Czyli o tym, że nad Wisłą nic nigdy nie jest takie, jak być powinno.
Choć czasy, kiedy uczestniczyłem w publicznych manifestacjach minęły bez mała ponad dwie dekady temu, 30 maja 2014 na Powązki Wojskowe po prostu nie można było się nie udać. Nieuniknione zwarcie protagonistów i antagonistów miało swe preludium w czasie mszy, ale zasadniczą kulminację miało osiągnąć w czasie pochówku na stołecznej wojskowej nekropolii. Obie strony historycznej barykady tężały bez typowego dla ulicznych konfliktów wigoru. Powyższe nieprzypadkowo. Głowy zwaśnionych solidarnie przyprószyła siwizna, na piersiach często jaśniały ordery, zwiotczałe sylwetki prostowały odprasowane galowe mundury. Aktywiści obu stron zgromadzeni na bramie wręczali z tą samą natarczywością znicze lub mikroodezwy wykonane własnym sumptem na papierze formatu A4. Doświadczone oko z pewnością wyłowiłoby, jak mawia klasyk, oczywistą oczywistość: grosza poskąpiono obu stronom prawdy o grudniowej nocy, albo też nie znaleźli się sponsorzy, którzy odejście architekta schyłku komunistycznej Polski chcieliby wykorzystać do swoich politycznych celów. Lub precyzyjniej: w tym, a nie innym, miejscu.
Choć głośne epicentrum sprzeciwu i całkowicie nieme centrum towarzyszące ostatniej drodze naturalnie wyznaczało granicę strefy wpływów, na cmentarzu zapanował chaos, a zwaśnieni częstokroć stawali obok siebie gubiąc w tłumie polityczne koordynaty. Dwie Polski wprasowały się w siebie, uzbrojone w ostentacyjnie zacięte usta, z wyższością trzymane kwiaty lub małe transparenty, w cichym tłumie niezdolne do krzykliwych reakcji. Całość związał, jak zwykle oratorsko sprawny, Aleksander Kwaśniewski. Gibki, sprytny i nowoczesny dwukrotny prezydent wszystkich Polaków. Elastyczny symbol z głosem jak dzwon, zapanował nad myślami zwaśnionych rodaków. Weteranom ancien régime’u naoliwił zaciśnięte pięści, „styropian” rozdrażnił malując pasmo boleści, którego nie zakończyła litościwa misericordia. Ten głos po raz pierwszy od wielu lat słyszany ponad głowami tłumu mimowolnie przeniósł mnie w czasie. Przypomniał 1995 rok, kiedy w zakładach Stilon Gorzów byłem światkiem jednego z wieców ówczesnej kampanii wyborczej. W zakładzie, który od zawsze był bastionem oporu dla niegdysiejszej władzy, trwał polityczny wiec. Ku zaskoczeniu zgromadzonych, na hali pojawił się znienacka całkowicie nieoczekiwany gość: Aleksander Kwaśniewski. Tłum zawył i zabuczał, zaszurał nogami i naparł na scenę. Strop wielkiej hali zdawały się rozsadzać gwizdy a w powietrzu zapachniał swąd dziejowej sprawiedliwości. Zanosiło się na licz ale….. czas płynął a tłum falował w rytm melodyjnego głosu, który systematycznie przebijał się przez gwizdy. Kiedy zrezygnowany dopalałem ostatniego papierosa niedoszli egzekutorzy wespół z gorliwymi operatorami taczek skandowali zgodnie : Olek, Olek, Olek!
