Czyli o tym, że macho mogą być już dzisiaj wyłącznie dziewczynki.
„Obserwujemy właśnie, jak nasza cywilizacja popełnia samobójstwo. Nasza kultura nie pozwala dziewczynkom, aby zachowały się dziewczyńsko i jednocześnie tworzymy społeczeństwo, które pozbawia męskości chłopców”.
Te prorocze słowa nie padły rzecz jasna z ust mężczyzny. Ich autorką jest Camille Paglia, feministka, antropolog kultury, a do tego lesbijka i matka syna wychowywanego wspólnie z żyjącym osobno ojcem. Co ciekawe, pomimo tego wzorcowego w dzisiejszych czasach backgroundu, poglądy Pagli okazały się na tyle kontrowersyjne, że pięciu kolejnych wydawców odmówiło publikacji jej najnowszej książki. Trudno się dziwić, głosi tezy, za które w niektórych krajach można już pewnie trafić do więzienia.
Warto odnotować, że jakakolwiek dyskusja na temat tych śmiałych tez możliwa jest w zasadzie wyłącznie dlatego, że ich autorką jest kobieta. W ustach samca zostałyby natychmiast zakwalifikowane do „męskich szowinistycznych mitów” i dla pewności okraszone swastyką, celem ostatecznej kompromitacji. Powyższe tym łatwiej, im głębiej wczytujemy się w wywody badaczki. Jej zdaniem współczesne elity są całkowicie pozbawione niemalże obowiązkowych dawniej doświadczeń wojskowych i związanych z nimi zasad przetrwania w grupie i reguł przewodzenia. „….Tworzymy iluzję, wedle której ludzie są generalnie mili i uprzejmi, a jeśli my odwdzięczymy się im tym samym wszyscy będziemy żyli bezpiecznie”. O ile owo teoretyczne założenie wytrzyma realia cichych przedmieść sytego zachodu, z wielkim trudem da się udowodnić w realiach wielkomiejskich i to zarówno w Europie, jak i USA, nie mówiąc o krajach do których GENDER jeszcze nie dotarł. Do czego prowadzi w militarnej praktyce można zobaczyć w telewizyjnych wiadomościach: uzbrojone po zęby zachodnie cyber armie dostają łupnia od facetów w sandałach uzbrojonych w kałachy. Rzecz jasna pochodną współczesnej tożsamości jest dywagowanie na temat sensu zabijania niewinnych w odległych zakątkach świata. Zapomina się przy tym niestety, że budowa tak zwanej zachodniej cywilizacji to lata podbojów i mniej lub bardziej brudnych wojen, bez których postęp ekonomiczny byłby praktycznie niemożliwy. Ba, współczesny model ekonomiczny nie jest wbrew pozorom nadmiernie odległy od historii tyle, że polityczna poprawność każe się koncentrować na innych sferach działalności publicznej. I dlatego nie wiemy, że Szwecja jest numerem jeden na świecie w eksporcie broni na jednego mieszkańca, a celująca w miłości bliźniego Norwegia słynie na rynku zbrojeniowym z doskonałych produktów. I myliłby się ten kto sądzi, że kasę na broni zbijają tam jacyś przedsiębiorczy Norwedzy. O nie, Nammo (Nordic Ammunition Group) i Kongsberg Defence & Aerospace to odpowiednio pół i prawie całkowicie państwowe firmy. I choć doskonałe pociski cenią sobie żołnierze na każdej najbrudniejszej wojnie, to trafiają na nie z reguły… poprzez Czechy. Potomkowie wikingów sprzedają tylko etycznym partnerom 🙂
Wysoka jakość norweskiego życia, pewność odłożonych emerytur, skutecznie usuwają w cień fakt, jaką naturę ma tamtejsza polityka imigracyjna. Bogaci mają rzecz jasna prawo do jasnego precyzowania swoich oczekiwań pod względem siły roboczej. Ba! Nie ustają w wysiłkach, aby plenić wszelkie objawy rasizmu, czy innych wykroczeń. Ale już praktyka dowodzi, że z równym traktowaniem nie jest chyba najlepiej. Na poniższym zdjęciu biały szef urzędu do spraw zwalczania rasizmu odpowiada na pytanie, dlaczego w biurze, do którego przyszedł reporter są sami biali i nie ma żadnych czarnych.
