ARKAN

zeljko_raznatovic

Czyli o tym co łączy wojnę, politykę i piłkę nożną

Początek wojny w Słowenii solidnie rozczarował sztabowców. Mimo iż jugosłowiańska armia ludowa liczyła sobie niemal 200 tysięcy żołnierzy, większość z nich stanowili poborowi, których chęć do walki oscylowała wokół zera bez względu na to z jakiej republiki pochodzili. Korpus oficerski, choć w większości serbski, składał się z ludzi, których uformowano w Jugosławii – kraju, w którym przez kilka dziesięcioleci nacjonalizm wyrywano niczym chwasty a samo wojsko szczyciło się swoim wieloetnicznym rodowodem. Armia miała stać na straży zdobyczy jaką zdawała się być Federacja Socjalistycznych Republik Jugosławii i pod takim hasłem 27 czerwca 1991 najechała najbardziej zachodnią z republik.

Natarcie, mimo iż powinno znokautować niemal bezbronną republikę, szybko ugrzęzło. Żołnierze podejmowali walkę bardzo niechętnie a przy pierwszej możliwej okazji poddawali się lub dezerterowali. Zdeterminowana ludność cywilna okazała się zaporą nie do przebicia a kiedy tłumom demonstrantów uległa nawet elitarna jednostka pancerna wysłana z Belgradu, w sztabie zdano sobie sprawę, że wojna jest przegrana. 6 lipca było już po wszystkim. Politycy zebrali się na rozmowach pokojowych, ale dla każdej ze stron było to zagranie taktycznie. Wszystkie strony potrzebowały czasu, aby zdobyć uzbrojenie i zorganizować armię. Powyższe dotyczyło także armii jugosłowiańskiej skompromitowanej nieudaną operacją wojskową. Zgodnie z porozumieniem miała opuścić teren Słowenii, ale niechętnie witano ją przecież w jej chorwackich bazach. Rzecz miała spore znaczenie, ponieważ od wiosny 1991 roku szerzyły się większe i mniejsze incydenty zbrojne. Pakrac, Plitvice ujawniały poziom napięcia, ale nie przekraczały granicy, za którą była by już tylko wojna. Incydenty służyły jednak narastającej wojnie nacjonalistycznych oskarżeń, która zebrała krwawe żniwo w zdominowanej przez Serbów wsi Borove Selo nieopodal Vukovaru.

Pretekstem do masakry stała się… flaga Jugosławii. Chorwaccy aktywiści nakazali jej usunięcie i wymianę na własne barwy narodowe. Tyle, że w maju 1991 nie istniało jeszcze takie państwo. Doszło do pierwszego starcia, w którym o zapalczywość sporu zadbały obie strony przyszłego konfliktu. Na polu walki obok oficjalnych formacji pojawili się ochotnicy. Po stronie serbskiej formacja, o której wkrótce miał usłyszeć cały świat. Serbska gwardia ochotnicza nie wyrosła jednak sama a jej krwawe pojawienie się na politycznej scenie zostało wcześniej dobrze przygotowane. Co jednak najważniejsze, nowa i agresywna grupa paramilitarna miała zdecydowanego i charyzmatycznego przywódcę a pierwsza rzeź zamiast sparaliżować, spolaryzowała opinię publiczną. Kim był człowiek odpowiedzialny za pierwszą rzeź bałkańskiej wojny?

Željko Ražnatović – znany znacznie lepiej jako Arkan, urodził się jako czwarte dziecko ambitnych rodziców. Ojciec – wysoki oficer jugosłowiańskiego lotnictwa długo czekał na syna a gdy ten tylko pojawił się na świecie od razu założył, że wychowa go na oficera. Dzieciak, mimo iż wychowywany niezwykle twardą ręką, od początku sprawiał problemy a pierwszą odsiadkę zaliczył jako czternastolatek. Z woli ojca spędził rok w poprawczaku, w którym nauczył się szybko prostej prawidłowości: albo ty trzymasz za mordę innych, albo inni trzymają ciebie. W efekcie wyszedł na wolność jako zatwardziały kryminalista. Ciężkiej służby w marynarce, która miała być konsekwencją kary, nawet nie podjął. Zbiegł z Kotoru i… pojawił się w Paryżu gdzie rozpoczął błyskotliwą karierę kasiarza i włamywacza. Kiedy go złapano miał niecałe 20 lat. Po ekstradycji wylądował w Valjevie, jednym (do dzisiaj) z najcięższych więzień w Jugosławii. Tu, ku zaskoczeniu władz, prędko zdobył sobie silną pozycję a jeszcze przed końcem odsiadki stanął na czele własnego gangu.

