Uber

Czyli o tym, że technologia zmienia świat.

Mój kierowca to Jacek i mogło by to faktycznie dziwić gdybym sunął Uberem po Warszawie. Tyle, że Jacek a właściwie Jack podebrał mnie właśnie z wielkimi oporami w centrum Chicago. Choć dojazd miał mu zająć zaledwie 5 minut w praktyce zajęło mu to niemal cztery razy dłużej. Jego wysiłki aby do mnie dotrzeć obserwowałem z prawdziwymi wypiekami na twarzy. Najwyraźniej brak znajomości miasta to uniwersalny znak rozpoznawczy kierowców Ubera ale nigdy nie zrozumiem ich uporu aby jechać gdzie indziej niż wskazuje im ….. ich własna aplikacja😊

Jako, że za kierownicą trafił się rodak umocniłem się w zamiarze zwiedzenia polskiego (nomen omen) „Jackowa” tak bowiem zwie się zamieszkała przez naszych rodaków dzielnica Chicago. Zwie się albo raczej zwała bo nasi rodacy walnie z niej wyemigrowali. Niektórzy do Polski (kryzys finansowy solidnie przetrzebił emigrację) inni do Norridge, Des Plaines, Niles czy Palatine i radzą tam sobie całkiem nieźle! Trzy pierwsze mają nawet polskich burmistrzów i solidną reprezentację rajców miejskich. Dodajmy, pracujących społecznie. W tutejszym systemie prowadzeniem miasteczek zajmuje się etatowy i apolityczny manager a luminarze pełnią swoje funkcje społecznie. Gaworząc z narzekającym na wszystko Jackiem mijamy dumny banner Polish Museum of America i po chwili stajemy przed frontonem opoki polskości znanej nie tylko lokalnie jako „Trójcowo”. Ta wazna niegdyś palcówka parafialna choć istnieje od ponad 100 lat miała sczeznąć już w 1986 roku gdy odpływ wiernych zniechęcił operatywnych włodarzy kościelnych nieruchomości którzy nie ustają w wysiłkach aby zbędne obiekty sakralne zaoferować na sprzedaż lub wynajem https://www.archchicago.org/offices-and-ministries/real-estate Świeża emigracja oraz gorliwa akcja polityczna pozwoliły skutecznie odbudować społeczność wiernych ale dzisiaj po 30 latach parafia ponownie znalazła się na zakręcie tym bardziej, że chicagowska archidiecezja niecierpliwie rozgląda się za przychodami a jej nieruchomościowe aktywa solidnie zyskały na wartości. Deweloperzy docenili już walory https://blockclubchicago.org/2019/02/14/century-old-st-ann-church-in-pilsen-sold-will-become-apartments-or-condos-archdiocese-confirms/ i trudno się dziwić, ponieważ obiekty sakralne to z natury rzeczy atrakcyjne budynki lub lukratywne dewelopersko działki.

Ochoty do sprzedaży nie można wiązać wyłącznie ze typową dla rzymskiego kościoła chciwością. Problem jest znacznie poważniejszy: prokurator generalny stanu Illinois szykuje się bowiem do poważnego powództwa twierdząc iż kościół w stanie ukrywał kilkaset przypadków związanych z molestowaniem dzieci i dorosłych. W warunkach amerykańskich oznacza to odszkodowania a na te potrzeba pieniędzy. Gdy ich nie ma, windykatorzy błyskawicznie dobierają się do nieruchomości o czym dobitnie przekonały się już inne amerykańskie archidiecezje.

W kościele św Jacka który niegdyś użyczył nazwy polskiej dzielnicy również nie dzieje się najlepiej. Nabożeństwa od dawna prowadzone są również w języku hiszpańskim a od 4 lat nie działa już istniejąca przez 120 lat polska szkoła. Trudno się dziwić: polskie dzieci uczą się obecnie gdzie indziej choćby w Palatine ( https://www.fryderykchopin.org/index.php/donacje ) Na „Jackowie” pozostali już niemal wyłącznie sami starzy ludzie o czym najlepiej świadczy komunikowana nadal po polsku lokalna oferta.

Mój „Jacek” zostawać za oceanem nie zamierza. Kierowcą Ubera jest już niemal rok i nadal nie znalazł dobrego pomysłu na życie. W trakcie 3 wspólnie spędzonych godzin intensywnie kontaktuje się ze znajomymi z fejsbuczka. Nie ma wątpliwości: emocjonalnie żyje nadal w Polsce. Powyższe podejście walnie wspierają social media i ich zdolności do symulowania więzi społecznych. Czy aby na pewno symulowania? Niebawem może się przecież okazać, że te elektroniczne są znacznie silniejsze niż więzy budowane z nieznanymi bliżej ludźmi ….. w windzie. Wspólnocie polskiej nie pomoże to na pewno. Andrew Przybylo burmistrz Niels powołuje się na korzenie ale ….. nie mówi po Polsku. Co ciekawe w tym języku nie porozumiewa się również Matthew Bogusz burmistrz Des Plaines kolega szkolny tragicznie zmarłej radnej Joanny Sojki która stanowiła jeden z rzadkich przykładów udanej kariery przy jednoczesnym zachowaniu solidnych więzi kulturowych z Polską.

Na Jackowie nie ma już ściany płaczu, a na owej historycznej stacji benzynowej dominuje język hiszpański. Meksykanie stanowią obecnie podstawowy składnik taniej emigracji zarobkowej zajmując miejsce które przysługiwało kiedyś Słowianom. Nasi rodacy mniej lub bardziej skutecznie zasilili szeregi klasy średniej tracąc przy okazji gorliwość do podkreślania związków z krajem. Co gorsza utracili również tożsamość polityczną.

Poza kościołem sztandar polskości utrzymuje na Jackowie przychodnia i restauracja „Staropolska”. Właścicielom sugerował bym raczej zmianę nazwy na „Peerelowska” doskonale by korespondowała z jakością kuchni i obsługi. Mój Jacek zbytnio się nie zdziwił. Patriotycznie konsumuje w McDonaldzie. „Moja laska tam pracuje” wyjaśnił gdy poprosiłem o uzasadnienie😊

0 Comments
Previous Post