Pisał o tym Le Bon, pisali i inni. Ale był zaledwie rok 1995, pamiętałem jeszcze doskonale zapach gazu, strach ulicznej walki, smrodek trzewi komisariatów na Widok i Jezuickiej. Mimo, iż jako gówniarz ledwo otarłem się o główny nurt zmian, plecak z bibułą przypomniał mi się na plecach a przed oczami przeleciał krótki film z politycznej roboty w trakcie pierwszej, wolnej wyborczej kampanii. Choć już wtedy dostawała się w cudzysłów dla mnie nadal była moja. Nadal była ważna. Dla mnie. Hala za moimi plecami grillowała kiełbasę wyborczą albo też jak powiedziało by się dzisiaj pewną klasę polityczną umiejętnie grillowano. Miałem o czym myśleć, nie miałem co palić. Wracając do rozgrzanego wiecem wnętrza, na schodach wpadłem na rozgrzanego mityngiem „Kwasa”. W moich oczach, jak rasowy hipnotyzer, odczytał wszystko. „Polityka!” – palnął radośnie i zniknął w korytarzu wiodącym na parking w otoczeniu małej świty. Zakręt historii. Z zadumy wyrwała mnie salwa honorowa.
Na ten sam cmentarz przychodziłem z kolegami, by wspierać urągające systemowi, katyńskie krzyże. Dzisiaj – tłum żegnający Generała zasłaniał kwatery poległych w powstaniu, przypominając mi jednoznacznie niechęć moich harcerskich zwierzchników do upamiętniania daniny krwi, którą złożyły w powstaniu Narodowe Siły Zbrojne. Przypomnieli mi się AK-owscy weterani, którzy w pachnących kadzidłami wnętrzach salek katechetycznych mełli bezgłośnie inwektywy na każde wspomnienie o Starówce i Chrobrym II.
Salwa. I salwa. Żołnierze odmaszerowali, a on już ostatecznie odszedł. Dla Moniki – Tata, dla bliższych – Wojciech, dla reszty narodu – „Jaruzel” lub Generał Jaruzelski. Dla mnie i podobnych do mnie, niegdyś symbol zniewolenia. Dzisiaj tragiczny przykład skomplikowanej historii Polski. Gdy 3 lata temu w MaleMENie napisałem, że „bez Grudnia nie byłoby Czerwca”, straciłem kilku znajomych. Jeden z nich, dla którego codziennym warsztatem jest spisek i intryga, zdefiniował mnie jednoznaczne jako „wroga Polski”. Inny, który wywodzi się z rodziny PRL-owskich notabli, ostentacyjne do dzisiaj nie podaje mi ręki. Kto wie, kto od tamtej pory uważa mnie za… zdrajcę?
Opinie na temat zamachu majowego, choć nie rozpalają emocji szerokiej opinii publicznej, podzielone są od pierwszych godzin 12 maja 1926 roku. Kolejnych rocznic nie koncelebruje nikt, podobnie jak do dziś nigdzie nie ma pomnika, który upamiętniłby bez mała 400 ofiar tej sanacyjnej inicjatywy Marszałka; inicjatywy, która społeczeństwo polskie podzieliła niezwykle skutecznie, a w efekcie utorowała drogę lewicy, która w powojennych latach nie była aż tak bardzo, jak chcą dzisiejsze podręczniki, niechętnie witana. Równie niechętnie się pamięta, a jeszcze mniej ochoczo przypomina, że do robotników w II RP strzelano często, a młode, odrodzone państwo potrafiło krwawo zadbać o swe imponderabilia. Witosom tamtego świata nie odbiera się jednak prawa do dobrych intencji i wadliwego ich realizowania. W mroku dziejów szarzeją ci, którzy w porywie ludzkiej złości nie potrafili się wyrzec przemocy.