Powyższe nie zaszkodzi mu w dalszej części wywiadu notorycznie zaprzeczać jakimkolwiek kwestiom genetycznym, ale będą to już rzecz jasna wypowiedzi oficjalne 🙂
W praktyce norweskiego dnia codziennego, okazuje się, że nie brakuje i tam wielu dotkniętych wykluczeniem, przy czym ma ono charakter instytucjonalny, a nie uchowaj Boże rasistowski. Czego dotyczy? Jeśli przyjechałeś z Somalii i otrzymałeś prawo pracy jako śmieciarz nie oczekuj, że kiedyś zatrudnimy cię jako informatyka. Well, można by powiedzieć, że władze szwajcarskie posuwają się jeszcze dalej, określając precyzyjnie w pozwoleniu na pracę jakiego rodzaju zajęcia dotyczy. Tyle, że w krainie zegarków jest to oficjalna polityka anty imigracyjna, z którą nikt się nie kryje.
Kolorowa imigracja przysparza władzom zachodnich krajów coraz więcej wizerunkowych problemów, a działacze społeczni coraz natrętniej wymachują symboliką południa USA i murzyńskich niewolników. Czy słusznie? Wedle spisu powszechnego z 1860 roku USA zamieszkiwało 31 mln osób, w tym 4 mln niewolników pracujących głównie na południu. Porównanie ze spisem z 1810 roku wykazuje, że pośród ludzi wolnych przyrost był niemalże 5 krotny (6 mln do 27,4), podczas gdy pośród niewolników prawie 4 krotny (1,1 do 4). Powód był prosty. Niewolnicza praca na roli była właśnie tym, przed czym uciekała większość emigrantów z Europy. Południe nie mogąc pozyskać rąk do pracy musiało je sobie kupować. Gdyby za pracę na plantacji atrakcyjnie płacono, ręce do pracy na pewno by się znalazły. Stąd już tylko mały krok do nieustająco aktualnej dyskusji o sprawiedliwej płacy. Południe eksportowało głównie półprodukty, a nie wyroby finalne i w większości nie miało wpływu na ich ceny. Było niczym innym jak współczesne Chiny, czy Indie, regionem taniej siły roboczej. O tym, na ile wolni lub zniewoleni są współcześni obywatele tych krajów można by dyskutować. Podobnie można by się zastanowić, dlaczego niewolnicy byli czarni. Przywożono ich z obszaru, na którym niewolnictwo panowało od zawsze, a wojny plemienne toczone wyłącznie w celu pozyskania niewolniczych populacji, były na porządku dziennym. Aż dziw, że kupcy Holenderskiej Kampanii Wschodnio Indyjskiej nie zapuścili się do Polski. Mogłoby się okazać, że przymierający głodem na przednówku chłopi pańszczyźniani z Kongresówki radośnie wybraliby się na plantacje Południowej Karoliny. Choć porównywanie losu polskiego chłopa i czarnego niewolnika budzi emocjonujące dyskusje, warto zauważyć, że w sensie formalnym te oba statusy do roku 1864 relatywnie niewiele dzieli. I choć zauważa się w tym miejscu, że białym chłopem nie handlowano jak bydłem powinno się również dodać, że powyższe tylko dlatego, że wobec dużej podaży na chłopów nie było rynku, a na bydło i owszem.
