Wielki Brat | Rafał Bauer - o biznesie bez ściemy
RSS
 

Wielki Brat

Opublikował: rafalbauer on Luty 6th, 2012

Czyli o tym co już widać i słychać a może niedługo nawet będzie czuć.

Pewnego mroźnego wieczoru przekraczałem sobie spokojnie prędkość w terenie zabudowanym. Ruch był niewielki, a ja mieściłem się w ulicznej średniej, więc była to w zasadzie normalna codzienna sytuacja miejska. Jako że było dość późno kolejne skrzyżowanie na usianej światłami głównej arterii pokonałem, jak to się mówi, na „późnym” pomarańczowym. Dwa skrzyżowania dalej wyjeżdżam na widoczny z daleka patrol, do którego doturliwuję się przepisową 50-tką. A tu: Halt! Funkcjonariusz informuje mnie z uśmiechem: Grubo panie kierowco, skrzyżowanko na czerwonym; oj, grubo.

W toku niezwykle interesującej dyskusji, która jak łatwo się domyślić ruszyła wartko, pozyskałem szereg cennych informacji, które niby powinienem mieć, ale praktyczny wykład oraz spostrzeżenia osobiste uprzejmych funkcjonariuszy moją wiedzę obywatelską wyniosły na zupełnie inny poziom. „Już prawie nie ma się gdzie ukryć” zauważyli ze smutkiem funkcjonariusze przy pożegnaniu. „Polak potrafi” rzuciłem im na pożegnanie, a zdrowy rechot mundurowych upewnił mnie, że miałem do czynienia z dwójką z grona kreatywnych.

Swoje spotkanko z funkcjonariuszami zawdzięczałem oczywiście monitoringowi miejskiemu sprzężonemu z systemem rozpoznawania tablic. Panowie zaprezentowali mi krótki dynamiczny filmik, na którym nie tylko mój samochód, ale i ja, występowaliśmy ex equo w rolach głównych. Ujęcia twarzy zrealizowane niewątpliwie ręką fachowca nie pozostawiały wątpliwości co do tego, kto prowadził auto. Wraz z moim osobistym dossier na ekranie komputerka w radiolce funkcjonariusze dostawali mnie dosłownie „na tacy”. Dzięki uprzejmości rozmówców odbyłem krótkie szkolenie pod tytułem „współpraca policji z innymi służbami w obszarze monitoringu”. Wnioski są następujące: w Warszawie na niektórych obszarach miasta Wielki Brat widzi już dosłownie wszystko. Ba, czytelników może zaskoczyć co innego: Wielki Brat tu i ówdzie również słyszy, ale o tym już żadna tabliczka nie informuje. A chyba powinna…

Podstawowy system monitoringu w Warszawie jest obsługiwany przez ZOSM czyli Zakład Obsługi Monitoringu Miejskiego (www.zosm.pl). Każdy wnikliwy internauta, który pojawi się na stronie i zapozna się ze statutem zauważy, że owa jednostka publiczna rejestruje i przetwarza wszelkie dane zebrane poprzez system, którym dysponuje. I tu teoretycznie nie ma nic dziwnego. Pytanie jak zbierane dane przetwarza oraz gdzie i jak długo je przechowuje. O tym w regulaminie nie ma ani słowa. A prosiłoby się, bo imperium ZOSM to:

  • 411 kamer miejskiego monitoringu wizyjnego
  • 285 kamer w metrze
  • 104 kamery ZDM
  • 22 kamery z systemem identyfikacji tablic rejestracyjnych
  • 3550 kamer w autobusach
  • 903 kamery w tramwajach
  • 502 kamery w wagonach SKM

I choć ma się to nijak do rozbudowanych systemów w krajach rozwiniętych, to są już takie trakty miejskie gdzie „figuranta” można prowadzić od budynku, w którym mieszka do biura, w którym pracuje.

Aż się prosi, aby pójść dalej i obserwować naszego podejrzanego już od mieszkania a przynajmniej od klatki i windy! Ta futurystyczna wizja ziścić się może niedługo, bo ZOSM wspólnie z policją prowadzi akcję współpracy ze spółdzielniami mieszkaniowymi i wspólnotami mieszkańców, a także operatorami prywatnych systemów kamer (stacje benzynowe, galerie handlowe) celem ich wzajemnej integracji. Oczywiście wszystko to dla dalszego podnoszenia bezpieczeństwa obywateli, o czym upewniają nas obficie publikowane statystyki wykrywalności drobnych przestępstw.