Wychodząc z więzienia był już najprawdopodobniej współpracownikiem jugosłowiańskich służb bezpieczeństwa. Te, podobnie jak polskie (afera „Żelazo”) a zapewne wszystkie inne tajne służby świata, lubiły posługiwać się ekipami posłusznych przestępców. Tyle, że jugosłowiańska UDBA celowała w tej technice w szczytowych latach, mając na utrzymaniu ponad 150 przestępców różnych specjalności. Pośród nich nie brakowało doświadczonych zabójców. Historycy na konto tej krwawej służby zaliczają grubo ponad sto ofiar oraz trudną do policzenia liczbę nieudanych zamachów. W owych czasach Jugosłowianie plasowali się wysoko w przestępczym rankingu Europy, ale Arkan przebił ich wszystkich. Jego spektakularne napady i ucieczki z więzień stały się tematami dla telewizji i prasy a szczytowym osiągnięciem stało się odbicie kompana w trakcie posiedzenia sądu! Trudno się dziwić, że Stane Dolanc – przyjaciel ojca a przy okazji wysoki funkcjonariusz bezpieki lubił mawiać, że jeden Arkan jest wart znacznie więcej niż wszyscy Udbasi razem wzięci.

Wielkim finałem kariery  Ražnatovića było zabójstwo Stjepana Durekovića w 1983 roku. Ten niegdyś prominentny komunistyczny biznesmen po ucieczce do Niemiec stał się aktywnym chorwackim działaczem. Powyższe pomimo notorycznych upomnień ze strony niemieckich tajnych służb, których był… agentem. Agentem – jak najeży sądzić niezwykle cennym, ponieważ jego akta okazały się tajne nawet w 2015, kiedy skazywano współsprawców jego śmierci. Ręce niemieckiej BND okazały się wystarczająco długie, aby dosięgnąć agentów jugosłowiańskich po niemal 30 latach co tłumaczy przezorność Arkana, który od tego czasu trzymał się z dala od zachodniej Europy i koncentrował się na napadach we własnym kraju, korzystając z bezpieczeństwa jakie zapewniał bezpieczniacki parasol ochronny. Lata płynęły a rozrywkowo-gangsterski styl życia Željko Ražnatovica coraz bardziej nie podobał się ludziom władzy tym bardziej, iż Arkan udzielał się we wszystkich republikach i wszędzie okazywał się być ponad prawem. Bezpieczną przystań znalazł jednak w rodzinnym Belgradzie a zapewniła mu ją… piłka nożna.

Druga połowa lat 80-tych odcisnęła się fatalnie na kondycji gospodarczej Federacji Socjalistycznych Republik Jugosławii. W komunistycznym raju ujawniało się coraz bardziej bezrobocie a narastająca frustracja powoli wylewała się na ulice wykwitając najbardziej na stadionach. Areną największych niepokojów była Marakana – stadion stołecznej Crvenej Svezdy, oczka w głowie serbskich polityków. W tym czasie północna trybuna, która od zawsze opanowana była przez dwa zwalczające się związki kibiców rozpadła się na kilkanaście zwalczających się formacji. W efekcie mecze stały się okazją do regularnych bitew, które bardzo nie podobały się lokalnej władzy. Receptę zaproponował… Stane Dolanc – w tych czasach najwyższych zwierzchnik wszystkich sił specjalnych Jugosławii.

