Browsing Category Bez kategorii

O czym szumi w drzewach i co w trawie piszczy.

Jak się okazuje temat Lasów Państwowych jest w naszym kraju nawet gorętszy niż mi się wydawało. Ale to dobrze, bo jest nadzieja, że nie padną ofiarą prostego politycznego zamachu o który nie jest trudno w obecnych okolicznościach gospodarczych. W treści siłą rzeczy nie rozwijałem „fikcji” energetyzacji drewna wywołanej polityką unijną bo o certyfikatów kolorów wszelkich można i należało by napisać znacznie więcej niż post w Internecie.

Jeśli mowa o Grabskim, czy Druckim Lubeckim to w postach mojego autorstwa nie znajdzie się braku szacunku dla ich osiągnięć raczej wprost przeciwnie. Druckiemu Lubeckiemu poświęciłem część postu ( Powstanie Listopadowe Matka wszystkich powstań ). Nie zmienia to faktu, że wedle mojej wiedzy, Grabski oczekiwał  wsparcia polityki stabilizacji złotego wpływami z Lasów tyle, że mu to uniemożliwiono. I nie oznacza to przecież, że nawet jeśli tak faktycznie było to automatycznie stał się ministrem złym, bo nie wiemy przecież na czym dokładnie miała polegać jego polityka w tym zakresie.

Wielkie czyny wielkich ludzi maja zazwyczaj to do siebie, że trwają dłużej niż osiągnięcia ich współczesnych. I  całe szczęście że tak jest, choć nie widzę powodu dla którego odpowiednio wielka aureola miała by uniemożliwiać polemikę co do zasady choć hołduję oczywiście zasadzie że, krytyka tak krytykanctwo nie.

Objawiana w komentarzach niechęć do GPW oraz prywatyzacji jako takiej mnie nie zaskakuje. Oczywiście moje wszelkie opinie na te tematy można skutecznie podważyć jedną sugestią iż jako osoba związana z rynkiem kapitałowym jestem częścią procesu który może się wydawać niepotrzebny lub co najmniej nietransparentny. Powyższe skłania mnie jednak do tego, aby przedstawić swój punkt widzenia na to zagadnienie, co postaram się niebawem uczynić, odnosząc się oczywiście, również do kwestii Lasów Państwowych.  

Nie chciałem, i nie chcę aby Lasy Państwowe znalazły się tylko i wyłącznie we władaniu politycznych kłusowników, ponieważ niezwykle łatwo mogą się okazać zwierzyną łowną z gatunku zagrożonego wybiciem. W czasach gdy „wyższy interes społeczny” jest w stanie uzasadnić każde łupiestwo, nie jest mi trudno wyobrazić sobie taką nowelizację która środki z funduszu leśnego skieruje na ….. fundusz wspierania i aktywizacji byłych posłów i pracowników administracji państwowej. Irracjonalne? W tej materii różne pomysły już się pojawiały a o braku wrażliwości polityków w kwestii własnych apanaży, świadczy choćby istnienie Senatu, który mimo planów likwidacji powtarzanych przy każdych kolejnych wyborach funkcjonuje do dzisiaj i obciąża budżet. W poszukiwaniu źródeł krycia deficytu można bez trudu zapędzić się do lasu.

Bardzo się cieszę, że mój głos w sprawie Lasów nie okazał się wołaniem na puszczy. Tak liczny odzew w tej niezwykle istotnej sprawie bardzo mnie cieszy ponieważ, nawet jeśli różnimy się wtej kwestii w odcieniach, to nie różnimy się w kolorach.

0 Comments

Noc listopadowa matka wszystkich powstań

W tym roku okrągła, 180 rocznica pierwszego z narodowych powstań. To w ową noc, Piotr Wysocki zapoczątkuje tradycje która skarze na śmierć dziesiątki tysięcy ludzi dla których ojczyzna nie była pustym słowem.

Zaczyna się tradycyjnie. Ale dalej już nie będzie. Powstanie nie było przygotowane, wybuchło całkowicie niespodziewanie, jako reakcja ludzi zagrożonych niechybnym aresztowaniem, czyli w pewnym sensie tak samo jak każde następne. Można dodać, że wybuchło w Królestwie Polskim z własnym językiem, ustrojem i armią. Wybuchło w kraju, w którym ciemiężcą był człowiek żonaty z Polką Joanną Grudzińską, dla której zrzekł się sie należnego mu tronu cesarskiej Rosji. Z niezrozumiałych dla mnie względów, powołanie Królestwa Polskiego nazywa się IV rozbiorem Polski. Warto pamiętać, że III zakończył sie de facto likwidacją Państwa Polskiego jako takiego. Napoleon Bonaparte, choć do dzisiaj uważany nad Wisłą za stronnika Polski i Polaków Księstwo Warszawskie traktował przede wszystkim, jako rezerwuar gorliwego wojska. Rangi Królestwa nie przywrócił, bo… nie mógł nie wchodząc w zatarg z Aleksandrem I, jedynym legalnym depozytariuszem owego tytułu, jako że Stanisław August Poniatowski abdykując w 1795 roku zrzekł się z wolnej woli pretensji do tronu i polskiej korony oraz poddał się cesarskiej opiece.

Królestwo Polskie odrodziło się, co prawda w wieczystej unii z Rosją, ale de facto w takim samym stanie znajdowało się od początków panowania Stanisława Augusta. Fundament Królestwa stanowiła konstytucja będąca twórczą fuzją konstytucji 3 maja i konstytucji Księstwa Warszawskiego. Co ciekawe głównym inżynierem tejże był książę Adam Czartoryski, prywatnie przyjaciel Cesarza Aleksandra I, bodajże jedyny w historii Rosji Polak na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Zapamiętałem z lektur, że była to ponoć jedna z bardziej liberalnych konstytucji w Europie. Badacze wiedzą to na pewno lepiej mnie interesuje w ustroju tego Państwa co innego: znaczny udział wśród jego elit politycznych i wojskowych ludzi którzy byli w niedawnym konflikcie przeciwnikami Rosji.

Generalnie Carowi musiało chyba zależeć na wzmocnieniu Polski. Co ciekawe, jednym z pierwszych posunięć jego ojca Pawła I było zwolnienie z twierdzy Kościuszki którego nawet wyposażył później w znaczny majątek. W ogóle można by wręcz wywodzić, że Aleksander I miał większe niż tylko prawne pretensje do polskiej korony ponieważ jego dziadkiem był…..Stanisław August Poniatowski we własnej osobie!

Być może, owo pochodzenie było źródłem sentymentów i jednocześnie wybuchów nienawiści które zdradzał także Arcyksiążę Konstanty?

Na lekcjach polskiego uczymy się o kibitkach i polityce Nowosilcowa ale mam ciągle w pamięci uwagi Józefa Piłsudskiego o carskiej katordze. Z dzisiejszej perspektywy, wszystkie represje mają koloryt niemieckiej i sowieckiej technologii eksterminacyjnej. Nie zmienia to jednak faktu, że nie można postawić między nimi znaku równości. Tym bardziej, warto by się zastanowić nad realnym wymiarem polityki która doprowadzi do de facto rewolucyjnego wybuchu. Nie bez znaczenia jest przecież fakt, iż ojciec Aleksandra jak i jego braci zginął zamordowany w trakcie przewrotu pałacowego. Nie jest również do końca pewne w jaki sposób zginął sam Aleksander I. A czy do stereotypu pasuje fakt, iż Wielki Książe Konstanty ponownie zrezygnował z tronu cesarskiego gdy jego brat, Mikołaj proponował mu ten tytuł wiedząc o wcześniejszej tajnej rezygnacji?

