Wyrwij murom zęby krat

katalonia flaga

Czyli o tym, że skuteczna walka wymaga dobrych symboli

Choć na ulicach katalońskich miast i miasteczek nadal zbierano rannych, premier Hiszpanii Mariano Rajoy oświadczył zdecydowanie iż żadnego referendum nie było a to co wydarzyło się w minioną niedzielę to nieodpowiedzialna akcja politycznych samobójców. Premier oświadczył hardo, iż nawet jeśli polała się krew lała się wyłącznie dlatego, iż zadaniem nadrzędnym dla jego rządu jest obrona konstytucji. Powyższe stanowisko ochoczo poparł Berlin i nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt…… iż łamanie innych konstytucji ani Berlinowi ani Madrytowi nie przeszkadzało.

W 1991 roku, konstytucja Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii uchwalona w 1974 roku nie przewidywała żadnej możliwości secesji tworzących ją republik. Choć dawała takie prawo tworzącym ja narodom, to ów zapis miał jedynie charakter marketingowy i nie wyposażono go w przepisy wykonawcze. Mimo to, parlamenty Republiki Słowenii i Chorwacji zdecydowały się na uchwalenie własnych konstytucji i ogłosiły niepodległość mając pełną świadomość iż z godnie z ówczesnym stanem prawnym narażają się na interwencję armii federalnej. Warto pamiętać, iż państwem które gorliwie zachęcało Ljubljanę i Zagrzeb do secesji były Niemcy i one uznały oba nowe państwa jako pierwsze. O ile można rzecz jasna zauważyć, iż Słowenia stanowiła republikę dość jednolitą etniczne a odsetek mniejszości serbskiej w Chorwacji nieznacznie przekraczał 10% całości populacji Republiki Chorwackiej ( 1991 ) to w przypadku Bośni i Hercegowiny rzecz miała się zupełnie inaczej a mniejszość serbska stanowiła tu 31% mieszkańców ( 1991 ). Mimo to parlament federacyjnej Republiki Bośni i Hercegowiny idąc za przykładem Słowenii i Chorwacji, uchwalił konstytucję i przegłosował niepodległościowe referendum pomimo bojkotu tej inicjatywy przez posłów serbskich ( dokładnie w taki sam sposób przegłosowano referendum niepodległościowe w Katalonii tyle, że przy bojkocie ze strony posłów-przeciwników secesji ). Warto pamiętać, iż powyższe działo się w marcu 1992 a zatem już po dwu wojnach które przetoczyły się przez jugosłowiańskie terytorium zatem wybuch kolejnej był w zasadzie pewny. Secesje BiH podobnie jak poprzednie gorliwe poparły Niemcy a wraz z nimi cała Unia Europejska kompletnie zapominając o konstytucji SFR Jugosławii i demokratycznych standardach które powinny być stosowane w sarajewskim parlamencie. Dlaczego zatem wtedy, w obliczu zbliżającej się wojny domowej nie powoływano się na to, że konstytucja jest święta a niepodległość nie może być deklarowana jednostronnie? Co więcej jaka była różnica pomiędzy integrystyczną konstytucją SFR Jugosławii  z 1974 roku a hiszpańską którą w podobnym celu uchwalono w roku 1978? Różnicy nie ma żadnej ale…… jak zwykle zasadnicze znaczenie ma geopolityka.

25 lat temu Niemcy i UE potrzebowały obszaru do ekspansji a wizja małych i słabych państw na południu i wschodzie Europy bardzo podobała się w Berlinie. Świeżo zjednoczone Niemcy wychodziły z politycznej izolacji i ze zrozumiałych względów budowały sobie strefę wpływów korzystając z całkowitej bierności Moskwy i politycznego letargu w Paryżu i Londynie.

Anno domini 2017 sytuacja jest jednak zupełnie inna. Nikt i nic nie jest w stanie zagrozić niemieckiej supremacji, Londyn sam umieścił się na aucie a Ameryka rozgrywa swoją partię z Moskwą tracąc zainteresowanie dla europejskiego poletka. Na dodatek w powodzi „wolnościowych” deklaracji, zapomną się o prostych faktach: Niemcy stanowią pozycję numer 1 w zestawieniach hiszpańskiego importu a razem z Francją odpowiadają za 30% handlu zagranicznego w tym kraju. Perturbacje gospodarcze które z całą pewnością były by skutkiem secesji Katalonii nie mogą się podobać ekonomicznym strategom a jak wiadomo, wolność liczy się tylko wtedy gdy sprzyja ekonomicznym kalkulacjom. Tyle, że rozgrywki realizowane na żywych organizmach mają czasem swoje skutki uboczne i potrafią się wylać na ulice i to właśnie można zaobserwować w Hiszpanii.

1 października 2017 prawicowy premier Hiszpanii popełnił błąd który za pewne na trwałe umieści go w historii. Choć działając w majestacie prawa zrobił wszystko co w jego mocy aby uniemożliwić przeprowadzenie referendum niepotrzebnie dał się wciągnąć w walki uliczne. Zapuszkowani działacze, realność sankcji penitencjarno finansowych skutecznie oddziaływała by na jednostki pozostawiając masy bez przywódców a sprzeciw bez sił napędowych. Tymczasem zdjęcia pałowanych ( w tym  kobiet ) rozpełzły się już po świecie i nawet bez pomocy demiurgicznych rosyjskich hakerów wpłyną na mindset milionów osób w Europie. Co więcej liczone w setkach ofiary starć będą z dumą obnosić swoje rany a pospolite obtarcia urosną do rangi poważnych obrażeń odniesionych na froncie walki z wrogiem.

Wedle większości badań, zwolennicy niepodległości nie mogli być pewni zwycięstwa a Madryt grając na rosnącej grupie niezdecydowanych i zwolenników pozostania w Hiszpanii mógł z całą pewnością ugrać więcej niż stosując metody siłowe. Tyle, że Mariano Rajoy jest Slobodanem Milosevicem swojej epoki i musi grać na nucie która pozwala mu utrzymać się w siodle. Dżin został wypuszczony z butelki a świat mediów społecznościowych uwielbia „sprawiedliwe” protesty zwłaszcza w Europie. Cokolwiek stanie się dalej w politycznym interesie obu stron musi eskalować pozostaje tylko pytanie jaką przybierze formę. Wojny domowej w Hiszpanii nigdy by nie było gdyby nie państwa którym po prostu była na rękę. Czy dzisiaj podobnych interesariuszy nie ma? Oczywiście, że są i właśnie zacierają ręce. Kolebanie Hiszpanią może niebezpiecznie rozbujać Europę zwłaszcza gdy premier Rajoy postanowił gasić pożar benzyna.

Na Kremlu na pewno strzelają korki szampana: UE ma kolejny poważny problem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powiązane wpisy

0 Comments
Previous Post
hiszp
Next Post
1024px-Nürnberg_panorama