Browsing Category wydarzenia

13 Grudnia REAKTYWACJA!

Najpierw mały rys historyczny. W 1973 roku Alfonso Pinochet obala legalnie wybrany rząd Salvatore Allende ale można powiedzieć, że to dzieje się przecież na innym kontynencie.  W tym samym roku wojskowi obejmują rządy w Grecji a po szumnych zapowiedziach aneksji Cypru w lipcu 1974 Turcy desantują się na wyspie. W 1974 wojskowy zamach stanu ma również miejsce w Portugalii. Mało? Rok 1977 to słynna Ofensywa 77 Frakcji Czerwonej Armii w Niemczech w roku 1978 ginie porwany przez Czerwone Brygady Aldo Moro. Na świecie szaleje kryzys naftowy, w gospodarce nie dzieje się najlepiej. Hiszpania po śmierci Franco pogrąża się w gospodarczym kryzysie. W efekcie 23 lutego 1981 Antonio Tejero i kilkunastu zamachowców pod jego komendą wdziera się do  siedziby hiszpańskiego parlamentu a na ulice Walencji wyjeżdżają czołgi gdyż  dowódca tamtejszego III okręgu wojskowego gorliwie przyłączył się do zamachu. Co gorsza, swoje czołgi wytoczyła również elitarna i największa zarazem jednostka armii hiszpańskiej dywizja zmechanizowana Brunete. Czołgi sunące na budynki radia i telewizji powstrzymał osobistym telefonem sam Juan Carlos, nota bene niegdyś oficer tej właśnie jednostki. Król, w mundurze zwierzchnika sił zbrojnych wystąpił również w TV i wzorem De Gaulla przemówił do wojska i narodu.

Europa drugiej połowy lat 70 nie była ani w połowie tak spokojna jak w ciągu ostatnich 20 tu lat. Wojna w Jugosławii, była lokalnym konfliktem który nie rozlał się szerzej w regionie a poprzez swoją południowość nie straszył opinii publicznej nad Sekwaną i Tamizą. Ostatnie 20 lat przeżyliśmy w epoce nadspodziewanego spokoju i dobrobytu który się właśnie kończy.

Ale wróćmy do Polski. Jadwiga Staniszkis uparcie twierdzi, że sierpień 1980 był elementem rozgrywek w ekipie rządzącej. Trudno się z tym nie zgodzić znając kulisy marca 1968 i grudnia 1970.  Nie zmienia to jednak faktu, że iskra padała na podatny grunt jakim było zmęczone kryzysem społeczeństwo. Ale czy pamiętamy o co się podówczas upominano? Słynne 21 postulatów sierpniowych przedstawia się następująco:

  1. Zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych.
  2. Zagwarantowanie prawa do strajku.
  3. Przestrzeganie zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji.
  4. Przywrócenie do poprzednich praw ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 i studentów wydalonych z uczelni za przekonania, zniesienie represji za przekonania.
  5. Podanie w środkach masowego przekazu informacji o utworzeniu MKS oraz opublikowanie jego żądań.
  6. Podjęcie realnych działań wyprowadzających kraj z kryzysu.
  7. Wypłacenie strajkującym zarobków za strajk, jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu Centralnej Rady Związków Zawodowych (CRZZ).
  8. Podniesienie zasadniczej płacy o 2 tys. zł.
  9. Zagwarantowanie wzrostu płac równolegle do wzrostu cen.
  10. Realizowanie pełnego zaopatrzenia rynku. Eksport wyłącznie nadwyżek.
  11. Zniesienie cen komercyjnych oraz sprzedaży za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.
  12. Wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej oraz zniesienie przywilejów Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa i aparatu partyjnego.
  13. Wprowadzenie bonów żywnościowych na mięso.
  14. Obniżenie wieku emerytalnego – dla kobiet do 50 lat, dla mężczyzn do 55, lub zapewnienie emerytur po przepracowaniu w PRL 30 lat dla kobiet i 35 dla mężczyzn.
  15. Zrównanie rent i emerytur starego portfela.
  16. Poprawienie warunków pracy służby zdrowia.
  17. Zapewnienie odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach.
  18. Wprowadzenie płatnych urlopów macierzyńskich przez 3 lata.
  19. Skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania.
  20. Podniesienie diety z 40 do 100 złotych i dodatku za rozłąkę.
  21. Wprowadzenie wszystkich sobót wolnych od pracy.