Wszyscy 3 panowie są wnukami Zofii Fryderyki Augusty zu Anhalt – Zerbs która również w drodze pałacowego przewrotu pozbawiła władzy swego męża legalnego cara Piotra III. Ich oficjalny dziadek nigdy się nie nauczył dobrze mówić po rosyjsku na dworze posługiwał sie wyłącznie niemieckim a Rosją gardził. Faktyczny sprawca urodzin ich ojca, był od Rosji kompletnie zależny i panował dzięki jej poparciu.

Nie neguję w żaden sposób ani antypolskiej polityki w Królestwie Polskim ale nie trudno chyba zauważyć, że Mikołaj I który rozpoczyna panowanie od stłumienia powstania dekabrystów, nie pała miłością do wszelkiej maści ruchów animowanych przez młodzież i wojsko. Nawiasem mówiąc ciekawe, dlaczego jego koronacja na Króla Polski odbyła się tak późno bo dopiero w 1829 roku czyli prawie 5 lat po wstąpieniu na tron cesarski. Przy okazji celebracji rocznic powstańczych przywołuje się zawsze represje i brutalnego księcia Konstantego który spędzał czas na musztrze oraz na lżeniu i chwaleniu na przemian swoich regimentów.

Ale nie dowiemy się przy kolejnej „narodowej“ okazji, że już w 1821 nasze może i ułomne ale jednak państwo prawie zbankrutowało, a car ostrzegł, że jeżeli nie naprawi swojego budżetu, samodzielność królestwa będzie poważnie ograniczona. W takich okolicznościach ministrem skarbu został Franciszek Ksawery Drucki Lubecki i to za jego sprawą Królestwo w ciągu 9 lat podwoiło budżet, rozpoczęło modernizacje przemysłu. Inicjatywie tego człowieka zawdzięczamy Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, dzięki któremu nie zbankrutowały masowo majątki pozadłużane w czasie toczących sie wojen. W 1828 roku powstaje wreszcie Bank Polski, a Królestwo może zaciągnąć za granicą pierwszą poważną pożyczkę. Jakaż wspaniała analogia do dzisiejszych czasów. Jak widać i wtedy bez długu się nie dało.

Mimo to, jest to postać raczej odbierana negatywnie. Głównie dlatego, że nie walczył w powstaniu. Był mu przeciwny twierdząc, że do niczego nie doprowadzi a na dodatek zrujnuje polski budżet. Nie walczył a walki się nie bał, ponieważ był liniowym oficerem w trakcie rosyjskiej kampanii. Zarzucano mu również, że zarządzał jak udzielny władca nie przejmując się sejmem a zważając jedynie na cara i wielkiego księcia z którymi był w dobrych stosunkach. Co w tym nowego? Podobne zarzuty formułowano choćby wobec Piłsudskiego.

I na koniec jeszcze jedno: nie było by żadnego powstania gdyby nie to, że Konstanty nie zgodził się na użycie wojsk polskich w trakcie wojny Rosji z Turcją w 1828 roku. Z dużym prawdopodobieństwem nasza nieco ponad dwudziestotysięczna armia wróciła by z tej wojny raczej dość mocno poharatana. Nie jest ważne czym sie kierował, ważne jest to, że nie wysłał wojska a mógł choć trafiają sie głosy, że zabraniała tego konstytucja. Zabraniała użycia armii poza Europą a ta wojna toczyła się nad Dunajem. To powstanie rozpoczyna romantyczną idee dla której oddawali życie najlepsi w tym narodzie bo przecież do walki i do lasów nie szli z porywu serca malkontenci i miernoty. Każde z powstań ograniczało naszą suwerenność i łupiło kraj.

Zastanawiam się zawsze gdzie byśmy byli gdyby nie ten mit. Kim byśmy byli gdyby ci ludzie którzy użyźnili ziemię nie wyjałowili jednocześnie narodu.

0 Comments

Iracka samosierra.

Oj jaka to szkoda, że Wiki kopie w takiej świeżej historii. Gdyby była szansa na daty sięgające głębiej udało by się dowiedzieć czegoś więcej o naszej współczesnej historii. Zastanawiające jest bowiem to, że w naszym kraju jak ktoś jest agentem to wyłącznie albo służb PRL albo rozmaitych macek rosyjskich. Co ciekawe, w zasadzie NIGDY na przestrzeni ostatnich 20 lat nie wykryto u nas agentów CIA lub innej amerykańskiej służby. Można by powiedzieć, że penetracja bratniego kraju to nonsens. Nic bardziej błędnego, szczególnie jeśli wiemy, że za czasów PRL związek radziecki potrafił zadbać o odpowiednie zabezpieczenie agenturalne na terenie RP. Ot tak na wszelki wypadek. Trudno zatem założyć, że USA postępują dzisiaj inaczej. To stereotyp miłości do amerykańskich chłopców versus krasnoarmiejcy skutecznie wyniósł wszystko co nieprzyjemne poza nawias publicznej percepcji.

A wszystko zależy od punktu widzenia. Kiedyś w trakcie wizyty w Tokio miałem okazję zwiedzać muzeum w którym istotna część ekspozycji poświecona była zniszczeniom dokonanym przez Amerykanów w trakcie nalotów na Tokio. Przewodnik opowiadając o tym barbarzyństwie stropił się nieco słysząc moją uwagę o morderczych praktykach armii japońskiej. Sumitował się przez chwilę po czym zauważył, że jesteśmy z Polski, kraju obozów koncentracyjnych. I temat mieliśmy z głowy bo tłumaczenie kto mordował a kogo mordowano to była już walka w narożniku.

Można zatem przyjąć, że tak jak się nie wykrywało agentury ZSRR do 1989 roku, tak dzisiaj nie dotyka się agentury USA w myśl tej samej zasady nie plątania się pod nogami sojuszników.

Jestem głęboko przekonany, że byli byśmy niezwykle zaskoczeni zawartością depesz z Warszawy. Najwyższy chyba czas, aby masowo zdać sobie sprawę, że w geopolityce nie ma się przyjaciół tylko płatnych akolitów. Nad Wisłą pokutuje mit, że współpraca państw dokonuje się w oparciu o idee i braterstwo a nie dostawy i pieniądze. Jednym z paradoksów doskonale obrazujących nasze myślenie życzeniowe, jest niezrozumiały kult De Gaulla. Generał jeszcze jako młody oficer udzielał się w ramach francuskiej misji wojskowej w czasie wojny polsko bolszewickiej w 1920 roku. Wyrobił sobie o nas jak najgorsze przekonanie i w efekcie prowadził politykę delikatnie mówiąc wstrzemięźliwą wobec Polski.

