważyć, że II RP miała doświadczenie wojny z Rosją a nie z Niemcami i jak widać choćby dzisiaj jest nastawiona wyraźnie antyrosyjsko. Zadajmy więc pytanie: jeśli dzisiaj po masakrach II wojny niechęć społeczna dotyczy bardziej Rosji niż Niemiec to czy w 1939 roku nie było by podobnie?

Tuż przed wybuchem wojny Hitler musiał rozwiązać podstawowy problem swojej gospodarki jakim była dostawa surowców strategicznych. Mógł je otrzymać ze wschodu albo z zachodu. Polska znajdowała się w sojuszu z Anglią i Francją. Wojna z Polską groziła zatem blokadą gospodarczą. Hitler zabezpieczył się układem z Rosją. Pakt Ribentropp Mołotow to nie tylko rozbiór Polski to również a może przede wszystkim umowa na dostawy surowców i zbóż. Ktoś powie coś tu nie tak. Otóż jak najbardziej tak. Jak wiadomo obie strony szykowały się do wojny, z tym że Stalin liczył na uwikłanie się Niemiec w wojnę z Anglią i niemiecki desant na wyspy. Brak wojny z Polską równał się dostawom z zachodu i zwiększał prawdopodobieństwo pokonania Rosji. Ale miał cenę w postaci integralności Polski a tej Adolf nie miał ochoty zapłacić. A może i miał, ale nie można jej było politycznie zrealizować. 

Resztę znamy wszyscy, ale warto zauważyć, że wojna Niemcy USA to nie pochodna wojny w Europie. To Hitler wypowiedział ją USA a nie na odwrót i to dopiero po uderzeniu Japonii na USA 11 grudnia 1941. Jakie to ma znaczenie? Takie, że do tej daty statki pod amerykańska banderą nie są nigdzie atakowane. Jakieś to wspaniałe okoliczności do prowadzenia biznesu prawda?

W II wojnie światowej to Ameryka wybierała sobie przeciwników i jeśli miała jakiś problem to z przyłączeniem się do wojny. Nastroje społecznie uniemożliwiały jej wypowiedzenie toteż ….. wybuch wojny z Japonią sprowokowano, przesyłając Japończykom ultimatum Hulla w ramach którego mieli się między innymi wycofać z Chin swojego surowcowego zaplecza. Nie mogli tego zrobić. Więcej, atakując USA wiedzieli, że tej wojny nie mogą wygrać. Autor ataku na Midway wiedział o tym najlepiej. Skończył studia na Harvardzie, i przez kilka lat był attache morskim w USA. Znał doskonale różnicę potencjałów. I najważniejsze, Japonia nie mogła wypowiedzieć wojny USA ponieważ była w całości uzależniona od dostaw ropy z USA oraz Indii Holenderskich. I tu nagle otrzymała całkowite embargo na dostawy ropy. Japońce nie mieli najmniejszego wyjścia musieli zaatakować i zdobyć Indie Holenderskie podówczas jednego z najważniejszych eksporterów ropy. USA celowo wywołały wojnę z Japonią aby realizować swoje polityczne i gospodarcze cele. Nie wypowiedziały jednak wojny Niemcom, a ten popełnił potworny błąd otwierając sobie nowy front. Układ z Japonią Niemiec do niczego nie zmuszał w przypadku gdy to Japonia wypowiada wojnę. Na wojnę z USA nabrał ochoty Hitler a decyzję o jej wypowiedzeniu jak twierdzi Albert Speer podjął bez konsultacji nad czym w kołach przemysłowcyh poważnie ubolewano. Hitler rozwiązał wielki problem amerykańskiego lobby przemysłowego które zaczęło się już obawiać rosnącej potęgi niemieckiej której nie dało by się przecież kontrolować. No ale zdradziecki atak u-bootów wypadał by niezwykle blado przy nalocie na Pearl Harbor. Ale niczego nie trzeba było aranżować. Niemcy podłożyli się sami.

We wspaniały projekt gospodarczy o doskonałej rentowności wspartej niewolnictwem na nieznaną wcześniej w Europie skalę ( obozy koncentracyjne, praca przymusowa  w niemieckich zakładach ) wkradła się na szczęście ideologia która zakłóciła jego realizację. Nie sądzę aby amerykanom odpowiadał marsz na zachód i zajęcie neutralnych państw. Tego najprawdopodobniej nie było w umowie. No ale tak to się zdarza. Z Saddamem administracja USA robiła przez wiele lat doskonałe interesy aż je nagle robić przestała nikt już dzisiaj nie ustali dokładnie dlaczego.

Wojna jest elementem każdej imperialnej polityki gospodarczej tyle że jedni mogą ją eksportować inni czasem muszą na niej walczyć. Każda wojna w historii świata wymagała jednak finasowania. Obu stron.

Warto również pamiętać że w trakcie II WŚ neutralność była wyłącznie umową z okolicznym mocarstwem. Na tej zasadzie Irlandia balansowała na krawędzi utrzymując do końca wojny ambasadę III Rzeszy, Szwecja służyła dzielnie Niemcom a Portugalia Anglikom. Belgia choć neutralność ogłosiła podobnie jak Szwajcaria znikła w trackie szybkiego Blitzu Mansteina w 1940 roku. Polityka ma swoje prawa.

Ale trzeba pamiętać, że świat finansowy funkcjonował nadal. System walutowy, rozliczenia międzynarodowe, depozyty a przede wszystkim złoto i jego zasoby to wszystko musiało się jakoś wzajemnie trzymać kupy. Przecież pieniądz nie wyparował. A że taka czy inna firma nie płaciła zobowiązań? Za pewne je ktoś wtedy skupował. W okupacyjnej warszawie na przykład handlowano „ z ręki do ręki” akcjami przedsiębiorstw z zamkniętej przez Niemców giełdy. Nie zapominajmy również o systemie kredytowym. Czy jesteśmy pewni, że brytyjski bank z Dublina, albo amerykański z San Francisko nie mógł kupić atrakcyjnych papierów dłużnych wyemitowanych przez zacny bank inwestycyjny ze Zurichu? Oczywiście, że mógł i zapewne  takie instrumenty kupował. Czy pozyskane w ten sposób środki trafiały do Reichsbanku tego się już łatwo nie dowiemy ale wykluczyć się tego nie da.