Współczesność lubuje się w odniesieniach do niewolnictwa, nie zauważając jednocześnie, że w znacznym stopniu zniewalającym jest państwo szczególnie tam, gdzie występuję jako największy sponsor systemowy. Ba, postępująca wolność może się spokojnie okazać zniewalająca na co również zwraca uwagę Paglia: „W demokratycznym społeczeństwie obywatele powinni mieć prawo być homofobami, podobnie jak mają prawo popierać homoseksualność”, to pozornie banalne stwierdzenie doskonale oddaje naturę współczesnej rzeczywistości. Wolno wszystko, ale pod warunkiem, że mieści się w obecnie lansowanym modelu społecznym. Tu akurat nie ma nic dziwnego. Jak łatwo stwierdzić, każdy okres historyczny miał swoje obyczajowe mody i w oparciu o nie ustalał standardy. Różnica jest jednak taka, że przez stulecia ów proces dokonywał się w oparciu o taki, czy inny dyktat, dzisiaj przynajmniej w teorii dokonuje się demokratycznie. W teorii, ponieważ polityczna poprawność, która stała się niemalże obowiązkowa, z natury wyklucza dyskusję na temat postaw, zjawisk i zachowań, które nie pasują do współczesnego, jasnego i prostego modelu społeczeństwa.
Co ciekawe, choć lubimy uważać, że społeczeństwa zachodu ukształtowały się w oparciu o judeo chrześcijańskie dziedzictwo, zdumiewająco łatwo zapominamy, iż lansowane w teorii wiary zachowania (nadstaw drugi policzek ), stały się oczekiwaną społecznie normą niemalże 2 tysiące lat po ukrzyżowaniu Jezusa. Co spowodowało, że ostatnie stulecie to era postępującej łagodności? Być może jedną z przyczyn było spektakularne przetrzebienie męskiej populacji i postępujący po nim masowy udział kobiet w życiu publicznym. Gospodynie domowe, które w zastępstwie swoich frontowców wyruszyły w męski świat nie miały ochoty na powrót do swojej wcześniejszej służebnej roli. Ale ich obecność w przestrzeni publicznej miała swoje konsekwencje: aparat polityczny zaczął rozwijać damski punkt widzenia, a modyfikacji musiały ulec główne tezy dotyczące rodziny i państwa.
Warto przy tym pamiętać, że pionierem w zakresie praw wyborczych dla kobiet była… Finlandia, a precyzyjniej Wielkie Księstwo Finlandii, w którym panie mogły oddawać swoje głosy już w 1906 roku. Norwegia jako cześć ówczesnej Szwecji przyznała paniom prawa wyborcze już w 1913 roku, ale w kontekście postawionej wcześniej śmiałej tezy nie jest pewnie przypadkiem, że ostatni bastion patriarchalny padł w Europie w… 1990 roku. To właśnie wtedy kanton Appenzell Innerrhoden jako ostatni nadał prawa wyborcze kobietom, które w większości kantonów Szwajcarii obowiązywało od… 1971 roku.
Może się okazać, że po stuleciach męskiej władzy świat zmierza wyraźnie w kierunku matriarchatu, co z całą pewnością mieści się w regułach dziejowej sprawiedliwości. Badania statystyczne dowodzą, że kobiety wyborcy oddają swoje głosy bardziej świadomie, niż mężczyźni choćby dlatego, że zadają sobie również więcej trudu, aby zapoznać się z przedstawianymi im programami wyborczymi. Powyższe nie zaskakuje nikogo, kto ma okoliczność pracy w mieszanym środowisku zawodowym. Kobiety z natury (czy to nie szowinizm aby?) są znacznie bardziej systematyczne w swoich zawodowych staraniach. W efekcie wpływ damskiego elektoratu na świadomość publiczną jest za pewne znacznie większy, niż się powszechnie wydaje. Trudno się zatem dziwić, iż główne idee społeczne ulegają konsekwentnej feminizacji. Czy to źle? Czas pokaże. Camille Paglia ma wątpliwości, których zdają się nie mieć wyborcy masowo popierający współczesne idee. W sierpniu 2014 będziemy obchodzić 100-lecie wybuchu I wojny światowej. Będzie to również stulecie, w którym dokonały się największe hekatomby w dziejach europejskiej cywilizacji, a także stulecie, w którym kobiety po raz pierwszy odegrały tak istotną publiczną rolę. Zwolennicy matriarchatu twierdzą, iż wyłącznie za sprawą kobiet świat nie pogrążył się w międzysystemowej atomowej wojnie, odważył do wielkich społecznych protestów i upomniał o byt uciskanych. Być może. Na pewno za sprawą pań archetypiczne „oko za oko” zostało zastąpione systemem państwowej zemsty, a reguła dystansu do przemocy stała się ideologią dominującą.
