Prawo do śmierci część II

Czyli o tym, że istnieją tajemnice których lepiej nie odkrywać, tajemnice których lepiej nie badać i o tym, że choć okoliczności się zmieniają, reguły gry już nie.

Mutacja systemowa, do której doszło w 1989 roku, swojej prawdziwej monografii nie doczeka się nigdy. Aby zrozumieć dlaczego, najlepiej posłużyć się porównawczą lekturą 3 pozycji: Graczyka – o środowisku Tygodnika Powszechnego, Latkowskiego – o związkach mafii z polityką i Miłoszewskiego właśnie. Czy nie ma lepszego wyboru? Pewnie jest, ale ten najlepiej prezentuje istotę, źródła i motywy procesu, który dzisiaj określa się zgrabnie mianem ustrojowej transformacji. O ile Graczyk zadaje trudne pytania, Latkowski formułuje śmiałe tezy, to Miłoszewski jako jedyny udziela pewnej odpowiedzi. Wiadomo, jako jedyny beletryzujeJ.

Jakkolwiek generalnym problemem oceny tych czasów jest niejawność, to ciekawym spoiwem dla tych trzech książek jest Krzysztof Kozłowski „nasz” pierwszy minister spraw wewnętrznych. Choć minister już był „nasz”, system, którym dowodził, podobno nadal był wrogi. Podobno, bo opinii publicznej wydaje się, że sita weryfikacji nie przeszła większość dawnych funkcjonariuszy służb, podczas gdy prawda jest taka, że z nieco ponad 14 tysięcy negatywnie zweryfikowano nieco ponad 3 tysiące funkcjonariuszy a w służbach wojskowych takiej procedury w ogóle nie przeprowadzono. Piotr Naimski – WiP-owiec i aktywny weryfikator mówi przy różnych okazjach, że w jego komisji weryfikowano ostro, ale jednocześnie przyznaje, że weryfikowano w oparciu o materiały dostarczone przez sam resort czyli materiały, które przygotowali między innymi weryfikowani lub ich koledzy. Ciekawa konstrukcja, prawda? Przy okazji warto dodać, że funkcjonariusze zajmujący się klerem całkiem nieźle radzili sobie w nowej rzeczywistości a wielu z nich robiło kariery w ścisłej symbiozie z
hierarchią.

Dlatego tez do hellingerowskiego „ustawienia” Jaruzelskiego, Michnika, Kaczyńskiego, Romaszewskiego, Staniszkis, Kozłowskiego, Kiszczaka, Kwaśniewskiego, Glapińskiego, i kilku innych nazwisk nie dojdzie, bo pewna próba w tym zakresie już się odbyła (i co ciekawe nawet częściowo jest sfilmowana Nocna Zmiana też agitka, ale jakże klimatyczna) i organizacja kolejnego takiego seansu nie ma najmniejszego sensu.

Przez wiele lat wydawało mi sie, że gruba czerwona kreska Mazowieckiego to największa zbrodnia jakiej dokonano na zbiorowej pamięci. Dzisiaj uważam, że autorzy tej koncepcji wiedzieli doskonale, że tą kreską oddzielają się od niechlubnej przeszłości wraz z tymi, których należało za nią rozliczyć. Pod pozorem wielkoduszności ukryto prozaiczną obawę o odbiór prawdy o elitach niepodległościowych w Polandzie. Nawiasem mówiąc całe szczęście. Bez tej naiwnej wiary w nową sprawiedliwą Polskę, morderczy skok gospodarczy z lat 1991 – 1993 po prostu nie przyniósłby efektów, ponieważ masy nie wytrzymałyby takiej skali pauperyzacji. Dzisiaj wiwisekcja agentury, tropienie powiązań to raczej materiał dla pisarzy takich jak Miłoszewski. Fabularna forma pozwala zapędzić się daleko i elegancko odpowiedzieć na pytania czytelnikom z różnych politycznych opcji.

Po zamachu na Narutowicza Stroński napisał słynny artykuł „Ciszej nad tą trumną” zgrabnie zamiatający pod dywan interesy prawicy związane z usunięciem Prezydenta. Ów artykuł już w 48 godzin po zamachu relatywizował to mroczne wydarzenie. W 22 lata po transformacji analiza nie ma sensu i do niczego nie prowadzi. Ważniejsze jest chyba zaakceptowanie tego, ze dzisiaj nikogo się już za nic nie rozliczy a od przeszłości ważniejsza jest przyszłość.

Żyjemy w świecie który powstał jako symbioza różnych elementów których się już dzisiaj nijak nie wypatroszy. Zygmunt Miłoszewski fabularyzuje więc przestawia wersję którą łatwo się przyswaja i akceptuje ale mimowolnie dopowiada historię jakby żywcem przepisaną z podręcznika dezinformacji. Cóż odwiedzie dzielnego prokuratora Szackiego od tropienia morderczych SB ków? Lęk. Świetnie napisane zakończenie wyjaśni nam dokładnie co może a czego nie może nasz rycerz w służbie prawdy. To dobrze napisana scena i wspaniale wpisuje się w klimat książki. Ale jest jak zwykle jedno ale. W książce jest moment w którym prokurator Szacki uświadamia sobie, że jednak świat w którym żyje jest nieco bardziej skomplikowany. Mroczny post funkcjonariusz spotyka się z nim aby zniechęcić do prowadzenia śledztwa. Szermierka słowna i elegancki szantaż przekształca się groźbę zabójstwa popartą prezentacją broni z tłumikiem. Tu się Pan myli Panie Zygmuncie. W takich sytuacjach nikomu nie trzeba pokazywać broni, groźby poparte zdjęciem i odpowiednio dobraną informacją są daleko bardziej skuteczne dlatego też morderstw jest niezwykle mało. To kalka z amerykańskiego filmu. Pański bohater i ów funkcjonariusz są od Pana znacznie starsi. Prokurator Szacki miał bowiem w 1989 roku 20 lat, jego rozmówca na pewno znacznie więcej. Toteż Panie Zygmuncie, jedno wezwanko do stosownego urzędu przed czy po 1989 roku pozwoliło by Panu tą scenę napisać zupełnie inaczej. I na zakończenie drobna anegdota. Jeszcze w czasie, gdy Michał Faltzman ( odkrywca afery FOZZ ) wydawał się być potrzebny nowym siłom w państwie i cieszył się ich poparciem, został skierowany na spotkanie z oficerami UOP, którzy mieli mu pomóc w pracy. Na początku spotkania zapytał: rozumiem, że Panowie są tutaj nowi w tej służbie? Nie – padła szybka odpowiedź: My jesteśmy sprawdzeni fachowcy.

Jak chce Hellinger którego zresztą Miłoszewski cytuje w książce „ ….jedyną drogą, żeby sobie radzić z obecnością zła jest przyznanie, żejego sprawcy są mimo wszystko ludźmi. Także dla nich powinniśmy znaleźć miejsce w naszym sercu. Dla swojego własnego dobra”.

Powiązane wpisy

4 Comments
Previous Post
Next Post