Podobnie traktujemy Amerykanów, a ich ambasada symbolizuje wolność podczas gdy rosyjska jest symbolem zniewolenia. Abstrahując od ewidentnej konieczności takich a nie innych politycznych wyborów w naszym kraju, warto jednak zastanowić się nad tym, czy nasz udział w amerykańskich przedsięwzięciach politycznych jest konieczny, żeby nie zapytać wprost czy jest opłacalny. Lektura doniesień ambasadorskich mogła by wiele powiedzieć kogo ambasada lubi a kogo nie, kto w jej interesie lobbuje a kto wprost realizuje amerykański interes.

W Iraku walczyła a w Afganistanie walczy obecnie nasza armia zawodowa. Jej wyekwipowanie i utrzymanie kosztuje, a jak powszechnie wiadomo wojna kosztuje nie mało. Czy nie jest zasadnym pytanie co za to otrzymujemy względnie otrzymaliśmy? 5 lat misji irackiej kosztowało życie 22  a przez kontyngent przewinęło się ponad 15 tys żołnierzy. Na pewno był to poligon dla naszej armii. Nigdzie nie natrafiłem jednak na informację ile łącznie nas kosztowała ta przygoda a przede wszystkim ile sprzętu zostało na ten cel dokupione w naszej bratniej armii amerykańskiej. Rad bym się dowiedział jaki procent PKB został poświecony na ten cel bo o ile wymachiwano argumentami natury internacjonalistycznej, nawoływano do obrony przed światowym terroryzmem to warto pamiętać, że broni masowego rażenia która była powodem interwencji w Iraku nie znaleziono.

Od zarania świata realizowanie polityki innymi środkami, że pozwolę sobie znów zacytować Clausewitza było kosztowne,  toteż podłożem do każdej wojny były spodziewane ekonomiczne frukta. Działo się tak zawsze nawet w epoce wojen ideologicznych. Każdy sztab dokonywał ekonomicznej kalkulacji działań wojennych licząc zasoby które pozyska na zajętym terytorium.

Chciałbym się dowiedzieć, czy nasz sztab dokonał takiej kalkulacji, bo podejrzewam, że ruszyliśmy na tą wojnę bez jakichkolwiek gwarancji a w oparciu o mgliste zapewnienia, choćby takie jak zniesienie wiz do USA których nawiasem mówiąc nie zniesiono do dzisiaj.

Jedna z najważniejszych  bitew w naszym wojennym  etosie to szarża pod Samosierrą. W ciągu trwającej kilka minut spektakularnej szarży, zginęło pięćdziesięciu kilku z nieco ponad stu kawalerzystów którzy zaatakowali wąwóz. Bohatersko, bo otoczenie Cesarza otwarcie wątpiło w skuteczność ataku wprost na armaty. Napoleon ripostował: „Zostawcie to Polakom”. Dla nas wielki dowód polskiego męstwa, ale ta sama bitwa w historiografii napoleońskiej  ma zupełnie określenie.

Słynie z tego, że jest jedną z najtańszych.

0 Comments

Deutschland, Deutschland über alles

Tygrys Europy, wielokrotnie nagradzana za dynamiczny wzrost Irlandia, pokonała już większość drogi z pozycji wyprostowanej do pokornego ugięcia kolan. Jeszcze wierzga ale to już ostatniej podrygi. W tle, kolejna fala dyskusji o upadku Euro. Zastanawia mnie jak to jest możliwe, ze z jednej strony tak często się pisze jakim obciążeniem dla Niemiec są programy wsparcia dla innych krajów UE by w tym samym artykule wprost wskazać jak wielki i perspektywiczny interes ma w tym wszystkim największa gospodarka europejska.

Po co toczy się wojny? W większości o zasoby lub rynki zbytu. Teoretycznie II wojna światowa, podobnie jak konflikty bałkańskie wymykają się tej definicji ale to tylko dlatego ze w znacznym stopniu obniżono tu koszty działań wojennych korzystając w pełni z mrocznych mechanizmów zwykłej ludzkiej nienawiści wyniesionej na sztandary. Dzięki temu wzrosło zaangażowanie i spadły koszty działań ale skutkiem ubocznym jest mord, ponura konsekwencja użytego systemu motywacji wojska.

W 20 wieku, na model eksportu rewolucji Ameryka odpowiedziała modelem eksportu kapitalizmu. W obu wypadkach wymagali to jednak solidnej akumulacji w dochodzie narodowym celem finansowania zbrojnego wysiłku. Dodajmy, finansowania połączonego mimo wszystko z trzebieniem zasobu który odtwarza się długo: siły żywej. Nie wiem czy intuicyjnie, czy też w oparciu o jakiś stosownie powołany instytut, Niemcy doszły do błyskotliwej konkluzji, że w całym tym niepewnym równaniu: nakłady wojsko = wojna = zdobyte zasoby = zwrot z inwestycji można jednak wyeliminować ten sympatyczny ale jakże kosztowny element: wojsko.

Czy to nie dziwne, ze ten tradycyjnie militarystyczny kraj tak skutecznie spiłował swoje pazury? W moim przekonaniu wyłącznie dlatego, ze miłośnicy „Parade Marsch” dzisiaj szkoła swoje pułki nie w koszarach tylko w zaciszach gabinetów oligarchicznych niemieckich banków.

Euro nie upadnie. Nasza zjednoczona Europa to de facto IV Rzesza niemiecka. Prowokacja? Proszę porównać dwie mapy. Ta która powszechnie znamy i Europe 1942. Jeśli uznamy ,że wspólna waluta opiera się na najsilniejszym organizmie to możemy uznać, że EURO jest wprost nie tyle następcą Marki co po prostu jej ekspansywną formą eksportową. Euro stanie się instrumentem koncentracji Europy w ramach wspierania niemieckiej hegemonii. Berlin zastosuje w praktyce ten sam mechanizm który zapewnił supremacje USA tyle że z jedną modyfikacją: formuła pożycz od nas, kupuj od nas bron, zniszcz swój rynek i odbuduj go kupując od nas upraszcza się do pożycz od nas i uzależnij się gospodarczo od nas. A ze nad tym procesem powiewa flaga w obojętnym kolorze zamiast złowieszczego czarnego orla? Cóż nie można mieć wszystkiego. Ale powoli. Wystarczy jeden mały projekt reformy europejskich sil zbrojnych połączony z niezbędna unifikacją sprzętu wojskowego.

Nie ma już Europy narodów. Bez presji militarnej dokonano faktycznego sfederalizowania niepodległych państw. Zaryzykuje twierdzenie którego potwierdzeniu niebawem się oddam: II wojna światowa kosztowała i kosztuje Niemcy znacznie więcej niż zjednoczenie Europy a rezultat jest w sposób oczywisty lepszy.

Pora na naukę niemieckiego.

7 Comments

Co to jest mord polityczny?

Pozornie to kategoria która w nadwiślańskim kraju albo nie występuje albo jest zarezerwowana wyłącznie dla okresu ancient regime’u. Tymczasem warto by było wskazać choćby dwie najgłośniejsze serie zabójstw popełnionych już w teoretycznie przynajmniej wolnej Polsce. Pierwsza to ofiary FOZZ czyli przede wszystkim Walerian Pańko i Michał Faltzmann. Drugi nie mniej ciekawy łańcuch to Piotr Jaroszewicz i jego współpracownicy.

