Godzina ZERO

27

Czyli o tym, że granaty zastępują róże

Choć 1 września – jak co roku – przewinął w mediach doskonale nam znane historyczne kadry, dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej warto się zastanowić nad ich realną wymową. Do wydarzeń, które miały miejsce 76 lat temu, nie doszło przecież przypadkiem. Stanowiły konsekwencję decyzji i politycznych wyborów, w których stawką uczyniono dobrobyt obywateli – notabene informowanych o sytuacji międzynarodowej jeśli nie tendencyjnie, to przynajmniej wybiórczo. Prasa silnie oddziaływała na obywatelskie postawy, dając przy tym niejeden popis krótkowzroczności. W efekcie realne powody wizyty niemieckiego pancernika w Gdańsku tłumaczono obywatelom w następujący sposób („Co słychać?”, wydanie z 9 lipca 1939 ) :

Co prawda owe enuncjacje pochodzą z łódzkiej prawicowej agitki, ale podobnie widziała sprawy państwa „Polska Zbrojna”, oficjalny organ propagandowy ówczesnej armii. I choć głosy odrębne da się znaleźć, to w ówczesnym mainstreamie próżno ich szukać. Jak zapewniał w wywiadach Marszałek Śmigły–Rydz: naród i jego armia były gotowe na wojnę. O tym, że do niej dojdzie, zadecydowano nieroztropnie niemal rok wcześniej nad ciepłym jeszcze truchłem Czechosłowacji. Zanim polscy żołnierze skończyli wyznaczać nową granicę, w Berlinie konkretyzowały się już dalsze oczekiwania niemieckie wobec Polski. Czy nie powinny? Wspólna inwazja wojskowa, choć minister Beck usiłował przedstawić ją inaczej, w polityce międzynarodowej była sygnałem oczywistym: Warszawa zamierza iść razem z Berlinem. Powyższe – w połączeniu z manifestacyjnym antykomunizmem Polaków – mogło stanowić oczywistą przesłankę do zawarcia sojuszu, który wydawał się być jedynie kwestią czasu. Jedynym czynnikiem, który utrudniał jego zawarcie, były niemieckie roszczenia terytorialne. Roszczenia, których znaczenie dla polityki niemieckiej można zrozumieć dopiero wtedy, gdy zwróci się uwagę na to, kto i w jakim stopniu skorzystał na zmianach granicy wymuszonych przez porozumienia wersalskie:

Spór z Polską stanowił istotny element polityki wewnętrznej i zewnętrznej Berlina, o czym najlepiej świadczy wojna dyplomatyczna prowadzona w latach 1930-1932, czyli jeszcze przed dojściem do władzy Hitlera. Ówczesne władze, traktowane na świecie jako całkowicie demokratyczne, otwarcie domagały się zwrotu Gdańska, Pomorza Gdańskiego i Górnego Śląska, oferując w zamian udzielenie znacznej pomocy gospodarczej. Swoistą inwazje dyplomatyczną przerwało dopiero zawarcie paktu o nieagresji pomiędzy Polską a ZSRR w roku 1932. Warto przy tym zauważyć, że w owym okresie głównym polskim „oknem na świat” stał się już port w Gdyni – notabene wybudowany w zasadzie wyłącznie dzięki wojnie ekonomicznej z zachodnim sąsiadem. Budowę wymusiła wojna celna z Niemcami, które importowały wcześniej większość węgla z Górnego Śląska. Blokada zmusiła tamtejsze kopalnie do poszukiwania rynków zbytu w Skandynawii, ale na drodze do tamtejszych portów stanął Gdańsk, który zdecydowanie opowiedział się gospodarczo po stronie polakożerczej polityki niemieckiej. Warto w tym miejscu zauważyć, że pojawienie się Hitlera na urzędzie kanclerskim otworzyło przed polityką polską pewne nadzieje, a miernikiem tych ostatnich było zawarcie paktu o nieagresji z Niemcami w 1934 roku. Trudno się zatem dziwić, że władze polskie aktywnie poparły „hitleryzację” Wolnego Miasta Gdańska, spodziewając się kierunku znacznie mniej toksycznego niż ten, który przyjmowała jednoznacznie roszczeniowa Republika Weimarska. W efekcie Albert Foster obejmując ster władzy nad Motławą traktowany był jako przyjaciel, a nie wróg Polski.

Ówczesne polityczne kalkulacje prowadzono rzecz jasna w określonych warunkach militarnych. Reichswehra nie miała podówczas wielkich szans w starciu z armią polską, a Berlin doskonale pamiętał incydent z ORP Wicher, którego lufy wymierzone w gdańskie urzędy doprowadziły w końcu do założenia polskiej składnicy wojskowej na Westerplatte i wymuszenia respektowania polskich praw w tym portowym mieście. Praw, które – dodajmy – zostały prawnie ograniczone wyrokiem Stałego Trybunału Sprawiedliwości Międzynarodowej w Hadze w 1930 roku.

