Desant wolności

Czyli o tym, że może już niebawem błękitne hełmy spotkają się nad Dnieprem.

„UE rozszerzyła w poniedziałek listę osób i firm objętych sankcjami. Na spotkaniu w Brukseli ministrowie spraw zagranicznych postanowili dodać do czarnej listy 13 osób, jak również zamrozić aktywa kilku firm z Krymu. Tym samym unijne sankcje wizowe i finansowe związane z kryzysem ukraińskim dotyczą już 63 osób i podmiotów gospodarczych”.

Nie ma co. Imponujący sukces UE.

Od pierwszej chwili, gdy zielone ludziki wylądowały na Krymie,  światowe media donosiły o sankcjach którymi prawy świat zdzieli rosyjskiego misia w pysk, a następnie kopniakami w zad wypędzi  poza niegodziwie naruszone ukraińskie granice. Tymczasem, mimo kolejnych powarkiwań, sankcje pojawiały się niemrawo, a jeśli już stawały się ciałem, dotyczyły de facto osób i instytucji, a nie samej Rosji. Choć wszelkiej maści publicyści prześcigają się w domniemaniach, jak międzynarodowa wspólnota może dopiec agresywnej Rosji, nikt nie odpowiada na pytanie, dlaczego w tak ważnej sprawie, jaką jest naruszenie granic innego państwa, nie wypowiedziała się do tej pory instytucja zgodnie z międzynarodowymi traktatami mająca najwięcej do gadania.

Mowa tu oczywiście o Radzie Bezpieczeństwa ONZ, jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym, organie powołanym zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych właśnie po to, aby na podnoszących rękę na międzynarodowy ład nakładać polityczne, dyplomatyczne, ekonomiczne, a w końcu militarne sankcje. Zagadka wyjaśniłaby się częściowo, gdyby media poinformowały czytelników, iż choć w owym organie znajduje się 15 państw dysponujących po jednym głosie, to realne znaczenie zawarowano wyłącznie dla 5 stałych członków tego szacownego ciała. Tym samym wyłącznie Chiny, Rosja, Francja, Wielka Brytania i USA dysponują prawem veta i są w stanie zablokować każdą inicjatywę, która im pospolicie nie odpowiada. Zagadka wyjaśniłaby się do końca, gdyby rozmiłowanym w sprawiedliwości europejskim wyborcom wyjaśnić, iż taki a nie inny kształt Rady Bezpieczeństwa zaplanowano w Teheranie i Jałcie właśnie po to, aby żadnemu z członków stałych, stojąca na straży pokoju organizacja nie była w stanie uczynić nic złego. Ów aksjomat niezbędnej do legalnej akcji militarnej współpracy i brak możliwości jej podjęcia wobec wielkiej piątki uczyniono jednym z podstawowych fundamentów tego chroniącego pokój ładu międzynarodowego! Jak to wyjaśnić czytelnikom przekonanym, że gnębiącym lud tyranom daje się zawsze po łapach?

Ponieważ wyjaśnić nie ma jak, lepiej pisać o SANKCJACH, które agresywną Rosję niebawem sprowadzą do epoki kamienia łupanego. Dlatego też nie natkniemy się w mediach na podsumowanie sankcji i oszacowanie ich efektów. Przeczytamy za to sporo o odpływie kapitału i innych skutkach gospodarczego bojkotu, które jednak z oficjalnymi sankcjami nie maja nic wspólnego. Inna sprawa, że rosyjski RTS (indeks 50 największych spółek z moskiewskiego parkietu) na przestrzeni ostatniego roku zanurkował na ponad  -13%, a rzut oka na wykres od razu powie nam dlaczego. Tyle, że w tym samym czasie analogiczny indeks 50 najlepszych spółek na GPW… zniżkował o 5%. Odpryskiem? Być może, choć to akurat z wykresu nie wynika. 

Ataków gospodarczych Rosja bagatelizować nie może, a przynajmniej nie powinna. Efekty stosowania takiej broni poczuła już w swojej historii kilkakrotnie. W sposób najbardziej współczesny, w trakcie wojny z Japonią w 1905 roku, kiedy to światowa finansjera nie tylko odmówiła kredytów Rosji, ale niezwykle ochoczo wsparła inicjatywy militarne rządu japońskiego. Co ciekawe, zarówno wojenne, jak i następujące po wojnie działania finansistów miały silny związek z polityką człowieka, który ster Rosji uchwycił niezwykle zdecydowanie, w młodym wieku, i z niezwykle perspektywicznym planem budowy Rosji. Mowa tu o Piotrze Arkadiewiczu Stołypinie, w opinii wielu badaczy jednym z najwybitniejszych polityków w historii Rosji. Choć Stołypin powszechnie kojarzy się z niezwykle krwawą pacyfikacją rewolucji 1905, to mało kto zdaje sobie sprawę, że ów skuteczny polityk nie miał wątpliwości, iż terrorem nie rozwiąże się oczywistych problemów tego wielkiego kraju. Jako zadeklarowany monarchista, bezpieczeństwo caratu chciał zapewnić poprzez zdecydowaną poprawę losu chłopstwa. Choć monarcha nie popierał tego projektu, Stołypin jako trzeci w historii premier Rosji ukazem z 9 listopada 1906 przyznał chłopom prawo wykupu gminnych gruntów, a dla ich sfinansowania utworzył Bank Włościański. Kredyty miały być spłacane przez 50 lat. Efektem tej polityki było zmniejszenie majątków szlachty o ponad 10 milionów hektarów, a także rozdzielenie 27 milionów hektarów z rozwiązanych gmin, a to wszystko w ciągu zaledwie 10 lat! Na początku 1916 roku, chłopskie wkłady w kasach oszczędnościowych przekroczyły 2 miliardy rubli, a na wsiach zaczęły się pojawiać pierwsze traktory. Rosja zawdzięczała Stołypinowi niezwykle śmiałe plany rozbudowy, industrializację Syberii, a przede wszystkim plan daleko posuniętej decentralizacji cesarstwa. Ów plan zakładał przyznawanie autonomii, w zamian za silne powiązania gospodarcze modelu nowego państwa. Co być może najciekawsze, Stołypin przewidywał również przyznanie niepodległości wasalom Rosji, a Polska prawem samostanowienia miała być obdarowana w 1920 roku.

