Posts Tagged ‘moda’

Narwik

narwik

Czyli o kulisach braterstwa broni.

Kiedy 9 września 1939 r. Juliusz Łukasiewicz – ambasador Polski we Francji – podpisywał umowę o obowiązkowej mobilizacji do polskiej jednostki wojskowej na terenie Republiki, niemieckie czołgi atakowały już pierwsze linie obrony opuszczonej przez rząd Warszawy.

Czytaj dalej
4 Comments

Moda i dyskretny urok złudzeń

Czyli o tym, że potrzebny jest w biznesie sprawdzony model rozwoju,projektant jest niezbędny dla marki a wiara czyni cuda.

W ostatni czwartek „warszawa” udała się na  spotkanie z Donną Karan i Karen Berg. Foyer Opery Narodowej licznie wypełnili luminarze mediów, biznesu a nawet poszukujący nowej optyki politycy. Jako że okazja zobowiązywała w stopniu ponadstandardowym, Operę wypełniła rzadka w tym miejscu wytworna elegancja, a panie masowo przyoblekły się w suknie wielkich projektantów, w tym oczywiście gwiazdy wieczoru. Choć nie jestem najlepszym jurystą w tej kwestii ze swojej perspektywy mogę stwierdzić jednoznacznie: panie wspięły się na poziom, którego na imprezach w Polandzie jeszcze nie widziałem. Trzeba przyznać, że organizacja przedsięwzięcia była dość zaskakująca. Zaproszeni, wbrew naturalnemu założeniu nie zasiedli na widowni, lecz na scenie. Tym samym po raz pierwszy w życiu miałem okazję popatrzeć na widownię Opery Narodowej z tej niecodziennej perspektywy i oniemiałem uświadamiając sobie jak doskonale jesteśmy widoczni dla aktorów. Oj, na repertuarze klasycznym będę musiał jakoś lepiej zwalczać senność.

Ale wracając do rzeczy: event, co zdumiewające, zaczął się w zasadzie o czasie, a spóźnieni Bardzo Ważni Goście uzyskali wspaniałe wejście przemykając z gracją na oczach wszystkich zgromadzonych. Jak wywnioskowałem z otaczających mnie rozmów oczekiwano mody, mody i jeszcze raz mody. Tychże oczekiwań początkowo nie rozwiewał prowadzący Marcin Prokop tradycyjnie balansujący w swojej konferansjerce pomiędzy obrażaniem słuchaczy i występujących. W międzyczasie na stołach pojawiły się błyskawicznie podane przystawki a cichy brzęk sztućców elegancko akompaniował szmerom przyciszonych rozmów. Emocje rosły, cukier – nie koniecznie; podana sałatka miała chyba za zadanie wyostrzyć zmysły słuchaczy. I wtedy na scenie pojawiły się one… a po kilku zdaniach już nie było wątpliwości: agitka.

Tym samym postacią wieczoru nie okazała się Donna Karan, a Karen Berg, osoba nie mniej, jeśli nie znacznie bardziej, interesująca niż ikona mody. To pani Berg we własnej osobie, wraz ze swoim przedsiębiorczym małżonkiem, powołała do życia Centrum Nauczania Kabały, które w krótkim czasie awansowało do ekstraklasy dochodowych przedsięwzięć mistycznych. Być może w ogóle do ekstraklasy, ale tego się raczej nie dowiemy, bo w USA takie inicjatywy są w zasadzie ustawowo nieprzejrzyste. Skąd to powodzenie? Jak zwykle: dzięki nowatorskiemu podejściu. Dzięki małżeństwu Berg studiowanie Kabały stało się dostępne nie tylko dla ponad 40 letnich męskich i doświadczonych badaczy Talmudu, ale co najważniejsze również dla kobiet, które wcześniej takiej możliwości nie miały w ogóle. Szacuje się, że zabieg feminizacji kabały powiódł się nadspodziewanie dobrze, a prawdopodobnie szczytowym osiągnięciem organizacji Bergów było pozyskanie do projektu Madonny, która od tamtej pory niezwykle konsekwentnie promuje czerwoną nitkę. Dzięki jej duchowemu oddaniu i niemałym materialnym dotacjom Centrum Nauczania Kabały stało się znaną marką wśród opiniotwórczych środowisk na całym świecie.

A że w tle są pieniądze? W triadzie z wiarą i zbawieniem są zawsze i wszędzie. Nie ma chyba systemu religijnego, który skutecznie od pieniędzy stroni, bo nawet jeśli tak oznajmia pismo, to praktycznie zawsze nad jego interpretacją czuwa jakaś organizacja. Klinicznym przypadkiem w tej materii był i jest rzymski katolicyzm.