Symbolem komunistycznej opresji przez dziesięciolecia pozostawał człowiek, którego sumienie obciąża zamach stanu przeprowadzony pewnej grudniowej nocy. Wojskowy przewrót, który nie był niczym szczególnie dziwnym na mapie politycznej ówczesnej Europy, gdy wojsko władało Grecją, Portugalią, a niewiele brakowało również, aby skutecznie upomniało się o wpływ na Hiszpanię. Choć setce ofiar ustalonych przez komisję Rokity życia nie zwróci nikt, nabrałem przekonania, iż los obdarzył nas satrapą umiarkowanie krwawym, pod którego władzą brutalny mord księdza Popiełuszki zamiast stać się sygnałem do kapturowych rozpraw na poziomie lokalnego aparatu, stał się symbolem moralnego „samobója” strzelonego władzy przez oddanych pretorian reżimu. Jeśli tylko założyć, że morderstwa takie, jak księdza Zycha, były lokalnymi inicjatywami „betonu”, należy postawić pytanie, ile by ich było, gdyby wsparcie dla nieformalnych akcji płynęło z samego olimpu politycznej władzy. Dla jednych Niedzielak, Suchowlolec i Zych to mroczna przestroga dla przeciwników kontraktowych zmian. Dla innych to dowód, że w ówczesnej Polsce z wyroku służb specjalnych można było zginąć.
Choć nigdy nie aprobowałem linii politycznej Gazety Wyborczej, w jednej kwestii muszę przyznać rację weteranom alei Przyjaciół: kontraktowa umowa dała nam wolność drugiej ale równie wartościowej jak pierwsza jakości. Równie, ponieważ jej ceny nie karbują krzyże i zgliszcza nie znaczy pożoga, śmierć i cierpienie. Choć unosi się nad nią cień transakcyjnych kalkulacji, wolę manko w narodowych aktywach niż superatę liczoną we krwi. Mogę napisać „wolę” ponieważ pamiętam fiasko strajków 1988 roku, apatię mas i słabość oporu odczuwaną histeryczną wrażliwością moich 18 lat. Ówczesna atmosfera daleka była od euforii towarzyszącej okresowi „solidarnościowego karnawału” na początku lat 80. U schyłku dekady władza była politycznie mocna. Słabe były tylko, lub aż, owej władzy ekonomiczne podstawy. Ówczesny satrapa i jego główny akolita – szef wojskowych służb, w wyniku transformacji nie przyoblekli się w szaty biznesmenów okresu prosperity. Wycofali się do swych domów przyznanych im wcześniej decyzjami wasalnych urzędów, założyli kapcie zamiast butów z ostrogami oligarchów rodzącego się powoli systemu wolnorynkowego.
Nie mogli? Nie chcieli? Od imperatywu napchania kieszeni uwalnia zazwyczaj tylko jedno: nadrzędna sprawa – patetyczniej zwana dobrem Polski. Różnie można je oceniać. Różnie interpretować. Tyle, że nieliczni pośród nas podejmowali rzeczywiste decyzje w tej materii. A pośród nich generał Jaruzelski.
Dla mnie odszedł Polak, który miał swoją wizję mojego kraju. Wizję nie mniej dla mnie odległą niż piłsudczykowska z maja 1926 roku. Tyle, że ja w zaciszu domowego ogniska mogę mieć różne wizje. Sternicy wielkich politycznych zmian swoje wcielali w życie. To czy były dobre, czy złe, ocenia historia.
Historia którą jak wiadomo piszą zwycięzcy.
Na podstawie jakich faktow stwierdzasz, ze ww. panowie nie byli zaangazowani w dzialalnosc biznesowa i nie wykorzystywali don szeroko pojetej 'wladzy’? Jezeli przeslanka jest brak firmowania nazwiskiem czegokolwiek po okraglym stole, to wybacz, ale jest to bardzo naiwne.
Naiwne? Na naszej szerokości geograficznej zarzuty formułuje się tak łatwo… Jeśli idzie o Czesława Kiszczaka być może naiwne. Jeśli idzie o Wojciecha Jaruzelskiego mam…. jakby tu określić….społeczny instrument pozwalający na wyrażanie takich a nie innych opinii. Może wadliwy. Ale kalibrowałem go uczestnicząc w różnych wydarzeniach z historii gospodarczej Polski. W jednych w pierwszym, w innych w drugim jeszcze w innych w …. piątym szeregu. Mój blog to nie trybuna polityczna ani uznany periodyk. To forum dla moich osobistych, subiektywnych i siłą rzeczy stronniczych ocen ludzi i spraw. Dlatego nie muszę ani nie chcę podawać żadnych faktów. kto zresztą zweryfikował by ich autentyczność? Ty Inkwizytorze którego wieku, profesji, doświadczeń kraju zamieszkania nie znam?