Kto jeszcze pamięta morderstwo Piotra Jaroszewicza? W 1992 roku było to jedno z najważniejszych wydarzeń. W nocy z dnia 31 sierpnia na 1 września zamordowano ich oboje: Piotra Jaroszewicza i Alicję Solską. O ile kobieta została po prostu zastrzelona o tyle były premier zanim potwornie skonał przeżył wielogodzinne tortury. Teoretycznie sprawców schwytano. Objęto śledztwem 4 drobnych meneli których sąd w 2000 roku uniewinnił. Można by powiedzieć zwykła sprawa. Być może dla ludzi którzy nie pamiętają już kim był Piotr Jaroszewicz jedna z najważniejszych figur w naszym kraju.

Wedle informacji takich świadków jak choćby Albin Siwak, Jaroszewicz nie przyjmował nie zapowiedzianych gości, sam wychodził na zewnątrz aby otworzyć im furtkę a w domu nie rozstawał się pistoletem nawet siedząc w swoim ulubionym fotelu. I w tym właśnie fotelu został zamordowany. Torturowano go naprawdę okrutnie. Obie stopy miał przybite gwoźdźmi do podłogi podobnie jak lewą dłoń tyle że do podłokietnika fotela. Zył mimo tak zadanego bólu postawiono mu wolną prawą rękę po to aby coś podpisał albo wskazał. Skonał uduszony specyficzną garotą. Duszono go paskiem zaciskanym na szyi ciupagą. Umierał w mękach przez wiele godzin. Zona miała więcej szczęścia. Skrępowaną, po wielu godzinach asysty torturowanemu mężowi zastrzelono ją strzałem w głowę. Takie morderstwa nie trafiają się zbyt często prawda? Co ciekawe podobnie jak w kilku znanych publicznie śledztwach przybyła na miejsce ekipa dochodzeniowa popełnia wszelkie możliwe błędy. W prasie pojawiają się różne hipotezy gdzie główną ma być obawa byłych funkcjonariuszy PRL o ujawnienie zakamarków ich przeszłości. Alternatywnie sugeruje się obawę polityków nowej Polandy o ujawnienie informacji dotyczących ich płatnej współpracy z MSW. Moim zdaniem to tylko celowe mylenie tropów. od 1980 roku, odsunięty jako członek ekipy Gierka, Piotr Jaroszewicz jest tylko kibicem wydarzeń który wszelako mógłby bez trudu paść wtedy ofiarą wypadku samochodowego. W 1981 roku jest nawet internowany. Gdyby posiadał informacje mordercze dla ówczesnych ekip za pewne by nie dożył 1989 roku. A nowi potencjalni agenci przy władzy? Nawet gdyby zostali ujawnieni z łatwością obalili by zarzuty podobnie jak choćby Michał Boni który w słynną czerwcową noc żarliwie nazywał listę Maciarewicza SBcką manipulacją. W 2008 roku wyznał, że współpracował. Ale mało i niechętnie. Nie jestem apologetą Antka. Po prostu wskazuję na to jak łatwo było jednak odeprzeć nawet prawdziwe zarzuty. Cóż nam zatem pozostaje? Historia ciekawie podwójna.

Radomierzyce 1945.

W kwietniu tego roku pułkownik Piotr Jaroszewicz z małą grupą współpracowników pojawia się w Redmitz małej wsi na dzisiejszej granicy Polsko Niemieckiej, podówczas w sercu niemieckich do szpiku Sudetów. Towarzyszy mu Jerzy Fonkowicz, Władysław Boczoń i Tadeusz Steć. Pierwsze dwa nazwiska to nie byle jakie figury Fonkowicz agent NKWD jako szef  wywiady Armii Ludowej i główne aktywo Mariana Spychalskiego przeprowadził w 1944 akcje na Archiwum Delegatury Rządu na Kraj zawierające między innymi dane o przedwojennej polskiej agenturze w szeregach KPP. Część materiałów przekazano podobno Gestapo które niebawem zrobiło z nich dobry użytek. w 1945 roku Fonkiewicz jest już szefem III Oddziału słynnej już Informacji Wojskowej gdzie zdobywa wtedy szlify młody zdolny oficer Czesław Kiszczak. Fonkowicz w LWP ma dwu szefów wiceministra Mariana Spychalskiego ale przede wszystkim Iwana Sierowa szefa mrocznego Smiersza. Jaroszewicz i Fonkowicz to wtedy de facto NKWD i GRU w armii. Jaroszewicz w Radomierzycach jest jako szef Głównego Zarządu Politycznego czyli nadzoru politycznego nad armią. Kim są pozostali? Steć wedle dostępnych źródeł jest wtedy nikim, uchodźcą który znajduje się w okolicy przypadkowo a do zamku trafia dzięki znajomości niemieckiego. Trudno uwierzyć w taką wersję. Nie wydaje mi się możliwe aby w takiej operacji uczestniczyli amatorzy. Co więcej upewnia mnie w tym osoba numer cztery. Władysław Boczoń pseudonim Pantera. Bardzo interesująca postać. Przedwojenny oficer kontrwywiadu, w trakcie wojny funkcjonariusz Abwehry we Wrocławiu podobno z polecenia wywiadu ZWZ, czego jednak do swej śmierci nie udowodnił. Co ich sprowadziło do Riediemritz?

Archiwum.

Sudety miały być ostatnim szańcem, bastionem w którym Fuhrer będzie bronił się do końca. Ten górzysty i dość bezludny teren wydawał się idealnie do tego nadawać. O powadze tych projektów świadczą ślady wielkich inwestycji w tym regionie najlepiej widocznych jako kompleks Riese. Kto nie widział tych sztolni nie zrozumie ogromu tego zamysłu. Gorąco polecam to ciekawy nie tylko historycznie teren. Do dzisiaj nie wiadomo co kryją liczne zasypane chodniki. Wiadomo natomiast co znajdowało się na zamku w Rediemritz. Tytułowe archiwum to nie byle co ale zasoby Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy słynnego RSHA nadzorcy Gestapo, SiPO, KRiPO i wreszcie SD. Ten konkurencyjny do Abwehry organ wywiadowczy zaciekle z nią zresztą konkurujący w zajmowanych w trakcie wojny krajach przejmował w zasadzie nienaruszone a bardzo cenne aktywa wywiadowcze. W Polsce praktycznie nie naruszone, w Belgii, Holandii czy Francji w stanie być może nawet lepszym. Podobno Jaroszewicz spędził w Zamku kilka dni, Fonkowicz wyjechał wcześniej a niebawem po jego wyjeździe pojawili się Rosjanie. Wedle relacji Stecia, Jaroszewicz przeglądał wiele dokumentów wybierał niektóre i wywiózł z zamku trzy niewielkie pakiety. Zasoby były ogromne do ZSRR wywieziono podobno 300 tysięcy teczek. I najważniejsze: wśród dokumentów były podobno między innymi  akta Leona Bluma, jednego z najważniejszych polityków międzywojennej Francji. Wiadomo co było w archiwum dzięki opublikowanym w latach 90tych wspomnieniom wiceprzewodniczącego Komitetu Archiwów Rosji Anatola Prokopienki.

