Browsing Category moda

R squared

Czyli o celebrze, modzie i pasji, bo bez niej, jak wiadomo, nic wspaniałego nigdy nie powstanie.

3 listopada celebrowaliśmy moje 41, 3 www.malemen.pl i 2 www.rageage.co.uk, a w zasadzie w tym samym gronie należało by również umieścić www.sohofactory.pl i jego drugie urodziny, ponieważ historia przemiany tej zdegradowanej fabrycznej przestrzeni w tętniący życiem obiekt rozpoczęła się właśnie pokazem Rage Age na imprezie MaleMena! Tamto wydarzenie pamiętać będę długo. W powszechnej opinii miała to być katastrofa. Moi współpracownicy zakładali, że na terenie praskiej fabryki zbrojeniowej nie pojawi się nikt… A pojawiło się bez mała 1,5 tysiąca ludzi! Od tamtej pory w SOHO wydarzyło się naprawdę sporo i to bynajmniej nie tylko w obszarze mody czy mediów. Gościliśmy szereg wydarzeń artystycznych, konferencji z różnych dziedzin czy też koncertów począwszy od Warszawskiej Jesieni, a na FreeFormFestival skończywszy. Dbamy o różnorodny profil i adresatów wydarzeń, które łączy w zasadzie jedno: pasja. Dzięki temu SOHO Factory, czyli jak je nazywamy: Creative District, istnieje naprawdę i dla wielu mieszkańców Warszawy jest już znaną i cenioną przestrzenią.

Miarą powyższego była nasza urodzinowa impreza. Ponad 3.000 osób zaszczyciło nas swoją obecnością, co w przypadku takich przedsięwzięć nie zdarza się zbyt często. Cieszy mnie to tym bardziej, że po raz pierwszy udało mi się zrealizować pomysł scenograficzny od początku do końca. Jeszcze w trakcie sesji Rage Age w porcie gdańskim zamarzyłem sobie, aby pokaz odbył się w portowej scenerii, tyle że odmalowanej tak realistycznie, aby w odpowiednim oświetleniu, dla wszystkich gości było niemalże oczywiste, że faktycznie znajdują się w porcie. Długo szukałem sposobu, aby ów efekt osiągnąć aż rozwiązanie stało się oczywiste. Po prostu w naszej największej 2000m2 hali musiał zacumować prawdziwy statek! I choć nie było to zadanie łatwe – udało się, a wysoka na 6m burta robiła na gościach piorunujące wrażenie! Nasza główna hala numer 16 widziała przez ostatnie miesiące niejedno. Ale najprawdziwszy terminal kontenerowy wraz z zacumowanym statkiem pojawił się w niej po raz pierwszy!

Wiele tu oczywiście zasługi Tomka i Ewy – pary scenografów, z którymi współpracuję od lat i z coraz lepszym efektem. To ludzie, których z czystym sumieniem mogę polecić do najbardziej zwariowanych projektów!

Entourage jest ważny, ale najważniejszy był przecież pokaz, który tym razem zamienił się w zasadzie w performance. Dzięki rezygnacji z tradycyjnego wybiegu miło było obserwować kompletne zaskoczenie gości, gdy wraz z pierwszymi akordami, modele wyłonili się ze szczelnie otoczonych widzami morskich kontenerów! Efekt był piorunujący: publiczność reagowała żywiołowo a dynamikę przekazu wspierała komplementowana przez gości muzyka. Tym samym godziny, które poświęciłem na konstrukcję pokazowego seta już po raz drugi zwróciły się z nawiązką. W tym miejscu wypadałoby podziękować Jędrkowi Wandzlowi, bo wybór wyborem, ale bez niego miks by po prostu nie powstał.