Cześć tych postulatów uczestniczy w debacie publicznej również dzisiaj. Proszę zauważyć, że ogólnemu postulatowi wyprowadzenia kraju z kryzysu towarzyszą oczekiwania bynajmniej nie oszczędnościowe! Płatny urlop macierzyński przez 3 lata oraz wiek emerytalny od 50 i 55 lat to zdobycze socjalne jakich nie zrealizowano nigdzie na świecie. Dzisiaj nie poradziła by sobie z nimi żadna gospodarka, tym bardziej PRL w 1980.

Karnawał „Solidarności”, bo tak nazywa  się najczęściej okres od pomiędzy podpisaniem porozumień a wybuchem stanu wojennego nie doczekał się do dzisiaj poważnej ekonomicznej monografii. Znajdziemy sporo materiałów na temat przedsięwzięć kulturalnych, eksplozji wolności słowa ale nie dowiadujemy się wiele o wydarzeniach gospodarczych. A było by o czym poczytać ponieważ w 1981 roku nasza gospodarka wchodzi w ostrą fazę kryzysu i nie jest już de facto w stanie spłacać długów. Po prostu bankrutujemy.

A w obszarze publicznym nasila się eskalacja. Polityka nie znosi próżni a związek wedle wielu relacji chce władzy a jednocześnie  nie jest monolitem.  Bardzo jestem ciekaw, kto dzisiaj podpisał by się pod manifestem „Samorządna Rzeczpospolita” czyli dokumentem programowym I Zjazdu Solidarności. Ten kompleksowy, trzeba przyznać, sposób widzenia zmian w Polsce, nie mógł się spodobać jakiejkolwiek władzy, nie mówiąc już o ówczesnej w Polsce. Szanowni czytelnicy, rzućcie kiedyś  okiem na ten niemalże anarchio – syndykalistyczny dokument w którym postuluje się  przekazanie zakładów w ręce samorządów ale bynajmniej nie na własność tylko we wspólne użytkowanie. Esencja tego dokumentu to nowy, rewolucyjny ustrój społeczny wymagający de facto demontażu istniejącego wtedy państwa.

Tym samym do jakiegoś wybuchu musiało dojść. Balonem próbnym, był dla stron incydent bydgoski kiedy w trakcie usuwania siłą zgromadzonych w siedzibie WRN w Bydgoszczy 19 marca 1981 pobito działaczy Solidarności, miedzy innymi Jana Rulewskiego o którym dzisiaj już chyba nikt nie pamięta a w tamtych czasach był widoczną postacią. Tło? Odmowa rejestracji NSZZ Rolników Indywidualnych. Działacze tej organizacji 16 marca 1981 rozpoczęli strajk okupacyjny w siedzibie ZSL ( chłopski satelita PZPR ) domagając się rejestracji związku. Spotkanie 19 marca w WRN w Bydgoszczy miało rozwiązać problem ale de facto zamieniało się w okupację kolejnego urzędu. Władza spuściła ze smyczy milicję.

Ale była to już pewna lekcja. Związek zareagował pogotowiem strajkowym, władze się ugięły zapewniając, że wyjaśnią incydent. Sytuacja zaostrzała się z dnia na dzień. O rozmiarze destabilizacji państwa świadczyć może choćby to, że strajk w Wyższej Szkole Inżynieryjnej w Radomiu zorganizowany jako forma protestu przeciwko powołaniu przez władze rektora wbrew demokratycznej decyzji samorządu, przeradza się w ogólnopolską akcję. Władza odpowiada na nastroje ustawami dającymi specjalne uprawnienia rządowi. Związek kontratakuje i właśnie w Radomiu, 2 grudnia 1981 Lech Wałęsa ogłasza gotowość do strajku generalnego.

Nie jest moim celem historyczna redefinicja. Żyjemy w świecie poglądów kształtowanych przez doraźne polityczne cele a to skutecznie zaciemnia obraz. Przypomnę tylko, że Jarosław Kaczyński który w sierpniowym strajku nie uczestniczył, przemawiając na rocznicowym wiecu użył słynnego już zwrotu „oni są tam gdzie wtedy stało ZOMO” i wykluczył z etosu większość jego faktycznych twórców.