Można zatem z dużym prawdopodobieństwem domniemywać, że zebrane przez Jaroszewicza dokumenty dotyczyły Europy zachodniej a nie wschodniej.

Ale co w tym wszystkim dziwnego? Boczoń nie dożył 1992 roku. Jaroszewicz umiera torturowany. Steć, podobnie w kilka miesięcy później w styczniu 1993. Fonkowicz miał więcej szczęścia ale w 1997 roku został zamordowany w swoim domu w Konstancinie. Dodam, że po kilku godzinach tortur. Scenariusz podobny. Oczywiście istotnego nie zginęło.

Wcześniejszej śmierci Boczonia na pewno dopomógł pobyt w PRL owskim więzieniu. To również dziwna historia. Aresztowany w 1949 roku, zostaje zwolniony w 1955. W sentencji wyroku wskazuje się na jego zasługi dla konspiracji i przekazanie archiwów hitlerowskich wywiadowi armii czerwonej w 1945 roku. Niewdzięczność obdarowanych? Można zatem domniemywać, że to właśnie Boczon doprowadził Jaroszewicza i Fonkiewicza do tych archiwaliów. Najwyraźniej albo nie miał okazji zabrać dla siebie stosownej paczki dokumentów albo były mniej użyteczne w rękach podwójnego czy wręcz potrójnego agenta?

Boczoń był bardzo aktywny w strukturach niemieckich kierowanych przez tych samych ludzi którzy współpracowali z aktywami wywiadowczymi Mariana Spychalskiego. Nie zdziwił bym się, gdyby się okazało, że Boczoń służył nie tylko AK jeśli oczywiście ta informacja jest prawdą. Osobą przypadkową nie był podobnie jak pozostali uczestnicy tej wyprawy. Ze strzępów informacji można się dowiedzieć, że wizyta Panów w zamku była „nieoficjalna”. Jeśli tak faktycznie było, to obaj agenci ZSSR ponosili spore ryzyko. Najwyraźniej jednak nic im nie groziło, aż do upadku ZSRR. Gdyby ich wiedza zagrażała służbom PRL za pewne przydarzyło by się choćby coś takiego jak Janowi Strzeleckiemu, zmarłemu w czerwcu 1988 po ciężkim pobiciu.

Czemu mnie zainteresował akurat ten łańcuch śmierci? Otóż warto wspomnieć czym hobbystycznie zajmował się Piotr Jaroszewicz. Za czasów panowania Edwarda Gierka tropił jak by się dzisiaj powiedziało lobby handlowo dewizowe. Nadzorowana przez niego osobiście struktura prowadziła śledztwa których celem było wskazywanie powiązań pomiędzy inwestycjami zachodnimi w Polsce a osobami które te decyzje podejmowały. Jaroszewicz poświęcał wiele uwagi budowie nieformalnych struktur wykorzystujących zasoby państwowe do budowania prywatnych majątków na bardzo dużą skalę. Podobno wielokrotnie wspominał jak wielką siłą sprawczą dysponowali ówcześni gestorzy inwestycyjnych pieniędzy. Jeśli uświadomimy sobie, że gross polskiego długu powstaje wtedy i to w ciągu 6 lat to naprawdę było co wydawać. Czy owi wydający byli na to przygotowani? Czy wtedy nie było prowizji czy łapówek? Ileż na ten temat pisał nieodżałowany a zupełnie zapomniany dzisiaj Kuśmirek! Ow były partyjniak jeździł po Polsce i tropił opisywane poźniej w reportażach, maszyny gnijące na zatrzymanych budowach, nie uruchomione linie produkcyjne czy nie pasujące do siebie ich elementy. Popularny nie był.

Wiadomo, że Jaroszewicz był poważnie skonfliktowany z aparatem wywiadowczym MON i MSW. Mimo to, za czasów PRL był osobą o niebywałych możliwościach, co sugerowało by bardzo mocne zaplecze w ZSRR. Zaplecze tym bardziej tajemnicze, że kariera Jaroszewicza w LWP była niezwykle błyskotliwa. Został Generałem w ciągu 28 miesięcy obejmując jedną z najważniejszym w ówczesnym wojsku funkcję. Komuś w ZSRR musiało na tym bardzo zależeć.

Moim zdaniem to właśnie jakiś element ekonomicznej układanki mającej swój związek z archiwum RSHA jest przyczyną śmierci tych ludzi. Pamiętajmy, że ofiary długo torturowano co oznacza, że oprawcom zależało na pozyskaniu określonych informacji. Czy ich udzielili czy nie, nie dowiemy się nigdy.

3 Comments

Ile cukru w cukrze?

Pośród wielu debat przebija się coraz częściej pytanie co ma jeszcze faktycznie mierzalną ekonomicznie wartość. Standardowa odpowiedź zazwyczaj prowadzi nas do roboczego stwierdzenia: ZŁOTO. Pomijam tu celowo, kopaliny czy ropę nawiasem mówiąc od zawsze nazywaną czarnym złotem. W tym miejscu nasuwa się pytanie czy owo złoto jest w praktycznym sensie tym samym czym niewątpliwie jest w sensie ekonomicznym?

Otóż, upadek pieniądza oznaczać musi powrót do tego systemu odniesień który opuściliśmy w 1971 roku rozstając się z układem Bretton Woods. Na miejscu było by zatem odpowiedzieć sobie na pytanie ile w tamtym czasie kosztował bochenek chleba, litr soku pomarańczowego, kawa czy szklanka mleka. Anno Domini 1971 owa szklanka kosztuje 7,5 centa. W 2010 w wyniku znacznego spadku cen 6,5 centa. CPI w 1970 roku wynosi 38,8 w 2009 notuje pierwszy spadek rok do roku ( pierwszy od 1955 ) i wynosząc 214. Dla porządku dodam tylko jeszcze dwie figury: wydatki budżetu USA 195 bilionów $ i dług 380 billionów. No może jeszcze DJ 842.

Pełna egzotyka. W 1970 roku średni dom kosztuje 26,6 tys USD a średni dochód gospodarstwa domowego to 8,7 tys USD na gospodarstwo domowe. Fajnie było prawda?

Warto sobie uświadomić, że w omawianym okresie CPI wzrósł ponad 5 krotnie trudno o lepszy miernik szczególnie w zestawieniu z analizą ceny mleka. Od kiedy populacja zaczyna się odchudzać? W europie zachodniej i USA od końca lat 70tych kiedy dobra spożywcze są już w takiej ilości, że powoli stają się problemem. Populacja zjada nie dla tego, że jest głodna ale dla tego, że zjadać może. W sumie w historii świata zdarza się to po raz pierwszy. Jeśli z wagą populacji pojawiały się jakieś problemy to dotyczyły wyłącznie masowej niedowagi. Lektura jednej tabeli www.usinflationcalculator.com z CPI od roku 1913 pozwoli na łatwe w sumie odniesienie tego wskaźnika do wydarzeń na świecie.  Zachęcam. Swoje wnioski przedstawię już niebawem.