Co ciekawe, odbyły się w zasadzie dwa pokazy w jednym. Zgodnie z założeniem Rafała Czapula, licznie zgromadzeni goście zobaczyli nie tylko Noir Story – czyli naszą obecną jesienną kolekcję, ale również zajawkę tej, która dopiero pojawi się w salonach. Jak się należało spodziewać, szczególnie zaprezentowana po raz pierwszy wiosna przypadła gościom do gustu. A było na co popatrzeć! Rafał z kolekcji na kolekcję robi się po prostu coraz lepszy!

W wiosennym „Wind & Dust by Rage Age” odbijają się światowe trendy wiosny 2012, ale jak zwykle przetworzone a’la Czapul. Kolekcja doskonale oddaje obowiązujący w projektach najlepszych marek sezonowy „lead”, ale całość spina ów unikalny i konsekwentny styl RA. Styl, który można sprowadzić do naczelnego założenia, że ma być modnie, ale jednocześnie elegancko. I owo założenie widoczne w stylizacjach gości na pokazie napełniło mi serce wielką radością. Jeszcze nigdy nie widziałem tylu facetów ubranych w Rage Age w jednym miejscu:)

Nasza wiosenna kolekcja bierze z trendu to, co moim zdaniem najlepsze: uważny obserwator odnajdzie elementy wspólne z niezwykle tym razem niewiosennej kolekcji Dolce&Gabbana SS2012, miksem marynarki i krótkich spodni u Nicole Farhi, pazurem przedziwnego w nadchodzącym sezonie Burberry i stylem wyraźnie młodniejącego Ermenegildo Zegna. O ile wszędzie mniej lub bardziej przewija się właściwy dla sezonu kolorystyczny motyw, to w przypadku Rage Age ma on swoje wyraźne uzasadnienie w nastroju i inspiracji kolekcji. „Wind & Dust” dziejące się wszędzie i nigdzie, nastrój przygody wsparty jednoznacznym wizerunkiem mocnego faceta w drodze, doskonale uzasadnia wyblakłe kolory, gniecione tkaniny i mocne buty. Wielkie marki podobnego trudu sobie nie zadają wychodząc zapewne z założenia, że odbiorca domyśli się skąd czerpana jest inspiracja. Dla nas to niezwykle ważny element komunikacji, do którego przywiązujemy szczególną wagę co jak wiem spotyka się z uznaniem w oczach naszych fanów i klientów.

Nowością „Wind & Dust” by Rage Age będą okulary oraz zegarki przygotowane wspólnie z renomowaną zagraniczną marką. W kolekcji pojawi się również pewien szczególny gadżet – tak archetypicznie męski, że jak sądzę znajdzie się w posiadaniu wszystkich najbardziej przekonanych do RA fanów. To naprawdę perełka…:)

Ach co to była za noc… Jak mawia Rafał Czapul „R squared rulez!” Nic dodać, nic ująć. Mam nadzieję, że dzięki naszym Klientom kolejne kolekcje, pokazy i sesje będą jeszcze lepsze!

12 Comments

Jesień gentelmanów

Czyli o tym, że Bytom się zmienia, Vistula wraca do korzeni, a Próchnik podąża własną drogą.