II wojna światowa ujawniła w sposób najbardziej dotąd namacalny związek rozwiniętej gospodarki i biznesu. Niewolnicy w obozach SS pracowali na przychody tej formacj i jej partnerów z IG Farben w pierwszej kolejności. Aż strach pomyśleć co Ci dobrze zorganizowani zachodni sąsiedzi zrobili by z tym systemem gdyby mieli na jego rozwój jeszcze z 10 lat. Powinno się zawsze pamiętać o tym, że na ulicach Warszawy, Lublina czy Krakowa łapano ludzi tylko po to aby zawieźć ich do niewolniczej pracy od której nie było ucieczki a rozwinięty system ewidencji dbał aby ich optymalnie wykorzystać.

Wojna konwencjonalna ma w zasadzie dość ograniczony zasięg. Spory kawał świata II WŚ aktywnie nie uczestniczył . Inaczej wyglądał by konflikt nuklearny. Dotknął by wszystkiego i wszystkich, skutecznie likwidując istotność takiej kategorii jak  „zysk”.

I być może właśnie dlatego do zderzenia USA i ZSRR nigdy nie doszło.

9 Comments

Komu bije dzwon?

Czyli o tym, że Chiny to nie Japonia, towarzysze z prowincji to nie samorodne talenty a duże wydatki wojskowe to nie sposób na wieczny pokój.

Pan Przemysław Słomski ( DOXA ) słusznie zauważył w komentarzu do mojego poprzedniego postu, że komentowałem dwa stanowiska wpływowych inwestorów jednocześnie nie prezentując swojego. Uwaga jest jak najbardziej słuszna tyle że zabieg był celowy. Nie chciałem zestawiać własnych przekonań z punktem widzenia dwu ludzi zajmujących się zawodowo inwestowaniem. Dodajmy, ludzi  których głos uruchamia miliardy czy może nawet biliony dolarów. Pogląd który tu przedstawię może być śmieszny ale zaznaczam, że zrobiłem kiedyś pewien eksperyment: opowiadałem  kiedyś znajomym historię zmagań Anglii i Hiszpanii w XVI wieku streszczając  ją jako film science fiction. Jakież było zdziwienie gdy okazało się, że to faktyczne wydarzenia. Oceny USA czy Europy formułuje się w oparciu o setki materiałów analitycznych bazujących na mniej lub bardziej niezależnie zbieranych danych. W przypadku Chin takiej możliwości nie ma.

Coraz ciekawsze stają się za to porównania Chin i Indii. Oba te kraje kumulują olbrzymie populacje i potencjał gospodarczy. W momencie gdy Chiny staną się pierwszą gospodarką świata, Indie będą z olbrzymim prawdopodobieństwem gospodarką czwarta. O ile Chinom poświęca się wiele czasu we wszelkiej maści opracowaniach gospodarczych o tyle Indie z trudem skupiają na sobie uwagę polskiej opinii publicznej. W tym miejscu porównanie służy w zasadzie jednemu: gospodarka która podobnie jak chińska przeszła z centralnego planowania do centralnego planowania wolności gospodarczej nie kryje, że ten proceder wymagał zadłużenia na poziomie 58% PKB choć nie jest to za pewne poziom rzeczywisty. Dla odmiany Państwo Środka  zawzięcie twierdzi, że z długiem problemów nie ma. Doniesieniom z Chin towarzyszy nieodmiennie  nie przenikniony przewodniczący Hu Jintao. Ciekawe, że nikt się specjalnie nie zastanawia, jak to możliwe, że zwykły prowincjonalny polityk w tym gigantycznym kraju w ciągu zaledwie 20 lat stał się głową mocarstwa. Nie było by Towarzysza Hu gdyby nie Deng Xiaoping. To ten facet podłożył faktyczne podwaliny pod współczesne Chiny. Zbliżenie z USA, reforma rolna, rozbudowa przemysłu i wprowadzanie gospodarki rynkowej to zasługa tego niezwykle ciekawego człowieka. Deng studiował i pracował we Francji a następnie w ZSRR tym samym wiedział doskonale jak wygląda kapitalizm oraz jego sowiecka antyteza. Jak się można
domyślać z jego polityczno gospodarczej drogi dość wcześnie zdał sobie sprawę, że akumulację w dochodzie narodowym doskonale przyspieszy fuzja centralnego sterowania z gospodarka rynkową. Ciekawe prawda?

Jakim cudem, taki mówiąc wprost przeciwnik marksizmu przetrwał rewolucję kulturalną? Upraszczając niezwykle ciekawy życiorys tego człowieka można zauważyć, że miał po prostu poparcie armii. W każdym systemie totalitarnym trwa zacięta walka pomiędzy aparatem partyjnym a siłami zbrojnymi. W ZSSR dokonano prawie doskonałego zbilansowania obydwu sił, w Chinach jak się wydaje wygrywają  wojskowi. Nie jest zapewne przypadkiem, że wojsko jest zazwyczaj zainteresowane rozwojem gospodarczym. Bez niego, nie zarabia się pieniędzy, ergo nie da się skutecznie rozbudowywać armii. Znamienne, że rezygnując z fotela przewodniczącego CHRL, Deng usadowił się w fotelu przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej. Bez wdawania się w szczegóły: ta komisja a właściwe dwie o tej samej nazwie to de facto nadzór nad wojskiem i milicją w Chinach. Kolejnym władca Chin zostaje Jing Zemin, wcześniej wiceprzewodniczący tej komisji. I tu pytanie dla dociekliwych: Jaką funkcję pełnił towarzysz Hu przed powołaniem na stanowisko przewodniczącego CHRL? Tak tak, był wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej!

W trakcie swojej pracy w Wólczance i Vistuli współpracowałem z wieloma fabrykami w Chinach i wielokrotnie odwiedzałem ten kraj. Praktycznie WSZYSCY moi rozmówcy którzy posiadali albo zarządzali zespołami fabryk byli wysokimi oficerami armii chińskiej. Być może to błąd subiektywnej oceny ale dla mnie pośredni dowód na to, że  Chinami rządzi armia.