Ja po prawym prostym będę się starał natychmiast wyprowadzić kontratak, o czym nieroztropnie poinformowałem słuchaczy na jednym z paneli obrazując zresztą pewne zjawisko ekonomiczne. „To typowy przykład samczego braku kontroli nad emocjami” podsumowała mnie z grymasem niechęci jedna ze słuchaczek, nota bene szycha w jednej z korporacji.
Well, co tu można dać na koniec jeśli nie to …
[youtube jb0Yvg-peW0]

Mężczyzni których znam słabo radzą sobie z rozpoznawaniem zagrożeń w przypadku stosowania wobec nich strategii gotowania żaby. Dodatkowo zwiększanie roli kobiet w społeczeństwie ma możnych protektorów więc póki co ten trend ma z górki. Zabawa się zacznie kiedy do większości mężczyzn dotrze, że są dyskryminowani. Problem polega na tym, że przynajmniej teoretycznie, taktyka współpracy powinna oferować największe korzyści dla obu stron. A póki co nie widać woli bojkotowania udziału w tej wyreżyserowanej wojnie płci z żadnej ze stron.
Korzyści odniosą ci którzy są w stanie ogarnąć sytuację umysłem i posiadają wystarczajaco silną wolę, żeby wymyślone przez siebie recepty wprowadzić w życie. Masy będą walczyły bo „taki jest trynd” 🙁
Antyetatysta
Pozwolę sobie się wtrącić do strategii gotowania żaby 🙂 W moim pojęciu płeć nie ma tu akurat nic do rzeczy. Kobiety też sobie z nią nie radzą, bo ona się opiera na totalnym nadużyciu zaufania. Wydaje mi się, że to kwestia psychiki. Zdolne do takiej strategii są raczej osoby zimne i wyrachowane, bo to czystej wod okrucieństwo. Nie ma przed nią obrony. Można się tylko odwinąć i kontratakować, jak się przyznał pan Rafał nieopatrznie na panelu, ale dopiero, kiedy się oberwie. Wiem, że kontratak nie dotyczył żaby 😉
Oj, no tu jest tyle wątków, że sama nie wiem, od którego zacząć, a temat i mnie bardzo zaintrygował. Od razu się przyznaję, że zgadzam się z wnioskami pani Paglia i nie nastrajają mnie one optymistycznie, ponieważ… życzyłabym sobie widzieć jednak mężczyzn, a nie ofermy życiowe ani tym bardziej macho, co uważam za wersję komiczną mężczyzny. Im dalej ode mnie (również w mediach) znajduje się ta wersja, tym lepiej. Obawiam się jednak, że w związku ze zjawiskiem „wahadła dziejów”, które wychyliło się ostatnio ku kobiecemu ekstremum, i, co tu dużo mówić, wojną, zażartą wojną o dominację, mężczyźni nieco słabsi psychicznie, mogą mieć skłonność do stawania się macho, skoro nie mogą być zwykłymi facetami. Poprawność polityczna – niech zdechnie i przepadnie na wieki – jest zjawiskiem zgubnym dla nas wszystkich i zabija człowieka w człowieku 🙂
O demokracji można zapewne tomy napisać :), nie jest to ustrój doskonały i im dalej w las, tym mniej doskonalszy, chyba, że dodamy do niej przymiotnik „partyjna”. Wtedy zacznę rozumieć rzeczywistość.
P.S. Ja, naiwna, myślałam, że bogactwo Norwegii to ropa, a nie najbardziej dochodowy przemysł na świecie 🙂 Dałam się zmylić i zadowoliłam prostą odpowiedzią. A to chytrusy. Boleję natomiast nad tym, że nasz przemysł zbrojeniowy zdechł.
Pani Ewo – gwarantuje, ze jakby pani wyjechala do kraju, gdzie owa „poprawnosc polityczna” nie istnieje, a gdzie Polaków traktuje sie defaultowo jak zlodziei i gorsza kategorie ludzi – to predziutko zmienilaby pani zdanie.