Jeśli jednak CPI jest taki a nie inny a cena mleka jest tam gdzie kiedyś była to oznacza to na ile efektywnie zdrożały między innymi media. Istotny udział w CPI mają bowiem wydatki na paliwo, gaz i elektryczność. Nie zdziwię się, jeśli się okaże, że to ta grupa jest najbardziej odpowiedzialna za nasz inflacyjny marsz. I będziemy go kontynuować ponieważ media nie stanieją. Przeciwnie będą konsekwentnie rosły podobnie jak cały ropo pochodny świat a warto w tym miejscu pamiętać, że choćby każdy plastikowy element w naszym domu zaczyna się od czarnego złota. Jeśli USA utracą kontrolę nad Irakiem inflacja przyspieszy jeszcze bardziej ponieważ ceny ropy wzrosną. Niezależny Irak bardzo chętnie wystawi rachunek za okupację, szczególnie jeśli jego sąsiedzi nie będą mu w tym przeszkadzać i solidarnie podobnie jak to zrobili w trakcie pierwszego kryzysu naftowego choć decydowały się na ten krok państwa niekoniecznie wzajemnie się miłujące. Oczywiście ówczesny szok pozostał a pamięci na tyle długo aby dzisiaj świat posiadał alternatywne źródła choć pomiędzy 1973 rokiem a dniem dzisiejszym udział Państw Arabskich w światowym wydobyciu spadł o ile mi się wydaje z 37 do 30%. Mało to nie jest. Kto się w tym miejscu doszuka spisku, odsyłam do historii. Pierwszy kryzys to była odpowiedź OPEC na rewanżową wojnę Izraela z Egiptem i Syrią. Dlaczego nie miało by dojść do kolejnego zjednoczenia wyznawców Allaha? O i jeszcze jedna szokująca uwaga. W latach siedemdziesiątych arabowie za sobą nie przepadali. Choć trudno w to uwierzyć w aroganckim zachodnim świecie, tamci faceci mają swoje własne korzenie które ich solidnie różnią. Jakkolwiek państwowość arabska nie jest stara w sensie współcześnie dyplomatycznym, to nie można jej odmówić setek lat w sensie społeczno gospodarczym. Co by nie było przed rekonkwistą Hiszpania była mauretańska a gdyby nie Karol Młot, Galia na pewno a kto wie czy nie większy kawałek Europy dopatrzył by sie piękna w zielonym kolorze.

Cukru w cukrze jest bardzo niewiele, a ten gigantyczny wzrost ostatnich trzech dekad napędził powszechnie występujący dług. Dzisiaj go zaczyna poważnie brakować. Rząd USA dość nie zawsze roztropnie lokował pożyczane pieniądze ale kiedyś miał przynajmniej do eksportowanie produkty dzisiaj eksportuje w znacznym stopniu usługi. Potencjał wytwórczy wyeksportował się sam do krajów bardziej efektywnych.  Gospodarki państw rozwiniętych chwali się za duży dział PKB pochodzący z sektora usług. Jeśli nie są to na przykład usługi finansowe, w tej grupie znajdziemy choćby biura podróży. Oby nie były potrzebne po to aby masowo wybierać się na saksy. Tyle, że tym razem w odwrotnym niż zazwyczaj kierunku.

0 Comments

System argentyński? A kto to jeszcze pamięta!

Miałem okazję obserwować dwie wyraźne dekoniunktury: 1992 i 2002. Czy aby napewno jest przypadkiem ze te okresy załamania dzieli 10 lat? Jesli cofniemy sie w czasie to okaże się, iż optymizm pierwszych dwu lat wolności wyparował dość szybko a realna dewaluacja złotówki przeniosła w obszar abstrakcji samochody i mieszkania ale choć jednocześnie dała obfitość w sklepach. Ponieważ zmiana gospodarcza uwolniła znany mechanizm spirali potrzeb, literalnie syty naród potrzebował już czegoś więcej. I tu okazało się, że o ile na mieszkanie z przydziału czekało się 15 czy więcej lat to w nowej rzeczywistości taki zakup jest dla większości praktycznie niemożliwy. W miarę powszechny dziś kredyt hipoteczny w 1992 roku nie zmaterializował się nawet w tak wrednej postaci jak słynna Alicja której na pewno poświęcę niebawem wpis.

Ba, aby złapać odrobinę kontekstu warto wspomnieć, że w sierpniu 1991 miał miejsce pucz Janajewa który wyłącznie dzięki swojej nieudolności nie zatrzymał przemian w Europie Wschodniej. To wtedy właśnie na czołgu dywizji kantiemirowskiej zabłysła gwiazda Borysa Jelcyna. W 1992 roku w Polandzie nadal rezyduje spora cześć Północnej Grupy Wojsk Armii Czerownej a gwardziści z Bornego Sulimowa jeszcze chyba nie zakończyli demontażu wszystkich rakietowych instalacji.

W 1992 zakończy się era sztywnego kursu walutowego opartego na USD, od jesieni 1992 pojawi się kurs „pełzający” uzależniony od koszyka walut. Na świecie trwa już konflikt ekonomiczny Europa USA co oznacza przede wszystkim jedno: odpływ pieniądza z rynków dla tegoż pieniądza za bardzo ryzykownych.

Jedną z najlepszych miar braku środków na rynku był właśnie system argentyński w ramach którego kupowano upragnione samochody. Działało to tak: chętni zbierali się w kilkudziesięcio osobowe grupy i mozolnie składali się na jeden samochód który przypadał w udziale jednemu ze zbierających „argentynczykow”. Szczesliwca wyłaniano w drodze losowania. Wszystko działało sprawnie tak długo jak długo pojawiali się kolejni chętni na auto w tym systemie, ponieważ opłaty musieli wnosić i ci którym auto się marzyło i ci którzy je już wylosowali. Jak się łatwo zorientować to konstrukcja typowa dla piramidy finansowej. I tu zagadka: jaka wielka i szacowna dzisiaj korporacja finansowa zaczęła się w taki właśnie sposób? Odpowiem na to pytanie niebawem.

Wracając do rzeczy: w 1992 roku rynek zderzył się z brakiem pieniądza a niezaspokojone oczekiwania niebawem przełożyły się na taki a nie inny sentyment wyborczy w 1993 roku. 92 upływa pod znakiem hamującej produkcji wewnętrznej ponieważ popyt wewnętrzny nie był stymulowany. Pamiętajmy, że do dzisiaj istotne zakupy gospodarstw domowych to samochód i mieszkanie: o ile jednak już w 1994 roku można było nabyć samochód w kredycie i to nawet sięgającym 100k PLN to nadal kupno mieszkania na kredyt było praktycznie niemożliwe! Jak to się przekłada na rynek i ceny? W 1995 roku wchodzący na rynek Peugeot 406 kosztuje 55 tys PLN. W tym samym czasie mieszkanie 34m2 w centrum Warszawy w zasadzie tyle samo. Ale już w roku 2005, kolejny model 407 w podobnym wyposażeniu kosztować będzie do 80k podczas gdy to samo mieszkanie już prawie 400k czyli praktycznie 5 razy drożej. Slabo?

