Facebook kills?

W ramach cyklicznych badań dzięki którym dowiaduję się w jakim kraju lub raczej z kim w tym kraju żyję, nabyłem zestaw probierczy w postaci: tygodnika „NIE”, „Faktu” i „Przeglądu”. I jakież zaskoczenie! Nie, oferuje mały wykład na temat internetowej toksykologii. W treści dwa życiorysy i dwie kariery złamane przez niewinne treści zamieszczane na osobistym profilu FB. O ile wiwisekcję owych treści możemy na chwilę odłożyć to nie sposób pominąć następującego faktu: nikt już nie szanuje jakiejkolwiek prywatności w sieci. Jeśli nawet reguluje ją jakiś paragraf, to odium społeczne dopada znienacka, a vox populi stawia pod pręgierzem i gorliwie zasądza razy.

Oczywiście można powiedzieć, że prywatności w sieci nie ma, lub jeśli ktoś nie zadbał o jej zapewnienie to każdą treść pod którą się podpisał publicznie opublikował. Trudno się nie zgodzić, ale trudno też nie zauważyć tu pewnej zbieżności z mechanizmem donosu rodem z najczarniejszego okresu stalinizmu. W obu przypadkach, mamy do czynienia z wykryciem nieobyczajności przez jakiś oburzony „aktyw” który z definicji nie daje racji. Co więcej, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, nikt pewnie nie będzie wnikał jak duża jest grupa oburzonych, jak bardzo są oburzeni oraz kim są owi oburzeni  bo tu akurat spektrum może być bardzo szerokie od zawistnych sąsiadów poprzez politycznych wrogów na czyhających na stanowisko współpracownikach skończywszy.

Obawiam się, że tego typu oskarżeń będzie coraz więcej. Jak sądzę UE która uwielbia się zajmować tego typu problemami prędzej czy później zaproponuje jakiś rodzaj cyber obyczajówki badającej jakość stawianych zarzutów oraz wagę samego występku który czujny aktyw wykrył. I tak niewinne zacznie się moim zdaniem rozbudowa państwa w sieci. Obywatelu, chcesz pisać co Ci się podoba? Droga wolna ale świat jest zły i jeśli ktoś zrobi użytek z Twoich ściśle prywatnych i zabezpieczonych treści dojdziesz być może swoich praw ale…. już nie koniecznie Ci się to do czegoś przyda.

Ale jest przecież rozwiązanie! Serwery koncesjonowane. Otwierającą się stronę poprzedzi mały gustowny bannerek ” Strona zawiera poprawne treści. Zdrożne wykorzystanie będzie ścigane. Zakaz powielania” i na dole jakiś zgrabny emblemat cyber policji. Pytacie kto tam będzie zakładał stronę? Jak to kto? Kierownik wydziału komunikacji ma stronę?! I nie jest na koncesjonowanym serwerze? Co z tego, że to strona o małpach! Ale jak nie ma nic zdrożnego w tych małpach to czemu nie na koncesjonowanym serwerku? Oj nieładnie nieładnie……. Mała uwaga, że piętro wyżej się krzywi i strona zmieni serwer. Dla świętego spokoju, bo przecież jak się nie ma nic do ukrycia to taka zmiana nie ma żadnego znaczenia. Mówi to Państwu coś? żeby zacytować w tym miejscu ulubiony passus Wirgilusza Grynia z filmu Dom.

Oj doczekamy się tego. Zadałem sobie trochę trudu i poczytałem nieco o tych dwu przypadkach. Debatowanie na temat zasadności zarzutów jest bezcelowe. Nie dlatego, że uważam ich za niewinnych lub winnych. Pomijam debatę ponieważ kontestuję co do zasady, zarówno tryb jak i sankcje które zastosowano. Systemy demokratyczne realizując doktrynę ochrony obywatela przed nim samym, prędzej czy później zadbają o nasze bezpieczeństwo w sieci. Znajdą się tacy którzy gorliwie będą za tym agitować. Nie, nie jestem jakimś zaciekłym netowym wolnościowcem. Zbyt często przywalali mi wojtkowie70, hunterzy czy Dociekliwi, miotający kalumnie z bezpiecznego ukrycia swoich nicków. Uważam jedynie, że treści wypowiadane jawnie i pod nazwiskiem, nie mogą podlegać samosądom. Nie zmienia to faktu, że ustawodawca jak zwykle wybierze drogę na skróty i prędzej czy później zafunduje nam jakiś system koncesji cyberpolicyjnych.