Ale to sie tak latwo mowi z perspektywy jednolitego etnicznie kraju, gdzie nigdy sie nie spotkalo (przynajmniej swiadomie) z dyskryminacja i z podzialem na „lepszych” i „gorszych” spolecznie.
Ciekawe, czy wyrzucalaby pani do kosza ta ohydna politicall corectness i cilivil rights, gdyby nie mogla pani znalezc pracy lepiej platnej niz 8 USD/h (mimo kwalifikacji takich samych, ktore innym gwarantuja prace za 40 USD/h) oraz gdyby wsadzono pani syna do pierdla nie za popelnione przestepstwo, ani nawet konkretny wyrok, ale za PODEJRZENIE. I jakby sobie tam siedzial 5 lat, bez procesu, bez wyroku, ot tak bo akurat byl w zlym miejscu o zlym czasie i mial kolor skory nie taki.
Nigdy się nie spotkałam z traktowaniem mnie jak gorszą kategorię człowieka, więc rzeczywiście trudno mi to ocenić. Pewnie na początek szlag by mnie trafił. Ale mam wrażenie, że to nie poprawności politycznej zawdzięczamy przestrzeganie praw innych ludzi, ale dojrzałości, rozumowi, świadomości, że zwyczajnie jesteśmy równi w tych prawach. Polityczną poprawność odbieram jako przesadną i namolną oraz w najwyższym stopniu upierdliwą formę indoktrynacji przy jednoczesnym założeniu, że ludzie są bezrozumni i należy im wiecznie mówić, co mają myśleć. Może naiwnie, ale chciałabym myśleć, że ludzie jednak mają jakąś świadomość, a już na pewno trudno im ją narzucić „systemowo”. Tym bardziej, że systemowym mędrcom też wiele brakuje 🙂
Od dawna się dziwię, że specjalizacja – odpowiadająca za poprawę standardu życia ludzi w ostatnich wiekach – została wyrugowana z najbardziej podstawowego obszaru: z życia domowego, wychowania dzieci.
Zwolennicy tego procesu pokażą rosnące pkb i powiedzą, że to w dużej mierze dzięki aktywacji zawodowej kobiet. Tyle że część tego wzrostu, to zastąpienie obiadów domowych (które do pkb się nie liczyły) tymi w restauracjach, opieki nad dziećmi, pracą przedszkolanki, itd.
Sam – mając świeże doświadczenia w opiece nad nowym obywatelem tego świata – widzę, że w pewnych rzeczach kobiety z natury są lepsze. 2 tygodnie przez które zostałem sam z małym pokazały mi jakie to angażujące i wymagające zadanie. Jednocześnie zobaczyłem, że cierpliwość, która żonie przychodzi naturalnie, u mnie musiała być wynikiem samokontroli. Nie sądzę, żebym mógł iść na urlop macierzyński zamiast mamy. Na codzień spędzam z małym ze 2h przed pracą i zauważyłem, ze jest to na tyle wartościowy i fajny czas, że potem mam dużo mniejsze ciśnienie na 'napieranie’ w pracy.
Może świat już zdobyty i nie mamy czego zdobywać?
Popatrzmy na konsekwencje eksperymenty społecznego pod tytułem „prawa kobiet”:
1. Wejście kobiet na rynek pracy > większa podaż pracy > niższa cena > większa konkurencyjność przedsiębiorstw oligarchii
1a. Wejście kobiet na rynek pracy > przekazanie opieki nad dzieckiem państwu > większa władza nad obywatelami > społeczeństwo bardziej spolegliwe wobec oligarchii
1b. Wejście kobiet na rynek pracy > powstanie rynku usług „domowych” (sprzątanie, karmienie, opieka nad dzieckiem) > większa podstawa opodatkowania > więcej miodu do podziału dla oligarchii
1c. Wejście kobiet na rynek pracy > wyjście spod władzy i opieki mężczyzn > rząd zyskuje większy wpływ nad połową populacji > więcej władzy dla rządy > więcej władzy dla oligarchii
2. Prawa wyborcze kobiet > zmiana państwa „stróza nocnego” w „państwo opiekuńcze” > więcej władzy dla rządy > więcej władzy dla oligarchii
2a. większy rząd > deficyt > korzystniejsze warunki dla kredytodawców > większe zyski oligarchii
3. Feminizm > więcej rozwodów > rozbicie rodziny > zamiast interakcji wewnątrz podstawowej komórki społecznej szukanie opieki u państwa > więcej władzy dla rządy > więcej władzy dla oligarchii
Oczywiście muszą istnieć pozytywne strony tego eksperymentu dla kobiet ale nie znając ich z pierwszej ręki proszę kobiety o ich wyliczenie.