Co o niej właściwie wiadomo poza tym, że jest największa na świecie? W zasadzie nic. Oficjalnie nie ustalono nawet jakim arsenałem nuklearnym dysponują kitajce. Tym samym wiadomo tylko to o czym owa armia chce abyśmy wiedzieli. Kto ją zresztą zmusi do podania jakichkolwiek danych?Podobnie rzecz ma się, z danymi gospodarczymi których nie zweryfikuje nikt i nic. Ponieważ Chiny od świata potrzebują już niewiele a świat od Chin coraz więcej, ten stan rzeczy nie zmieni się prędko. Niczego już na Chinach nie wymusza Amerykanie którzy stanowią już ponad 30% Chińskiego exportu ( licząc z HK ). Dodajmy, że to dzięki nim Chiny są właśnie tu gdzie są. Jak do tego doszło?

Richard Nixon, to dla większości czytelników skompromitowany aferą Watergate prezydent USA. W skali świata jest to jednak główny orędownik zbliżenia USA Chiny. To USA Nixona doprowadzą do zniesienia embarga  handlowego nałożonego na Chiny oraz zamienią Tajwan ( do dzisiaj tatuujący się Republiką Chińska ) na komunistyczne podówczas Chiny w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Dodajmy, że to wszystko dzieje się
z upadającym Bretton Woods w tle. Dolar staje się w pełni papierowy na skutek przeciążenia budżetu USA wojną w Wietnamie. Nixon poszukuje sojusznika który może dać USA odrobinę wytchnienia.

W 1971 roku PKB USA wynosi 1,1 bln USD. Chin 0,1. W 2009 to jużodpowiednio 14,1 dla USA i 8,7 dla Chin. Cóż za zamiana! Oczywiście, to właśnie jeden z rezultatów deficytu w USA ale proszę zauważyć, że o ile ów deficyt w USA miejsca pracy systematycznie ograniczał to w Chinach działo się dokładnie odwrotnie. Papierowy dolar zamienił się w jak najbardziej materialny przemysł. Jakim cudem?

Chiński wzrost sfinansowały USA opychając jednocześnie Chinom własne papiery dłużne. 2,1 bln USD chińskich rezerw doskonale portretuje dzisiejszą relację tych dwu państw. Nie ma sensu pytanie gdzie to się wszystko kończy. Ważniejsze jest to gdzie się zaczyna. A zaczyna się w zacisznych gabinetach FED gdzie sternicy gospodarki światowej na mocy najdziwniejszej na świecie umowy udzielą USA dowolnego kredytu pod zastaw jego papierów dłużnych. Ten system jest tak żałośnie bandycki, że aż dziw że trwa do dzisiaj!

Najlepszym produktem gospodarki USA jest tym samym dolar a właściwie „zapis dłużny Rezerwy Federalnej” Tak długo jak długo ów papier będzie wymienialny na cokolwiek system będzie trwał. Ale owa drukarska prosperity może niebawem odbić się czkawką w Państwie Środka. Złota zasada bilansowa każe się prędzej czy później zastanowić nad jakością wypłacalności samych Chin o których faktycznym zadłużeniu nie wiadomo przecież nic. Jeśli w takich krajach jak Grecja dochodziło do machinacji na państwowym poziomie, gdzie wszelkimi sposobami ukrywano zadłużenie agend państwowych dlaczego by nie zakładać, że podobną politykę prowadzi się w Chinach? Niedawno pojawiły się informacje wedle których olbrzymia dawka długu wewnętrznego ukryta w inwestycjach niby to niezależnych od lokalnych władz spółek municypalnych. Dokładnie tak samo dzieje się obecnie w Polandzie. O meandrach systemu wynagrodzeń i ubezpieczeń społecznych również niewiele wiadomo tym samym może się okazać, że  prawdziwe są szacunki niektórych analityków sugerujących, że dług przekracza już 60% PKB. Moje pytanie brzmi inaczej. Jeśli gospodarka Chin jest tak mocno związana z USA i była finansowana jego długiem to faktyczne zadłużenie skarbu Chińskiego musi być większe od Amerykańskiego. Dlaczego? Ponieważ nie można założyć aby w 1971 roku Chiny były gospodarką z dodatnim bilansem choćby per analogia do państw gdzie marksizm leninizm wyznaczał gospodarcze zasady. Jeśli dodatkowo zauważymy, że do 1978 roku istniał w Chinach jeden jedyny państwowy bank który zarówno emitował pieniądz jak i go pożyczał to swobodnie możemy założyć, że z zadłużeniem wewnętrznym w tych czasach mogło dziać się wszystko.

USA i Chiny łączy jeszcze jedno. Chiński Bank Centralny jest tak samo enigmatyczny jak FED i za pewne równie skory do finansowania państwowych wydatków. Wniosek jest prosty USA nie padnie na kolana jeśli nie padną na nie Chiny ponieważ nie mniej łatwo niż USD można drukować Yuana. Być może nawet łatwiej. Jedynym zmartwieniem włodarzy Państwa Środka  jest zatem przekonanie świata o kondycji drugiej gospodarki świata. Tym samym spodziewał bym się wielkich sum na promowanie peanów na jej cześć. Tak długo jak inwestorzy kupują taką bajkę cały system trzyma się kupy. Warto wspomnieć kogo Chiny zastąpiły na miejscu głównego wierzyciela USA. Była nim Japonia. Chińscy towarzysze odrobili lekcję i wiedzą doskonale czym się może skończyć brak zasilania własnego systemu i podobnych błędów nie popełnią. W 2010 roku giełda w Szanghaju przekroczyła 2,4 bln USD kapitalizacji. Być może wyda się to niewiarygodne ale w 2004 roku byłoto zaledwie 300 mln USD. Słabo?

W analizach zapomina się często, że te same produkty w Chinach i w eksporcie mają różne ceny podobnie jak to miało miejsce w PRL co de facto podnosi jeszcze niewidoczny w statystykach poziom zadłużenia wewnętrznego. Nie zdziwię się, gdy któregoś dnia wybuchnie bomba gdy okaże się, że to nie USA są liderem długu a właśnie nasz wieloletni lider wzrostu. I w tym miejscu można by już odliczać upadek w miesiącach gdyby nie jedno ale. Dawne potęgi militarne odbudowując się ze zniszczeń wojennych świadomie zrezygnowały z „trwonienia” PKB na armię. Japonia i Niemcy mimo wielu zachęt ze strony USA pozostały wierne tej słusznej strategicznie polityce. Jak wiadomo Chiny konsekwentnie budują armię która niebawem stanie się najpotężniejsza bo już jest najliczniejsza na świecie. Ponieważ podstawowym dobrem
staną się surowce owa armia doskonale się przyda po to aby skutecznie się nimi zaopiekować.