Warto się chwilę zastanowić nad tą zmianą w relacjach. Zapamiętajmy, że popyt nawet na artykuły ważniejsze inwestycyjnie zależy wyłącznie od dostępności finansowania tych aktywów w funkcji przydatności do codziennego życia. Tym samym kupujemy nowe lepsze mieszkanie przede wszystkim jako inwestycję w tych kategoriach nigdy nie mieści się samochód. Gospodarstwo domowe podobnie podchodzi do akcji i innych instrumentów typowo inwestycyjnych: nie mając na nie środków w przyszłość nie zainwestuje nawet jeśli widzi taką potrzebę. I właśnie dlatego nie spodziewajmy się w przyszłości wzrostów ponieważ NIE MA na nie finansowania i nie prędko się ono ponownie pojawi.

W 1992 roku nasze państwo stać było jeszcze na odważne decyzje pozwalające na zdrowe bodźcowanie rynku. Zamiast dziwacznych programów pomocy młodym rodzinom wprowadzono po prostu ulgę budowlaną niegdyś zwaną „dużą”. Przypominam, kupowane mieszkanie odliczalo sie od PODATKU!!!!! Co wiecej, po zawarciu umowy z dedveloperem udawaliśmy sie do US gdzie otrzymywalo sie decyzje o zaniechaniu poboru zaliczki napodatek dochodowy i od tej pory nasza pensja brutto stawala sie pensja netto! Czy można  to sobie wyobrazić dzisiaj? Nawiasem mówiąc, okaże się zapewne, że dzisiaj każda tego typu forma wspierania musi być uzgodniona z UE albo wręcz wymaga jej zgody. Dla mnie ówczesna ulga budowlana pozostanie wzorcowym przykładem pro inwestycyjnej polityki prowadzonej przez Państwo. Miała oczywiście swoich krytyków którzy sugerowali, że to instrument tylko dla bogatych którzy mają z czego odliczać. To polityczny zarzut, zresztą dość typowy w UE gdzie w zasadzie ciągle się twierdzi, że owi bogaci są zawsze czemuś winni. Ale to czytelna emanacja systemu który można sprowadzić do jednego: oddajcie nam wszystko a my to dobro potem odpowiednio rozdystrybuujemy. Bardzo mi to coś przypomina. Ale podsumowując ulgi się skończyły i od 2000 rozpoczął się poważny kryzys w nieruchomościach który następnie zamienił się w kilkuletni letarg z apogeum w roku 2002, moim zdaniem absolutnie najgorszym dla polskiej gospodarki. Na miejsce ulgi wprowadzono kredyt hipoteczny. Jestem przekonany, że gdyby nadal istniała możliwość odliczenia od podatku, inwestycje miały by się lepiej a rynek byłby znacznie bardziej przewidywalny. A czy opłaciło by się Państwu? trzeba by podliczyć relację podatków utraconych do pozyskanych wiec da się to łatwo przeanalizować. Nie zmienia to jednak fundamentu, Państwo potrzebuje naszych pieniędzy na finansowanie własnego istnienia a w omawianym wariancie traciło nad nimi kontrolę. Jakiż to by był zgubny przykład do ustawodawczego naśladowania.

Miało być o dekadach a wyszło o stymulacji podaży pieniądza inwestycyjnego. Każdy z nas może ocenić samemu jak istotna jest to kategoria. Większość z nas ma za sobą to doświadczenie w skali mikro, działkę lub pole, mieszkanie albo dom sprzedane kiedyś a dzisiaj znacznie więcej warte. Ta „wartość” nie jest jednak uniwersalna, zależy wyłącznie od dostępności środków. Drodzy czytelnicy mijacie pewnie często jakąś wymarzoną nieruchomość jakieś fajne miejsce w którym zawsze chcieliście mieszkać ale nie było was na to stać. Może się okazać, że na skutek głębokiej recesji owa magiczna nieruchomość stanieje ba spadnie poniżej ceny którą wy sami jesteście w stanie zapłacić. Jeśli jednak nie macie depozytu w banku lub inaczej tezauryzowanej gotówki do transakcji nie dojdzie. Bo najpewniej nikt wam nie udzieli kredytu.

3 Comments

Dlaczego 11 listopada?

Po raz kolejny celebrowaliśmy święto 11 listopada. Czy ktoś się w ogóle zastanawia dlaczego to właśnie ta data ma symbolizować naszą niepodległość? Większość pytanych odpowie: przyjazd Piłsudskiego do Warszawy. Fakt, ale to było po pierwsze dnień wcześniej, po drugie 11 listopada dokonało się przekazanie władzy wojskowej Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną. Dlaczego ta akurat czynność jest symbolem odzyskania państwowości?

Sądzę, że czytelników bardziej zaskoczy co innego: to święto jest już starsze w III RP, ponieważ w II było obchodzone zaledwie dwa razy w 1937 i 1938 roku. Wcześniej nie dało się go zapewne wprowadzić z uwagi na silny konflikt pomiędzy obozem narodowym i piłsudczykami. Co ciekawe, przywrócenie 11 listopada jako święta nie jest zasługą pierwszego wolnego parlamentu. Nasze narodowe święto wskrzesza ustawa sejmu PRL z 15 lutego 1989. Wnioski są oczywiste. Zarówno w II jak i w III RP miało przede wszystkim charakter ściśle polityczny tym samym nie dywagowano czy aby na pewno jest to dobra data. Dla mnie osobiście, symbolem niepodległości była by data pierwszych wyborów do sejmu czyli byłyby to kolejne rocznice 26 stycznia 1919. W Polsce sanacyjnej taka data podobać się nie mogła. W owych wyborach największy procent głosów zdobył Związek Ludowo Narodowy ( 37%) a popierający Piłsudskiego PPS ( i to nie sam ) raptem 12,5% Jak by nie patrzeć wskazuje to jasno na preferencje wyborców w owym czasie. Zastanawiające jest to, że do 1937 roku daty odzyskania niepodległości oficjalnie nie przyjęto co samo w sobie odzwierciedla dobrze podziały społeczne. Owe preferencje będą również widoczne w trakcie wojny. Powszechnie się wydaje, że okupowanym kraju działa jednolita siła zbrojna i jednolita reprezentacja władz emigracyjnych. Po prostu nie pamiętamy lekcji historii ze szkoły straszliwie zresztą w tym zakresie nudnych. Gdyby jednak odrobinę odbrązowić ten okres, uczyć o tym jak zaciekle i jakimi metodami się zwalczano było by to na pewno z wielką korzyścią dla naszej współczesnej świadomości. Bez tej wiedzy budujemy mit II RP która staje się krajem z telenoweli za który bohatersko i niejednokrotnie umierali jednak bardzo ideowi ludzie. Może kiedyś ktoś wreszcie napisze o Polsce i polskości inaczej niż z tym ciężkim zadęciem które stworzyli mam wrażenie raczej literaci niż faktyczni uczestnicy wydarzeń. Nie czytamy bowiem o postawach ludzi którzy nie popierając walki stawali do niej z poczucia obowiązku, walczyli nie fanatycznie ale z przekonania. Czytając wspomnienia z Powstania Warszawskiego trafiamy coraz częściej na pełne goryczy opisy morderczych walk na Starówce kontrastowane z koszarowanym drylem obowiązującym w Sródmieściu. Drylem połączonym zresztą ( jak to przedstawiają niektóre relacje ) ze znacznie mniejszą chęcią do walki. Nic nie da się poradzić na to, że pierwszą niepodległość straciliśmy w rezultacie znacznego umocnienia naszych sąsiadów i własne już błędy w wewnętrznej polityce. Chciało by się powiedzieć: nie my jedni. Warto jednak pamiętać, że w praktyce już od XVII wieku państwa ościenne odgrywały już bardzo znaczącą rolę w polityce Polski. A co to dokładnie oznacza to już zależy od interpretacji. Przykład? Wiadomo, że Piłsudski współpracował z wywiadem Austrii realizując swoją drogę odzyskania niepodległości. Jego wielki adwersarz Dmowski współpracował z Caratem. Współpracował tak żarliwe, że w efekcie doprowadził do podziałów we własnym zapleczu, podziałów wywołanych właśnie zróżnicowanym entuzjazmem do wspierania Rosji. I nie ma tu znaczenia czy był agentem. Współpracował działając w Dumie i innych oficjalnych organizacjach carskich czyli można by raczej użyć określenia równie pejoratywnego jak agent czyli w tym wypadku kolaborant. Losy tych dwu ludzi kilkakrotnie bardzo się związały i mam wrażenie gdyby nie te dwie postacie Polska po prostu by się nie odrodziła. I na zakończenie jeszcze jedno. Zyciorysy polskie plotą się często bardzo dziwnie. Jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego, bojowiec PPS i w zasadzie terrorysta staje się potem zagorzałym państwowcem. W trakcie spotkania na moście w dniu zamachu majowego wymówi mu przyjaźń. Ten człowiek to oczywiście Stanisław Wojciechowski urzędujący Prezydent RP. I ten człowiek napisze o sobie: ”Stanęło na tym, że Japończycy będą dawać nam pieniądze na zakup broni i ułatwiać jej odbiór w Hamburgu, a my będziemy zbierać dla nich wiadomości o ruchach i nastroju wojsk wysyłanych na Wschód. Stosunki te były otoczone największą tajemnicą. Wiedział o nich tylko Piłsudski, Jodko, Filipowicz i ja „. A zatem Prezydent Wojciechowski agntura japońska?

