Dlaczego 11 listopada?

Po raz kolejny celebrowaliśmy święto 11 listopada. Czy ktoś się w ogóle zastanawia dlaczego to właśnie ta data ma symbolizować naszą niepodległość? Większość pytanych odpowie: przyjazd Piłsudskiego do Warszawy. Fakt, ale to było po pierwsze dnień wcześniej, po drugie 11 listopada dokonało się przekazanie władzy wojskowej Piłsudskiemu przez Radę Regencyjną. Dlaczego ta akurat czynność jest symbolem odzyskania państwowości?

Sądzę, że czytelników bardziej zaskoczy co innego: to święto jest już starsze w III RP, ponieważ w II było obchodzone zaledwie dwa razy w 1937 i 1938 roku. Wcześniej nie dało się go zapewne wprowadzić z uwagi na silny konflikt pomiędzy obozem narodowym i piłsudczykami. Co ciekawe, przywrócenie 11 listopada jako święta nie jest zasługą pierwszego wolnego parlamentu. Nasze narodowe święto wskrzesza ustawa sejmu PRL z 15 lutego 1989. Wnioski są oczywiste. Zarówno w II jak i w III RP miało przede wszystkim charakter ściśle polityczny tym samym nie dywagowano czy aby na pewno jest to dobra data. Dla mnie osobiście, symbolem niepodległości była by data pierwszych wyborów do sejmu czyli byłyby to kolejne rocznice 26 stycznia 1919. W Polsce sanacyjnej taka data podobać się nie mogła. W owych wyborach największy procent głosów zdobył Związek Ludowo Narodowy ( 37%) a popierający Piłsudskiego PPS ( i to nie sam ) raptem 12,5% Jak by nie patrzeć wskazuje to jasno na preferencje wyborców w owym czasie. Zastanawiające jest to, że do 1937 roku daty odzyskania niepodległości oficjalnie nie przyjęto co samo w sobie odzwierciedla dobrze podziały społeczne. Owe preferencje będą również widoczne w trakcie wojny. Powszechnie się wydaje, że okupowanym kraju działa jednolita siła zbrojna i jednolita reprezentacja władz emigracyjnych. Po prostu nie pamiętamy lekcji historii ze szkoły straszliwie zresztą w tym zakresie nudnych. Gdyby jednak odrobinę odbrązowić ten okres, uczyć o tym jak zaciekle i jakimi metodami się zwalczano było by to na pewno z wielką korzyścią dla naszej współczesnej świadomości. Bez tej wiedzy budujemy mit II RP która staje się krajem z telenoweli za który bohatersko i niejednokrotnie umierali jednak bardzo ideowi ludzie. Może kiedyś ktoś wreszcie napisze o Polsce i polskości inaczej niż z tym ciężkim zadęciem które stworzyli mam wrażenie raczej literaci niż faktyczni uczestnicy wydarzeń. Nie czytamy bowiem o postawach ludzi którzy nie popierając walki stawali do niej z poczucia obowiązku, walczyli nie fanatycznie ale z przekonania. Czytając wspomnienia z Powstania Warszawskiego trafiamy coraz częściej na pełne goryczy opisy morderczych walk na Starówce kontrastowane z koszarowanym drylem obowiązującym w Sródmieściu. Drylem połączonym zresztą ( jak to przedstawiają niektóre relacje ) ze znacznie mniejszą chęcią do walki. Nic nie da się poradzić na to, że pierwszą niepodległość straciliśmy w rezultacie znacznego umocnienia naszych sąsiadów i własne już błędy w wewnętrznej polityce. Chciało by się powiedzieć: nie my jedni. Warto jednak pamiętać, że w praktyce już od XVII wieku państwa ościenne odgrywały już bardzo znaczącą rolę w polityce Polski. A co to dokładnie oznacza to już zależy od interpretacji. Przykład? Wiadomo, że Piłsudski współpracował z wywiadem Austrii realizując swoją drogę odzyskania niepodległości. Jego wielki adwersarz Dmowski współpracował z Caratem. Współpracował tak żarliwe, że w efekcie doprowadził do podziałów we własnym zapleczu, podziałów wywołanych właśnie zróżnicowanym entuzjazmem do wspierania Rosji. I nie ma tu znaczenia czy był agentem. Współpracował działając w Dumie i innych oficjalnych organizacjach carskich czyli można by raczej użyć określenia równie pejoratywnego jak agent czyli w tym wypadku kolaborant. Losy tych dwu ludzi kilkakrotnie bardzo się związały i mam wrażenie gdyby nie te dwie postacie Polska po prostu by się nie odrodziła. I na zakończenie jeszcze jedno. Zyciorysy polskie plotą się często bardzo dziwnie. Jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego, bojowiec PPS i w zasadzie terrorysta staje się potem zagorzałym państwowcem. W trakcie spotkania na moście w dniu zamachu majowego wymówi mu przyjaźń. Ten człowiek to oczywiście Stanisław Wojciechowski urzędujący Prezydent RP. I ten człowiek napisze o sobie: ”Stanęło na tym, że Japończycy będą dawać nam pieniądze na zakup broni i ułatwiać jej odbiór w Hamburgu, a my będziemy zbierać dla nich wiadomości o ruchach i nastroju wojsk wysyłanych na Wschód. Stosunki te były otoczone największą tajemnicą. Wiedział o nich tylko Piłsudski, Jodko, Filipowicz i ja „. A zatem Prezydent Wojciechowski agntura japońska?

Powiązane wpisy

0 Comments
Previous Post
Next Post