Wybrałem się na ten wieczór w uznaniu dla twórczości i talentu Donny Karan – jednej z ciekawszych postaci  wielkiej mody. Dla mnie ciekawej szczególnie dlatego, że osoby z poza branży traktują DKNY jako markę równie starą jak Gucci, Dior czy LV podczas gdy fakty są przecież zupełnie inne.

Donna Faske, bo pod takim nazwiskiem się urodziła, zdobywała szlify w firmie i jednocześnie marce należącej do Anne Klein, prawdopodobnie jednej z najbardziej utalentowanych kobiet w modzie. Klein słynęła z dwu umiejętności: wyszukiwania talentów oraz reanimowania upadających marek odzieżowych. Była jedną z pionierek designu, jako że jej zainteresowania to nie tylko moda: zajmowała się również projektowaniem dla przemysłu lotniczego i motoryzacyjnego. Kiedy w 1968 roku założyła firmę „Anne Klein and Company” zatrudniła podówczas 20 letnią Donnę, która po śmierci Klein w 1974 roku została główną projektantką i de facto przejęła stery firmy. Oczywiście nie sama. W tle działała Takihyo Corporation of Japan, która od lat współpracując z Anne Klein, wiedziała już na co ma stawiać. (Ten element stanie się za chwilę niezwykle ciekawy). Donna pracowała dla Anne Klein aż do 1984 roku, kiedy to wraz z Japończykami założyła własną markę. Japończycy, mimo że posiadali większość Anne Klein uświadamiali sobie, że nie zrobi się już z niej marki globalnej. Potrzebna była wyraźna zmiana i nowy brand, który da się uplasować wśród uznanych „wysokich” marek. W ten sposób narodziła się „Donna Karan New York”. Początkowo ściśle ekskluzywna, już po dwóch latach poszerzyła się o DKNY – tańsze wydanie dla młodszych kobiet, aby w 1990 roku oferować już wszystko łącznie z linią męską. Kolejne 10 lat to faktyczny rozwój marki, który wieńczy transakcja z LVMH, które nabyło całość przedsięwzięć pod marką Donna Karan za jedyne 640 milionów dolarów.

Od kiedy zacząłem się interesować modą ten przypadek mnie zawsze inspirował. Opis powyżej jest bardziej niż lakoniczny, ale cały „case” DKNY mówi o jednym: współpracy inwestora z projektantem.

Na takiej właśnie podstawie od początku oparty był RAGE AGE. Razem z Rafałem Czapulem postanowiliśmy zrobić prawdziwy luksusowy brand. Wierzyliśmy, że możemy go zrobić dobrze, ponieważ stanowimy tandem, w którym moda rozumie pieniądze, a pieniądze – modę. Można było tak założyć, ponieważ przepracowaliśmy wspólnie parę lat, a istotna część restrukturyzacji Vistuli to nie tylko Pierce Brosnan, ale również projektant, którego zdecydowałem się bardzo promować. Uważałem i uważam, że po porostu nie ma BRANDU bez projektanta. Przez kilka lat w tej branży przekonałem się również o tym, co stanowi podstawę sukcesu Donny Karan: dobry projekt to taki, który spodobał się klientom a nie taki, który bardzo podoba się wyłącznie projektantowi. Oczywiście marka to również poszukiwania, czasem gubienie się w lesie, ale ma się to nijak do większości młodych projektantów, którzy w przekonaniu, że dysponują talentem nie wiedzą nawet czy ich projekt da się wyprodukować masowo, a jeśli tak, to za ile.

Dzisiaj nasz RAGE AGE by Czapul skutecznie działa w Polsce i za granicą – naszym oczkiem w głowie jest sklep w Mediolanie, który jest jednocześnie pierwszym sklepem otwartym w mieście mody przez markę z nadwiślańskiego kraju. Można powiedzieć, że to taka mała sprawa, ale dla mnie wielka satysfakcja, że można skutecznie wyeksportować coś w tak specyficznej dziedzinie.

Patrzyłem w ten czwartek na Donnę Karan i choć nie mówiła o modzie cieszyłem się, że jako RAGE AGE jesteśmy w gronie sponsorów tego wydarzenia, bo mój biznesowo-modowy wzorzec znalazł się na wyciągnięcie ręki. A że było o Kabale? Jak powiedziała kiedyś Madonna: „wszystkie pytania metafizyczne stanowią punkt wyjścia do poszukiwania jakiejś religii, bo religijność mamy we krwi i bo taka jest natura ludzka. Ja swoje odpowiedzi znalazłam w Kabale”. Ja ich w Kabale nie znalazłem i pewnie już nie będę miał okazji. Nie zmienia to faktu, że Rousseau napisał, że „gdyby Boga nie było, należałoby go wymyślić.”