Zwolennikom twierdzenia, że uczciwy obywatel nie powinien mieć nic przeciwko czujnym oczom kamer mogę odpowiedzieć w zasadzie tylko jedno: czasem dłubię w nosie. Ta drobna przywara choć frustruje mnie w dwójnasób, gdy musztruję w tej materii syna, jest oczywiście wstydliwa, choć nie karalna. Pytanie czy kadr, w którym wprawny operator uchwyci mnie w trakcie eksploracji górnych dróg oddechowych nie może pewnego dnia wypłynąć jako doskonała ilustracja do takiej czy innej publicznej odpowiedzi. Przywara niby niewielka, ale w medialnym świecie kabotynów dyskwalifikująca.

O tym, że problem istnieje przekonał się ostatnio boleśnie mój znajomy, który przeżył sytuację jak z sensacyjnego filmu. Rzecz miała miejsce w garażu jednego z warszawskich apartamentowców. Na filmie z zajścia widzimy wyraźnie jak mój, skądinąd niezwykle spokojny kolega, zachowuje się agresywnie a następnie atakuje pracownika ochrony, który pada na ziemie. Sprawa jest ewidentna: zaatakował i pobił. Materiał stanowił dowód w sprawie. Kolega otrzymał wyrok, całe szczęście, w zawiasach. Jak było naprawdę? Otóż napadnięty to pracownik ochrony w jego budynku mieszkalnym. Jeden z tych facetów, na których nikt nie zwraca uwagi na recepcji wpatrzony w ekran monitora monitoringu. Zajście, które zarejestrowała kamera, to kwintesencja prawie półrocznych zabiegów, które wyglądały tak. Kilkanaście razy w miesiącu mój kolega zjeżdżając rano do garażu napotykał traktorek ogrodniczy przykuty łańcuchem do słupa obok jego miejsca parkingowego. Ponieważ należał do ochrony za każdym razem zwracał się o jego usunięcie. Po pewnym czasie  zorientował się, że blokowanie mu wyjazdu to rodzaj szykan owego pracownika. Ani rozmowa z nim, ani też z patrzącym pobłażliwie przełożonym ochroniarza nie dała rezultatu. W desperacji kolega przerzucił się na taxi. Agresor zmienił taktykę i zaczął nękać go osobiście w garażu prowokując do bójki. Tyle że robił to wyłącznie wtedy, gdy w garażu byli sami. Zwyczaje mieszkańców budynku znał rzecz jasna doskonale. Pewnego dnia zdesperowany kolega zapytał o co chodzi. W odpowiedzi usłyszał, że spokój będzie go kosztować 5 tys. Sprawa stała się jasna. Ale do bójki nie doszło tego dnia, o nie. Kolega zdecydował, że się wyprowadzi a zajścia nie zgłosił uważając, nie bez racji, że na komisariacie potraktują go jak wariata. Unikał auta, szukał mieszkania, ale czasem musiał z niego skorzystać. Owego krytycznego dnia pan ochroniarz odegrał swoją role perfekcyjnie. W krótkich słowach poinformował kolegę co mu zamierza niebawem zrobić, wplótł w to jeszcze kilka słów pod adresem jego partnerki i zamierzał zaatakować w sposób w jaki czynił to już wielokrotnie. Ale na ekranie kamery wyglądało to inaczej. Widzimy ochroniarza, który pada, choć nie widać dokładnie dlaczego, bo pada w miejscu, w którym widać wyraźnie napastnika, a jego już nie. Pan ochroniarz wiedział doskonale jaki jest zasięg widzenia kamery, ba, na filmie wyraźnie widać, że zrobił sobie nawet 3 znaczki na posadzce, aby wiedzieć gdzie i w którym momencie „zajścia” ma się znajdować. Tego dnia kolega pojechał do pracy, ochroniarz na komisariat i na obdukcję. Następnie poinformował, że wycofa sprawę za… 15k. Kolega odmówił.