Jestem głęboko przekonany, że świat nawet się nie zająknie jeśli chińskie dywizje powietrzno desantowe wylądują sobie na przykład w Katandze albo gdzie indziej, gdzie znajdują się odpowiednio obfite a jednocześnie słabo bronione złoża. Być może ktoś poujada w mediach ale inwestorzy zatrą ręce ponieważ w nadchodzących latach nic tak nie będzie rozpalać wyobraźni jak kopaliny energetyczne w odpowiedniej ilości. A że desant będzie prawdopodobnie tańszy niż odwierty? Drobiazg na który analitycy na pewno zwrócą swoją życzliwą uwagę. O ile jestem przekonany, że chińska giełda niebawem zafunduje nam potężny kryzys ( ktoś przecież musi zarobić na niepewności tego rynku ) to osobnym pytaniem pozostaje jak globalny kryzys który wywoła taka awaria wpłynie na Yuana. Reakcją Amerykanów na szok 2008 było i jest
masowe pompowanie drukowanego pieniądza w system. Na tablicy kontrolnej chińskiej gospodarki towarzysze z politbiura maja  inne rozwiązanie awaryjne. Guzik „dewaluacja”

USA mogą zalewać świat pustym pieniądzem, Chiny tanią produkcją. W ostateczności uwolnią kurs Yuana co przy odrobinie szczęścia może stworzyć podobny do amerykańskiego mechanizm zasilania systemu drukowanym pieniądzem. Oczywiście pod warunkiem, że nie dojdzie do hiperinflacji. Jak już kiedyś pisałem nie było to aż tak częste zjawisko a przypadek Niemiec w tamtym okresie dowodzi, że jest jedna droga wyjścia: agresywna ekspansja militarna. Ale do tego zapewne nie dojdzie. W moim przekonaniu, płynny Yuan z realnym zapleczem kruszcowym mógłby się stać niezłym substytutem dolara a „zielone” zostały by masowo zastąpione „czerwonymi”. Jeśli tylko armia zapewniła by  kontrolę nad odpowiednią sumą kruszcu i kopalin taki zabieg mógłby się powieść. Umiejętne wylansowanie waluty kruszcowej stworzyło by
fantastyczne perspektywy psucia jej w przyszłości. Jeżeli wykluczyć świadomą ekspansję militarną Chin to należy się spodziewać po prostu Armagedonu.  Chiny z przetrąconym karkiem nie będą w stanie wchłaniać amerykańskiego długu a ta gospodarka nie da rady funkcjonować bez dosypywania dolara. To recepta na koniec
cywilizacji. Ja liczę jednak na sprawdzone rozwiązanie jakim jest wojna tym bardziej, że jakoś mi się nie wydaje, aby amerykański rekrut poradził sobie z chińskim w sytuacji gdy obaj dysponować będą podobnym wyposażeniem. Co więcej rekrut chiński wyżywi się tym co znajdzie. Amerykański na głodniaka nie ruszy do walki. A culture clash na polu bitwy to nie byle co. Hans Van Luck, jeden z najbardziej znanych
dowódców broni pancernej w trakcie WWII wspominał, że pierwsi żołnierze amerykańscy napotkani przez Afrika Korps w swoich wspaniale wypchanych chlebakach znajdowali taką oto motywująca ulotkę:
„Żołnierzu, jesteś najlepiej wyekwipowanych żołnierzem w historii świata. Musisz dowieść, że jesteś również żołnierzem w historii świata najlepszym”.

Czytanie tego po masakrze US Army na przełęczy Keserine w Afryce musiało Niemców mocno podnosić na duchu. Ciekawe, czy ten interesujący  pomysł propagandowy wykorzystają odpowiednie czynniki w Państwie Środka. Inskrypcja w Chińskich chlebakach mogła by głosić:
„Żołnierzu, jesteś najtaniej sfinansowanym żołnierzem w historii świata. Musisz dowieść, że jesteś również żołnierzem najbardziej dochodowym”

0 Comments

Pozory mylą.

Czyli co łączy Jima  z Jimem i odkrycie Ameryki z eksploracją kosmosu.

Wygląda na to, że kolejny astronomiczny wynik ustanowiony przez złoto staje się okazją do kolejnej dyskusji. Głos zabiera między Jim Rogers „guru” rynków metali. I nie chodzi mi o podważanie tez które wygłasza. Warto jedynie zauważyć, że to właśnie Jim Rogers wraz z niejakim George Sorosem założył 40 lat temu Quantum Fund który od początku miał jeden cel: agresywną spekulację kosztem rynku lub państw. Najlepszym przykładem tej strategii była słynna zagrywka przeciw funtowi którą już kiedyś opisywałem. ( Ja nie skocze?! ) Ale jeszcze ciekawsze są przyczyny rozstania Sorosa i Rogersa. Obaj przedstawiają je zupełnie inaczej. Soros twierdzi, że Rogers uniemożliwiał napływ niezależnych analityków. Rogers, że odszedł bo zrealizował swój cel którym było posiadanie miliona dolarów w wieku 40 lat. Odchodząc z Quantum miał 37 i…… 14 mln USD.

W przypadku takich facetów jak Buffet czy Rogers działa zasada paradoksu: jeśli mówią, że tak jest to pewnie tak jest więc inwestujemy tak jak mówią. Najważniejsze pytanie jest inne: czy owe ikony ROBIĄ TO CO MÓWIĄ. A tu już nie był bym taki pewien.