Można się zastanwiać, co było gdyby na miejscu Jaruzelskiego był ktos inny. Dla mnie jednak ten człowiek był zwykłą Polecam ten wywiad: http://wpolityce.pl/historia/198438-biograf-jaruzelskiego-jestem-zazenowany-panstwo-nie-powinno-w-tym-brac-absolutnie-zadnego-udzialu-dr-lech-kowalski-wstrzasniety-pogrzebem-generala-nasz-wywiad
Każdy ma prawo oceniać Jaruzelskiego jak chce. Swój punkt widzenia wyłożyłem w treści postu. Niepolityczny? Niepoprawny? Na pewno. Ale to ja z druhami ćwiczyłem na starych okopach warszawskiej Choszczówki zadania typu „Jak unieszkodliwić transporter TOPAS butelką z benzyną” podobnie jak inne zadania z podręcznika „Taktyka walki piechoty w mieście” ćwiczyliśmy z zapałem i uporem godnym najważniejszej sprawy. Wiele lat później mieszkałem w tej okolicy. Spacerowałem z małym dzieckiem wokół starych okopów w których szykowałem się do historycznej rozprawy z „komunistycznymi katami Polski”. Ale nikt nigdy nie wydał takiego rozkazu. Moim zdaniem całe szczęście. Ja i moi druhowie z zastępu wykonalibyśmy go bez wahania. Takie to były czasy Zbyszku….
Widzę, że znów popełniasz wpis, którym nadmiaru fanów i przyjaciół sobie nie przysporzysz. Cóż, przynajmniej łatwo uwierzyć, ze to nie jest konformistyczna autopromocja 🙂
A przechodzac do Jaruzela:
1. rzeczy o których się zapomina:
a) utajnienie informacji o Czerobylu i skazanie na choroby całkiem istotnej liczby ludzi. Może też nalezy doliczyc ten co najmniej 1000 zmarłych na raka do ofiar wojny polsko – jaruzelskiej?
b) w latach 70-tych, reszta rządu własciwie nie miala dostępu i wpływu na budżet MON. Realnie premier i reszta mieli dostosowac się do żądań MON, które jak pokazała późniejsza historia były powąznym nadwyrężeniem gospodarki PRL. To byl Jaruzel, odpowiedzialny być może bardziej niż Gierek i zima 78 za załamanie gospodarki.
Z życiorysu wylania się bardzo dobry oficer sztabowy- planowanie akcji przeciwko „bandom”, docenione przez zwierzchników, dobry plan w Czechosłowacji i sprawne wprowadzenie stanu wojennego. To ostatnie jest postrzegane jako bóg wie jaka zasługa. Sprawność techniczna to jeszcze nie patriotyzm, ani bohaterstwo.
Na prawdziwym froncie nie był prawdopodobnie nigdy. Później fałszował akta, aby za frontowego się podawać. To nie jest skomplikowany człowiek, to zwyczajny bolek.
Gra sztabowa pt. Okrągły Stół tez została przeprowadzona całkiem sprawnie, niewątpliwie za zgodą Moskwy.
Zastanowiłbym się, może warto cenić sprawność techniczną oficera Jaruzelskiego, co paru ludziom uratowało życie- zgodzę się. Dla generała (jako przywódcy) i polityka Jaruzelskiego – słów obrony mi brak.
Pytanie- a może, gdyby nie stan wojenny, tylko relatywnie bezkrwawa interwencja (przy duchu solidarności może niemożliwa?) to historia potoczyłaby się o tyle inaczej, że żadne kompromisy by nie były możliwe, a wolność by była od razu pierwszej kategorii? Bez SLD i Wyborczej?