Kiedy jego „sprawa” stała się głośna w budynku, dowiedział się w windzie od sąsiadki, że z panem Tomkiem miała podobne problemy. Zarejestrował ją w czułych objęciach kochanka, a wolność kosztowała 2 tysie. Kobieta nikomu tego oczywiście nie zgłosiła. Facet podobno nadal pracuje w tym budynku, kolega mieszka już gdzie indziej, ale paragraf zostanie mu na długo. Nie muszę dodawać, że w toku sprawy nie odnaleziono innych nagrań z parkingu, ponieważ są… kasowane.

Rozwój technologii za chwilę spowoduje, że integracja wszelkich urządzeń CCTV stanie się niejako automatyczna, ponieważ celem uniknięcia kosztów i trudów instalacji okablowania urządzenia te będą przekazywać sygnał bezpośrednio przez Internet. Szybciej niż nam się wydaje okaże się również, że modny Cloud stanie się doskonałym środowiskiem do przechowywania i przetwarzania milionów rejestrowanych sekwencji. I jeśli nawet nie będzie oczywiste, że korzystać z nich mogą wszelkiej maści systemy policyjne, to nie mam wątpliwości, że taką opcję posiadać będą.

I może się okazać, że świadomość bieżącego przechowywania nagrań domowych systemów CCTV bohaterom tych nagrań nawet nie będzie przeszkadzać. Ba, można pójść dużo dalej. Warto pamiętać, że media rozrywkowe przebyły długą drogę od teleturniejów takich jak choćby „Wielka Gra”, gdzie wyedukowani uczestnicy potrafili zaskoczyć swoją wiedzą uznanych ekspertów, do modelu „Miliona w minutę”, gdzie nagradzana jest już tylko małpia zręczność, a nie zdziwię się, gdy pewnego dnia jedną z konkurencji będzie wypierdywanie jakiegoś skocznego przeboju skandalistki Dody.

Czy naprawdę trudno sobie wyobrazić, że wszelkiej maści posiadacze domowych kamerek wciągają się w wielki konkurs online, w którym internauci oceniają ich życie, nadają im punkty i umożliwiają wygrywanie nagród? Po co kosztowna produkcja Big Brothera, po co wydatki na tasiemcowe seriale?! Nasi kreatywni rodacy mogliby nas zaskoczyć zwrotami kreowanej przez siebie samych akcji. Brzmi kosmicznie? Poczekajmy aż ktoś dostrzeże interes w takiej akcji. Wystarczyło by ją przeprowadzić równolegle z jakimś mocnym projektem z obszaru augmented reality . Pasowałoby jak ulał. Społeczeństwo ery cyfrowej już mamy. Ujawniło swoje pierwsze choroby takie jak uzależnienie do Simów czy od aktywności w Second Life. Ale okazuje się, że najbardziej nęci je coś innego: marzenie o tym, aby zostać gwiazdą nie ruszając się z domu obwieszonego nadającymi live kamerami.

I na tym obszarze interesy państwa i obywatela łączą się po prostu doskonale. W ogólnopolskim wyścigu online o miano najbardziej toksycznego sąsiada nasi rodacy byliby doprawdy niezmordowani.

Podobne wpisy:

Podziel się na:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Wykop

RSS RSS

 


22 Ilość komentarzy ↓

  1. Boungler pisze:

    Od tego procesu nie ma już odwrotu. Monitoring będzie się rozwijał a nam jedynie pozostaje przyjąć to do wiadomości i instalować żaluzje w oknach. Niestety przykład kolegi o którym wspominasz idealnie oddaje koncept całego tego monitoringu. Z dużym przekonaniem można stwierdzić że tego typu scenariusze będą się częściej powtarzać.

