Posts Tagged ‘dług publiczny’

NEW DEAL +

1

Czyli o tym, że nie ma to jak publiczne pieniądze

Choć media wiele czasu poświęcają obecnie na analizę wykonalności takich czy innych planów rządu, rzadko kiedy wywody za lub przeciw opiera się na danych ekonomicznych. Powyższa niechęć dotyczy zarówno mediów reżimowych jak i opozycyjnych, a wynika najpewniej z tego samego: im dalej od cyfr, tym bliżej do własnej wizji świata. Owa sprawdzona taktyka towarzyszy polityce od lat i nic nie wskazuje na to, aby kiedykolwiek miała zostać porzucona. We współczesnej Polsce analiza tego, na co rząd stać, a na co nie, wydaje się interesować wyborców wszelkich opcji. Nic dziwnego. Program 500+ otworzył drogę, którą podążać będą wszelkiej maści interesariusze, co powoduje, że pytanie o rzeczywistą hojność budżetu staje się bardzo aktualne. 

Czytaj dalej

19 Comments

Bereza Tuska?

Czyli o tym, że dobrobyt ostatnich dziesięcioleci powstał na kredyt, ekonomiczne bunty staną się codziennością, a  specjalne zakłady odosobnienia tego procesu nie opanują nawet jeśli powstaną.

Media wypełnione są obecnie krytyką życia na kredyt i nie chcą zauważyć, że w zasadzie cały dobrobyt ostatnich dekad został zbudowany na długu i ciągle powiększającym się rynku konsumentów. Inaczej być nie może, bo przecież programy społeczne Luli to nic innego, jak podobne doświadczenia Europy czy USA, tyle że na znacznie wyższym poziomie konsumpcji. Ograniczanie pompowania długu musi przynieść niekorzystne skutki i już je przynosi. Socjolodzy łamią sobie głowy nad opisem zjawiska, które dotknęło brytyjskie miasta podczas, gdy nie ma tu czego analizować. Cięcia programów społecznych wprowadzone przez Camerona doprowadziły do sytuacji, w której duże grupy młodych facetów urodzonych najczęściej w rodzinach utrzymywanych socjalnie, nie mogą sobie swobodnie w taki sposób wegetować! A brak tu kolorytu rasowego, ponieważ brytyjska pauperyzacja jest wspólna: ci, którzy mieszkają w councilu, zamiast koloru skóry mają ujednolicający czek z Home Office. A raczej mieli. Ideologiczni inspiratorzy zamieszek marzyli o szturmie na Victoria Embankment albo przynajmniej 10 Downing Street, podczas gdy uczestnikom chodziło najbardziej
o markowe ciuchy i sprzęt Apple. Zamiast dywagować nad tym jacy są bezideowi warto zauważyć, że najprawdopodobniej wychowali się w rodzinach, gdzie pomoc socjalna była podstawowym źródłem utrzymania. Jeśli programy się tnie z uwagi na budżetowe oszczędności, należy się liczyć ze społecznym kosztem. A że tłum dzisiaj atakuje sklepy a nie wojsko i policję? Cóż… a po co się ma męczyć? W imię czego?

Począwszy od republiki weimarskiej, przez amerykański wielki kryzys do czasów współczesnych, rozwój społeczno-ekonomiczny finansowano długiem albo wojną. Jakby tego nie oceniać, to państwa dystrybuowały dobrobyt do szerokich mas społecznych i w zamian za to pozyskiwały ich głosy. Korporacje tak nie działają i działać nie będą, bo nawet największe są na taką politykę zbyt małe. Najlepiej dowodzi tego przykład Forda, który przeprowadził swego czasu daleko idący eksperyment społeczny zakończony spektakularnym fiaskiem. I nie idzie mi tu o słynne kauczukowe miasto w Ameryce południowej, ale osiągniecia socjalno policyjne w macierzystych zakładach w USA.

Moje osobiste doświadczenia w mikroskali da się podsumować następująco: agresywne oszczędności mają sens tylko i wyłącznie wtedy gdy jest szansa, że dzięki nim zwiększy się lub chociaż utrzyma poziom produktywności. Masowym programom oszczędnościowym, które zamierzają wdrożyć państwa europejskie nie towarzyszy żadna stymulacja. Efekty takiej terapii można przeanalizować na przykładzie Boliwii w latach 80-tych. Tam właśnie zdobywał szlify Jeffrey Sachs, który w Polandzie był już znacznie bardziej elastyczny. Ograniczanie wydatków państwa w etatystycznych gospodarkach sprowadzi się do zwiększenia bezrobocia i zmniejszenia krajowego popytu. Miało by to sens, gdyby zaoszczędzone na etatach środki zainwestować w programy celowe (choćby recycling, energia ze źródeł odnawialnych, nowe technologie). Bez wzrostu gospodarczego przy rosnących kosztach obsługi długu samo zamrożenie zadłużenia w relacji 50 czy nawet 45% PKB niczego przecież nie zmieni.