Faktycznie, to kolejny niepopularny wpis. Ale to przecież mój blog, i moje opinie. W dobie politycznej poprawności wszystko jest czarno białe a opinie na każdy temat muszą być jednoznaczne. Tymczasem poglądy ewoluują u jednych bardziej u innych mniej. Na temat listy zarzutów nie ma sensu polemizować są w większości trafne przy czym nie potrafię się odnieść do informacji o fałszowaniu karty bojowej. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Józef Piłsudski nie jest bohaterem bez skazy ( polecam „Lodową ścianę” ) ale bezdyskusyjnie odegrał kluczową rolę w historii Polski. Odegrał ją, mimo iż dla wielu zbyt głęboko współpracował z niemieckim wywiadem czy załamał się w trakcie obrony Warszawy żeby wymienić tylko co bardziej znane grzechy.
W kwestii „relatywnie bezkrwawej interwencji” nie będę się nawet próbował wypowiadać. Miałem wątpliwą przyjemność obserwować z bliska kilka konfliktów i w całości przekonać się o jednym: rozlewu krwi należy uniknąć za wszelką cenę. Żadna pełna prawda, żadna czystość w archiwach nie jest warta ludzkiej śmierci. To oczywiście moja opinia.
jeśli idzie o generalną ocenę postaci historycznych, staram się bardzo aby jej po prostu unikać i to w odniesieniu do wszystkich postaci które zdarza mi się opisywać. Staram się, ponieważ wiem jak bardzo różni się gra na giełdzie „na sucho” od tej gdzie stawką są prawdziwe zyski i straty wyrażane w pieniądzu. Może to starość a może pamieć o czasach kiedy poglądy miałem absolutnie jasne a diagnozy proste. Dzisiaj po prostu uważam, że zbyt proste ale to już jak wiadomo kwestia bardzo subiektywna….
Czasami lepiej milczeć…
Sprawiedliwy jest tylko Bóg. On będzie wiedzieć co zrobić z towarzyszem…
Dokładnie.
Z podobną, harcerską przeszłością, pracą społeczną przy wyborach kontraktowych ( zamiast kucia do matury kułam nową Polskę:) ) i zdystansowaną opinią n/t bohaterskiego powstania w moim rodzinnym mieście, znajduję, jak często zresztą, dużo mojej prawdy w Pana opiniach. Ja jednak na pogrzeb nie poszłam. Za to co roku 13-tego grudnia stawiałam pod domem generała znicze. Mój brak akceptacji i niezrozumienie motywów , którymi kierował się Wojciech Jaruzelski, wyczerpały sie wraz z jego śmiercią. Swoistym ” aktem przebaczenia” jest fakt, że nie poszłam protestować na Powązki. A teraz poczekam, czego będą się uczyć na ten temat moje wnuki. Może tak jak my wiedzę o sanacji, bedą zdobywały ze źródeł pogłębionych i mocno niepopularnych w mainstreamie?.
Nauka historii w Polsce jest tematem niezwykle politycznym i dlatego jestem niezwykle ciekaw jak w szkolnych podręcznikach będą przeglądać się te czasy ( schyłek lat 80tych ) które z różnych względów przeżywam do dzisiaj bardzo osobiście. Niezależnie od tego co znajdzie się w książkach dzieciom przekażę swoje zdanie podobnie jak o innych może mniej społecznie drażliwych ale bardzo ważnych dla naszego kraju kwestiach.
Dokładnie, każdy ma prawo do własnego zdania i bardzo cenię ludzi, którzy je mają. Tym bardziej nie neguję nawet kawałka wpisu, a szczególnie zgadzam się ze słowami – „dobrze, że nikt nie wydał takiego rozkazu”. Pozdrawiam i jako że zaglądam tu od dość dawna, mam nadzieję na kolejne ciekawe wpisy.