Michał Wójcik, mój drogi antagonista za sterami Bytomia nie stara się kopiować ścieżki z Vistuli, co na pewno cieszy i pozytywnie zaskakuje. Tegoroczna jesienna kampania zachęca do marki ze smakiem, a udane layouty doskonale budują markę, która chce sprzedawać rzetelny produkt o miarowych ambicjach. Dobrze dobrany model, w tle w roli krawca dawna twarz Intermody, a wszystko razem skomponowane wiarygodnie. Przy małym budżecie Michał osiągnął bardzo dobry efekt. Nikt nie ma przecież wątpliwości, że Bytom szyje od 1945 roku, a tradycja w igle to absolutna podstawa krawiectwa. Jest tu tylko jedno drobne ale. Otóż polityka Bytomia opera się o szycie miarowe w zasadzie od 2003 roku. W pierwotnym zamyśle ówczesnego Prezesa Tomka Sarapaty kompaktowe, dostępne i dość gęsto rozsiane studia o małej powierzchni (max 60m2) miały zapewnić marce stabilny rozwój. W praktyce okazało się inaczej, a wiele z tych punktów stanowiło potem pierwszą transze moich salonów koszulowych w Wólczance. Okazało się po prostu, że w owych czasach rynek miarowego szycia nie rozwinął się na tyle aby chciał z tej usługi korzystać masowo mężczyzna z mniejszych aglomeracji. Dzisiaj, 5 lat później rynek jest oczywiście zupełnie inny, a miarowe szycie zyskuje na popularności zdobywając sobie wielu oddanych klientów. Zakładam oczywiście, że obecna polityka w Bytomiu to pewien zabieg, a szyciu na miarę towarzyszyć będzie nadal rzetelny garnitur w sylwetce B (czyli dla panów z brzuszkiem), na którym do tej pory opierała się wedle mojej wiedzy sprzedaż tej firmy.  Taka kombinacja ma szansę zapewnić dobre przychody i poprawę wyników którymi do tej pory śląski krawiec nie zaskakiwał.

Równoległa koncepcja modowego liftingu BYTOMIA, w której, jak zakładam, Michał Wójcik zamierza się jednocześnie zrealizować już mnie tak nie urzeka. Miała by spory sens gdyby nie to, że Vistula jak widać w ostro lansowanej kampanii wraca po latach w rejony w których pracowicie ją umieszczałem. Najwyraźniej 3 lata prób sprzedawania „ludowego” garnituru, przekonały wreszcie obecny zarząd tej firmy, że odbiorca, który do dzisiaj pamięta moją kampanię z Pierce Brosnanem oczekuje jednak czegoś innego. Obecna kampania bardzo umiejętnie powraca w luksusowe klimaty choć stylistom zabrakło momentami wiedzy a przynajmniej wyobraźni. I tak spodni garniturowych nikt nie upchnie w butach do konnej jazdy podobnie jak w długim płaszczu nie wybierze się do stajni. Ale to drobiazg, który nota bene nie zmienia faktu, że kolekcja na zdjęciach prezentuje się dobrze. Ale co tam na zdjęciach! Na filmie autorstwa Kuby Kossaka, prezentuje się po prostu wyśmienicie! Mało jest w Polandzie produkcji z pogranicza filmu modowego i „making of”, a ten śmiało można zaliczyć do awangardy takiego stylu. Naprawdę wyśmienita produkcja dzięki której marka zyskuje.

W kampanii Vistuli widać pieniądze i to zarówno w jakości samej produkcji foto i video jak i w marketingowym zasięgu. To pewnie rezultat analizy osiągnięć ekonomicznych w sklepach skazanych ostatnio na potyczki w II lidze, do której przecież nie zostały stworzone. Najwyraźniej, Vistula wraca na pozycje dostępnego luksusu z modą w tle czyli dokładnie te, na których zostawiłem ją w lecie 2008. I chciało by się powiedzieć bardzo dobrze, gdyby nie fakt, że sytuacja gospodarcza jest już zupełnie inna, a konkurenci tacy jak chociażby Próchnik przez ostatnie 3 lata pracowali bardzo ciężko i na rynku poważnie się okopali. Nie zdziwię się, jeśli okaże się dzisiaj, że najlepszy wybór garniturów w dobrej cenie oferuje właśnie Próchnik który pod wodzą Krzyśka Grabowskiego zamienił się w dobrze poukładany biznes.