Polityka Stołypina pokrywała się erą postępową, czyli tym okresem w historii USA (1900-1920) kiedy polityka państwa skierowana była głównie na likwidację wielkich obszarów biedy stanowiących pozostałość wojny secesyjnej. Prezydent Wiliam Taft, prawnik z wykształcenia i przekonań wypowiedział się w tym czasie, że prawodawstwo socjalne Stołypina jest bliższe doskonałości niż w jakimkolwiek innym demokratycznym kraju tej epoki. Plany modernizacji Rosji bacznie oceniano poza jej granicami, a badacze wróżyli, iż konsekwencja w ich wdrażaniu zapewni cesarstwu ekonomiczną dominację na kontynencie europejskim. Często cytowane słowa Stołypina: „Dajcie państwu 20 lat wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa, a nie poznacie Rosji” nie wywołują, choć powinny, głębszego namysłu. Wypowiedziane w kwietniu 1910 stanowiły wyraźną intencję pokojowej postawy Rosji. Co ciekawe, premier, który jako pierwszy rozpoczął reformę skrajnie antysemickiego prawodawstwa w Rosji, zginął od kuli żydowskiego socjalisty Dymitra Bogrowa 14 września 1911 roku. Co ciekawsze, agresywny sojusz z Serbią, który kilka lat później stał się bezpośrednią przyczyną wybuchu wielkiej wojny zawarto… 13 marca 1912 pod auspicjami pozbawionego roztropnych porad cara Mikołaja II. Cóż, Bogrow był agentem Ochrany. Stołypin petersburskim elitom bardzo się nie podobał…

Co być może jeszcze ciekawsze, Władymi Władymirowicz Putin, który ze swoją oligarchią zdaje się robić co tylko przyjdzie mu do głowy, nie zdołał nakłonić finansowych potentatów do ufundowania Stołypinowi  moskiewskiego pomnika. Czyżby do dziś rosyjskie elity finansowe pałały niechęcią do najtwardszego reformatora Rosji? A może w ten wyrafinowany sposób chciałyby pozbawić Putina złudzeń co do roli w budowaniu przyszłości Rosji?

Tak czy inaczej, współczesna Rosja musi się zmierzyć z konsekwencjami para-wojny. Założenie, że przystąpiła do niej nieświadomie lub z głupoty, choć jest namiętnie lansowane w mediach, trudno przyjąć za wiarygodne. Prawdy w tej materii nie pozna się jednak pewnie nigdy, a należy mieć nadzieję, iż ostateczny podział wpływów ustali się pomiędzy Moskwą i Waszyngtonem. Każde rozwiązanie przyjęte na tej linii utrzyma obecny międzynarodowy status quo, który i tak trwa siłą rozpędu. Ujawnienie trzeciej siły wprowadzi stosunki europejskie w nową erę, w której żadne sankcje nie będę już pewnie miały najmniejszego znaczenia.

A Polska? Choć naszym głównym partnerem eksportowym są od lat Niemcy, nikt nie prowadzi statystyk, jak duża część tego eksportu to de facto dostarczanie produktów po „zniemczeniu” trafiających na rynek Rosji. Warto pamiętać, że choć najwięcej żywności (4,5 mld EUR) kupili od nas Niemcy, Rosja plasuje się na trzecim miejscu z wynikiem 1,2 mld EUR. Łączny eksport do WNP wyniósł w 2013 roku ponad 15 mld EUR i wzrósł w stosunku do 2012 o ponad 7% i przekroczył 10% polskiego eksportu  ogółem. To nie mało. Oczywiście ktoś zauważy, że WNP to nie tylko Rosja, ale trudno się spodziewać, że polityka Rosji nie znajdzie odzwierciedlenia w polityce innych państw wspólnoty. Co ciekawe, wedle danych za 2013, bilans w handlu zagranicznym z naszym wschodnim sąsiadem po raz pierwszy od lat wykazał nieznacznie ujemne saldo, a Rosja jest naszym drugim co do wielkości partnerem importowym. Niestety, wszystko wskazuje na to, że w roku 2014 sporo się w tej materii zmieni. O ile trudno się spodziewać realnego ograniczenia importu z Rosji, eksport może się brutalnie dostosować do pryncypiów naszej obecnej polityki.

Nasi dzielni politycy od zawsze wyrażają przekonanie, że wolność nie ma ceny. Czas pokaże. Dotychczasowy bilans wysiłków za „waszą wolność i naszą” wykazuje zdecydowanie ujemne saldo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powiązane wpisy

6 Comments
Previous Post
Next Post