    • crazyy pisze:

      Niekoniecznie nie ma odwrotu. Wizja w stylu „Rok 1984″ jest wizja negatywna, zakladajaca trwanie, rozwoj systemu inwigilacji i stopniowe otumanienie jednostek tkwiacych w systemie. Jednak rzeczywistosc zadaje klam tezom o nieuchronnosci powyzszych zmian. Rosja bolszewicka jednak juz nie istnieje. III Rzesza nie istnieje. Upadek imperiow nastepuje predzej, lub pozniej ale nieuchronnie. Szacha Iranu przed gniewem ludu nie ochronilo CIA. Mozliwe sa rozne opcje: 1)odrodzenie religijne i odrzucenie systemu w drodze rewolucji. 2) Upadek ekonomiczny systemu, ktory maksymalizujac inwigilacje i kontrole, sila rzeczy ogranicza wolnosc i kreatywnosc jednostek. Konkurencyjnosc zewnetrzna imperium zla spada, biurokracja zgodnie z prawem Parkinsona moze tylko rosnac i stawac sie bardziej nieefektywna.

      Mimo wszystko nie wierze w udoskonalenie systemu kontroli do tego stopnia, ze bedzie on zautomatyzowany. Za tym wszystkim stoja i beda stac nadal ludzie a ci chcac czy nie chcac zawsze beda mieli wbudowane w ich psychike sumienie i zdolnosc rozpoznawania zla. W koncu ktos powie dosc na tyle glosno, ze wszyscy to uslysza.

      • rafalbauer pisze:

        Mam podobny punkt widzenia co więcej konkluzja 1) skłoniła mnie do pewnej publikacji której niebawem się oddam. Byłbym jednak ostrożny w zakresie ocen rozwoju systemu. Jesienią 2011 widziałem prezentację programu przygotowywanego dla jednostek policyjnych który wyławiał z twarze zarejestrowane w bazie danych. Uczestniczyłem w prezentacji live i muszę przyznać, że system poradził sobie bardzo skutecznie. Co więcej firma która owo rozwiązanie prezentowała ma jeszcze w ofercie inny produkt który łączy video tracking z niewinnym RFID. To jest dopiero masakra.

        • N.A.J. pisze:

          Panowie, ile macie lat? „1984″ najprawdopodobniej nastanie – nie dosłownie, rzecz jasna. Na razie żaden optymistyczny scenariusz (z wojną włącznie) się nie spełnił. Z ojcem tworzymy od dawna wiele hipotetycznych scenariuszy, których spełnienie pozwoliłoby na zmianę wektora zmian. I nic z tych rzeczy się nie dzieje, a każda następna zmiana dążąca do większej inwigilacji i ogłupiania jest łykana jak woda na kacu…

          Społeczeństwo jest zbyt głupie na reakcję i na dodatek wciąż się je dezaktywuje (poziom inteligencji – reprezentowany przez krzywą Gaussa – raczej nie spada, ale wykorzystanie tego potencjału – tak). Jak to ktoś na forum vagli zauważył: rząd nauczył się już taktyki „kto wolniej jedzie, ten dalej zajedzie”. Przez co tempo zmian jest idealnie dopasowane do zmian pokoleniowych.

          Z moich przemyśleń: każda niekorzystna centralnie sterowana zmiana powinna mieć tempo takie, by jej całka w dziedzinie skali owych zmian była nie większa niż zmiany subiektywnie niekorzystne spowodowane innymi czynnikami dla tego samego obserwatora. W efekcie otrzymamy starucha narzekającego na zmianę wprowadzaną celowo, lecz ginącą w gąszczu narzekań na zmiany stochastyczne (choć nie niezależne od tych pierwszych). Prosta implementacja kognitywistyki w behawioryzmie (zastanawiam się, czy uczono mnie i moich kolegów, że behawioryzm jest odrzucony we współczesnej psychologii, nie po to, by zniechęcić do zrozumienia tak wartościowego narzędzia w kontrolowaniu mas). ;]
          I jeszcze jedna rzecz w tej materii mnie zastanawia: czy już nie jest tak, że sternik tego okrętu dawno nie żyje, a jego idea siłą bezwładności dalej porusza się na przód? Zastanawiam się, czy osoby odpowiedzialne za te zmiany – i nie mam na myśli wyborców, których argumenty konkretnych decyzji wprawiły mnie już nie raz w osłupienie, a wychowałem się w patologicznej okolicy i widziałem wiele zwyrodnień społecznych – są świadome swoich czynów i ich implikacji.