I to jest zasadnicze pytanie, gdzie kto naprawdę był w grudniu 1981? Tylko w trakcie pierwszych dni przewrotu Pinocheta w Chile ginie 2000 osób, a lata junty przemnożą tą liczbę wielokrotnie. Jedna „Krwawa niedziela” w Londonderry w styczniu 1972 roku gdy SAS otwiera ogień do demonstracji Irlandczyków kosztowała życie 14 osób.  Kontratak IRA w Belfaście w lipcu 1972 to 20 jednoczesnych zamachów bombowych w których ginie 9 a rany odnosi ponad 100 osób. Szacuje się, że w konflikcie który wtedy się rozpoczął zginęło prawie 4 tysiące ludzi. A działo to się w demokratycznym kraju jednym z filarów EWG.

Pora zadać pytanie czy to stan wojenny był tak dobrze przygotowany czy społeczeństwo tak gotowe na jakieś rozstrzygnięcie. Nie ważne jakie, byle by się wreszcie dokonało. Zamachu stanu nie usprawiedliwia nic, pytanie czy istniała dla niego jakaś alternatywa. Można powiedzieć wolne wybory wiosną 1982. Być może, ale nie wydaje mi się aby ktokolwiek mógł odpowiedzialnie przyjmować takie rozwiązanie jako możliwe w tamtych realiach.

I jeszcze jedno: w 1989 roku nikt się nie odważył powiedzieć Polakom prawdy o stanie państwa a działo się to po kilku latach ciężkiego kryzysu. Kto zatem byłby w stanie zrobić to w 1982? Czy nowy rząd, nawet wyłoniony demokratycznie, a który musiałby wprowadzić program nie mniej drastyczny niż plan Balcerowicza mógłby się wtedy utrzymać?

Te pytania mogą drażnić. Ale jeśli nie patrzymy na świat przez różowe okulary poświęćmy chwilę aby sobie na nie odpowiedzieć. Jak świat światem, upadek gospodarczy wyprowadzał wojsko na ulicę. Jest jeszcze czas warto wypracować jakiś inny scenariusz.

2 Comments

Wolny Śląsk

Jeszcze nie przestałem otrzymywać majli z uwagami, że moje poglądy na temat dążeń autonomicznych to dowód braku jakiegokolwiek wyczucia politycznego albo wręcz przejaw postawy celowo wrogiej Polsce.

Wczorajsza Rzepa w dziale opinie porusza sprawę Ruchu Autonomii Śląska który odniósł spektakularne zwycięstwo. Wypowiada się Jerzy Gorzelik przewodniczący ruchu oraz Piotr Semka publicysta RZ.  Drodzy Państwo, jakżeż nieśmiałe były moje sugestie co do przyszłych planów Wielkopolan! Pan Jerzy wali prosto z mostu: „W ciągu najbliższych 10 lat, chcielibyśmy stworzyć państwo regionalne które będzie ewoluowało w stronę federacji. Region rozliczałby się z budżetem centralnym na podstawie umowy i odpowiedniego algorytmu zostawiając dla siebie większość podatków. Chciałbym też, aby udało się stworzyć 48 osobowy sejm śląski. Na czele rządu regionalnego stałby premier. Interesów państwa polskiego strzegłby wojewoda”.

Uświadommy sobie zatem, że w Polandzie już istnieje grupa otwarcie realizująca politykę secesji. Zgadzam się z każdym zdaniem zawartym w komentarzu Piotra Semki poza konkluzją. Otóż Panu przewodniczącemu Gorzelikowi na niczym nie zależy bardziej niż na próbie politycznej izolacji. Taka próba to po pierwsze rozgłos, po drugie działanie całkowicie niezgodne z duchem unii. Co więcej owa izolacja do niczego nie prowadzi ponieważ aktywiści RAŚ do owej izolacji dążą!

„W centralnym zarządzaniu państwem odbiera się ludziom odpowiedzialność, a władza absolutna, czyli centralna demoralizuje. Sejmik natomiast jest namiastką rządzenia regionem”

Pan Jerzy jest historykiem sztuki wie zatem doskonale na czym polegał dualizm agrarny i do czego doprowadził. Tym samym jako osoba rozumiejąca związek przyczynowo skutkowy w procesie działa konsekwentnie i ze swej perspektywy słusznie. Na forum samorządowym na którym zależy mu przecież najbardziej nikt go nie powstrzyma ponieważ nasza polityka tak naprawdę walczy o Warszawę względnie województwa. Partyjne głowy nie dymią od sporów nad kandydaturami na wójtów. Pan Jerzy i jemu podobni skoncentruje się na tych pozycjach bo to one w niedalekiej przyszłości staną się fundamentem roszczeń.