Dobrze, że jest na ten temat dyskusja, bo może z czasem dotrzemy do prawdy. Na razie wiele rzeczy o Zmarłym nie da się na 100% ustalić. Np. był w Informacji Wojskowej czy nie ? Zwalczał UPA czy może też i WiN ? Brał udział w posiedzeniu Biura Politycznego w grudniu 1970, na którym podjęto decyzję o użyciu broni i jaki był jego udział w tej decyzji jako szefa MON ? Co wiedział o Popiełuszce ?
Na pewno wiedział o Czarnobylu i to go obciąża. Na pewno nie walczył z systemem i nie był Konradem Wallenrodem 🙂
Chwali się natomiast wprowadzenie stanu wojennego i nie tylko dlatego, że Ruscy by weszli – tylko ignoranci twierdzą inaczej – ale jest ważniejszy powód i ręce opadają, że nikt o tym nie mówi – rozpad Państwa – dwa lata strajku generalnego i całkowity upadek gospodarki, to co robiła Solidarność za pieniądze CIA to była zwyczajna anarchia – sorry znowu nas na zachodzie poświęcili, myśmy walczyli o ideały, a w tle szła kasa na wywołanie wojny domowej albo na sprowokowanie interwencji. Tylko dzieci tego nie rozumieją i wyborcy PiS. Stan wojenny to była konieczność.
Chwali się jeszcze kilka innych rzeczy np. 1967 rok i wspólną akcję z Moczarem ( sprawa dziś bardzo niepoprawna politycznie) sam Jaruzelski zaprzeczał, ale..
Poza tym nie zwraca się uwagi na następujący aspekt – zmarł były PREZYDENT RP i PREZYDENTEM powinien być tytułowany, a nie generałem. To tak jakby do Prezesa zwracać się „Kierowniku” bo kiedyś był kierownikiem. Z tego powodu należał się Prezydentowi Jaruzelskiemu państwowy pogrzeb i salwa honorowa. Można nie mieć szacunku do Zmarłego, ale wszyscy powinni okazać szacunek dla Państwa oraz dla Urzędu. Tym właśnie społeczeństwa rozwinięte różnią się od hołoty..
PS. Miałem iść na pogrzeb, ale przewidując „atrakcje” wolałem w tym samym czasie spotkać się w Muzeum Wojska Polskiego z Laureatami konkursu „Losy żołnierza polskiego w czasie II wojny światowej”. Na całe szczęście jest w Polsce cała rzesza młodych ludzi interesujących się historią i posiadających fantastyczną wiedzę. Może kiedyś dzięki nim będzie dla wszystkich jasne, że Kukliński z Jaruzelskim powinni zamienić się miejscami.
Rozpad Państwa – Stwierdzenie tak absurdalne jak teza o nieuchronnej interwencji Rosji. Jaruzelski wlasnie dlatego wprowadził stan wojenny zimą 81 a nie wiosna 82 bo wiedziałze Ruscy nigdy nie wejdą a wiedział bo sam o to prosił i zabiegał i w oczy wprost mu odmuwili!
Cia z US nie byli zainteresowani Rozpadem państwa bo wówczas nie mogliby okradac durni i podludzi przez kolejne 25 lat. A tak szczyga te owce juz ćwierc wieku, owcom zimno wiatr po dupie chula a 90% owiec nawiet nie wie ze jest szczyzona do gołej skóry i to prze 24h/D
A może obie tezy są absurdalne lub obie prawdziwe? Prawdopodobne jest zarówno to że prosił i otrzymał odmowę jak i to, że takiej interwencji się obawiał. Prawdy nie dowiemy się nigdy. Posłużę się przykładem: czy rosyjska armia na granicy z Ukrainą była tylko straszakiem i miała służyć do rozpalenia wewnętrznych separatyzmów czy też Rosja faktycznie zakładała we naruszy po raz drugi terytorium Ukraińskie? Możemy polemizować do upadłego. Jaka była prawda za pewne nie dowiemy się nigdy.