Rogers sugeruje, że złoto złapie teraz odrobinę zadyszki co należy rozumieć jako oczekiwanie spadku. Ale aby nie było tak prosto dowiadujemy się jednocześnie, że w tej 10 latce dojdzie do 2000 USD za uncję. Może i nawet dalej bo jeśli te USD będą traciły siłę nabywczą w takim tempie jak dzisiaj to co to jest za wynik? Jeśli by jednak przyjąć, że teraz nie będzie rosło czyli pewnie spadnie to należało by sprzedać i się taniej odkupić prawda? Jim nas zapewnia, że on sprzedawał nie będzie. Tym samym jako fund manager oświadcza, że będzie trzymał aktywo które w najbliższym czasie nie będzie performować. Nonsens. Moim zdaniem co miał to już sprzedał a teraz gra na to aby się odkupić taniej. Takiej przynajmniej strategii można by się spodziewać po autorze „Investing biker: Around the Word with Jim Rogers” Warto przeczytać ten fundament naukowy guru rynków. Dopiero wtedy można zrozumieć skąd się biorą i jaką naturę mają rekomendacje które czytamy.

A Rogersa interesująco się czyta w zestawieniu z Chanosem choć również Jimem to jego inwestycyjnym alter ego. Chanos głośno obstawia rychły upadek Chin, Rogers ostetnatycjnie przeprowadził się tam z rodziną. Marne poświecenie jesli chce się w ten sposób utrzymać zaufanie inwestorów obficie szuflujących tam pieniądze. Zdanie Chanosa jest interesujące: nikt nie wie w jakiej naprawdę kondycji jest chińska gospodarka ponieważ rządowych publikacji chińskich nikt przecież nie kontroluje! W internecie jest sporo filmów o wszelkiej maści „Ghost villages” w USA ale w Chinach są całe puste MIASTA! wybudowane od zera i niezamieszkane.

Jim Rogers dość brutalnie lekceważy każdego kto ośmiela się krytykować jego strategie zjadliwie twierdząc, że większość antagonistów jeszcze niedawno nie potrafiła przeliterować nazwy tego kraju. Rogers wie co mówi ponieważ w jego pierwszej książce roi się od braku historycznej wiedzy i uproszczeń.  

Ale jakie to ma znaczenie? Zarobi przecież jeden i drugi bo warto pamiętać, że w biznesie inwestycyjnym najważniejszy jest ruch czyli obroty na rachunkach. A w którą stronę to już zupełnie inna sprawa.

Pewność przyrostu cen złota oparta jest w zasadzie na założeniu że ilość tego kruszcu jest ściśle ograniczona. I tu warto dodać w zbadanych źródłach. Warto pamiętać, że w podobnej sytuacji świat już był. Histerię kruszcową kompletnie odwróciło odkrycie złota w nowym świecie. Kto powiedział że nagle nie wybuchnie nowa bańka ekspolracyjna a o pieniądze inwestorów będą rywalizować odkrywcy złota na Antarktydzie lub na Księzycu? Zabawne? Niewiarygodne? Zalecam lekturę rekomendacji inwestycyjnych dla .comów z lat 1999 2000.

Ekspolarcja nowego świata w XVI wieku była możliwa wyłącznie dzięki pazerności Królów i inwestorów. Dlaczego tym razem miało by być inaczej? Czy Kolumb namawiający do finansowania wyprawy był bardziej wiarygodny wobec Izabelli Kastylijskiej niż szef NASA przed Bararckiem Obamą?

Jestem pewien, że chciwość jak zwykle zapewni nam przyszłość.

 

 

 

2 Comments

Zabili mu syna

Czyli co łączy Piaseckiego z Olewnikiem, Józefa Jędrucha z Mittalem oraz jaki wpływ mają służby specjalne na bezpieczeństwo państwa.

Afera „Olewnika” jest już za pewne nieco nudna dla przeciętnego czytelnika, choć nagłe zwroty akcji, takie jak choćby niedawne oświadczenie Jacka Karpinskiego – przyjaciela świętej  pamięci Krzysztofa Olewnika,  że jednak ma coś na sumieniu dodają jej nowego smaczku. Wielokrotnie powtarzany w mediach skrót tej historii zapeklował już skandal który kosztował życie denata i karierę kilku osób nie wspominając już o tajemniczej fali samobójstw która nawiedziła nawet jednego ze strażników.

Jak wiadomo dzięki kumulacji tych  nieprawdopodobnych wydarzeń sprawa okazała się przez chwilę na tyle priorytetowa aby zajęła się nią specjalnie powołana komisja sejmowa, a minister Ćwiąkalski stracił stanowisko. To taka nasza Polandowa specjalność zarezerwowana w zasadzie wyłączenie do afer. Ustawodawcy wydaje się bowiem, że polityczna emanacja jego ciała w bliskim kontakcie z przestępstwem i telewidzem ( choć dziwnym zbiegiem okoliczności afery Olewników nikt nie transmituje ) podniesie autorytet i wiarygodność państwa.

Nic bardziej błędnego. Komisja na pewno może pomóc ambitnemu posłowi w zrobieniu kariery. No ale musi być jeszcze do tego nośny temat, a sprawa Olewnika to raczej grząski grunt. Mimo, że kolejna prokuratura zabrała się ostro do pracy to nadal nie wiadomo nic poza poprzednimi ustaleniami. Owszem dowiedziono zgubienia olbrzymiej ilości dowodów, lekceważenia doniesień, niefrasobliwości funkcjonariuszy czy wręcz pobranych zeznań. Nikt nie odpowiedział jednak na podstawowe pytanie: kto zlecił to porwanie i dlaczego porwanego przetrzymywano tak długo zanim został zamordowany. Nie mówiąc już o tym jak to się stało, że sprawą interesowały się od jej zarania najwyższe czynniki państwowe.

Mogło by się również wydawać, że to jedyna taka sprawa w Polandzie kiedy wielki aparat siłowy jakim jest prokuratura i policja nie może sobie poradzić z ustaleniem podstawowych faktów. Otóż nic bardziej błędnego. Miał już miejsce podobny przypadek. Aż dziw, że nie został jeszcze wskazany przy tej okazji.