          W tej materii mógłbym wiele pisać, ponieważ jest to temat głęboko w mojej psychice zakorzeniony. Jeszcze jako szczeniak, w końcówce szkoły podstawowej i na początku liceum, włamywałem się przez sieć na komputery kolegów i miałem wgląd w ich prywatne dane. Niedawno pokazałem koledze pracującemu w wojsku, jak nieroztropnie posługuje się komputerem, pokazując mu jego prywatne maile. Łatwość tych czynów powoduje, że żyję w ciągłej obawie (niedominującej mojego życia, ale gdzieś tam pukającej w moją korę mózgową), iż kiedyś opuszczę gardę i stanę się ofiarą podobnych czynności. Co więcej, na systemy prywatne mam jeszcze wpływ, ale na publiczne – nie. I zdziwiłaby się większość, jak wiele można zsyntetyzować z jak niewielkiej ilości informacji. Przez kilka tylko głupich wpisów mam pod kontrolą większość moich znajomych. Nawet ci, którzy wiedzą o mojej metodzie, nie posiadają pełnego wglądu w moją wiedzę, więc są ze mną szczerzy do bólu (w ten sposób od jednego znajomego, który notorycznie mnie okłamywał, dowiedziałem się o innych kłamstwach – może nie wszystkich, ale wystarczającej liczbie, by uzyskać spójny obraz, a jest to mało prawdopodobne przy świadomej selekcji przez drugą osobę) – nie wiem dlaczego dokładnie, ale wybierają mówienie prawdy, jakby nie znali popularnego powiedzenia, że „mowa jest srebrem…”.

          Jesteśmy zachłannie obserwowani (na miarę możliwości technicznych, ale cena nowych rozwiązań spada tak szybko, że już teraz wizja Orwella w zakresie inwigilacji nie byłaby większym obciążeniem dla „budżetu państwowego”) i zwykły urzędnik – człowiek jak każdy z nas, choć chyba głupszy – ma większą wiedzę i władzę niż każdy z nas. To pokazuje, jak groteskowo już jest. Jeśli taki poziom drwin z inteligentnego człowieka nie przelał czary goryczy, to naprawdę najwyższa pora zrozumieć, iż czara ta z dużym prawdopodobieństwem ma nieograniczoną pojemność.

          Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć pewną niepokojącą historyjkę. Kiedy widziałem się niedawno ze znajomym Norwegiem, narzekającym na „komunizm w Norwegii” (rozmawialiśmy o podatkach), przytoczyłem mu Orwella. Skończyło się tym, że odesłałem go do lektury, ponieważ człowiek ten nie znał nawet postaci pisarza, co dopiero pisać o pobieżnej znajomości samych dzieł. Myślę, że jest to zamierzone działanie norweskiego systemu edukacji publicznej. Aż strach sprawdzać, jak się mają sprawy przedmiotu wychowania społecznego w Hiszpanii, obowiązkowo kształcącego młodych socjalistów (ktoś wie?).

          P.S. Skoro już tyle napisałem, pozwolę się podzielić największym moim zmartwieniem w wizji Orwella. Newspeak, który jest drugi, zostaje daleko w tyle za pozorowanym ruchem oporu razem z policją myśli. Kontrolowanie mainstreamu i alternatyw może w zasadzie, zgodnie z socjo-fizycznymi symulacjami, długoterminowo zablokować jakiekolwiek zmiany. Jedyne ruchy, które nie byłyby kontrolowane, byłyby tak „offowe”, jak teraz jest z nieznaczącymi sektami. Choć takich zmian raczej nie dożyję, jeżeli nastaną.

          • crazyy pisze:

            Na pewno masz rację, że kontrola mainstreamu i alternatywy jak w „Roku 1984″ jest skuteczna na pewien czas, a powolne wprowadzanie zmian powoduje, że ludziom trudniej się zorientować, że jakieś zmiany zachodzą. Nie mniej imperium totalnej kontroli ZSSR upadło. Przeczytaj jeszcze raz moje argumenty. Zauważ, że jedyny hegemon na świecie obecnie, USA chwieje się na glinianych nogach. Nie zabija go brak siły militarnej, wykańcza je powoli od środka rak nikczemności i wewnętrzne, narastające przekonanie o własnej moralnej małości. Można kontrolować wszystkich przez jakiś czas, można kontrolować niektórych przez bardo długi czas, nie da się kontrolować wszystkich przez nieograniczony czas. I dodatkowo pozostaje pytanie – kto pilnować będzie samych strażników?