Wszystko to ładnie pięknie, ale co tutaj ma do rzeczy „nie mówiąc o krajach do których GENDER jeszcze nie dotarł” ?
Rownie dobrze moznaby slowo gender zastapic slowem socjologia. Oba slowa sa kategoriami z dziedziny nauk humanistycznych (humanities, w odroznieniu od science, jezyk polski nie ma takiego znaczacego rozroznienia) – opisujacymi stosunki spoleczno-kulturowe, tyle ze gender jest podzbiorem socjologii i skupia sie na opisie i analizie ról społecznych pod kątem ich rozbicia na płcie. Obwiniac narzędzie opisu za to, ze spoleczenstwo sie zmienia? PLEASE.
Co do reszty. Dyskryminacja w istocie w kazdym panstwie zachodnim istnieje, niestety. Bo ludzie mysla generalizacjami i trzeba ciężkiej orki, zeby przestali albo chociaz zeby zaczeli sie zastanawiac na tym, co robia i jak traktuja innych.
Co do twierdzenia:
„Obserwujemy właśnie, jak nasza cywilizacja popełnia samobójstwo. Nasza kultura nie pozwala dziewczynkom, aby zachowały się dziewczyńsko i jednocześnie tworzymy społeczeństwo, które pozbawia męskości chłopców”
— a niby z jakiej racji ma byc to samobojstwo? IMHO obserwujemy jesli juz cos, to BYC MOZE zmiane rol spolecznych. Jesli męskosc zdefiniuje sie jako agresje, sile, butnosc i instynk walki/niszczenia – to byc moze zanika to wszystko w owej formie wsrod mezczyzn w cywilizacji zachodniej. Mowie byc moze – bo wystarczy pojechac na midwest czy poludnie USA zeby zobaczyc, ze to bzdury. Tu obserwacja wlasna: jechalam kiedys poznym wieczorem samochodem przez bezdroza Kalifornii, zmierzajac w strone Nevady. Podjechalam pod stacje benzynowa, weszlam… i ULGA. WIem, ze jestem w Nevadzie – przy barze siedzi rządek ludzi, a za paskami maja guny. I miod na moje serce – byly wsrod nich tez kobiety 🙂 (tam kazdy legalnie moze nosic przy sobie naladowana bron, kobiety na szczescie tez.)
„Na pewno za sprawą pań archetypiczne „oko za oko” zostało zastąpione systemem państwowej zemsty, a reguła dystansu do przemocy stała się ideologią dominującą.”
— really? Pragne tu przypomniec, ze tworcy multikulturalizmu (w sensie normatywnym) – to glownie mezczyzni, bo oni wtedy zasiadali w rzadzie Kanady. A to multi-kulti zawdzieczamy owo „rozmiekczenie” i ustepowanie przed nagą siła i pałką imigrantów z biedniejszych i „prymitywniejszych” państw Afryki czy Azji w obecnej UE.
Podkreslam – UE ale juz nie USA – bo tam wszyscy imigranci, skadkolwiek by nie byli i z jakiej kultury by nie byli, musza sie podporzadkowac prawu federalnemu i tyle. To w UE (GB dokladnie rzecz biorac) mozliwe jest istnienie panstwa w panstwie, czyli wewnetrznego systemu sądowniczego w postaci Sharia Councils, ktorego prawodawstwo jest w wiekszosci punktow sprzeczne z Common Law. I to nie jest bynajmniej efekt jakiego lobby kobiecego, o nie.