Per aspera ad astra.

0 Comments

Gosia Baczyńska recycled

krzesło z beczkiWczoraj w Soho Factory kolejne  imprezy z całkowicie różnych planet. Pokaz Gośki i Przetwory. Trudno było by o bardziej skrajną prezentację funktorów współczesnej kultury masowej. W sąsiadujących ze sobą halach recyclingowa impreza pod jakże złowieszczym pytaniem „Jak przetrwać?” i feeria zwiewnych ultra kobiecych sukienek realizujących przecież w pewnym sensie ten sam cel.

Pokaz zgromadził prawie całą warszawską societę ponieważ Gośka nie robiła pokazu od kilku lat. Było na co popatrzeć, mam nadzieję, że ten pokaz będzie chodził na Fashion TV bo co by nie powiedzieć jest to jedna z form manifestowania, że Polanda tworzy również inne aktywa niż budowlańców i opiekunki do dzieci. Moda trafia do najbardziej opiniotwórczych środowisk i w ten sposób najszybciej wpływa na zmianę istniejących stereotypów. Na modzie damskiej się niestety nie znam, więc trudno mi ocenić projekty inaczej niż przez pryzmat własnego gustu. Bardzo mi się podobała ta kolekcja a najładniejsze projekty znajdziecie jako załącznik.

W hali Walcowni zupełnie inny klimat. Już na wejściu uderza restauracja gdzie na żywym ogniu płonącym w metalowych beczkach grilluje się leniwie szaszłyczek z kurczaka. Mijam go targany rozterką: czy jest to kurczak recyclingowy? We wnętrzu klimat jak z Szajny a zaangażowanie dosłownie skrapla się pod sufitem. Dawno nie czułem się tak jak na strajkach studenckich lat 80tych albo na akcjach Pomarańczowej Alternatywy. Wokół młodzi ludzie których przekonanie o misji jest tak wielkie, jak wielka jest wtedy wiara, że zmieni się i naprawi cały świat. Obcowanie z taką energią przekonało mnie po raz kolejny do czego jesteśmy zdolni  jako zbiorowość oraz jak twórcza lub niszcząca może być taka siła. Przetwory mają zasięg międzynarodowy. Znajdziemy między innymi  holenderski team Refunc (www.refunc.nl ), hiszpańską Basurama (www.basurama.org ), El Ultimo GRITO/EUG Studio z Wielkiej Brytanii (www.eugstudio.com ), Mantas Lesauskas z Litwy (www.lesauskas.lt) czy  Tom Price, z Wielkiej  Brytanii (www.tom-price.com ). W ramach Przetworów grupa studentów z Royal College of Art stworzyła warsztat razem ze studentami z Wydziału Wzornictwa ASP – grupą PG13

Na 2000m2 hali zderzyły się wizje które warto zobaczyć i ocenić samemu. Nie uświadamiamy sobie na co dzień konsekwencji funkcjonowania w obiegu kupowania, używania i pozbywania się przedmiotów. Szczególnie ten ostatni element cyklu stanie się w najbliższych latach szczególnie istotny. Śmieci zalewają nas dosłownie i w przenośni a każdy kto był w Neapolu już nie musi sobie wyobrażać co oznacza taka cywilizacyjna katastrofa. Nawiasem mówiąc do Neapolu należało by organizować wycieczki poglądowe. Jeden dzień wystarczył by aby potraktować sprawę odpadów tak poważnie jak na to zasługuje.

Przetwory faktycznie odpowiadają na pytanie; Jak przetrwać?. Myślę, że każdy snując się  pomiędzy warsztatami na których z rzeczy pospolitych powstają meble lub wręcz precjoza zastanowi się nad tym jak ten zdawało by się manufakturowy anachronizm wpisuje się we wszystkie lęki współczesnej epoki.

Co spaja te dwie imprezy? Kreacja, pasja tworzenia. Gośka i ludzie z PG13 czegoś chcą i realizują swoje pragnienie w sposób piękny. Nie mam co prawda wątpliwości która pasja twórcza znajdzie szersze zastosowanie ale to już zupełnie inna kwestia. Uderzyła mnie tylko ponura analogia. Widziałem już gdzieś miejsce, gdzie obok siebie funkcjonował Versace i kubki zrobione z łusek po pociskach a ludzki wysiłek z trudem sprostał próbie przetrwania.

Na mińskiej nie było wczoraj snajperów, ale wspomnienie jak łatwo dokonuje się regres społeczny kazało mi inaczej spojrzeć na fotel z beczki po pestycydach. Nie będzie fajnie moi drodzy. Budujcie Arkę przed potopem cokolwiek to dla was oznacza.

[youtube 75uU3pOtP6E nolink]

0 Comments