  2. Hipokrytes pisze:

    Cóż, widzę że nie nadążasz za rozwojem „kultury” masowej:) Wypierdywanie już było: http://www.youtube.com/watch?v=4H1jKXLJY7o

    • rafalbauer pisze:

      Faktycznie. O N I E M I A Ł E M. A myślałem, że stworzyłem absolutny poziom dna którego prawdopodobnie nikt nie osiągnie. No cóż strach pomyśleć co będzie dalej.

      • Piotr pisze:

        To może mój pomysł (piszę mój, dlatego że jeszcze się nie spotkałem z podobnym) na reality show.
        Show z udziałem cierpiących na śmiertelne i bardzo bolesne choroby.
        A nagrodą będzie darmowa, legalna eutanazja.

  3. Historyjka twojego znajomego brzmi, jak nowoczesna wersja Alternatywy 4. I przeciez problem z blokowym psychopatą z odrobiną władzy można rozwiązać tylko dokładnie tak samo jak w tymże filmie- dobrą sąsiedzką współpracą.. To jest objaw czasów- kto dziś rozmawia z sąsiadami?

  4. futrzak pisze:

    To jest juz prawie tak jak w „Paradyzji” Zajdla. Szkoda tylko ze mlode pokolenie takich ksiazek nie czyta.
    Nawet sie nie zorientuja kiedy zostana bohaterami Big Brothera online…

    • rafalbauer pisze:

      Fakt, ale przy okazji zauważę, że naszą rzeczywistość coraz lepiej oddaje inna, całkowicie dzisiaj zapomniana książka Zajdla „Limes Inferior” w PRLu cztałem to jako subtelną krytykę ówczesnej rzeczywistości. Dzisiaj warto zwrócić uwagę jak facet był wizjonerski! Toż stworzony w książce klucz, fuzja telefonu, karty kredytowej, dowodu tożsamości itp to już prawie nasza codzienność:) Wspaniała książka. Gorąco polecam.

  5. slav pisze:

    Podobne zachowania „nadzorców”

    „Za pomocą programów komputerowych, z tablic rejestracyjnych, które są niewidoczne na zdjęciach z fotoradarów, straż miejska możne odczytać numery i wystawić mandat. Kierowcy protestują ? pisze Adam Makosz w ?Dzienniku Gazecie Prawnej?.Kierowcy oskarżają strażników o fotomontaż i nie godzą się na płacenie mandatów, które wystawiono na podstawie tak zmodyfikowanych zdjęć.Strażnicy bronią się, przyznając, że przerabiają zdjęcia, ale robią to w sposób, który jest zgodny z prawem.Dotychczas sądy pozwalały na wykorzystanie takich zdjęć jako dowodu, jednak eksperci stają murem za kierowcami i kwestionują zasadność takiej praktyki.
    (źródło: Gazeta Prawna / onet.pl)”
    http://www.fotoradary.eu/

  6. slav pisze:

    System fotoradarów o zasięgu lokalnym (miejskim)jest obecnie (m.innymi za pieniądze unijne) uruchamiany w całym kraju,
    obecnie ma 75 fotoradarów, w 2012 kolejne 300 itd.:

    http://www.gitd.gov.pl/content/informacje-ogolne-o-centrum-automatycznego-nadzoru-nad-ruchem-drogowym-0
    http://www.gitd.gov.pl/content/1-lipca-ruszyl-system-automatycznego-nadzoru-nad-ruchem-drogowym

  7. HansKlos pisze:

    Pozostaje sabotaż. Zdaje sobie sprawę, że brzmi to nie po chrzescijańsku, ale plany rozciagnięcia kabli i dobre nożyce załatwią szybko niejeden zaawansowany system. Mozna też kilka kabli z dymem puscić. Nic tak bowiem nie oczyszcza niecnej duszy jak ogień.-)

  8. piotr34 pisze:

    Wielki Brat oraz cala masa mniejszych braci(wszystko w sosie „szacownej” kapitalistycznej pogoni za zyskiem oraz „poszanowania” prawa)

    http://tiny.pl/hjsvj

    • rafalbauer pisze:

      Cóż kolejny dowód, że państwo za tropienie obywateli płaci lepiej niż za ich edukację. Takie czasy. W zasadzie wszystko zgodne z leninowską teorią.