Uczeń od Świętego Augustyna

17 stycznia 1957 do grupy uczniów wychodzących z lekcji podszedł nieznajomy mężczyzna. Wymienił nazwisko jednego z chłopców pytając czy znajduje się w grupie. Nieświadom niebezpieczeństwa chłopak ujawnił się. Nieznajomy przedstawił mu następnie legitymację okazał plik dokumentów i poprosił chłopca aby udał się razem z nim. Tak też się stało. Chłopcy zauważyli jeszcze, że ich kolega wraz z dwoma mężczyznami o wyglądzie „typowych tajniaków” wsiadł do zaparkowanej niedaleko taksówki. Zdołali również zanotować jej numer. I nie było by pewnie w tym nic dziwnego gdyby nie to, że chłopiec nazywał się Piasecki i był synem charyzmatycznego wodza PAX-u.  W taki właśnie sposób zaczyna się jedna z największych afer kryminalnych PRL. Gdzie tu analogie? Porwano pierworodnego syna, domagano się okupu angażując bliskich w skomplikowane podążanie tropem kolejnych wskazówek i mimo pełnej woli do zapłacenia okupu porwany został zamordowany i odnaleziony w zasadzie przypadkiem prawie dwa lata od śmierci. I coś jeszcze. Mimo pościgu rozpoczętego godzinę od porwania sprawców nie udało się zatrzymać! Ba, w efekcie szeroko zakrojonego śledztwa prowadzonego w policyjnym totalitarnym państwie ujęto zaledwie Ignacego Ekelringa kierowcę feralnej taksówki. Co ciekawe, człowiek którego współudział w porwaniu był na 100% pewien, zatrzymany został wyłącznie dzięki nieustępliwości i kontaktom ojca porwanego. Zatrzymano go w ostatniej chwili na granicy w Zebrzydowicach. Co więcej, mimo tych okoliczności nie został zatrzymany od razu. Dopiero po kilku miesiącach wydano stosowny nakaz i Ekelring znalazł się w areszcie. Niestety na kilka dni przed wyznaczonym początkiem procesu prokuratura wycofała z sądu akt oskarżenia. Był grudzień 1959. W chwilę później Ekelringa zwolniono z aresztu, a sprawa praktycznie wisiała w powietrzu aż do 1982 roku kiedy została oficjalnie umorzona na skutek przedawnienia. Ciekawe prawda? W czasach wszechwładnej bezpieki organom ścigania ginęło wszystko: taśmy z nagraniami dzwoniących do Piaseckiego porywaczy, zeznania świadków, zebrane dowody w tym list wysłany przez porywaczy a podejrzani bez przeszkód wyjeżdżali za granicę. Mało tego, kilku świadków którzy złożyli zeznania demaskujące matactwa Ekelringa zostało później pobitych albo zastraszonych. Napastnicy nie kryli się z intencjami. Domagali się milczenia. W 1992 roku Antoni Maciarewicz przekazał rodzinie część akt związanych ze sprawą. Część ponieważ reszta do dzisiaj znajduje się w zbiorze zastrzeżonym co oznacza, że służby specjalne nadal uważają te materiały za istotne mimo upływu 52 lat od tej zbrodni. Najprawdopodobniej dla samych służb. Czemu?

Porwanego Bogdana znaleziono prawie dwa lata po porwaniu w piwnicy jednego z warszawskich domów. Nie został wprawdzie w tej piwnicy zamurowany żywcem ( jak do dzisiaj głosi plotka ) ale faktycznie zabójcy postarali się aby ciała nie odkryto za prędko. Chłopiec ze sztyletem wbitym prosto w serce został umieszczony w piwnicznej toalecie którą następnie zabito gwoździami. To wraz z fetorem rozkładającego się ciała skutecznie odstraszało ewentualnych dociekliwych. I tu pora na smaczek. W budynku o którym mowa znajdował się lokal operacyjny  MSW a człowiek odpowiedzialny za ten lokal znał zarówno Ekelringa jak również pozostałe osoby których udział w sprawie udało się ustalić. Sam Ekelrigng dożył spokojnej starości. Umarł w 1977 roku. Do dnia śmierci utrzymywało go MSW. Śledczym nic ciekawego nie wyjawił poza jednym. Zeznał kiedyś, zapewne w chwili słabości „tych którzy to zrobili boję się bardziej od was” To nie niechlujstwo, błędy organizacyjne czy ludzkie powodują zaginięcia dokumentów w tego typu sprawach. W każdym systemie prawnym istniał, istnieje i będzie istnieć jeden wytrych: służby specjalne. To obecność służb spowoduje, że nie dowiemy się dlaczego w kluczowym momencie więźnia pilnuje jeden a nie trzech strażników, dlaczego ma alkohol we krwi lub dlaczego nie ma żadnych dokumentów na jego temat. Jeśli nawet pozostanie jakiś ślad wydanych poleceń, to ów będzie tajny i siłą rzeczy wyłączony z dalszego powstępowania. Czy służby stoją ponad prawem? Pośrednio odpowiada na to nazwa aktualnej niemieckiej policji politycznej: „Urząd ochrony konstytucji”. Jak ktoś chroni, to zazwyczaj wie lepiej co jest dla tej konstytucji dobre.

Dlatego w niektórych sprawach akta będą ginąć ponieważ skradziony zostanie samochód którym są przewożone, dowody ulegną zniszczeniu w magazynie a świadkowie zmienią zeznania lub po prostu nie da się ich odnaleźć. Porywacze Piaseckiego nawet nie zamierzali chłopca kiedykolwiek przekazać rodzinie. Obdukcja choć przeprowadzona  po śmierci nie pozostawiała wątpliwości: zabito go praktycznie od razu. Żądania okupu miały wyłącznie zmylić tropy i ojca. Czy Franiewski zamierzał oddać Krzysztofa Olewnika? Nic na to nie wskazuje, rodzina nie unikała płatności okupu. Wykonawca porwania był doświadczony kryminalista ba doświadczonym milicyjnym agentem ale nie morderca. Być może to wyjaśnia gehennę Olewnika w amatorskim więzieniu pod Kałuszynem. W Polandzie brakowało podówczas doświadczonych morderców. Dzisiaj poszło by pewnie łatwiej! Obecność w Iraku i Afganistanie dostarczyła naszemu krajowi odpowiedniej dawki ostrzelanych facetów którzy nie odnajdują się po powrocie.