O ile trudno zakładać, aby pakt zawarty z Niemcami w 1934 roku miał być zapowiedzią trwałego pokoju, to należy zauważyć, iż był to element solidnego odprężenia w relacjach z Niemcami, które od 1925 roku trwały w stanie dyplomatycznej wojny. Co więcej roszczenia, które 4 lata później ujawnił Hitler, były i tak bardziej ograniczone niż te, które stawiały wcześniej władze Republiki Weimarskiej. Czego dotyczyły? Zwrotu Wolnego Miasta Gdańsk i budowy eksterytorialnej trasy przez terytorium polskie opisanego w sposób następujący:

Budowa autostrady i kolei zostanie przeprowadzona w ten sposób, że polskie linie komunikacyjne nie zostaną przez to dotknięte, tzn. budowa przejdzie albo nad, albo pod nimi. Szerokość tej strefy określa się na 1 km, a sama strefa należeć będzie terytorialnie do Rzeszy” 

Wedle danych za rok 1938 port w Gdyni odwiedziło niemal 7 tysięcy statków, a przeładunki w porcie wyniosły ponad 9 mln ton powodując tym samym, iż stał się on głównym portem ówczesnej Polski i skutecznie uniezależnił Warszawę od polityki prowadzonej przez Wolne Miasto Gdańsk. Czy Hitler miał tę świadomość? Brak reakcji Berlina na utyskiwania gdańszczan zaniepokojonych dynamicznym rozwojem konkurencyjnego portu sugeruje, że niemiecka polityka nie była prowadzona bez tej świadomości. W opinii Hitlera posiadanie własnej alternatywy mogło zmiękczyć polityczne stanowisko Polski. Jak wiadomo, tak się jednak nie stało.

Oponenci autorów takich jak Piotr Zychowicz zauważają nie bez pewnej racji, że oczekiwania Niemiec mogłyby w przyszłości ewoluować, a Polska stojąc w szeregu berlińskich wasali nie miałaby wielkiego pola manewru, aby się owym oczekiwaniom przeciwstawić. Historia alternatywna ma jednak to do siebie, że w sensie praktycznym jej analiza nie ma żadnego sensu. Dla odmiany znacznie ciekawsze rezultaty daje ocena faktycznie podjętych decyzji w kontekście ówczesnych realiów. Te natomiast niebezpiecznie przypominają okoliczności współczesne, co tym bardziej zachęca do pewnej retrospektywy. Retrospektywy uzasadnionej tym bardziej, że wielkimi krokami zbliża się do nas nowa optyka polityczna, której głównym funktorem stanie się intensywna militaryzacja. O ile polityka tego typu potrafi być gospodarczo efektywna, to wielkie znacznie ma przecież to, gdzie i od kogo broń będzie kupowana, a także przeciw komu ma być użyta. Szczególnie ta ostatnia kwestia ma olbrzymie historyczne znaczenie. Warto bowiem pamiętać, iż władze II RP decydując się na usztywnianie polityki wobec Niemiec nie posiadały żadnych planów obrony przed atakiem ze strony tego państwa. Co więcej wszelkie plany w tej materii zaczęły powstawać dopiero w 1938, a do chwili wybuchu wojny nie były poważnie przećwiczone choćby na sztabowym poziomie. Dla odmiany plany obrony przez atakiem ZSRR ćwiczono i szlifowano przez całe dwudziestolecie międzywojenne.

Wolne Miasto Gdańsk liczyło sobie w 1939 roku nieco poniżej 400 tysięcy, przy czym mniejszość polska, do której namiętne zaliczano Kaszubów, nie przekraczała 15% ludności miasta.  Choć zgodnie z konwencją polsko-gdańską Polsce przyznano szereg praw szczególnych na jego terenie, a sam obszar WMG stanowił integralną część polskiego obszaru celnego, to w praktyce realizowanie polskich praw napotykało na szereg trudności, a senat gdański prowadził niemal otwartą wojnę z państwem polskim. Dzięki rozbudowie portu w Gdyni Gdańsk stracił strategiczne znaczenie dla Polski szczególnie w chwili, gdy ze Śląska dotarła tam magistrala węglowa. Pozostał rzecz jasna wyraźnym politycznym symbolem i tak jego wagę postrzegały państwa ościenne.

Gdańsk wrócił wprawdzie do Polski w 1945 roku, ale w kwestii jego statusu nie wypowiedziało się nigdy żadne z państw niemieckich. O ile status granicy na Odrze i Nysie został potwierdzony na konferencji dwa plus cztery w listopadzie 1990, statusu Gdańska od czasów konferencji poczdamskiej nie komentowano. Wedle obowiązującej w Polsce wykładni, z niepodległości zdecydowali sami gdańszczanie, a teren WMG został przejęty jako porzucony. Tymczasem pierwsze wybory do emigracyjnej Rady Gdańszczan odbyły się w roku 1951 i wzięło w nich udział 53.000 gdańszczan na uchodźstwie. Wybrane podówczas władze zwróciły się do mocarstw międzynarodowych o przywrócenie WMG pod egidą ONZ. Rada Gdańszczan kontynuuje działalność po dzień dzisiejszy, nieodmiennie trwając na stanowisku, że byt Wolne Miasto Gdańsk nie było nigdy stroną żadnych porozumień pokojowych, a wszelkie decyzje zawarte bez zgody jego władz są z mocy prawa nieważne.

We wrześniu 1939 roku ówczesne polskie władze zdecydowały się na zagranie va baque, które miało być dla państwa i jego obywateli zdecydowanie lepsze niż domniemana polityka dalszych ustępstw. Sztywność miała swoją cenę. Pytanie, jaką cenę będzie miała dzisiaj elastyczność.

Powiązane wpisy

7 Comments
Previous Post
21
Next Post
shutterstock_251930530