  9. Leon pisze:

    Doskonale „problem kamer” oddaje film pod tytułem „Truman Show” z Jim’em Carrey’em. Gdzie całe życie może być po prostu odgrywaniem jakiegoś scenariusza niosącego jedynie ubaw dla pozostałych widzów. Setki kamer (już są), jedynie brakuje nieświadome wykorzystanie tego do celów komercyjnych, ale do czasu…..

  10. piotr34 pisze:

    A ponizej jeszcze jeden sposob na podgladanie

    http://tiny.pl/hj6x6

    Moze to i blad a moze nie-no i skad wiemy ze inni producenci kamer czy laptopow tez tak nie maja?

  11. Mateusz pisze:

    Ciekawy temat. Co do opisanej historii to trochę zdziwiła mnie bierność kolegi Pana Rafała i nie do końca rozumiem, czemu skoro trwało to od dłuższego czasu, sam nie przygotował jakiejś prowokacji rejestrując zapis rozmowy… ? No ale cóż, teraz jest już pewnie za późno…

    Jeśli chodzi o główny wątek to próby coraz szerszej inwigilacji społeczeństwa dostrzegam już od dawna. Bardzo cieszy mnie fakt, że co raz więcej osób przestaje postrzegać to jako część teorii spiskowych i zauważa w tym poważny problem. Niedawno zauważyłem ciekawą rzecz. Od pięciu lat, codziennie kursuję pociągami KM, na linii 9(kierunek północny w stronę Gdańska). Od połowy mojej trasy obowiązuje druga strefa miejska, tym samym pojawia się możliwość podróżowania w ramach biletu na karcie miejskiej- z czego korzystają rzecz jasna prawie wszyscy pasażerowie. Do niedawna konduktorzy kontrolowali owe bilety bardzo, ale to bardzo rzadko a jeśli się już pojawiali to zależało im głównie na sprawdzeniu biletów drukowanych wydawanych przez KM… do niedawna bo sytuacja zmieniła się od października (mniej więcej wraz z wymianą taboru na nowe Elfy z Pesy) teraz z panem konduktorem możemy się spotkać co najmniej dwa razy w ciągu podróży w obie strony(często są to cztery spotkania ;) )- nie było by to w sumie takie dziwne gdyby nie fakt iż nagle priorytetem jest „odbicie” na czytniku spersonalizowanej karty miejskiej/ studenckiej(RFID). Dzięki pewnej sytuacji z przed dwóch lat, kiedy przenosiłem swój bilet z karty miejskiej na legitymację studencką(dla nie wtajemniczonych również plastikową kartę z chipem) dowiedziałem się jak wiele informacji gromadzą nasze nowe karty… Na koniec procedury przenoszenia kontraktu dostałem wydruk potwierdzający tą operację. Wydruk zawierał między innymi pole z liczbą odbić/ skasowań karty w czytnikach, która była bardzo duża, zainteresowany tym faktem zapytałem uprzejmą panią z okienka jak wiele informacji zapisywanych jest jeszcze na karcie- i tu dowiedziałem się m.in. że każde odbicie rejestrowane jest dokładnie wraz z datą oraz godziną oraz numerem czytnika a gromadzone na kartach dane wg. tej pani mają stanowić przyszłe źródło do statystyk dot. ruchu… Cóż wszystko to w naszym interesie… Ostatnio tak myślę, że Argentyna przywita mnie chyba wcześniej niż się spodziewałem…

    Na koniec jeszcze przy okazji niedawnej premiery klipu polecam http://www.youtube.com/watch?v=YZyvtmNqsYw Warto sięgnąć po cały album :)

  12. paero123 pisze:

    Panie Rafale,

    Czy ja dobrze rozumiem, Pan naprawdę przejechał na czerwonym i z niedozwoloną prędkością???
    Jeśli tak to wstyd, z te pierwsze przynajmniej :-(

    Pozdrawiam

Zostaw komentarz