Każda służba w każdym kraju posługuje się kryminalistami ponieważ tak jest po prostu łatwiej. Po co omijać wymagania dokumentacyjne skoro można nie dokumentować żadnych poleceń? Wystarczy facetowi złapanemu na kradzieży samochodów wydać polecenie kradzieży wskazanego. Czemu to zrobi? Bo jak go złapią na kolejnej własnej robocie to ktoś go pewnie wyciągnie. Pan Jacek Karpinski również „przypomina” sobie nowe fakty i nie zaprzecza już udziałowi w porwaniu. Dzieje się zapewne dlatego, że równolegle toczy się przeciwko niemu postępowanie związane z jego działalnością biznesową czyli handlem stalą. Każdy kto pamięta KFI Colloseum Józefa Jędrucha zrozumie jak bardzo się nim swego czasu interesowano. Na wszelki wypadek jednak przypomnę. Pan Jędruch skupował długi wielkich zakładów a następnie za owe długi te zakłady przejmował. Powyższe ze zrozumiałych względów niezwykle niepokoiło polskie władze ponieważ w portfelu znajdowała się między innymi Huta Ferrum i Huta Pokój. Jędruch był poważnie traktowany jako kandydat do zakupu Huty Im Sędzimira. Jeśli nabycie tych hut przez faceta z nikąd nie uzasadnia w oczach czytelników rozwinę to w osobnym poście. Zwracam tylko uwagę, że w 2001 roku twarz Józefa Jędrucha poznali wszyscy w Polsce dzięki gigantycznej kampanii bil bordowej. To jemu właśnie zawdzięczamy koncepcję koncernu Polskich Hut Stali, hasło którym się wtedy reklamował. W owym czasie toczyła się poważna gra o to koto skonsoliduje polski przemysł stalowy. Jakoś trudno założyć aby Krup Stal Karpińskiego i Olewnika w ogóle w tamtej grze nie uczestniczył. Oczywiście nie w roli wielkiego gracza. Ale w jakiejś kombinacji operacyjnej? Któż to wie.

1 Comment

13 Grudnia REAKTYWACJA!

Najpierw mały rys historyczny. W 1973 roku Alfonso Pinochet obala legalnie wybrany rząd Salvatore Allende ale można powiedzieć, że to dzieje się przecież na innym kontynencie.  W tym samym roku wojskowi obejmują rządy w Grecji a po szumnych zapowiedziach aneksji Cypru w lipcu 1974 Turcy desantują się na wyspie. W 1974 wojskowy zamach stanu ma również miejsce w Portugalii. Mało? Rok 1977 to słynna Ofensywa 77 Frakcji Czerwonej Armii w Niemczech w roku 1978 ginie porwany przez Czerwone Brygady Aldo Moro. Na świecie szaleje kryzys naftowy, w gospodarce nie dzieje się najlepiej. Hiszpania po śmierci Franco pogrąża się w gospodarczym kryzysie. W efekcie 23 lutego 1981 Antonio Tejero i kilkunastu zamachowców pod jego komendą wdziera się do  siedziby hiszpańskiego parlamentu a na ulice Walencji wyjeżdżają czołgi gdyż  dowódca tamtejszego III okręgu wojskowego gorliwie przyłączył się do zamachu. Co gorsza, swoje czołgi wytoczyła również elitarna i największa zarazem jednostka armii hiszpańskiej dywizja zmechanizowana Brunete. Czołgi sunące na budynki radia i telewizji powstrzymał osobistym telefonem sam Juan Carlos, nota bene niegdyś oficer tej właśnie jednostki. Król, w mundurze zwierzchnika sił zbrojnych wystąpił również w TV i wzorem De Gaulla przemówił do wojska i narodu.

Europa drugiej połowy lat 70 nie była ani w połowie tak spokojna jak w ciągu ostatnich 20 tu lat. Wojna w Jugosławii, była lokalnym konfliktem który nie rozlał się szerzej w regionie a poprzez swoją południowość nie straszył opinii publicznej nad Sekwaną i Tamizą. Ostatnie 20 lat przeżyliśmy w epoce nadspodziewanego spokoju i dobrobytu który się właśnie kończy.

Ale wróćmy do Polski. Jadwiga Staniszkis uparcie twierdzi, że sierpień 1980 był elementem rozgrywek w ekipie rządzącej. Trudno się z tym nie zgodzić znając kulisy marca 1968 i grudnia 1970.  Nie zmienia to jednak faktu, że iskra padała na podatny grunt jakim było zmęczone kryzysem społeczeństwo. Ale czy pamiętamy o co się podówczas upominano? Słynne 21 postulatów sierpniowych przedstawia się następująco:

  1. Zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych.
  2. Zagwarantowanie prawa do strajku.
  3. Przestrzeganie zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji.
  4. Przywrócenie do poprzednich praw ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 i studentów wydalonych z uczelni za przekonania, zniesienie represji za przekonania.
  5. Podanie w środkach masowego przekazu informacji o utworzeniu MKS oraz opublikowanie jego żądań.
  6. Podjęcie realnych działań wyprowadzających kraj z kryzysu.
  7. Wypłacenie strajkującym zarobków za strajk, jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu Centralnej Rady Związków Zawodowych (CRZZ).
  8. Podniesienie zasadniczej płacy o 2 tys. zł.
  9. Zagwarantowanie wzrostu płac równolegle do wzrostu cen.
  10. Realizowanie pełnego zaopatrzenia rynku. Eksport wyłącznie nadwyżek.
  11. Zniesienie cen komercyjnych oraz sprzedaży za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.
  12. Wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej oraz zniesienie przywilejów Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa i aparatu partyjnego.
  13. Wprowadzenie bonów żywnościowych na mięso.
  14. Obniżenie wieku emerytalnego – dla kobiet do 50 lat, dla mężczyzn do 55, lub zapewnienie emerytur po przepracowaniu w PRL 30 lat dla kobiet i 35 dla mężczyzn.
  15. Zrównanie rent i emerytur starego portfela.
  16. Poprawienie warunków pracy służby zdrowia.
  17. Zapewnienie odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach.
  18. Wprowadzenie płatnych urlopów macierzyńskich przez 3 lata.
  19. Skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania.
  20. Podniesienie diety z 40 do 100 złotych i dodatku za rozłąkę.
  21. Wprowadzenie wszystkich sobót wolnych od pracy.