A wzrost kosztów obsługi długu jest nieuchronny i decyduje o tym nie tylko programowa przecież walka z inflacją ale również polityka umacniania złotego, co wypadkowo może doprowadzić w kolejnych 0,25 kroczkach do wyniku 5,50  a to oznacza, że oprocentowanie większości kredytów złotowych z końcem roku zbliży się albo przekroczy 10%. Póki co nie  jest to temat medialny ale to tylko do czasu, bo przecież w pewnym momencie trzeba będzie zauważyć jak poziom obsługi długu podcina ekonomikę gospodarstw domowych. Oczywiście przypominam sobie doskonale czasy, kiedy kredyt konsumpcyjny kosztował prawie 40%, ale pamiętam również jak niska była podówczas konsumpcja. Warto pamiętać, że moda ostatnio Samoobrona powstała właśnie jako sprzeciw rolników przeciwko zbyt wysokiemu oprocentowaniu kredytów, których nie byli w stanie ani obsługiwać ani spłacić. W czasach gdy się to działo penetracja kredytem hipotecznym była prawie 3 krotnie mniejsza niż dzisiaj. Czy naprawdę nie można sobie wyobrazić organizacji nawołującej do zaniechania płatności za hipoteki? Jeśli tylko połączy się w jedno interesy dotkniętych CHF i wysoką stopą procentową można uzyskać spore i świadome poparcie społeczne. Ktoś się pochyli po ten elektorat. Być może nie z taką gracją jak św. pamięci Andrzej Lepper ale skutek może być podobny. Śmierć przewodniczącego przywróciła mediom Samoobronę, a społeczeństwu kolejny obszar spekulacji i teorii spiskowych. Polityczny mord czy samobójstwo? To nieco już nieaktualne pytanie nadal przewija się tu i ówdzie zapewne za sprawą nadciągającej kampanii. Niski stopień zaufania obywateli do aparatu sprawiedliwości powoduje, że każda plotka ma większe pole rażenia niż publiczne oświadczenie. To nie dziwi w kraju w którym oficjalnie wiadomo, że o awansach w prokuraturze i sądownictwie decyduje wyłącznie polityczny klucz. Inna sprawa, że pośród spekulacji nie pojawiła się żadna analiza dlaczego wznowienie „afery gruntowej” mogło by być dla Leppera groźne podobnie jak nie  pojawił się wątek broni osobistej. No ale cóż, w Polandzie jak samobójstwo to albo powieszenie albo kilkakrotny postrzał w brzuch. Metod mniej bolesnych mający umrzeć nad Wisłą nie wybierają. Przestroga taka?

Szeroko rozumiane sierpniowe wydarzenia w Europie zaowocują kolejnym zaostrzeniem kursu państwo – obywatel a pod pozorem ochrony osób i mienia przeforsowane zostaną dalsze ograniczenia obywatelskiej wolności. W ekspertowym tempie przechodzi właśnie ustawa która ma umożliwić dowolne w zasadzie manipulowanie w naszych zasobach finansowych oraz ustalanie co i w jakim stopniu jest niebezpieczne dla państwa. Choć napisała o tym czujna gazeta wyborcza to o rezultat jestem niestety spokojny. Obywatel z państwem już nie wygra bo stawka jest zbyt wysoka.

W roku 1934 teoretycznie w odpowiedzi na zamach na ministra Pierackiego, władze organizują specjalny obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Powołany na rok, istnieje aż do wybuchu wojny i walnie się przyczynia do umocnienia obozu rządzącego po śmierci Marszałka. Warto zauważyć, że w demokratycznym kraju istniała sobie spokojnie inicjatywa w ramach której bez sądu można było obywatela uprowadzić i w zasadzie dowolnie długo więzić. Dodajmy, że Berezę można było opuścić samodzielnie: wymagano jednak podpisania deklaracji współpracy z władzą i zaniechania wcześniejszej działalności. Niewiele?

Terroryzm to obecnie bardzo szerokie pojęcie. Może się okazać, że blokada ulic w kilku miastach przez obywateli domagających się modyfikacji polityki władz zostanie potraktowana jako zamach na ład i porządek. Ale cóż jeśli wyborców nie można pozyskać groszem zawsze można posłużyć się pałką. W tym celu nie trzeba przecież zamykać wielu. Ot kilku dziesięciu wichrzycieli. Ryzyko odsiadki natychmiast przytemperuje retorykę i gorliwość do ideologicznych sporów. Oczywiście dzisiaj wydaje się, że odwaga i ostre pióro to nieodłączne atrybuty naszych politycznych elit. Cóż, pogląd wygodny ale bardzo ryzykowny. Być może mam wypaczony obraz ale z całą pewnością nadchodzi dla Polandy czas pewnej próby. Za cztery lata władza będzie leżała na ulicy. Pytanie jest tylko takie kto na ta ulicę wyjdzie i czy będzie miał odwagę po ową władzę sięgnąć bo BBWR był już w naszej  historii dwa  razy a zanosi się na to, że powstanie po raz trzeci.

10 Comments