Tym samym Bytom chcąc przetrwać będzie musiał się odnaleźć pomiędzy okopanym Próchnikiem i wracającą na pozycje Vistulą. Nie będzie łatwo bo mocy polskich marek nie należy bagatelizować. Zawiadując Vistulą w latach 2006 do 2008 przekonałem się dobitnie, że mimo dobrego marketingu, produktu i rozwiniętej sieci sklepów nie zdołaliśmy wyeliminować z rynku ani Bytomia ani Próchnika nie mówiąc już o kilku innych mniej rozpoznawalnych ale rosnących w siłę marek. Dzisiaj pojawili się na rynku kolejni, ambitni gracze jak choćby www.lavard.pl czy prawdopodobnie najlepsze produkcyjnie w Polandzie www.lancerto.pl (nie wiem czemu to wszystko na L czyżby tribute to Lambert&Lantier J). Nowi o klienta walczą ostro i wiedzie im się coraz lepiej.

A rynek nie jest z gumy. Na dodatek, najbliższe dwa lata nie będą dla  retailu najlepsze. Statystyczny nabywca odzieży męskiej z segmentu+ z całą pewnością ograniczy swoje wydatki. Tym samym rozwój w takich warunkach nie będzie sprawą prostą. Zakładam, że każda z marek wojujących na naszym rynku ma swój wariant B, który wdraża już lub za chwilę wdrażać będzie. Dodam, że wypowiadam się tu, jako w pewnym sensie konkurent wszystkich wymienionych. Pisze w pewnym sensie ponieważ ideę w www.rageage.co.uk mamy nieco inną, podobnie jak podejście do produktu i klientów ale nie zmienia to oczywiście faktu, że tak długo jak długo sprzedajemy garnitury, koszule i krawaty poruszamy się w podobnym obszarze rynku. Rage Age narodziło się w roku kryzysu w oparciu o przekonanie, że potrzeby panów w Polandzie nie są jednolite, a odważna własna komunikacja marketingowa w połączeniu z wysokiej jakości produktem może dać szansę powodzenia. 5 kolekcja dowodzi, że taka strategia miała sens.

Na rynku odzieżowym funkcjonuję od 2004 roku. Jakkolwiek jest to zaledwie 7 lat to w tym okresie przećwiczyć można było wszystko: wiosnę unii w 2004, załamanie rynku w 2005, eksplozję konsumpcji w 2007 i załamanie wiosną 2009. Żaden z uczestników rynku nie może być bierny wobec zmian które na nim cały czas zachodzą. Jednym z najlepszych dowodów jest właśnie szycie na miarę. Niegdyś prawie nieistotny element, dzisiaj jak sądzę stanowiący spory procent całości rynku. I na to jak sądzę stawia Michał w Bytomiu. Wytrwałość w tej materii potrafi przynieść doskonałe rezultaty o czym najlepiej świadczy powodzenie www.emanuelberg.com marki stworzonej od zera przez ikonę wiedzy o koszuli Pana Jarosława Szychuldę.

Mój pomysł na Bytom był nieco inny. Planowałem przekształcenie męskiego brandu w koncept damsko-męski zbliżony klimatem do Massimo Dutti. Koncept uwzględniający szycie na miarę byłby w sposób oczywisty silniejszy dzięki paniom, których chęć do zakupów jest nadal znacznie większa. Taka strategia wydawała się jednak części akcjonariuszy zbyt odważna. Cóż, jak zwykle czas pokaże. Póki co zwyciężyli zwolennicy wyłącznie męskiej marki.

O tym, że założenie było słuszne a krok w kierunku kobiet rozsądny,  przekonałem się tworząc z Moniką naszą nową markę damską www.monikajaruzelska.pl. Ale to już zupełnie inna historia…

Różni nas w zasadzie tylko tyle, że świadomie staramy się pozyskiwać również tych klientów, którzy kierują swoje kroki do uznanych i drogich światowych marek.

Oczywiście wypowiadam zdanie jako konkurent, ale i akcjonariusz firmy jako że nadal mimo, iż wiodący akcjonariusz nie zdecydował się na realizowanie mojego scenariusza zmian w tej marce swoje akcje posiadam i liczę, że dzięki Michałowi na nich zarobię, choć na pewno nie stanie się to w najbliższej przyszłości.

16 Comments