Takze ja rozumiem, ze to tak fajnie sie uhm… utozsamia i lekkim piorem leci w strone „oh upada ta cywilizacja, bo mezczyzni przestaja byc mezczyznami, oh, juz nie umiemy sie bronic, zaleje nas tluszcza a wszystkiemu winien gender” — ale rzeczywistosc jest znacznie bardziej skomplikowana i wcale nie taka fajna, jak jakas pani twierdzi w naspisanej ksiazce. Mnie osobiscie ani ziebi ani grzeje, czy ona jest kobieta, czy mezczyzna i jaka ma orientacje seksualna i ile dzieci. Zwisa mi to 🙂
Zwracam uwage na TRESC (aczkolwiek jak mowie odnosze sie tylko do cytatow bo ksiazki tej pani nie czytalam).
Masz rację, że GENDER to rodzaj uniwersalnego sloganu a w rzeczywistości chodzi o moderowanie rozwiązań społecznych za pomocą przekonań budowanych w oparciu o badania czy też raczej obserwacje socjologiczne. Tu polemizować możemy do upadłego. Nie uważam, że kobiety i mężczyźni są tacy sami ale nie uważam również że są od siebie lepsi lub gorsi. Swoją opinię opieram nie na abstrakcyjnych przekonaniach tylko na doświadczeniach związanych z wychowywaniem dziewczynki i chłopca. Można oczywiście ośmieszyć ten „poligon badawczy” ale ja nie twierdzę, że jest uniwersalny. Pozwolił mi jednak ukształtować moje osobiste przekonanie w tej materii:).
O dyskryminacji nie ma sensu dyskutować. Nie zapomnę nigdy pracy w wakacje w Londynie w latach 80tych kiedy przygłupi właściciele pubów poklepywali po ramieniu za skutecznie a imponujące im drobne naprawy sprzętu RTV/AGD wykonywane przez inżynierów elektroników pracujących na czarno jako „złote rączki” lub na zmywaku. Jeszcze gorsze były doświadczenia znanej mi lekarki która z wielkim trudem uzyskała legalną posadę salowej a po roku od tego „sukcesu” kiedy udało jej się skutecznie douczyć kilku lekarzy w prowincjonalnym szpitalu została z hukiem wywalona pod fałszywym zarzutem kradzieży. Tamtejsi lekarze gdy tylko okrzepli w zdobytych dzięki niej umiejętnościach pozbyli się niewygodnego świadka własnej indolencji. Mam też rzecz jasna bardziej współczesne przykłady dyskryminacji w tym takie z którymi spotykam się osobiście więc dyskusja o tym jak się czuje człowiek któremu w takich czy innych okolicznościach daje się do zrozumienia jak jest nieistotny, niepotrzebny albo nieudolny to strata czasu. Chodziło mi o to, że jeśli jesteśmy zgodni co do tego, że dyskryminować nie należy to nie powinno się stygmatyzować takich czy innych poglądów dotyczących zasad i sposobu współżycia społecznego.
Różnica UE/USA pełna zgoda. Powyższe pokazuje właśnie wyższość demokracji totalitarnej o wielkiej „wolnościowej” tradycji która jest dzisiaj wrzodem na dupie. Prawo do posiadania broni na które zwróciłaś uwagę jest z całą słusznością jednym z fundamentów przekonania jednostki, że jest wolna tymczasem kompromituje się je zawzięcie jako przywilej oszalałych z rządzy zabijania debili. Dla żadnego państwa uzbrojony obywatel nie jest wygodnym partnerem.
Jeśli idzie o liberalizację prawa będę się upierał. Jeśli stworzy się okazja bardzo chętnie przedyskutuję ten temat ponieważ do jak sądzę gorącej dyskusji potrzebne są inne okoliczności przyrody niż blog.
Zauważ proszę, że mimo dość dużej zbieżności światopoglądowej ( vide dotychczasowa ich wymiana ) natrafiliśmy na obszar w którym są delikatnie mówiąc rozbieżne. Dlatego tym bardziej cenię sobie Twój punkt widzenia i przekonuję po raz kolejny nie ma to jak wymiana poglądów:).