W ramach ćwiczeń zalecam osobiste śledztwo w tej drobnej sprawie. Jeśli się komuś będzie chciało, z przyjemnością wczytam się w opinie na temat winy i proporcjonalności sankcji.

http://www.uprzejmiedonosze.pl/pl/forum/ocen-urzad-urzednika/ocen-urzad-urzednika/maciej-zegarski-asystent-szefa-msz-i-jego-slynne-majtki/1#

http://www.tvnwarszawa.pl/archiwum/-1,1682860,wiadomosc.html

Gdyby się komuś wydawało, że mam właśnie napad paranoi, śpieszę zapewnić, że cyber obyczajówka nie była by bynajmniej szczytem osiągnięć w zakresie kontroli obywateli przez system. Nieoceniony Orwell wskazał bowiem poziom znacznie wyższy: policję myśli.

6 Komentarzy

  • Jest chyba nawet gorzej niż się wydaje nie pierwszy rzut oka. Nie ma już ani Google, ani facebook-a, a co gorsza Internetu. Są tacy co twierdzą, że facebook i Google to już Internet. Obawiam się, że to już praktycznie całe nasze życie. Zróbmy sobie test. Wyłączmy te dwa okna na świat, ale szczerze, tak by nie korzystać z ich zasobów nawet pośrednio. Okaże się z że zostaliśmy odcięci od wszystkiego! No może trochę przesadzam, ale za 5 lat, ci dwaj monopoliści zamkną nas w Lemowskiej szafie z naszymi mózgami, a nasz świat, to będzie papka przez nich wygenerowania. Płacić będziemy jak słusznie zauważyłeś samymi sobą, jak bateryjki z Matrixa. Bo jak w Dunie, „przyprawa musi płynąć”. Nie dość, że nie zrobisz nic bez nich, to co gorsza, nawet inicjatywa zrobienia czegokolwiek przyjdzie z tamtą – stracimy nawet faktyczną zdolność do generowania własnych suwerennych potrzeb. Niech żyje Orwell! Marzenie o obsolutnej kontroli wszystkiego się cudownie ucieleśni. Wytarczy tylko znacjonalizować (najlepiej po cichu, o ile to się już ńie stało i to pod hasłem ochrony niezależności i prawości) te dwa systemy kontroli umysłu i bezkrwawo osiągnąć absolutny absolutym. Kto pierwszy, ten lepszy. No może będzie ich dwów, bo chinole zapobiegliwie szykują własny system kontroli i uzależnienia zamykają dostęp do swoich obywateli-marionetek.

  • Jest chyba nawet gorzej niż się wydaje nie pierwszy rzut oka. Nie ma już ani Google, ani facebook-a, a co gorsza Internetu. Są tacy co twierdzą, że facebook i Google to już Internet. Obawiam się, że to już praktycznie całe nasze życie. Zróbmy sobie test. Wyłączmy te dwa okna na świat, ale szczerze, tak by nie korzystać z ich zasobów nawet pośrednio. Okaże się z że zostaliśmy odcięci od wszystkiego! No może trochę przesadzam, ale za 5 lat, ci dwaj monopoliści zamkną nas w Lemowskiej szafie z naszymi mózgami, a nasz świat, to będzie papka przez nich wygenerowania. Płacić będziemy jak słusznie zauważyłeś samymi sobą, jak bateryjki z Matrixa. Bo jak w Dunie, „przyprawa musi płynąć”. Nie dość, że nie zrobisz nic bez nich, to co gorsza, nawet inicjatywa zrobienia czegokolwiek przyjdzie z tamtą – stracimy nawet faktyczną zdolność do generowania własnych suwerennych potrzeb. Niech żyje Orwell! Marzenie o obsolutnej kontroli wszystkiego się cudownie ucieleśni. Wytarczy tylko znacjonalizować (najlepiej po cichu, o ile to się już ńie stało i to pod hasłem ochrony niezależności i prawości) te dwa systemy kontroli umysłu i bezkrwawo osiągnąć absolutny absolutym. Kto pierwszy, ten lepszy. No może będzie ich dwów, bo chinole zapobiegliwie szykują własny system kontroli i uzależnienia zamykają dostęp do swoich obywateli-marionetek.