Arkan, który był fanatycznym fanem stołecznej drużyny, otrzymał zadanie, które bardzo mu odpowiadało. Zaczął od założenia… kolejnej grupy kibiców, którą ochrzcił Delije (Junacy), zrywając przy tym z modą na egzotyczne nazwy (jedna z grup nazywała się Zulusi). Wojskowy dryl i żelazna dyscyplina początkowo się nie podobały, ale wszystko odmienił arkanowski brutalny blitzkrieg. Przywódcy konkurencyjnych grup podporządkowali się, bądź tajemniczo znikli, a ład i porządek na stadionie był bezwzględnie egzekwowany. Prasa zachwycała się postawą kibiców, którzy zamiast zwalczać się nawzajem i wyczyniać burdy skoncentrowali się na jednolitej i spektakularnej oprawie meczy. Oprawie, która z roku na rok nabierała coraz  bardziej niepokojących cech. Delije stali się bowiem serbskimi nacjonalistami a ich wojskowym szkoleniem zajęły się tajne służby.

Pierwszym testem dla Delije był 13 maja 1990, kiedy to na ligowym meczu w Zagrzebiu spotkały się Crvena Svezda i Dinamo Zagrzeb. W tle dokonywały się ważne zmiany w chorwackiej polityce, a nacjonalista Franjo Tudjman otwarcie stawiał na niepodległość. Przed meczem a także na samym meczu doszło do zamieszek, które na zawsze stały się symbolem wojen w byłej Jugosławii. Spotkanie dwóch ligowych liderów zamieniło się w pierwsze od dziesięcioleci starcie dwóch narodowości.

Mimo iż wypadki pokazała jugosłowiańska telewizja państwowa, chęć to rzucania się sobie do gardeł była jeszcze minimalna. Agresywnych kibiców traktowano jako margines, a społecznej niechęci do wojowania dowiodła najlepiej kompromitacja armii federalnej. Przebudowa wycofywanych jednostek wymagała zwiększenia poboru, przed którym młodzi mężczyźni coraz częściej się ukrywali. Było jednak rozwiązanie: po obu stronach konfliktu znaleźli się gotowi do walki kibice, choć Serbowie byli początkowo znacznie lepiej przygotowani. Sformowana przez Arkana Serbska Gwardia Ochotnicza była dobrze wyszkolona a od wiosny 1990 również uzbrojona i zmechanizowana. To dzięki niej polityczna potyczka wokół flagi we wsi Borove Selo zamieniła się w otwarte starcie militarne. To dzięki niej doszło do krwawej walki o panowanie nad Sławonią i Vukovarem, a zbrodnie, do których wtedy doszło całkowicie zmieniły postrzeganie konfliktu w byłej Jugosławii. Arkan, i zorganizowani przez niego kibice,  stał za najbardziej brutalnymi atakami na wszelkich frontach tamtej wojny a na zbrodniach i przestępstwach z nią związanych dorobił się gigantycznej fortuny.

Kiedy umilkły działa kupił drugorzędny belgradzki klub piłkarski Obilic i za pomocą kolejnych zbrodni i zastraszania zapewnił mu tytuł mistrza Jugosławii. Start w Lidze Mistrzów uniemożliwiła zła sława właściciela klubu, który ze swoim krwawym nacjonalizmem nie krył się w najmniejszym stopniu. Jego wpływy i ambicje polityczne zderzyły się z oczekiwaniami aparatu władzy a ten zarówno w Serbii, jak i pozostałych byłych republikach, skutecznie kontrolowali funkcjonariusze dawnych służb specjalnych. W styczniu 2000 roku Željko Ražnatović – znany jako Arkan, miał już bardzo konkretne plany co do dalszego funkcjonowania w ramach tego, co jeszcze zostało z dawnej Jugosławii. Owe plany zostały brutalnie zweryfikowane kulami, które dosięgły go w lobby belgradzkiego hotelu Intercontinental 15 stycznia 2000 o godzinie 17.05. Zabójcą był 23-letni Dobrosav Garvić – funkcjonariusz milicyjnej jednostki specjalnej, który akurat tego dnia przebywał na urlopie.

Gavrica skazano wprawdzie na długoletni wyrok, ale… uciekł z więzienia. Obecnie przebywa w RPA.

Powiązane wpisy

5 Comments
Previous Post
narwik
Next Post
jeden