Nasze państwo nie wkroczy na drogę asymilacji tych dążeń. Wybierze politykę konfliktu ponieważ jacyś idioci doją do wniosku, że w ten sposób zdobędzie się dodatkowe polityczne punkty we własnym zapleczu wyborczym na poziomie ogólnopolskim. Dokładnie tak myślał i postępował towarzysz Miloszewicz! Jego wodzowska kariera zaczyna się w 1989 roku od manifestacji w Kosowie gdzie wydelegowała go Parta. Miał tam uspokoić nastroje i być może przez przypadek wzniecił Serbski nacjonalizm. Z dnia na dzień stał się wyrazicielem jedynej prawej myśli integrystycznej.  

Dodam jeszcze, że RAŚ doskonale wie jak budować sobie zaplecze. Przykład? PZPN zakazał kibicom Ruchu Chorzów wywieszania w trakcie meczy bannerów  „Oberschleisen”. Jestem bardziej niż pewien, że to posunięcie przerodziło się w niejeden głos wyborczy a przede wszystkim prężne ramie na wszelkiej maści manifestacjach.

I jeszcze jeden niuans: separatyści nie zaszkodzą stołkom w polityce centralnej. Ba umocnieni w regionach będą bardzo pomocni partiom walczącym o pozycję w centrum. Współczesny separatyzm ma podłoże ekonomiczne a nie polityczne czy narodowościowe. W prawie 5 milionowym województwie śląskim nie uzbiera się zapewne nawet 500 tysięcy ludzi urodzonych tam w 3 pokoleniu. Ale całość tej grupy prędzej czy później uświadomi sobie korzyści z posiadania własnej odrębności zapewniającej choćby lepsze niż gdzie indziej przywileje socjalne. Na naszych oczach kiełbasa wyborcza na poziomie centralnym zamieni się w bardzo konkretne oferty działaczy a nie polityków na poziomie samorządowym. My w Koziegłowach ma znacznie bardziej namacalny wymiar niż na Wiejskiej.

Proces już ruszył i najwyraźniej nikt go nie powstrzyma. Gorzelików będzie przybywać, tym bardziej, że Pan Jerzy nie mieści się w stereotypie lokalnego warchoła germanofila. Prawnukowi powstańców śląskich opowiadających się za Polską nie można zarzucić przecież miłości do tyrolskich portek i hajcowania. Nasze państwo straciło swój etos. Symbolami polityki centralnej są służby specjalne i aparat wymiaru sprawiedliwości. Słabe państwo zestawione z wiarygodnym oddolnym ruchem faktycznie zabiegającym o poprawę jakości życia wyborców musi ponieść porażkę. W chwili próby sięgnie po argument siły. I skompromituje się ostatecznie.

Ale to nic nowego. Europa od swego zarania pokonuje drogę od integracji do dezintegracji. Nieprawda? A ileż już było unii europejskich? Cesarstwo Rzymskie, Karolingowie, Francja Napoleona która przecież de facto zjednoczyła Niemcy.

Proces dekonstrukcji już się rozpoczął a sprzyja temu polityka samej unii która nie potrzebuje silnych państw. Tym samym Europa nie jest już domem narodów. Staje się domem wspólnot. A że jednoczy je sakiewka zamiast jezyka, kultury albo religii? Nie jest to pierwszy przypadek w historii.

1 Comment

Polska Rosja: do zakochania jeden krok?

Są takie symbole które pozostają z nami na zawsze. Symbole które przechowujemy w pamięci ponieważ odbiegają tak mocno od sposobu w jaki widzimy świat, że po prostu trzeba je zapamiętać.

Nigdy nie brałem udziału w tak spontanicznym, a jednocześnie tak wysokiej rangi wydarzeniu. Po zakończeniu koncertu, gdy spodziewaliśmy się wszyscy, że Prezydenci zaraz znikną z sali, obaj weszli na scenę ale nie tylko po to aby pogratulować artystom. W tej niesamowitej atmosferze, z Wołodią Wysockim w tle, obaj wygłosili krótkie acz treściwe expose.