  • W naszej pięknej Polsce pierwsze próby oficjalnej kontroli przepływu danych w Internecie miały miejsce podczas burzliwej „Afery Hazardowej” w projekcie ustawy Ministerstwo Finansów ogłosiło pomysł na „Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych”. W pierwotnej wersji ustawy strony miały być blokowane „na żądanie podmiotu uprawnionego lub Służby Celnej”. Przy czym ustawa niestety nie precyzowała kim jest owy „podmiot uprawniony”. Kolejna wersja ustawy zakładała, że o dokonaniu wpisu do rejestru będzie decydował Sąd Okręgowy w Warszawie, w drodze postanowienia wydanego na wniosek Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wywiadu skarbowego lub Służby Celnej. Jednak takie postawienie sprawy nadal nie satysfakcjonowało „polskiego środowiska internetowego. Dopiero akcja ZapytajPremiera.pl i debata przeprowadzona z Donaldem Tuskiem zaowocowała deklaracją „Ta ustawa, już bez rejestru i innych, najbardziej kontrowersyjnych zapisów, będzie nadal procedowana w Sejmie – stwierdził premier na zakończenie debaty. – Wrócimy do tego dopiero w momencie, kiedy będziemy lepiej przygotowani.” Mam nadzieję, że „lepiej przygotowani” nie oznacza przeczekania sprawy i przegłosowania ustawy po cichu w ciepłą anonimową noc.

  • W naszej pięknej Polsce pierwsze próby oficjalnej kontroli przepływu danych w Internecie miały miejsce podczas burzliwej „Afery Hazardowej” w projekcie ustawy Ministerstwo Finansów ogłosiło pomysł na „Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych”. W pierwotnej wersji ustawy strony miały być blokowane „na żądanie podmiotu uprawnionego lub Służby Celnej”. Przy czym ustawa niestety nie precyzowała kim jest owy „podmiot uprawniony”. Kolejna wersja ustawy zakładała, że o dokonaniu wpisu do rejestru będzie decydował Sąd Okręgowy w Warszawie, w drodze postanowienia wydanego na wniosek Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wywiadu skarbowego lub Służby Celnej. Jednak takie postawienie sprawy nadal nie satysfakcjonowało „polskiego środowiska internetowego. Dopiero akcja ZapytajPremiera.pl i debata przeprowadzona z Donaldem Tuskiem zaowocowała deklaracją „Ta ustawa, już bez rejestru i innych, najbardziej kontrowersyjnych zapisów, będzie nadal procedowana w Sejmie – stwierdził premier na zakończenie debaty. – Wrócimy do tego dopiero w momencie, kiedy będziemy lepiej przygotowani.” Mam nadzieję, że „lepiej przygotowani” nie oznacza przeczekania sprawy i przegłosowania ustawy po cichu w ciepłą anonimową noc.

  • Odbiegając nieco od tematu, wśród dziesiątek osób oburzonych, ewidentnym żartem pana Zegarskiego, ani razu nie pojawiłao się oczywiste pytanie. (co tylko świadczy jak ograniczone w swej nienawiści mogą być osoby bez poczucia humoru) Skąd polscy żołnierze w Afganistanie wzięli fiołkowe stringi? Bo nie kupili ich raczej dla swoich żon w Mallu w centrum Kabulu. Wersji może być wiele, ale najzdrowiej przyjąć że, urzędnik zawiózł je na handel, żeby zwyczajnie podreperować polski budżet;)
    Btw. Pozdrowienia dla autora, bloguś z sensem. Oby więcej takich, którzy z propagandowo informacyjnego śmietnika potrafią wyciągnąć poparte dużą wiedzą logiczne wnioski. Brakuje takich artykułów w prasie, choć i tak ich autor, w najlepszym wypadku byłby wyśmiany jako osoba niekompetentna i miłośnik teorii spiskowych.
    Niestety zgadzam się z publikowanymi tu treściami w 100% 🙂

  • Odbiegając nieco od tematu, wśród dziesiątek osób oburzonych, ewidentnym żartem pana Zegarskiego, ani razu nie pojawiłao się oczywiste pytanie. (co tylko świadczy jak ograniczone w swej nienawiści mogą być osoby bez poczucia humoru) Skąd polscy żołnierze w Afganistanie wzięli fiołkowe stringi? Bo nie kupili ich raczej dla swoich żon w Mallu w centrum Kabulu. Wersji może być wiele, ale najzdrowiej przyjąć że, urzędnik zawiózł je na handel, żeby zwyczajnie podreperować polski budżet;)
    Btw. Pozdrowienia dla autora, bloguś z sensem. Oby więcej takich, którzy z propagandowo informacyjnego śmietnika potrafią wyciągnąć poparte dużą wiedzą logiczne wnioski. Brakuje takich artykułów w prasie, choć i tak ich autor, w najlepszym wypadku byłby wyśmiany jako osoba niekompetentna i miłośnik teorii spiskowych.
    Niestety zgadzam się z publikowanymi tu treściami w 100% 🙂

Dodaj komentarz