Cześć tych postulatów uczestniczy w debacie publicznej również dzisiaj. Proszę zauważyć, że ogólnemu postulatowi wyprowadzenia kraju z kryzysu towarzyszą oczekiwania bynajmniej nie oszczędnościowe! Płatny urlop macierzyński przez 3 lata oraz wiek emerytalny od 50 i 55 lat to zdobycze socjalne jakich nie zrealizowano nigdzie na świecie. Dzisiaj nie poradziła by sobie z nimi żadna gospodarka, tym bardziej PRL w 1980.

Karnawał „Solidarności”, bo tak nazywa  się najczęściej okres od pomiędzy podpisaniem porozumień a wybuchem stanu wojennego nie doczekał się do dzisiaj poważnej ekonomicznej monografii. Znajdziemy sporo materiałów na temat przedsięwzięć kulturalnych, eksplozji wolności słowa ale nie dowiadujemy się wiele o wydarzeniach gospodarczych. A było by o czym poczytać ponieważ w 1981 roku nasza gospodarka wchodzi w ostrą fazę kryzysu i nie jest już de facto w stanie spłacać długów. Po prostu bankrutujemy.

A w obszarze publicznym nasila się eskalacja. Polityka nie znosi próżni a związek wedle wielu relacji chce władzy a jednocześnie  nie jest monolitem.  Bardzo jestem ciekaw, kto dzisiaj podpisał by się pod manifestem „Samorządna Rzeczpospolita” czyli dokumentem programowym I Zjazdu Solidarności. Ten kompleksowy, trzeba przyznać, sposób widzenia zmian w Polsce, nie mógł się spodobać jakiejkolwiek władzy, nie mówiąc już o ówczesnej w Polsce. Szanowni czytelnicy, rzućcie kiedyś  okiem na ten niemalże anarchio – syndykalistyczny dokument w którym postuluje się  przekazanie zakładów w ręce samorządów ale bynajmniej nie na własność tylko we wspólne użytkowanie. Esencja tego dokumentu to nowy, rewolucyjny ustrój społeczny wymagający de facto demontażu istniejącego wtedy państwa.

Tym samym do jakiegoś wybuchu musiało dojść. Balonem próbnym, był dla stron incydent bydgoski kiedy w trakcie usuwania siłą zgromadzonych w siedzibie WRN w Bydgoszczy 19 marca 1981 pobito działaczy Solidarności, miedzy innymi Jana Rulewskiego o którym dzisiaj już chyba nikt nie pamięta a w tamtych czasach był widoczną postacią. Tło? Odmowa rejestracji NSZZ Rolników Indywidualnych. Działacze tej organizacji 16 marca 1981 rozpoczęli strajk okupacyjny w siedzibie ZSL ( chłopski satelita PZPR ) domagając się rejestracji związku. Spotkanie 19 marca w WRN w Bydgoszczy miało rozwiązać problem ale de facto zamieniało się w okupację kolejnego urzędu. Władza spuściła ze smyczy milicję.

Ale była to już pewna lekcja. Związek zareagował pogotowiem strajkowym, władze się ugięły zapewniając, że wyjaśnią incydent. Sytuacja zaostrzała się z dnia na dzień. O rozmiarze destabilizacji państwa świadczyć może choćby to, że strajk w Wyższej Szkole Inżynieryjnej w Radomiu zorganizowany jako forma protestu przeciwko powołaniu przez władze rektora wbrew demokratycznej decyzji samorządu, przeradza się w ogólnopolską akcję. Władza odpowiada na nastroje ustawami dającymi specjalne uprawnienia rządowi. Związek kontratakuje i właśnie w Radomiu, 2 grudnia 1981 Lech Wałęsa ogłasza gotowość do strajku generalnego.

Nie jest moim celem historyczna redefinicja. Żyjemy w świecie poglądów kształtowanych przez doraźne polityczne cele a to skutecznie zaciemnia obraz. Przypomnę tylko, że Jarosław Kaczyński który w sierpniowym strajku nie uczestniczył, przemawiając na rocznicowym wiecu użył słynnego już zwrotu „oni są tam gdzie wtedy stało ZOMO” i wykluczył z etosu większość jego faktycznych twórców.

I to jest zasadnicze pytanie, gdzie kto naprawdę był w grudniu 1981? Tylko w trakcie pierwszych dni przewrotu Pinocheta w Chile ginie 2000 osób, a lata junty przemnożą tą liczbę wielokrotnie. Jedna „Krwawa niedziela” w Londonderry w styczniu 1972 roku gdy SAS otwiera ogień do demonstracji Irlandczyków kosztowała życie 14 osób.  Kontratak IRA w Belfaście w lipcu 1972 to 20 jednoczesnych zamachów bombowych w których ginie 9 a rany odnosi ponad 100 osób. Szacuje się, że w konflikcie który wtedy się rozpoczął zginęło prawie 4 tysiące ludzi. A działo to się w demokratycznym kraju jednym z filarów EWG.

Pora zadać pytanie czy to stan wojenny był tak dobrze przygotowany czy społeczeństwo tak gotowe na jakieś rozstrzygnięcie. Nie ważne jakie, byle by się wreszcie dokonało. Zamachu stanu nie usprawiedliwia nic, pytanie czy istniała dla niego jakaś alternatywa. Można powiedzieć wolne wybory wiosną 1982. Być może, ale nie wydaje mi się aby ktokolwiek mógł odpowiedzialnie przyjmować takie rozwiązanie jako możliwe w tamtych realiach.

I jeszcze jedno: w 1989 roku nikt się nie odważył powiedzieć Polakom prawdy o stanie państwa a działo się to po kilku latach ciężkiego kryzysu. Kto zatem byłby w stanie zrobić to w 1982? Czy nowy rząd, nawet wyłoniony demokratycznie, a który musiałby wprowadzić program nie mniej drastyczny niż plan Balcerowicza mógłby się wtedy utrzymać?

Te pytania mogą drażnić. Ale jeśli nie patrzymy na świat przez różowe okulary poświęćmy chwilę aby sobie na nie odpowiedzieć. Jak świat światem, upadek gospodarczy wyprowadzał wojsko na ulicę. Jest jeszcze czas warto wypracować jakiś inny scenariusz.

2 Comments