Wczoraj oklaskując Prezydentów czuliśmy, że to naprawdę unikalna chwila. Od lat nie zdarzyło mi się, aby język rosyjski nie malował mi w głowie portretu Stalina i czekistów w akcji. Wczoraj w nocy, ten język zabrzmiał zupełnie inaczej, zabrzmiał po prostu przyjacielsko. Prezydent Miedwiediew  przemówił prosto i zrozumiale dla nas wszystkich. Szkoda, że tłumacz niepotrzebnie dokonał nieudolnego zresztą przekładu. Tych słów nie było trzeba tłumaczyć. Każdy ze zgromadzonych poczuł, że na naszych oczach wiatr historii zmienia kierunek i temperaturę.
Niektórzy pytają dlaczego przy tak wielkiej randze wydarzenia spotkaliśmy się właśnie u nas w Soho Factory. Dla mnie to po prostu najlepsze miejsce, bo to tu właśnie na Pradze, Wysocki napisał swój słynny wiersz dla Daniela Olbrychskiego. To tutaj zatrzymali z Mariną Vlady samochód, a Wołodia wyraźnie poruszony długo spacerował nad Wisłą. Pierwszy raz zobaczył Warszawę patrząc na nią oczami krasnoarmiejców z prawego brzegu. W naszej współczesnej historii, ten właśnie brzeg i ta perspektywa jest symbolem naszego podziału.
„Gąsienicami zagrzebany w piach nad Wisłą, patrzę przez rzekę pustym peryskopem, na miasto w walce które jest tak blisko, że Wisły nurt frontowym staje się okopem. Rozgrzany pancerz pod wrześniowym żarem, rwie do ataku się i pali pod dotykiem, Ale wystygły silnik śpi pod skrzepłym smarem I od miesiąca nie siadł nikt za celownikiem”

Do mnie Wołodia przemówił właśnie ustami Kaczmarskiego. Ale to przecież kolejny symbol naszego pojednania, bo człowiek którego patriotyczny ryt dla nikogo nie pozostawiał przecież wątpliwości, uparcie i konsekwentnie przybliżał nam rosyjską duszę. To Kaczmarskiemu zawdzięczam to, że śpiewając „Czołg” czy „Nie lubię” zrozumiałem, że Wysocki to rosyjskość bez bagnetów na sztorc. I choć kochamy niemieckie samochody, imponuje nam tamtejszy porządek i ład, to nie znam nikogo kto by śpiewał przy ognisku protest songi w tym właśnie języku.

W III RP okopaliśmy już wszystkie demony z okresu II i rozbiorów poza jednym: NIGDY na poważnie nie poddano debacie różnicy światopoglądowej pomiędzy Dmowskim i Piłsudskim, różnicy która zdeterminowała naszą historię i wpływa na nią do dzisiaj. Brak jasnej zgodny w tej kwestii doprowadził do tragedii 1939 roku wieńczącej politykę niezaangażowania realizowaną przez Becka już po śmierci Marszałka. Polska nie może obrażać się na Rosję, Syberia i Katyń nie mogą szkodzić stosunkom tym bardziej, że kominy krematoriów nie zasłaniają nam przecież widoku na zachodni brzeg Odry. Najwyższy czas powiedzieć sobie jasno, że o kogoś musimy się oprzeć bardziej. Na naszych oczach, Rosja podnosi się gospodarczo z kolan a Niemcy budują IV Rzeszę. Odtwarza się tym samym historyczny układ geopolityczny. Nadchodzi moment wyboru. Z kimś przyjaźnić się trzeba bardziej.

A dla tych którzy sądzą, że polityka to coś więcej niż imperialna kalkulacja mój ulubiony fragment jednej z pieśni Kaczmarskiego:

„Komu zależy na pokoju ten zawsze cofnie się przed gwałtem wygra kto się nie boi wojen i tak rozumieć trzeba Jałtę”

PS. Filmik który załączam jest bardzo krótki, ale służby specjalne zabroniły nagrywania. Nie mogłem się powstrzymać i sfilmowałem kawałek telefonem. Ochroniarz Miedwiediewa zareagował niestety
błyskawicznie….. ale może się okazać, że to i tak jedyne sekundy zarejestrowane tego dnia.

0 Comments