Jest już w Warszawie jedna tablica, która upamiętnia poległych w takcie przewrotu. Choć podkreślić trzeba, że tylko 5 ofiar, które przynależały do warszawskich korporacji akademickich. Wisi od 2011 roku na jednej z kamienic przy Placu Zamkowym.
Bardzo dziękuję za informację.
Narody spotyka taki los w historii na jaki zasługują. I jest to jedna sprawiedliwość kosmiczna w mega oceanie nieprawości, niegodziwości, podłości i zbrodni Ziemian!
Ja może jestem trochę młodszy od autora, ale też jakby z „drugiej strony barykady” – na stan wojenny patrzyłem oczami dziecka wojskowego. Czyli zamknięte wartami osiedle, bo Solidarność miała porywac nas żeby wymusić brak reakcji wojska. Cwiczenia ze strzelania, zamiast niszczenia TOPASA, raczej atak na „reakcjonistów” :). I obecnie mogę powiedzieć jedno – nie mam pojęcia, co o tym sądzić. Chociaż chciałbym się kiedyś dowiedzieć prawdy. Jednak jedyną osobą która ją zna na 100% jest właśnie Jaruzelski. A tak, w tej chwili to już byłby czas przeszły…znał ją, ale nie powiedział. Zresztą – czy można by mu uwierzyć? Z jednej strony możliwe że to tzw. „matrioszka” i po prostu agent ZSRR, z drugiej Solidarnośc przysłużyła się patrząc na obecny czas głównie zachodnim bankierom i za ich pieniądze – czyli zdrajcy czy tylko pożyteczni idioci?
Jeżeli miałbym generalizować, to mógłbym parafrazować cytat „nic nie jest takie, na jakie wygląda”.
Trudna ogólnie sprawa – jednocześnie nie zapomnieć o krzywdach, a jednocześnie nie zapomnieć o własnym człowieczeństwie.
Może naprawdę przjdzie czas, ze wszyscy zgodnie stwierdzimy, że ogólnie tak urządzony świat który znamy jest do niczego i zaczniemy budować inny, oparty nie na przeciwieństwach i grze o sumie zerowej, ale na synergii wspólnoty przeciwieństw?
Kto wie, ja osobiście teraz tak na to patrzę i na przeszłosć staram się spojrzeć bez emocji, jako na nauczkę.
No i obyśmy nie dali się znowu wciągnąc dla czyjegoś brudnego interesu na barykady.
Pozdrawiam
Świetna pointa.
A mnie podoba się ten wpis. Nie wiedziałam tylko że pan Rafał jest taki stary i pamięta tamte czasy? Po drugie, zdziwiło mnie ża pali papierosy? Poza tym wpis super. Trochę w stylu Kaczyńskiego. No bo Kaczyński mówi: „cofanie się do tyłu” a pan Rafał napisał: „manifestacjach minęły bez mała ponad dwie dekady temu”
Gdyby nie GRUDZIEŃ byłoby u nas jak obecnie na Ukrainie. Co ciekawe, wszyscy politycy którzy opluwają gen. Jaruzelskiego twierdzą, że wojska radzieckie nie miały zamiaru zbrojnie interweniować, powołują się na twierdzenia radzieckich wojskowych, oraz przedstawiając jakieś radzieckie dokumenty. Nie byłoby w tym nic śmiesznego gdyby nie fakt, że Ci sami politycy wmawiają nam obecnie, że Putin kłamie mówiąc, że separatyści na Ukrainie nie są opłacani przez Rosję !
Pozdrawiam
Jaruzelski wydaje mi się jako koniunkturalista – jak utrwalaliśmy stalinizm on go utrwalał, jak goniono syjonistów on też gonił, jak kazano uspokoić solidarność to on uspokajał, jak weszła pieriestrojka, to on wprowadzał głasnost.
Brak mi u niego takiego własnego pomysłu na Polskę. Ja wiem on zawsze chciał dobrze w zależności od okoliczności.