0 Comments

Czerwonoarmista w DEFIE?

Tak mi ciągle chodzi po głowie ten Mutzenmacher. O masie ludzi można by napisać ten okres obfituje w naprawdę niesamowite osobowości. Pierwsze z brzegu nazwisko które przyszło mi do głowy w pewien sposób wiąże, że z Mutzenmacherem. Chodzi o Bolesława Kontryma. Coż to za życiorys! Syn pułkownika armii carskiej, kadet w prestiżowej szkoły kawalerii, ochotnik w armii Carskiej następnie oficer w II Korpusie Polskim potem uwaga oficer w Armii Czerwonej i to jaki! W 1921 roku rozpoczyna studia na Moskiewskiej Akademii Sztabu Generalnego będąc w stopniu Kombryga czyli jest de facto 24 letnim generałem armii czerwonej. Dalej jest równie filmowo bo w 1922 roku z uwagi na możliwość wykrycia kontaktów z polskim wywiadem, finguje własną śmierć i ucieka do Polski gdzie przez całe dwudziestolecie zaciekle zwalcza komunizm z strukturach policji. Czy to nie dziwne, że liniowy bojowy oficer pełni taką a nie inną służbę? Jeszcze bardziej zastanawia fakt, że ten człowiek mozolnie pnie się po drabinie policyjnych awansów pełniąc służbę w odległych powiatach aby zakończyć ją jako kierownik Wydziału Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Wilnie. Karta wojenna jest nie mniej barwna: Kontrym choć aresztowany przez Litwinów w drodze do Szwecji, ucieka z obozu i przedostaje się do Francji. Walczy pod Narwikiem. Po klęsce Francji trafia do Anglii gdzie służy w Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej Sosabowskiego. W 1942 roku jest już znowu w Polsce walczy w „Wachlarzu” agresywnej organizacji dywersyjnej na zapleczu frontu sowiecko niemieckiego. Wspólnie z Piwnikiem „Ponurym” przeprowadza brawurową akcję odbicia więźniów z Pińskiego więzienia. Następnie szefuje Korpusowi Bezpieczeństwa przy Delegaturze RP oraz dowodzi jej oddziałem osłonowym. W tym okresie toczy się prawdziwa wojna podziemna. Dość wspomnieć, że tak doświadczony człowiek jak Kontrym na jednego z głównych współpracowników wybiera Włodzimierza Lechowicza jednego z głównych komunistycznych agentów. Co ciekawe, szefem Lechowicza z ramienia Gwardii Ludowej jest wtedy …… Marian Spychalski. Dodajmy, że ów Włodzimierz Lechowicz będzie tym który odegra swoją role w decyzjach podejmowanych przez Rzepeckiego jako założyciela WIN. Ale to już zbyt daleko od głównego wątku. Swoją drogą muszę to kiedyś opisać bo tezę mam tu brutalną: 1 komenta WIN mogła być tak samo sterowana jak powszechnie za taką uważana IV.

Ale wróćmy do Kontryma. Walczy bohatersko w powstaniu Warszawskim mimo, że nie kryje się z niechęcią do tej inicjatywy. Po upadku powstania ucieka z obozu, ponownie służy u Maczka na Zachodzie. I tu dochodzimy do najważniejszej kwestii: otóż w 1947 roku Kontrym wraca do Polski! W 1947 kiedy wiadomo już dokładnie jakie w Polsce panują stosunki. Dodajmy wraca oficer antykomunistycznej policji, ewidentny współpracownik wywiadu. Dodatkową okolicznością sprzyjającą powrotowi jest odnalezienie się brata Konstantego który gwarantuje mu bezpieczeństwo. Kim jest brat? Generałem Wojska Polskiego w Armii Berlinga skierowanym tam z Armii Radzieckiej. Kontrym wraca i zostaje pozytywnie zweryfikowany przez Komisję Państwową dla byłych policjantów. Ale już jesienią 1948 jest w więzieniu a jego brat w Moskwie. Powieszono go w styczniu 1953.

Czy to nie jest ciekawa postać? Facet wraca do kraju w którym są u władzy ludzie których kiedyś prześladował. Jego syn twierdzi, że ojciec uważał się za państwowca który służy Polsce. Takie zdanie w ustach oficera policji politycznej i za pewne funkcjonariusza wywiadu? Bardzo dziwne….. podobnie jak to, że los zetknął go z niejedną odsłoną krwawych porachunków w ramach państwa podziemnego gdzie zdarzały się wyroki śmierci wydawane i wykonywanie nie tylko na komunistach ale na przeciwnikach politycznych w ramach własnego obozu. Ilu było takich ludzi? Czy nie wypadało by, aby nagroda im Kazimierza Moczarskiego posłużyła przywracaniu takich życiorysów? Tu akurat, było by to szczególnie na miejscu bo Moczarski i Kontrym musieli się znać. A czy się lubili? Raczej nie. Moczarski był w SD i przedstawiał się jako lewicowiec Kontrym jak wiadomo zajmował pozycje prawicowe. Jak skrajne? Tego sam chciałbym się dowiedziec.

4 Comments